J.D. Vance mówi o końcu czasów i mrocznej stronie sztucznej inteligencji

JD Vance koniec czasów

Nowa książka J.D. Vance’a Communion pozwala lepiej zrozumieć jego słowa o końcu czasów i „mrocznej energii duchowej” towarzyszącej niektórym zastosowaniom sztucznej inteligencji. Wiceprezydent USA nie przepowiada rychłego końca świata, lecz przekonuje, że niepewność dotycząca przyszłości nie zwalnia człowieka z odpowiedzialności za rodzinę, wspólnotę i państwo.

.Słowa jednego z najważniejszych polityków świata natychmiast wywołały sensację. Najmocniej wybrzmiała deklaracja: „Staram się skupiać na tym, aby już teraz wypełniać dzieło Boga najlepiej, jak to możliwe. A jeśli doprowadzi to do końca czasów, niech tak będzie”. Wyrwana z kontekstu może zabrzmieć jak apokaliptyczne wyznanie człowieka stojącego blisko centrum amerykańskiej władzy. Cała wypowiedź prowadzi jednak do bardziej złożonego wniosku.

Vance nie zapowiada końca świata, nie twierdzi również, że zna jego datę. Przekonuje, że człowiek nie powinien pozwolić, aby spekulacje dotyczące przyszłości zwolniły go z wykonywania obowiązków w teraźniejszości. To właśnie ta myśl, a nie przepowiednia katastrofy, łączy rozmowę wiceprezydenta z głównym przesłaniem jego najnowszej książki.

Koniec czasów bez podawania daty

.Pytanie o koniec czasów zadał J.D. Vance’owi chrześcijański podcaster Bryce Crawford. Rozmówca uzasadnił je szczególną pozycją swojego gościa: jako wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Vance ma dostęp do wiedzy, której nie posiada większość ludzi. Pytanie najpierw wywołało śmiech polityka, lecz jego odpowiedź była całkowicie poważna.

Vance przyznał, że od dzieciństwa fascynowała go biblijna wizja kresu dziejów. Jako chłopiec korzystał między innymi z Biblii studyjnej pastora Johna Hagee, silnie akcentującego proroctwa i apokaliptyczną interpretację wydarzeń. Wiceprezydent nie ukrywa, że wierzy w nadejście końca czasów, nie podejmuje się jednak określenia, czy nastąpi on za kilka miesięcy, czy dopiero za tysiące lat. 

Nie jest to rozróżnienie pozbawione znaczenia. W tradycji chrześcijańskiej przekonanie o końcu historii nie musi oznaczać oczekiwania na natychmiastową katastrofę. Może prowadzić do przyjęcia perspektywy, w której o wartości ludzkiego działania nie decyduje pewność sukcesu, lecz zgodność z rozpoznanym dobrem.

Vance tłumaczy to przez odwołanie do swoich podstawowych zobowiązań. Powinien być dobrym mężem i ojcem, a zarazem najlepszym przywódcą, jakim potrafi być dla Stanów Zjednoczonych. Jeśli świat będzie istniał jeszcze przez tysiące lat, obowiązki te nie stracą znaczenia. Jeżeli natomiast ludzkość znalazła się bliżej kresu historii, człowiek również nie otrzymuje prawa do ich porzucenia.

Communion jako brakujące ogniwo biografii J.D. Vance’a

.Książka Communion. Finding My Way Back to Faith, wydana 16 czerwca 2026 r. przez HarperCollins, liczy 304 strony i jest drugą autobiograficzną książką J.D. Vance’a. Pierwsza, Hillbilly Elegy, opowiadała o dzieciństwie w rodzinie dotkniętej uzależnieniami, przemocą i społecznymi konsekwencjami upadku przemysłowej Ameryki. Communionrozpoczyna się w miejscu, w którym tamta opowieść pozostawiła pytanie bez pełnej odpowiedzi: co może nadać życiu sens, kiedy awans społeczny, wykształcenie i pieniądze okazują się niewystarczające. 

Portal „Wszystko co Najważniejsze” przedstawił już szczegółowo opisaną w książce drogę od religijności protestanckiej przez ateizm do chrztu w Kościele katolickim. Tekst „Jak J.D. Vance odnalazł katolicyzm. Nowa książka przyszłego prezydenta Ameryki” pokazuje znaczenie babci polityka, jego spotkania z myślą René Girarda oraz wizyty we francuskiej katedrze.

W nowej książce Vance nie ukrywa, że sukces przez długi czas był dla niego obietnicą uwolnienia się od chaosu dzieciństwa. Służba w Marines, studia na Ohio State University, Yale Law School, praca w świecie finansów i wejście do kręgu amerykańskich elit miały dowodzić, że zdołał zwyciężyć nad własną biografią. Z czasem pragnienie bezpieczeństwa przekształciło się jednak, jak sam pisze, w potrzebę wygrywania dla samego wygrywania.

Katolicyzm przyniósł mu inną odpowiedź na pytanie o ludzką wolność. Człowiek nie jest wyłącznie produktem statystyki, traumy ani środowiska, lecz pozostaje odpowiedzialną osobą, zdolną do uznania własnych błędów i rozpoczęcia życia na nowo. Vance pisał o tym już przed rozpoczęciem wielkiej kariery politycznej. Jego wcześniejszy tekst „O tym, jak zostałem katolikiem” pozwala dostrzec ciągłość między dawnymi poszukiwaniami a najnowszą książką.

Sztuczna inteligencja jako problem duchowy

.Najbardziej współczesna część wypowiedzi Vance’a dotyczy sztucznej inteligencji. Wiceprezydent nie koncentruje się na wydajności algorytmów, prawach autorskich ani rywalizacji technologicznej Stanów Zjednoczonych z Chinami. Interesuje go antropologiczna konsekwencja rozwoju narzędzi, które przestają jedynie pomagać człowiekowi, a zaczynają zastępować innych ludzi.

Vance mówi o „mrocznej i naprawdę dziwnej energii duchowej” wyczuwalnej wokół niektórych przedsiębiorstw technologicznych i sposobów korzystania z ich produktów. Jako przykłady podaje wirtualnych partnerów uczuciowych oraz powierzanie chatbotom roli doradców małżeńskich. To właśnie odrywanie człowieka od wspólnotowego wymiaru życia określa jako coś „trochę satanicznego”. 

Słowo to jest mocne i może budzić sprzeciw, lecz jego znaczenie w wypowiedzi Vance’a jest dość precyzyjne. Nie twierdzi on, że każda forma sztucznej inteligencji stanowi narzędzie zła. Niepokoi go technologia projektowana tak, aby relacje z maszyną zastępowały więzi z małżonkiem, rodziną, przyjaciółmi lub wspólnotą. Za zagrożenie uważa nie sam algorytm, lecz model człowieka, który może istnieć bez innych ludzi.

W tym punkcie najnowsza rozmowa rozwija stanowisko przedstawione wcześniej po publikacji encykliki Leona XIV poświęconej sztucznej inteligencji. Vance podkreślał wówczas, że zasady moralne nie zmieniają się wraz z technologią, zmieniają się natomiast sytuacje, w których trzeba je zastosować. Tekst „W dobie sztucznej inteligencji potrzebujemy moralnego przywództwa” pokazuje, dlaczego wiceprezydent przypisuje Kościołowi szczególną rolę na początku epoki AI.

Od osobistej wiary do projektu politycznego

.Communion nie jest klasycznym pamiętnikiem polityka, w którym najważniejszą wartością są zakulisowe informacje. Donald Trump pojawia się w książce, podobnie jak proces wyboru kandydata na wiceprezydenta, ale nie zajmuje jej centrum. Głównym tematem pozostaje pytanie o to, jak osobista wiara może kształtować życie człowieka sprawującego władzę.

To czyni książkę ważniejszą politycznie, niż byłaby kolejna kolekcja wspomnień z kampanii. Vance nie przedstawia katolicyzmu jako prywatnego dodatku do własnej biografii. Wiara ma wpływać na sposób rozumienia rodziny, pracy, gospodarki, migracji, technologii oraz zobowiązań państwa wobec obywateli.

W wygłoszonym wcześniej przemówieniu „Jak być chrześcijaninem w przestrzeni publicznej?” Vance przekonywał, że katolicki polityk powinien troszczyć się nie tylko o dobrobyt, ale również o życie rodzinne, wolność religijną, prawa sumienia i wspólne dobro. Łączył te postulaty z polityką administracji Donalda Trumpa, chociaż nie wszystkie przedstawiane przez nią decyzje są zgodnie oceniane przez katolików.

W tym miejscu zaczyna się najważniejszy spór wokół Communion. Zwolennicy Vance’a widzą w książce wiarygodne świadectwo człowieka, który odnalazł trwały porządek moralny po latach rodzinnego chaosu, ateizmu i pogoni za sukcesem. Krytycy pytają natomiast, czy polityk nie wybiera z nauczania Kościoła tych elementów, które potwierdzają jego wcześniejsze poglądy, pozostawiając na marginesie te, które komplikują stanowisko administracji.

Katolik w sporze z katolicką nauką społeczną

.Najwyraźniej problem ten ujawnił się w sporze o migrację. Vance odwoływał się do pojęcia ordo amoris, czyli porządku miłości, przekonując, że człowiek ma najpierw obowiązki wobec rodziny, następnie wobec najbliższej wspólnoty i własnego narodu, a dopiero później wobec całego świata. Papież Franciszek odpowiadał, że chrześcijańskiego porządku miłości nie wolno sprowadzać do hierarchii, która pozwala zapomnieć o obcym i potrzebującym.

Różnica ta towarzyszyła także wielkanocnej wizycie J.D. Vance’a w Watykanie. Spotkanie wiceprezydenta z papieżem Franciszkiem, do którego doszło dzień przed śmiercią Ojca Świętego, miało wymiar symboliczny, ale nie unieważniło zasadniczych rozbieżności dotyczących polityki migracyjnej. Portal „Wszystko co Najważniejsze” opisał je w tekście „Postliberał w Watykanie. J.D. Vance i papież Franciszek”.

Część katolickich recenzentów Communion uznała szczerość opisanej konwersji, jednocześnie zarzucając autorowi, że niewystarczająco mierzy się ze wspólnotowym wymiarem katolicyzmu oraz społecznym nauczaniem Kościoła. Inni interpretują książkę jako współczesną opowieść augustyńską: historię człowieka, który odkrywa, że ambicja i doczesny sukces mogą stać się formą zniewolenia. 

Ta rozbieżność nie musi świadczyć o nieszczerości autora. Pokazuje raczej, że jego konwersja pozostaje procesem, którego polityczne konsekwencje nie zostały jeszcze ostatecznie rozstrzygnięte. Vance przyjął katolicyzm w 2019 r., lecz od tego czasu przeszedł drogę od autora i inwestora przez senatora do wiceprezydenta największego mocarstwa świata. Każdy etap stawia jego deklarowaną wiarę wobec nowych prób.

Książka przed możliwą kampanią prezydencką

.Nie sposób czytać Communion w oderwaniu od przyszłości politycznej jej autora. J.D. Vance jest wymieniany jako jeden z najpoważniejszych potencjalnych kandydatów Partii Republikańskiej w wyborach prezydenckich w 2028 r. Donald Trump nazwał go najbardziej prawdopodobnym następcą, chociaż sam Vance nie ogłosił rozpoczęcia kampanii. Więcej o tym scenariuszu mówi tekst „Trzecia kadencja Donalda Trumpa albo wskazanie J.D. Vance”.

Amerykańscy politycy od dawna publikują książki przed rozpoczęciem kampanii prezydenckich. Pozwalają one uporządkować własną biografię, przedstawić język przyszłej kampanii i dotrzeć do wyborców poza codziennym rytmem wiadomości. Communion spełnia wszystkie te funkcje, nawet jeśli jej autor przekonuje, że obecnie koncentruje się na pracy w administracji Donalda Trumpa.

Jeżeli Vance wystartuje w 2028 r., jego katolicyzm nie będzie wyłącznie elementem prywatnego życiorysu. Stanie się częścią odpowiedzi na pytanie, jaką Amerykę chce zbudować po zakończeniu epoki Trumpa. Będzie także jednym z punktów sporu o to, czy nowa prawica potrafi przełożyć religijny język odpowiedzialności, rodziny i wspólnego dobra na politykę, która obejmuje również ludzi pozostających poza jej własnym elektoratem.

Co naprawdę znaczą słowa J.D. Vance’a?

.Najbardziej efektowne zdanie z rozmowy Bryce’a Crawforda brzmi: „Jeśli doprowadzi to do końca czasów, niech tak będzie”. Nie oznacza ono jednak, że wiceprezydent USA pragnie końca świata albo zamierza go przyspieszyć. Vance mówi coś odwrotnego: człowiek nie powinien podporządkowywać działania spekulacjom, których nie jest w stanie rozstrzygnąć.

Jego odpowiedzią na niepewność ma być wierność obowiązkom. Być dobrym dla żony i dzieci, właściwie służyć własnemu państwu, chronić ludzkie więzi przed ich zastępowaniem przez maszyny i próbować budować świat zgodny z rozpoznanym porządkiem moralnym. Jeżeli świat będzie trwał długo po jego odejściu, tym lepiej. Jeśli nie, odpowiedzialność człowieka za podejmowane dziś decyzje pozostaje niezmieniona.

Communion pozwala zrozumieć, skąd pochodzi ten sposób myślenia. Pokazuje człowieka, który najpierw próbował zwyciężyć nad chaosem własnego dzieciństwa dzięki osobistemu sukcesowi, a następnie uznał, że ani pieniądze, ani wykształcenie, ani polityczna władza nie wystarczają do zbudowania sensownego życia. Najważniejsze pytanie nie dotyczy więc tego, czy J.D. Vance zna datę końca świata. Dotyczy tego, jaki świat próbuje zbudować przed jego nadejściem.

Sebastian Nizio

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 września 2026