Marco RONCONI: Nowe pokolenia. Lektura Biblii może nauczyć nowego sposobu czytania

Nowe pokolenia. Lektura Biblii może nauczyć nowego sposobu czytania

Photo of Marco RONCONI

Marco RONCONI

Doktor teologii, nauczyciel i publicysta.

Biblia dla wierzących to tekst, do którego można podchodzić na wiele sposobów: jest prosty, ale nie banalny; przystępny dla każdego, a zarazem wymagający pewnych umiejętności; na jego powstanie wpłynęła historia i dzieje ludzi, a jednocześnie Duch Święty; działa inaczej za pośrednictwem liturgii, inaczej poprzez interpretację, inaczej w kulcie, w sztuce, w literaturze – pisze Marco RONCONI

.„Drogi profesorze, nadal zajmuję się Biblią, ale zupełnie zmieniło się to, w jaki sposób ją czytam. Zaczęłam z pełnym zaangażowaniem, czytałam i rozważałam, a później się zatrzymałam. Musiałam zadać sobie pytanie, co skłoniło mnie do tego zajęcia; znalazłam następującą odpowiedź: decyzja ta wynikała z chaosu, jaki panował w mojej głowie w pewnym momencie mojego życia oraz z intuicyjnego przekonania o mocy Pisma.

Zdałam sobie sprawę, że podchodziłam do tych tekstów właściwie jak dziecko, w podwójnym znaczeniu: z nieograniczoną ufnością i pełną oczarowania naiwnością. Powtarzałam sobie, że przygody Abrahama czy Jezusa być może zostały spisane z jakiegoś powodu, że każdy werset ma swój przekaz, tak, by Bóg jak najlepiej mógł działać w świecie, podając odpowiedzi, jakich każdy z ludzi potrzebuje, by być szczęśliwym.

Teraz widzę, że moje rozumowanie było błędne. Być może zaczynam rozumieć, że tak naprawdę Biblia to pomoc czy inaczej: sposób pojmowania, jak coś działa na przestrzeni czasu. Czytać Biblię to znaczy pracować nad sobą. W jednej z książek, które mi Pan polecił, napisano: »Nie tyle pytać, co znaczy albo czego mnie uczy dany tekst, ale słuchać, co opowiada i co opisuje, dać mu czas, by pracował w nas, i zauważać, co się wówczas dzieje«”.

Dostałem tę wiadomość mailową od F. w upalny lipcowy dzień, po jej maturze. W tamtym roku F. była corocznym, przedstawianym mi przez Opatrzność przykładem na to, jak pełen tajemnic jest zawód nauczyciela. Przez pięć klas zabierała głos nie więcej niż cztery razy; czasem zastanawiałem się, czy nie powinienem jej bardziej do tego zachęcać. Na szczęście tego nie zrobiłem, dzięki czemu mogła słuchać w zupełnie swobodny sposób. Posługując się kilkoma radami, zaczerpniętymi od autorów takich jak Stella Morra, Jean-Louis Ska i Jean-Pierre Sonnet, w ostatniej klasie próbowałem wyjaśnić uczniom, że Biblia dla wierzących to tekst, do którego można podchodzić na wiele sposobów: jest prosty, ale nie banalny; przystępny dla każdego, a zarazem wymagający pewnych umiejętności; na jego powstanie wpłynęła historia i dzieje ludzi, a jednocześnie Duch Święty; działa inaczej za pośrednictwem liturgii, inaczej poprzez interpretację, inaczej w kulcie, w sztuce, w literaturze…

Przyniosłem nawet kserokopię tekstu Enzo Bianchiego o metodzie lectio divina, przekonany, że zniknie w otchłani deszczowego poranka, kiedy to uwagę młodych bardziej zaprzątały trzy poważne sprawdziany z kolejnych lekcji. Mimo to F. przeczytała tekst, co udowodniła w swoim liście: „Teraz zamiast pytać Biblię o odpowiedzi, staram się zrozumieć, jak działa. Udaje mi się nie patrzyć na nią już jak na »usta prawdy«, ale – nie wiem, czy to słuszne porównanie – jak na pewnego rodzaju słownik języka greckiego. Kiedy wykonywałam pierwsze tłumaczenia, wydawało mi się, że jest to bardzo proste, ponieważ miałam do dyspozycji słownik podający znaczenia poszczególnych słów; w efekcie powstały przekłady, które brzmiały jak z automatycznego translatora, były nielogiczne i zabawne. Później zrozumiałam, że powinnam zmienić podejście do słownika, pozwolić mu na chwilę potowarzyszyć tekstowi, nad którym pracowałam. Zaczęłam postępować trochę tak jak przy lectio divina, również zajmując się językiem greckim: uczyłam się słów na pamięć, przekładałam je na własne określenia, by zrozumieć ich sens, a później cieszyłam się uzyskanym tekstem, zwłaszcza gdy udało mi się dobrze oddać jego brzmienie po włosku (to już nie tak często się zdarza, zwłaszcza przy Arystotelesie).

Od Stelli Morry nauczyłam się, że nie trzeba zniechęcać się nawet przy tekstach o wiele mądrzejszych od nas. Zaskoczyło mnie to, że podczas gdy poprzednie pokolenia poznawały Biblię niemal wyłącznie za pośrednictwem różnych instytucji, ja, poza fragmencikami katechizmu, które szybko umknęły mi z pamięci, poznałam ją dzięki własnym zainteresowaniom, a potem, za jej sprawą, zbliżyłam się do Kościoła. Może kupię jakieś wydanie z komentarzem, ponieważ niektóre części budzą we mnie wiele wątpliwości, ale tymczasem udało mi się uzyskać pewną równowagę pomiędzy mną samą a Biblią.

.Spotykamy się kilka razy w tygodniu. Czasem rozumiemy się od razu, innym razem potrzebna jest cierpliwość, by spokojnie się do siebie zbliżyć; nie oczekujemy, że zawsze będzie łatwo. To jest piękne. Odezwę się jeszcze. Dobrego lata!”. Kiedy Sobór Watykański II pozwolił na osobistą, bezpośrednią lekturę tekstów biblijnych, a wręcz zachęcił do niej, otworzył możliwości, z których skutków prawdopodobnie jeszcze nie zdajemy sobie sprawy.

Marco Ronconi

Fragment książki „Dabar. Teologia przy kawie”, wyd. „W drodze”, 2026 r. [LINK]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 maja 2026