Wspólne gusta muzyczne ważniejsze dla trwałości związków niż zgodność charakterów

Lista ulubionych artystów, kolekcja płyt i playlisty – wszystko to może być kluczem do znalezienia miłości. Z badań austriackich naukowców wynika, że podobny gust muzyczny u par może być nie tylko oznaką dopasowania, ale też dobrym sygnałem dla trwałości związku, a wspólne fascynacje dźwiękami są ważniejsze niż zgodność charakterów.
Wspólne gusta muzyczne ważniejsze dla trwałości związków niż zgodność charakterów
Badanie sugeruje, że szukając „drugiej połówki”, powinniśmy przyjrzeć się upodobaniom muzycznym drugiej osoby. On może być ekstrawertykiem, ona – introwertykiem. Ale nie ma to znaczenia, bo oboje kochają muzykę elektroniczną. Jeden partner może być bardziej nastawiony na sukces zawodowy, a drugi – mniej. Ale na koncercie ulubionego artysty schodzi to na daleki plan.
Z pracy opublikowanej w czasopiśmie „Social Psychological and Personality Science” wynika, że u partnerów romantycznych zgodność muzycznych fascynacji jest o wiele wyraźniejsza niż zgodność temperamentów.
– Być może, jeśli macie wspólnych ulubionych artystów, dzielicie coś znacznie większego. Coś, co naprawdę wiąże się z pełnią waszej tożsamości. Albo przynajmniej z większą jej częścią niż tylko wasze przekonania, osobowość czy poziom wykształcenia – powiedziała główna autor badań dr Julia Vigl z uniwersytetu w Innsbrucku.
Prawdziwe pary kontra losowe pseudopary
Naukowcy wzięli pod lupę 309 par. Najpierw uczestnicy wskazali swoich ulubionych artystów i gatunki. Wypełnili też kwestionariusze służące do oceny osobowości i wyznawanych wartości. Następnie badacze dokonali kilkukrotnego „potasowania” par. Stworzyli tysiące „pseudopar”, składających się z nieznajomych. Dzięki temu mogli sprawdzić, o ile bardziej podobni są do siebie prawdziwi partnerzy niż dwie osoby połączone na drodze ślepego losu.
Efekt? Okazało się, że upodobania muzyczne partnerów w prawdziwych związkach były znacznie bardziej zbliżone, niż u osób połączonych chwilę wcześniej „na ślepo”, w ramach eksperymentu. To nie koniec. O ile „muzyczne” dopasowanie było widoczne na pierwszy rzut oka, to zgodność charakterów u zakochanych niemal… nie występowała. Julia Vigl nie kryła, że była tym zaskoczona. – Porównaliśmy rzeczywiste pary z losowymi pseudoparami. Ludzie z pierwszych par byli do siebie bardziej podobni niż ludzie z par losowych tylko pod względem preferencji muzycznych. W przypadku osobowości tego nie wykryliśmy! – podkreśliła.
Wynikami badań nie jest za to zdziwiony Marcin Cichoński, dziennikarz muzyczny Radia 357. – Wspólny gust muzyczny sprawia, że istnieje wzajemne zrozumienie dla pewnego rodzaju pasji – podkreślił, dodając, że dzieląc upodobanie do dźwięków, para łatwo może np. wytworzyć prywatny język, pogłębiający intymność. – Można nawet rozmawiać używając pewnych słów-kluczy, które pochodzą z piosenek The Cure, Metalliki, czy Pet Shop Boys- podkreślił rozmówca. Ocenił, że „muzyka jest uniwersalnym narzędziem do tego, żeby sprawdzić, czy rozumiemy wzajemnie swoje emocje”.
Gust muzyczny jako element tożsamości
Ktoś mógłby powiedzieć, że to intuicja niepoparta twardymi danymi, ale dr Julia Vigl podkreśliła, że coś może być na rzeczy. Według badacz niewykluczone jest, że naukowe szkiełko i oko mogą tu zawodzić, a intuicyjnej „metodologii muzycznej” nie należy lekceważyć. – Moje przypuszczenie jest takie, że w preferencjach muzycznych mogą kryć się tendencje emocjonalne, których nie widać wyraźnie w ogólnych kwestionariuszach osobowości – podkreśliła. Innymi słowy: niewykluczone, że upodobania muzyczne ujawniają niuanse o naszej osobowości i stopniu dopasowania do innej osoby. Niuanse, których ankiety psychologów nie wychwyciły.
Według badacz jedno nie ulega wątpliwości: badani do gustu muzycznego ewidentnie przywiązywali ogromną wagę. – Często, gdy pytasz kogoś „kto jest twoim ulubionym artystą?”, ludzie naprawdę długo się nad tym zastanawiają, prawda? Tak było również w naszym kwestionariuszu. Uczestnicy poświęcali najwięcej czasu na jedno pytanie: o trzech ulubionych artystów – wspominała badacz. Być może dlatego muzyka bywa też narzędziem… kuszenia partnera. Ptaki stroszą piórka, a ludzie starannie opracowują playlisty.
Dr Julia Vigl przytacza wyniki badań dotyczących jednej z platform randkowych. Swoje konto można tam połączyć z serwisem streamingowym, tak, by inni widzieli, czego słuchamy. Efekt? Wielu użytkowników dokonywało mistyfikacji: wciskało „play”, tylko po, by na ich koncie zapisały się utwory, których na co dzień nie słuchają. Wszystko po to, by stworzyć określony obraz siebie: np. wyrafinowanego słuchacza jazzu czy miłośnika muzyki klasycznej. Obraz, który miałby być atrakcyjny dla potencjalnej „drugiej połówki”. – Próbują słuchać muzyki w określony sposób, właśnie po to, żeby przyciągnąć odpowiednich partnerów. Wiedzą, bowiem, że muzyka wiąże się z tożsamością i coś o tej tożsamości mówi – podkreśliła dr Julia Vigl.
Czy partnerzy z czasem się upodabniają?
Ekspert szuka teraz chętnych par, które chciałyby wziąć udział w kolejnych, pogłębionych badaniach. Zależy jej na tym, by wzięli w nich udział ludzie z całego świata, w tym z Polski. – W przyszłości powinniśmy na przykład zbadać proces upodabniania się partnerów, bo możliwe, że wraz z upływem czasu ich preferencje muzyczne stają się coraz bardziej zbliżone, może np. dlatego, że wspólnie słuchają płyt – powiedziała dr Julia Vigl.
To kolejny trop. Niewykluczone jest, że upodabnianie się gustów jest dobrym znakiem dla związku. Sygnałem, że funkcjonuje dobrze: partnerzy próbują się wzajemnie rozumieć i doceniać, w efekcie „nasiąkając” fascynacjami drugiej osoby.
PAP/Adam Dąbrowski/MJ



