
Polityka architektoniczna w dziesięciu krokach
Architektura, a szczególnie urbanistyka są zbyt poważnymi sprawami, żeby zostawić je samym profesjonalistom. Podobnie jak prawo prawnikom czy nasze zdrowie tylko lekarzom. Trzeba ufać wrażliwości architektów, ale równocześnie żądać odpowiedzialności od urzędników. Do planowania i zagospodarowania przestrzeni trzeba włączać różne specjalności zawodowe i różne grupy interesariuszy – pisze Czesław BIELECKI
.W kraju, w którym brak jest dostępnych mieszkań, budujemy przegęszczone wyspy zabudowy bez zieleni i parkingów. Paradoksalnie robi się to w sposób niezwykle ekstensywny, ponieważ w urzędowych dokumentach planistycznych przewidziano tereny dla ponad 60 mln mieszkańców. Koszty rozproszonej zabudowy naukowcy już 10 lat temu szacowali na 84 mld zł rocznie. Tyle generują m.in. rozciągnięta infrastruktura techniczna i transport publiczny, korki na przedmieściach czy straty czasowe gospodarstw domowych.
W utrwalaniu tej patologii przestrzennej uczestniczą w różnych rolach politycy, architekci, inwestorzy i deweloperzy. Zasada „przede wszystkim nie szkodzić” jest rzadko obecna. Pomimo wielu podejmowanych prób dotychczas nie znaleźliśmy sposobu na opanowanie chaosu naszych miast i osiedli, a przecież wolność, własność i rynek nieruchomości wymagają rządów prawa. Nie wystarczy więc dziś apelować o tworzenie pięknej przestrzeni i szanowanie krajobrazu, skoro nie zdobyliśmy się na nie dotychczas, choć wolna Polska trwa już prawie tyle, ile trwał PRL. Bez strategicznych rozstrzygnięć polityki jako sztuki możliwego do osiągnięcia wszelkie wysiłki reformowania planowania procesów budowlanych czy sterowania nimi nie doprowadzą do ładu przestrzennego.
Odziedziczyliśmy planowanie dla planowania, a nie zrozumiałe i akceptowane reguły gry prowadzące do kultury budowania. Nowe technologie, czystość czy luksus nie zastąpią ładu przestrzennego w naszej urbanistyce i krajobrazie. Pojedyncze dzieła architektury są tylko błyskiem piękna w chaosie, a czasem zalewie brzydoty. Polityka architektoniczna państwa wymaga nie tyle deklaracji celów, ile określenia sposobów – sworzni prawnych, które uruchomią pozytywne procesy tworzenia architektury i urbanizacji zgodnej z dziedzictwem natury i kultury.
.Chcąc wyznaczyć ramy polityki architektonicznej państwa, nie zaczynajmy od nazwy pisanej dużymi literami. Żeby powstrzymać chaos i rozlewanie się zabudowy miast i wsi, trzeba wrócić do początku. Jak to się stało, że zgubiliśmy DNA miasta i kody architektoniczne zrozumiałe dla szerszej publiczności i decydentów? Co takiego nastąpiło od czasu hasła francuskiego poety Rimbauda z końca XIX wieku: „Trzeba być absolutnie nowoczesnym”, że na początku XXI wieku czeski pisarz Kundera stwierdził: „Dziś jedynym modernizmem godnym tego miana jest modernizm antynowoczesny”?
Większość dezyderatów zawodowych polskich architektów i urbanistów dotyczy tego, że chcemy osiągnąć harmonię, zróżnicowanie, piękno, ład itd., a także tego, jakie mamy intencje (służyć społeczeństwu, odpowiadać na jego potrzeby funkcjonalne, kulturalne, zdrowotne, środowiskowe…). Sądzę, że nie tędy droga do określenia polityki architektonicznej jako „sztuki możliwego”. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie JAK, a zatem zdefiniować sworznie – pivots – i użyć ich w ustawie, by łączyły prawo ze zrozumiałymi dla ludzi zasadami. Trzeba więc przywrócić pojęciom znanym z życia każdego obywatela i każdej społeczności terminy i kwantyfikatory, których żadna nowomowa nie będzie fałszować – czy to wzięte z frazeologii socjalistycznej, jak zaspokajanie potrzeb społecznych, oczywiście w sposób pełny, kompleksowy i zrównoważony, czy z frazeologii kapitalistycznej, jak konstytucyjne gwarancje prawa własności (oczywiście świętej) i praw rynku jako sprawdzonego mechanizmu alokacji zasobów. A przecież potrzeby społeczne bądź własność nieruchomości są pod rządami prawa, a planowanie urbanistyczne z natury rzeczy ogranicza funkcjonowanie rynku nieruchomości i tak było jak świat światem. Pieniądz i zysk były i są napędem rozwoju, ale nie jedynym regulatorem w życiu społecznym. Własność nieruchomości ma gwarantować wolność i zagospodarowanie w ramach prawa, ale bez naruszania praw sąsiada, wspólnoty, społeczeństwa.
Chaos przestrzenny naraża nas wszystkich na miliardowe straty. Ciągnące się kilometrami wsie „ulicówki” czy wykwity w szczerym polu „łanowej” urbanizacji są rezultatem dziurawych przepisów połączonych z blokadami administracyjnymi. Patodeweloperka jest owocem patopolityki. Wzmocnienie odporności naszych miast i infrastruktury krytycznej kraju wymaga zwiększenia sprawczości w polityce przestrzennej i regionalnej. Uwzględniając ilość fachowych kadr, można sądzić, że powiat wydaje się najniższym szczeblem, na którym jest szansa na merytoryczne podejmowanie decyzji. Policentryczna sieć miast badana przez naszych geografów i ekonomistów wskazuje, że nie więcej niż 100–150 miast to węzły rozwoju Polski, organizujące system osadniczo-funkcjonalny kraju.
W przeddzień Kongresu Architektury Polskiej przedstawiam zestaw dziesięciu sworzni polityki architektonicznej państwa. Wskazuję na rozstrzygnięcia, które – w moim przekonaniu – trzeba umieścić w ustawie, aby stymulowała realizację zadań stawianych przez środowiska architektów, urbanistów, architektów krajobrazu, geografów, ekologów, ekonomistów regionalnych, inżynierów transportu i wielu innych specjalistów w zakresie zagospodarowania przestrzennego. Te sworznie tworzą podstawy prawne i proceduralne postulowanego ładu przestrzennego, nad którym ma czuwać administracja publiczna.
1. Wolność pod rządami prawa
.Aby wolność w gospodarce nieruchomościami i w inwestycjach budowlanych sprzyjała rozwojowi, trzeba usunąć dzisiejsze blokady planistyczne i biurokratyczne. Trzeba przywrócić zgodność procedur decyzyjnych z kodeksem postępowania administracyjnego (30 i maksymalnie 60 dni na wydanie decyzji) i jak najczęściej korzystać z zasady milczącej zgody. Organ decydujący nie ma przeganiać obywatela czy przedsiębiorcy od biurka do biurka w celu uzgodnienia jego celu projektowego, lecz sam ma zebrać zespół uzgadniający, przed którym staną inwestor i projektant. Są tu pozytywne, sprawdzone od lat rozwiązania.
Mamy dziś narzędzia informatyczne dla transparentnego informowania o rozstrzygnięciach i szybkiego procedowania decyzji. Nie po to demokratycznie wybieramy samorząd kolejnych szczebli, aby protesty jednostek czy grup mogły blokować strategiczne decyzje dotyczące infrastruktury krytycznej i bezpieczeństwa. Planowanie musi mieć swoje granice i bardziej obejmować formy niż treści społeczne, z natury zmienne. Jak w całej historii budowy miast i osiedli – zamiast regulować zasięg i charakter urbanizacji przez plamy, należy sterować rozwojem struktur osadniczych przez sieci dróg, ulic i pozostałej infrastruktury naziemnej i podziemnej.
2. Własność i jej granice
.Własność nieruchomości gruntowej i budowlanej jest czymś zupełnie innym niż własność ruchomości. Ma z natury rzeczy istotne ograniczenia dotyczące jej sposobu użytkowania, a tym bardziej zabudowy i jej uwarunkowań z tym najważniejszym – zakazem jakiejkolwiek zabudowy, gdy plan tego nie przewiduje. Tylko tak, nie naruszając prawa własności, możemy szanować prawa i wolności jednostki, lecz również prawa i wolności wspólnoty.
Bez obowiązku płacenia wielokrotności podatku katastralnego od niezabudowanych działek budowlanych nie opanujemy ani rozlewania się miast, ani marnotrawienia terenów uzbrojonych. Jest skrajnie niesprawiedliwe obciążanie wszystkich obywateli tym, że niektórzy gromadzą kapitał w formie niezabudowanych nieruchomości lub ruder w centrach miast. Wszyscy bowiem ponosimy koszty budowy i utrzymywania niewykorzystanej infrastruktury.
3. Przestrzeń publiczna i jej wzorce
.Przestrzeń tę musimy definiować – powtórzę – nie plamami na mapie, lecz sieciowo: siatką ulic i innych przestrzeni publicznych. Jeżeli nie będziemy określać geometrii ulic, lecz traktować je po prostu jako drogi (a do dziś nie mamy ustawy o ulicach), będzie dochodziło do dzisiejszych absurdów. Warszawskie metro płaci stołecznemu Zarządowi Dróg Miejskich za używanie przestrzeni pod ulicą. Wszędzie, gdzie nie rozstrzygniemy sprawy własności warstwowej, a będziemy używać własności gruntowej od nieba do środka Ziemi, nie rozstrzygniemy dziesiątek problemów w zabudowie miejskiej. Poczynając od tunelu średnicowego w Warszawie, zbudowanego sto lat temu, aż po dzisiejszą konieczność budowy miejsc ukrycia czy schronów podziemnych dla uzyskania odpowiedniej odporności miasta.
Urbanistyka polegająca na kształtowaniu ulic, placów miejskich, nadrzecznych bulwarów, skwerów i parków decyduje o charakterze miasta nie mniej niż same budowle. Jeśli nasze zasady planowania nie wrócą do tej europejskiej tradycji, w której teren ograniczony przestrzenią publiczną dzielony jest na działki inwestycyjne, nie wyjdziemy ze ślepego zaułka, w którym znaleźliśmy się, uwierzywszy w modernistyczny koniec historii budowy miast.
4. Koncentracja zabudowy i infrastruktura
.Miasto jest fenomenem koncentracji, ale regulowanie intensywności zabudowy nie może być wyłącznie funkcją spekulacji gruntowej. Rola rynku jako stymulatora inwestycji i pieniądza określającego wartość nieruchomości jest bardzo duża, ale nie decydująca. Nikt w Nowym Jorku nie myśli o zabudowie Central Parku, który niegdyś wykupiono od właścicieli.
Tylko kwantyfikatory prawne mogą wykluczyć nonsensy w gospodarce przestrzennej i środowiskowej epoki antropocenu, gdy to człowiek kształtuje i niszczy środowisko. Nie może być tak, żeby rudery straszyły w środku naszych miast, a jednocześnie inwestorzy wyburzali nowe budynki obok, aby osiągnąć większe zyski. Warto tu przypomnieć pytanie zadane słynnemu Finowi Alvarowi Aalto: Jaki jest najbardziej ekonomiczny budynek? Jak najwyższy i jak najgrubszy!
Urbanizacją rządzą dwie reguły – wynikające z podziału na działki i wzory zabudowy oraz sieć uliczną wyznaczającą dojazdy do parcel, w której są pasy infrastruktury. XX wiek przewrócił tę logikę do góry nogami. Najpierw buduje się domy, a potem doprowadza do nich dojazdy. Tylko polityka obwarowana prawem może odwrócić ten nonsens.
5. Limit wielkości zadania w rękach jednego projektanta
.Odbudowa Berlina po zjednoczeniu Niemiec pokazuje, że tylko dzieląc założenia urbanistyczne na poszczególne zadania skierowane do różnych projektantów, możemy osiągnąć różnorodność zabudowy, nawet powstającej w tym samym czasie. To skala przedsięwzięcia decyduje, czy jest ono monumentalne, czy przeciwnie – tworzy zróżnicowaną tkankę miejską. Różne kształty bloków nie humanizowały blokowiska zaprojektowanego jedną ręką.
Mniej to więcej – Less is more – powiedział Mies van der Rohe, do dziś patron europejskiej nagrody architektonicznej. Robert Venturi odpowiedział na to: Less is bore – Mniej to nudniej. Nie jest estetycznym minimalizmem sausage architecture – architektura, którą można w dowolnym miejscu w pionie i poziomie ciąć jak kiełbasę.
6. Ochrona środowiska, bezpieczeństwo, odporność
.Ślad węglowy zmniejsza przede wszystkim wyznaczanie granic urbanizacji i ochrona terenów niezabudowanych. Polityką podatkową można zdziałać więcej niż nakazami planistycznymi. Rewolucją był przepis nakazujący ograniczanie szkodliwości do granic własności, bilansowanie parkingów w ramach swojej działki, także określanie procentu powierzchni niezabudowanej dla zieleni na gruncie rodzimym i absorpcji wody (nie tylko w magazynach podziemnych na deszcz ulewny).
Jeżeli chcemy naprawdę chronić środowisko w czasach, kiedy dziki potrafią buszować po miastach, musimy znaleźć właściwą równowagę i nie poddawać się demagogii żadnej ze stron. Z całą pewnością w nowoczesnej architekturze jednym ze źródeł niszczenia środowiska było odsuwanie się od zanieczyszczeń, zamiast te zanieczyszczenia zwalczać. Dlatego dzisiaj trzeba mówić także o śladzie węglowym powodowanym przez wyburzanie nowych budynków tylko ze względu na spekulację gruntową. Z kolei budynki budowane ze wszystkimi zielonymi certyfikatami nie mogą mieć wewnątrz takiej konstrukcji, która uniemożliwia ich późniejszą adaptację.
7. Ochrona dóbr kultury i zabytków
.Nawet najwyższe standardy ochrony dziedzictwa nie ostaną się bez stosowania odpowiednich kwantyfikatorów. Nie może być tak, żeby za każdym razem była to dyskrecjonalna władza administracji z szerokim polem interpretacji ustawy. Niejeden zabytek w Polsce stał się ruiną lub został zeszpecony przez przebudowę z powodu braku kryteriów określających, co i jak ma być chronione. Czym innym jest Kaplica Zygmuntowska na Wawelu, której wnętrze, elewacje i otoczenie muszą podlegać ochronie, a czym innym budynek, w którym tylko elewacja jest nośnikiem pewnych wartości estetycznych, i nie ma powodu, żeby z tyłu tej elewacji nie powstała współczesna zabudowa. Nie odbudowalibyśmy w czasach powojennej biedy starówek Warszawy i Gdańska, gdyby kierowano się w tym procesie dzisiejszą doktryną i praktyką konserwacji zabytków.
8. Krajobraz wielkomiejski, miejski i wiejski
.Miejsce jest ważniejsze niż nasze – mówiąc językiem geodetów – naniesienia budowlane. Geografowie humanistyczni badają ten problem od lat. Charakter osadniczo-funkcjonalny, kontekst, sąsiedztwo, duch miejsca to elementy regularnie lekceważone w naszej architekturze, a szczególnie urbanistyce. Żaden zapis planu nie zmusi do dobrego zamknięcia perspektywy ulicy czy harmonii z sąsiedztwem. Gdy projektanci nie liczą się z kontekstem miejsca, a bywa, że wierzą, iż sami go tworzą – tylko jurorzy czy liderzy samorządowi mogą ustrzec nas przed kolejnym przestrzennym faux pas.
Architektura, a szczególnie urbanistyka są zbyt poważnymi sprawami, żeby zostawić je samym profesjonalistom. Podobnie jak prawo prawnikom czy nasze zdrowie tylko lekarzom. Trzeba ufać wrażliwości architektów, ale równocześnie żądać odpowiedzialności od urzędników. Do planowania i zagospodarowania przestrzeni trzeba włączać różne specjalności zawodowe i różne grupy interesariuszy.
9. Estetyka, skala i materialność
.Estetyka zmienia się w rytm mody i cywilizacyjnych trendów, ale poczucie skali i materialności pozostaje tym wyróżnikiem differentia specifica architektury na tle innych sztuk, który decyduje o urodzie przestrzeni. Zatem skalę zabudowy i jej materiały można i należy definiować w lokalnych czy regionalnych regulacjach. Tylko tak możemy zachować tożsamość naszej kultury materialnej. Te elementy muszą być kwantyfikowane, nie może być dowolności. Są dziesiątki miast, w których utrzymano ducha miejsca tylko dzięki materiałowi, który się powtarza, albo dzięki skali zabudowy.
10. Prawa autorskie architektów – last but not least
.Materialne prawa autorskie w architekturze muszą być honorowane, a już w szczególności na dwóch etapach twórczości: inicjalnym i realizacyjnym. Tym pierwszym jest koncepcja architektoniczna, architektoniczno-urbanistyczna czy krajobrazowa przypisana do danego miejsca i mająca określonego zleceniodawcę, który postawił przed nami zadanie projektowe. To utwór pierwotny, który musi być (a nie jest) monetyzowany w stosunku do wartości inwestycji i zbywalny. Autor ma prawo do swojego utworu, ale nie powinien mieć monopolu jego kontynuacji. Koncepcja musi być zatem chroniona, ale zbywalna; nie można właściciela nieruchomości skazywać na monopol projektanta tylko dlatego, że kiedyś ktoś mu zlecił projekt związany z danym miejscem. Drugim etapem rozliczania praw autorskich twórcy jest jego nadzór autorski nad realizacją jego dzieła łącznie z inżynierami innych specjalności. Architekt jest nie tylko scenarzystą, ale w pewnym wymiarze także reżyserem przedsięwzięcia budowlanego zdefiniowanego w jego projekcie.
Honoraria za dokumentację mogą być przedmiotem przetargów rynkowych. Natomiast w dobie rozbudowanej sztucznej inteligencji autorska koncepcja i nadzór autorski muszą być chronione od samego początku, tak jak są chronione w innych dziedzinach twórczości.
***
.W moich rozważaniach o dziesięciu krokach w stronę ładu i piękna przestrzeni skupiłem się na mechanizmach politycznych, bo to nie my jako architekci (i z pewnością nie w momencie projektowania) możemy powiedzieć, czy stworzyliśmy architekturę, która pozostanie dziedzictwem kultury. Budując, nie zawsze osiągamy coś więcej niż rzemiosło. Z całą pewnością sztuczna inteligencja będzie powielać sprawdzone wzorce w budownictwie mieszkaniowym, przemysłowym czy handlowym. Tak było przez całe dzieje architektury, dopóki nie zaczął się wiek XX z jego inną filozofią twórczości. Ale to, co wychodzi poza schemat, co jest oryginalnym twórczym dziełem ludzkiego umysłu i ręki, pozostanie architekturą przez duże A. Polityka architektoniczna państwa ma jej służyć, jeśli chcemy, aby sztuka budowania pozostała częścią kultury, tak jak miasta już stały się największymi pomnikami ludzkiej cywilizacji.
Czesław Bielecki
Tekst ukazał się w nr 75 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]. Miesięcznik dostępny także w ebooku „Wszystko co Najważniejsze” [e-booki Wszystko co Najważniejsze w Legimi.pl LINK >>>].



