
Obraz Polski i Wojska Polskiego w propagandzie niemieckiej i w oczach żołnierza niemieckiego
Obraz Wojska Polskiego i Polski w propagandzie niemieckiej miał ogromne przełożenie na postępowanie żołnierza niemieckiego w trakcie kampanii w Polsce oraz po jej zakończeniu. Dogłębna analiza niemieckich publikacji na ten temat pozwala zrozumieć, jaki obraz Wojska Polskiego i Polski funkcjonował w świadomości niemieckiego żołnierza – pisze Tomasz SUDOŁ
.Machina antypolskiej propagandy ruszyła pełną parą w momencie, w którym Adolf Hitler podjął decyzję o przygotowaniach do inwazji na Polskę. Celem prowadzonej od maja do początku września 1939 r. intensywnej kampanii propagandowej było zakomunikowanie społeczeństwu niemieckiemu, a także opinii publicznej za granicą, że za napięte relacje polsko-niemieckie odpowiedzialna jest wyłącznie strona polska. Propaganda ta równie mocno wysyłała dezinformujący przekaz o pokojowym nastawieniu państwa niemieckiego, które miało być obrońcą interesów społeczności niemieckiej w Polsce.
Trzeba jednak pamiętać o tym, że antypolski przekaz propagandowy był obecny w niemieckiej narracji przez cały okres międzywojenny, a antypolskie klisze, które funkcjonowały w społeczeństwie niemieckim, miały o wiele starszy rodowód. W 1939 r. w antypolskiej retoryce dominuje podkreślanie przepaści między cywilizowanym Zachodem a barbarzyńskim Wschodem.
W trakcie inwazji na Polskę głównym kanałem propagandy dla społeczeństwa niemieckiego był w dalszym ciągu dziennik „Völkischer Beobachter”, naczelna tuba nazistowskiej propagandy, który docierał również do jednostek wojskowych walczących w Polsce. Od 1920 r. „VB” był organem prasowym NSDAP. Początkowo ukazywał się jako tygodnik, a od 1923 r. jako dziennik. Oprócz tego żołnierze poszczególnych armii byli pod wpływem treści propagandowych płynących z gazet wojskowych, takich jak „Soldaten-Zeitung der Schlesischen Armee” czy „Nachrichtenblatt für die ostpreussische Armee”. Należy również wspomnieć o propagandzie, która docierała do żołnierzy Wehrmachtu za pośrednictwem radia, oraz o działalności kompanii propagandowych (Propagandakompanie), czyli specjalnych jednostek Wehrmachtu tworzonych we współpracy z Ministerstwem Propagandy i Oświecenia Publicznego.
Naczelnym celem propagandy było mobilizowanie mas do wysiłku wojennego. Dotyczyło to zarówno żołnierzy biorących udział w walkach, jak i ludności cywilnej w Rzeszy. Wojsko Polskie było przedstawiane jako słaby przeciwnik. Polską państwowość ukazywano jako przypadkowy zlepek różnych nacji: polskiej, żydowskiej, ukraińskiej, białoruskiej.
Żołnierzom Wojska Polskiego nadano stereotypowe cechy o zabarwieniu pejoratywnym. Pisano, że są przepełnieni nienawiścią wobec żołnierzy niemieckich. Na ten wątek zwrócił uwagę Alexander B. Rossino. „Nigdy nie przypisano Polakom żadnych pozytywnych cech ludzkich. Natomiast przedstawiano ich jako niegodziwych i zezwierzęconych, w pełni zdolnych do morderstwa i niezasługujących na równe traktowanie czy szacunek”. Żołnierza polskiego miała cechować skłonność do brutalności, podłości i podstępu. Pisano również, że należy liczyć się z fanatycznym, desperackim oporem ze strony Polaków. Oceniając polskiego piechura, gen. von Rundstedt stwierdzał, że „niski poziom podstawowego wykształcenia ogranicza samodzielność jego działania”.
Innym motywem było przedstawienie polskich żołnierzy jako celowo dezinformowanych przez aparat propagandowy WP w kwestii postawy wojska niemieckiego wobec jeńców wojennych. „Mówi się im, że Niemcy masakrują wszystkich jeńców, że obozy jenieckie nie istnieją. Aby uczynić to okropne kłamstwo bardziej wiarygodnym, twierdzi się, iż sytuacja żywnościowa w Niemczech jest tak rozpaczliwa, że nie można brać jeńców”. W licznych artykułach publikowanych po zakończeniu kampanii w propagandowy sposób opisywano, jak polskie jednostki bojowe rozpadały się pod naporem niemieckiego oręża. Polskich żołnierzy często też portretowano jako mało zmotywowanych do walki. Z chęcią mieli się poddawać, licząc na otrzymanie od Niemców żywności.
Na łamach publikacji i czasopism propagandowych ukazało się wiele artykułów mających na celu zdyskredytowanie polskiego przeciwnika, co z pewnością oddziaływało na sposób traktowania polskich jeńców wojennych przez żołnierzy Wehrmachtu. Jednym z najbardziej popularnych haseł ośmieszających Wojsko Polskie było opisywanie marszu polskich jeńców do niewoli jako „marszu na Berlin”.
Pisano też, że w szeregach Wojska Polskiego, np. w pododdziałach sanitarnych, walczyły kobiety ochotniczki (określane przez Niemców jako Flintenweiber), a także młodociani ochotnicy, i na tej podstawie sugerowano, że armia przeciwnika stanowi element niepełnowartościowy. W licznych artykułach prasowych publikowano zdjęcia wziętych do niewoli kobiet w mundurach wojskowych oraz nieletnich ochotników. Z podobnym lekceważeniem opisywano obecność przedstawicieli mniejszości narodowych w szeregach WP. Ten sam motyw wykorzystywany był też zresztą w kolejnych kampaniach Wehrmachtu – podobnie portretowano armię francuską, brytyjską czy sowiecką. Akcentowano również rzekomo powszechny brak woli walki w szeregach WP, który miał się przejawiać poddawaniem się całych jednostek taktycznych.
Oficerowie WP często byli przedstawiani niemal jak komisarze polityczni, terroryzujący swoich podwładnych, mamiący ich nadzieją odniesienia zwycięstwa za pomocą świadomej dezinformacji. Byli rzekomo nacechowani szaleństwem, sadyzmem, gotowi do popełniania zbrodni, ale także słabi moralnie i skorzy do ucieczki z pola walki, porzucający swoich żołnierzy na pastwę losu. Przypisywano im odpowiedzialność za śmierć tysięcy podkomendnych. Żołnierzy polskich ukazywano z kolei jako dywersantów i sabotażystów bądź też zarzucano im postępowanie niezgodne z zasadami prowadzenia wojny. Wojsko Polskie obwiniano o bezzasadne narażanie ludności cywilnej, czego przykładem miało być przedłużające się oblężenie Warszawy. W ten sposób niemieckie władze wojskowe kreowały się na rzekomych obrońców polskiej ludności cywilnej.
Inną formą propagandy były publikowane karykatury, na których polscy żołnierze mieli twarze o nieprzyjemnych, prymitywnych rysach lub byli przedstawiani jako złodziejaszki czy kryminaliści. Ukazywano ich jako niechlujnie wyglądającą zbieraninę przypadkowych postaci, a żołnierzy Wehrmachtu – jako zdyscyplinowane wojsko o nienagannej prezencji.
Kontekst fotografii, motywy zdjęć i towarzyszące im podpisy, nacechowane stereotypami i ideologią narodowego socjalizmu, nie odbiegały od ujęć wykonywanych przez profesjonalnych fotoreporterów z kompanii propagandowych. Wiele tego typu fotografii można zaklasyfikować jako formę przemocy, mającą na celu ośmieszenie lub upokorzenie przeciwnika. Kolejnymi stałymi motywami kampanii polskiej 1939 r. było fotografowanie ciał zmarłych polskich żołnierzy i wykonywanie zdjęć, na których żołnierze niemieccy pozują na tle ich zwłok. Stanowiło to przejaw pogardy wobec poległych żołnierzy nieprzyjaciela. Fotografie pokazujące pokonaną polską armię znajdowały się obowiązkowo w każdym ilustrowanym wydawnictwie dotyczącym kampanii polskiej 1939 r., gdyż taki miał być przekaz propagandy – obraz Polaka sprowadzał się tylko i wyłącznie do roli pokonanego przeciwnika.
Zachowanie się żołnierzy niemieckich w Polsce w dużym stopniu determinowała propaganda antyżydowska. Debórah Dwork i Robert Jan van Pelt celnie stwierdzają: „O tym, jak dobrą robotę wykonała narodowosocjalistyczna propaganda, świadczy porównanie reakcji niemieckich żołnierzy w 1939 roku z reakcjami ich poprzedników, którzy wkroczyli do zaboru rosyjskiego ćwierć wieku wcześniej. O ile żołnierzy z 1915 roku zaskoczył widok Żydów i żydowskich gett i pisali ze współczuciem o ubóstwie tych »ofiar cara«, o tyle ludzie, którzy weszli do Polski w 1939 roku, wyrażali tylko pogardę i odrazę. Żydzi byli winni chaosu w Polsce i stanowili główną przeszkodę dla przygotowania gruntu pod rekonstrukcję niemieckiego Wschodu”. To właśnie Żydów, nazywanych często „podżegaczami wojennymi” (Kriegshetzer), oskarżano o wybuch wojny oraz o zbrodnie popełnione w Bydgoszczy.
Chętnie akcentowano służbę Żydów w Wojsku Polskim. W związku z tym nie omieszkano poinformować o ujęciu 21 września 1939 r. w Brześciu nad Bugiem Żydówki w wojskowym mundurze, której wizerunek został intencjonalnie wykorzystany na potrzeby propagandy wojennej z silnym przekazem antysemickim, adresowanym do niemieckich żołnierzy. Ujętą kobietę opisano jako polską Żydówkę z Warszawy o imieniu i nazwisku Bajla Gelblung, noszącą polski mundur wojskowy, która jako „przywódczyni jednej z najokrutniejszych band morderców” miała mordować Niemców mieszkających w Polsce, co stanowiło kompletnie zmyśloną historię. Personalia kobiety zostały podane nieprecyzyjnie. Chodzi najpewniej o mieszkankę Warszawy Belę Gelblum urodzoną w 1915 r. w Warszawie, córkę Józefa Lejba i Fajgi, zamieszkałą przy ul. Waliców 25 w Warszawie, pracującą w stolicy w charakterze urzędniczki. Według dokumentacji Yad Vashem Bela Gelblum w okresie okupacji niemieckiej była w warszawskim getcie, gdzie zginęła w czasie Zagłady.
Przyjmując, że Bajla Gelblung to w rzeczywistości Bela Gelblum, można podejrzewać, że po dostaniu się do niewoli w Brześciu i wykonaniu fotodokumentacji na użytek propagandy niemieckiej została ona odstawiona do punktu zbornego jeńców. Wiadomo, że znajdujący się tam jeńcy nie zostali zabrani przez odchodzące jednostki XIX Korpusu Armijnego, tylko pozostawieni przez Wehrmacht na miejscu na łaskę Sowietów. Ci prawdopodobnie zwolnili Belę z niewoli i w ten sposób mogła wrócić do Warszawy.

.Należy zaznaczyć, że gdyby faktycznie dokonała ona czynów kryminalnych lub choćby była o nie podejrzewana, zostałaby osądzona przez niemiecki sąd doraźny i skazana na karę śmierci przez rozstrzelanie. To, że takiej procedury sądowej nie wszczęto, świadczy o tym, że cała historia o rzekomym strzelaniu do niemieckich żołnierzy była całkowicie zmyślona. Opisana historia Żydówki w mundurze Wojska Polskiego ma jeszcze jeden ważny aspekt. Była to absolutnie jedyna tego typu historia w trakcie działań wojennych w Polsce, kiedy to aparat niemieckiej propagandy podał do publicznej wiadomości imię i nazwisko domniemanego sprawcy zbrodni w mundurze WP, co miało dodatkowo uwiarygodnić kłamliwy przekaz.



