AfD bierze Niemcy, przynajmniej wschód. Najnowszy sondaż

AfD bierze Niemcy

Alternatywa dla Niemiec przestała być we wschodnich landach jedynie najsilniejszą partią protestu. Najnowsze badanie instytutu Forsa pokazuje skalę przewagi, której niemiecka polityka nie znała tam od lat: AfD może liczyć na 45 proc. poparcia, podczas gdy druga Lewica osiąga 15 proc., a CDU kanclerza Friedricha Merza zaledwie 12 proc. Różnica między pierwszą a trzecią siłą polityczną wynosi więc aż 33 punkty procentowe.

AfD bierze Niemcy, przynajmniej wschód

Gdyby wybory do Bundestagu odbyły się w najbliższą niedzielę, na wschodzie Niemiec SPD i Zieloni otrzymaliby po 9 proc. głosów, a Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW) – 5 proc. Badanie obejmuje Brandenburgię, Meklemburgię-Pomorze Przednie, Saksonię, Saksonię-Anhalt oraz Turyngię.

Jeszcze bardziej znaczący jest fakt, że przewaga AfD nie ogranicza się obecnie do dawnej NRD. W skali całych Niemiec Forsa daje partii 28 proc. poparcia wobec 21 proc. dla CDU/CSU. Zieloni mogą liczyć na 16 proc., SPD na 12 proc., a Lewica na 11 proc. FDP znajduje się poniżej progu wyborczego.

Nie jest to przy tym wyłącznie rezultat jednego badania. Sondaże różnych pracowni publikowane na przełomie sierpnia i września wskazywały na AfD na poziomie 27–28 proc., podczas gdy CDU/CSU otrzymywało przeważnie 20–23 proc. Trend ma więc szerszy charakter niż pojedynczy pomiar Forsy.

Wschodnie Niemcy mają już własny system partyjny

Dane pokazują, że polityczny podział Niemiec nie sprowadza się obecnie do różnicy kilku punktów procentowych między wschodem a zachodem. W dawnych landach NRD wykształca się coraz bardziej odmienny układ partyjny.

AfD z wynikiem 45 proc. jest tam niemal czterokrotnie silniejsza od CDU. Jednocześnie drugą partią pozostaje Lewica. Dwie formacje pozostające poza głównym nurtem federalnej polityki gromadziłyby więc łącznie 60 proc. głosów.

Dla CDU to szczególnie niebezpieczny sygnał. Partia, która przez dekady była jednym z dwóch filarów niemieckiego systemu politycznego, na wschodzie nie tylko traci pozycję lidera centroprawicy, ale spada na trzecie miejsce, za AfD i Lewicę.

Skala tej zmiany była już wcześniej analizowana na łamach „Wszystko co Najważniejsze”. Prof. Marek A. Cichocki wskazywał, że siła partii protestu we wschodnich Niemczech może prowadzić do systemowej przebudowy niemieckiej polityki i w konsekwencji wpływać również na politykę całego państwa.

Najnowsze liczby Forsy pokazują, że proces ten nie tylko trwa, lecz wyraźnie przyspiesza.

Wyborcy AfD chcą reprezentacji „interesów narodu”

Forsa zapytała również zwolenników AfD o najważniejszą przyczynę ich deklarowanego wyboru. Najwięcej, 34 proc., wskazało przekonanie, że ugrupowanie najlepiej reprezentuje „interesy narodu niemieckiego”.

Dla 22 proc. podstawowym motywem jest niezadowolenie z całego systemu politycznego, a dla 21 proc. – sprzeciw wobec rządu federalnego Friedricha Merza. Kolejne 12 proc. uważa, że AfD najlepiej rozumie problemy „zwykłych ludzi”. Zaledwie 3 proc. wskazało natomiast jako główny powód chęć uczynienia Alice Weidel kanclerzem Niemiec.

To ważna różnica. Poparcie dla AfD w ograniczonym stopniu okazuje się plebiscytem personalnym wokół jej liderów. Znacznie silniejsze są poczucie reprezentacji interesów narodowych, rozczarowanie funkcjonowaniem państwa i sprzeciw wobec obecnego rządu.

Jeszcze wyraźniej widać to wśród osób, które wcześniej popierały CDU/CSU, a obecnie deklarują głosowanie na AfD. W tej grupie aż 37 proc. jako najważniejszy powód zmiany wskazuje niezadowolenie z rządu Friedricha Merza. Przekonanie, że AfD najlepiej reprezentuje interesy niemieckiego narodu, wybiera 22 proc.

Oznacza to, że jeden z najważniejszych problemów CDU znajduje się nie tylko po jej prawej stronie. Jest nim również własny rząd.

Friedrich Merz stał się problemem CDU

Notowania kanclerza są obecnie wyjątkowo słabe. Z jego pracy zadowolonych jest według Forsy jedynie 13 proc. Niemców, podczas gdy 85 proc. ocenia ją negatywnie.

Na wschodzie różnica jest jeszcze większa: Friedricha Merza pozytywnie ocenia zaledwie 7 proc. badanych, negatywnie – 91 proc.

Nie jest to pojedynczy sygnał. W badaniu Forsy opublikowanym tydzień wcześniej 78 proc. ankietowanych stwierdziło, że Merz sprawuje urząd kanclerza gorzej, niż oczekiwali przed objęciem przez niego stanowiska. Taką opinię wyrażało nawet 59 proc. sympatyków CDU i CSU.

Dodatkowo tylko 12 proc. Niemców uważa obecnie, że CDU/CSU jest ugrupowaniem najlepiej przygotowanym do rozwiązywania problemów kraju. AfD wskazało 13 proc. Co jednak jeszcze bardziej wymowne, aż 55 proc. badanych nie ufa pod tym względem żadnej partii.

Wzrost AfD odbywa się więc na tle znacznie szerszego kryzysu zaufania do niemieckiego systemu partyjnego.

Saksonia-Anhalt potwierdziła to przy urnach

Sondaże przestały być jedynym dowodem tej zmiany 6 września. W wyborach do parlamentu Saksonii-Anhalt AfD uzyskała 43,8 proc. głosów, ponad dwukrotnie poprawiając rezultat z 2021 r.

CDU zdobyła jedynie 17,2 proc. AfD otrzymała 39 mandatów w 83-osobowym landtagu i do samodzielnej większości zabrakło jej trzech miejsc. Frekwencja wyniosła 77,8 proc., o 17,5 punktu procentowego więcej niż w poprzednich wyborach.

Dane terytorialne są jeszcze bardziej uderzające. Według analizy regionalnego nadawcy MDR AfD została najsilniejszą partią we wszystkich 218 gminach Saksonii-Anhalt. Nie chodzi zatem o sukces ograniczony do kilku szczególnie radykalnych okręgów albo regionów peryferyjnych.

Wynik wyborów jest zarazem kolejnym ciosem dla Friedricha Merza. Reuters wskazywał po głosowaniu, że 87 proc. wyborców w Saksonii-Anhalt było niezadowolonych z pracy rządu federalnego, a według innego badania trzy czwarte mieszkańców landu uważało, że kanclerz przyczynił się do słabego wyniku CDU.

Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” Sebastian MEITZ w tekście „AfD coraz bliżej władzy. Czego powinna obawiać się Polska?” analizuje szerzej, jakie konsekwencje dalszego wzrostu AfD mogą mieć dla Polski, szczególnie w odniesieniu do Rosji, Ukrainy, bezpieczeństwa europejskiego i niemieckiej polityki historycznej.

Sukces AfD to nie tylko migracja

Sprowadzenie wzrostu AfD wyłącznie do sprzeciwu wobec migracji nie tłumaczy jednak skali zmian zachodzących na wschodzie kraju.

Analizy Reutersa wskazują na utrzymujące się poczucie gospodarczej i społecznej różnicy między dawną NRD a zachodnimi landami. Wschodnie regiony wciąż mierzą się z konsekwencjami odpływu ludności, niedoboru pracowników, niższych dochodów oraz przekonaniem części mieszkańców, że interesy regionu są niedostatecznie reprezentowane przez polityczne centrum w Berlinie.

W przypadku Saksonii-Anhalt znaczenie ma także pamięć gwałtownego załamania przemysłu i rynku pracy po zjednoczeniu Niemiec. Land stracił od 1990 r. około jednej czwartej mieszkańców. Choć sytuacja gospodarcza jest dziś znacznie lepsza niż w pierwszych dekadach po zjednoczeniu, doświadczenie transformacji pozostaje ważnym elementem politycznej tożsamości regionu.

„Financial Times” zwraca uwagę również na niższe dochody, wyludnianie prowincji, niepewność związaną z przyszłością przemysłu oraz słabsze przywiązanie wschodnich wyborców do tradycyjnych partii centrum. AfD szczególnie skutecznie mobilizuje wyborców w wieku produkcyjnym, mieszkańców terenów wiejskich oraz osoby wcześniej nieuczestniczące w wyborach.

Do tego dochodzi odmienne niż na zachodzie spojrzenie części mieszkańców na Rosję. Reuters opisywał przed wyborami, że w dawnych landach NRD większe znaczenie ma pamięć wcześniejszych relacji z Moskwą oraz przekonanie, że powrót do współpracy gospodarczej mógłby oznaczać tańszą energię. AfD konsekwentnie wykorzystuje te nastroje, domagając się zakończenia pomocy dla Ukrainy oraz odbudowy stosunków z Rosją.

Sam program AfD, jego postulaty dotyczące migracji, państwa, gospodarki i suwerenności oraz polityczna strategia ugrupowania zostały szerzej opisane przez Jana ŚLIWĘ we „Wszystko co Najważniejsze”. Więcej: Jan ŚLIWA: „Czytamy program AfD. Partii, która przymierza się do władzy w Niemczech”

Niemiecki „mur ogniowy” pod coraz większą presją

Rosnące poparcie dla AfD stawia CDU przed strategicznym problemem. Chadecy nadal odrzucają możliwość współpracy z ugrupowaniem, podtrzymując zasadę politycznej „zapory ogniowej” – Brandmauer.

Im silniejsza jest jednak AfD, szczególnie na wschodzie, tym trudniejsze staje się tworzenie większości bez niej. Najświeższe badanie Forsy pokazuje skalę paradoksu. 54 proc. Niemców dopuszcza porozumienia CDU z Lewicą, jeżeli miałyby one uniemożliwić powstanie rządu z udziałem AfD. Taką strategię popiera nawet 63 proc. zwolenników CDU/CSU. Na samym wschodzie poparcie dla niej jest niższe i wynosi 49 proc.

Im bardziej AfD zbliża się więc do połowy głosów w części kraju, tym większych i coraz bardziej ideologicznie zróżnicowanych koalicji wymagają próby utrzymania jej poza władzą. To właśnie może być największą zmianą niemieckiej polityki. Nie chodzi już tylko o to, że AfD rośnie. Jej wzrost zaczyna zmieniać zachowanie wszystkich pozostałych ugrupowań.

Na wschodzie Niemiec ta transformacja jest najbardziej zaawansowana. 45 proc. poparcia w sondażu, 43,8 proc. w realnych wyborach w Saksonii-Anhalt i zaledwie 12 proc. dla CDU tworzą polityczny krajobraz, którego jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić. AfD nie przejęła Niemiec. Ale na ich wschodzie przestała być challengerem tradycyjnego układu partyjnego. To pozostałe partie coraz częściej muszą definiować swoją strategię wobec niej.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 września 2026