Édouard Philippe nie może wyjść z cienia Emmanuela Macrona

Édouard Philippe chce przekonać Francuzów, że jest politykiem zdolnym otworzyć nowy rozdział po prezydenturze Emmanuela Macrona, jednak każdy kolejny tydzień kampanii pokazuje, jak trudno rozpocząć epokę postmacronowską, dopóki urzędujący prezydent nie zamierza zejść ze sceny. Były premier potrzebuje wyborców Macrona, części jego parlamentarnego zaplecza i samorządowców związanych z dotychczasową większością, a zarazem musi dowieść, że nie proponuje Francji trzeciej kadencji tego samego obozu pod innym nazwiskiem. Im aktywniejszy pozostaje Pałac Elizejski, tym mniej miejsca ma Édouard Philippe na zbudowanie własnej opowieści.
.Najświeższym przykładem tej zależności stała się decyzja o przełożeniu pierwszego dużego telewizyjnego wystąpienia kandydata Horizons, zaplanowanego na 24 września w programie „L’Heure de vérité” na antenie France 2. Philippe zamierzał wykorzystać wieczór do przedstawienia oczekiwanych propozycji dotyczących emerytur, ale w tym samym czasie Emmanuel Macron postanowił udzielić wywiadu poświęconego sytuacji międzynarodowej, cenom energii i gwałtownie rosnącym kosztom paliw. France Télévisions, w porozumieniu ze sztabem Philippe’a, przesunęła program na 8 października, potwierdzając, że w konfrontacji między kandydatem na przyszłego prezydenta a urzędującą głową państwa pierwszeństwo nadal należy do gospodarza Pałacu Elizejskiego.
Pełny obraz kandydatów, sondaży i najważniejszych scenariuszy kampanii przedstawia kompendium „Wybory prezydenckie we Francji 2027”. Przypadek Philippe’a pokazuje jednak, że o wyniku wyborów nie przesądzą wyłącznie programy i poparcie mierzone w kolejnych badaniach, lecz również zdolność narzucania politycznego kalendarza, wybierania tematów debaty oraz skupiania uwagi mediów. Na tym polu kandydat Horizons nadal pozostaje wyraźnie słabszy od człowieka, którego chciałby zastąpić.
Emmanuel Macron pozostaje uczestnikiem kampanii 2027
Emmanuel Macron nie może ubiegać się o trzecią kolejną kadencję, lecz ograniczenie konstytucyjne nie odbiera mu ani kompetencji prezydenta, ani możliwości wpływania na warunki, w których zostanie wybrany jego następca. Francja doświadcza jednocześnie napięć geopolitycznych, wzrostu cen energii, presji na finanse publiczne oraz obaw przed kolejną falą społecznego niezadowolenia, dlatego każde wystąpienie głowy państwa może zostać uzasadnione interesem państwa. W praktyce oznacza to, że Macron ma prawo i obowiązek reagować na kryzysy, ale każda taka reakcja staje się zarazem częścią kampanii, nawet jeśli Pałac Elizejski zapewnia, że nie kieruje kalendarza przeciwko żadnemu z kandydatów.
Philippe odczuł tę przewagę nie tylko w telewizji. Jego wizytę w Andegawenii, podczas której przedstawiał koncepcję „bezpieczeństwa klimatycznego”, skróciło spotkanie zwołane przez prezydenta dla pretendentów do Pałacu Elizejskiego w związku z pogorszeniem sytuacji międzynarodowej. Kilka dni później zapowiedziany wywiad Macrona odebrał mu starannie przygotowany wieczór programowy, a jesienne debaty budżetowe mogą ponownie zmusić sztab Horizons do reagowania na wydarzenia zamiast rozwijania własnej strategii.
Nie ma podstaw, aby przesądzać, że Macron celowo torpeduje kampanię swojego byłego premiera. Istnieje natomiast strukturalna nierówność, której nie da się usunąć zapewnieniami o neutralności Pałacu Elizejskiego: prezydent przemawia w imieniu państwa, spotyka światowych przywódców, dysponuje informacjami służb i może w krótkim czasie wejść na antenę największych stacji, natomiast kandydat potrzebuje tygodni, aby przygotować jedno wystąpienie mogące przebić się do opinii publicznej. W kampanii prowadzonej coraz bardziej poprzez obrazy, emocje i narzucane z dnia na dzień tematy ta asymetria ma znaczenie większe niż formalne deklaracje obu stron.
Édouard Philippe potrzebuje dziedzictwa Macrona i musi je odrzucić
Relacja Édouarda Philippe’a z Emmanuelem Macronem od początku łączyła współpracę z rywalizacją. W 2017 roku Macron powierzył politykowi wywodzącemu się z umiarkowanej prawicy stanowisko premiera, ponieważ potrzebował poszerzenia własnego obozu poza dawną lewicę i nowo powstałą partię prezydencką. Philippe przez trzy lata kierował rządem, prowadził reformę rynku pracy, kolei i systemu ubezpieczeń od bezrobocia, przygotowywał zmianę systemu emerytalnego oraz zarządzał pierwszą fazą pandemii, stopniowo budując przy tym popularność i własną pozycję polityczną.
Po odejściu z Matignon wrócił do Hawru, założył Horizons i rozpoczął tworzenie zaplecza samorządowego, parlamentarnego oraz eksperckiego, które miało uniezależnić go od Renaissance. Szczegółową biografię, program i najważniejsze przeszkody stojące przed kandydatem przedstawia materiał „Édouard Philippe. Kim jest? 25 najważniejszych pytań i odpowiedzi”. Jego polityczna samodzielność nie oznacza jednak zerwania z macronizmem, ponieważ duża część potencjalnego elektoratu Philippe’a nadal pozytywnie ocenia europejski kierunek prezydentury, politykę obronną, modernizację gospodarki oraz reformy pierwszych lat po 2017 roku.
Philippe musi więc wykonać operację trudniejszą niż zwykłe odcięcie się od niepopularnego przywódcy. Chce przejąć wyborców Macrona, lecz nie może zostać sprowadzony do roli jego sukcesora; potrzebuje działaczy dotychczasowej większości, lecz buduje partię zdolną rywalizować z Renaissance; broni części wspólnego dorobku, a jednocześnie krytykuje centralizację władzy, stan finansów publicznych i polityczną niestabilność ostatnich lat. Jesienią 2025 roku posunął się nawet do zasugerowania wcześniejszego odejścia Macrona, uzasadniając je dobrem państwa, co w otoczeniu prezydenta trudno było uznać za gest lojalności.
Nie chodzi przy tym wyłącznie o osobiste napięcie pomiędzy dawnymi współpracownikami. Macron wie, że wskazanie jednego następcy ograniczyłoby jego własną swobodę, podzieliło dotychczasową większość i uczyniło z Pałacu Elizejskiego zaplecze wybranej kampanii, podczas gdy o wyborców centrum walczą również Gabriel Attal oraz politycy wywodzący się z tradycyjnej prawicy. Philippe z kolei nie może czekać, aż prezydent dobrowolnie odda mu przestrzeń, ponieważ każdy miesiąc zwłoki wzmacnia rywali i utrwala przekonanie, że sukcesja w obozie centrowym pozostaje nierozstrzygnięta.
Emerytury i paliwa odsłaniają największą słabość kandydata
Przesunięty występ w „L’Heure de vérité” miał służyć przede wszystkim wyjaśnieniu stanowiska Philippe’a w sprawie emerytur. Kandydat od dawna przekonuje, że starzenie się społeczeństwa, spadek liczby urodzeń i pogarszająca się relacja pomiędzy pracującymi a emerytami wymuszą dłuższą aktywność zawodową, jeżeli Francja chce zachować zasadniczą część systemu opartego na solidarności pokoleń. Wcześniej opowiadał się również za stworzeniem powszechnego, zbiorowego filaru kapitałowego, który uzupełniałby system repartycyjny i dostarczał długoterminowego kapitału dla gospodarki.
To program zgodny z wizerunkiem polityka obiecującego Francuzom prawdę o stanie państwa, ale zarazem politycznie niebezpieczny. Ogłaszanie konieczności dłuższej pracy w chwili, gdy cena oleju napędowego sięga około 2,40 euro za litr, a gospodarstwa domowe ponownie obawiają się kosztów dojazdu, ogrzewania i codziennych zakupów, mogłoby zostać odebrane jako kolejna zapowiedź wyrzeczeń kierowana do tych samych grup społecznych. Przesunięcie programu może więc paradoksalnie pomóc Philippe’owi, dając jego sztabowi czas na dostosowanie przekazu do kryzysu siły nabywczej, ale równocześnie pokazuje, że kandydat nie prowadzi kampanii na własnych warunkach.
Powraca również pamięć o żółtych kamizelkach. To Philippe stał na czele rządu w 2018 roku, kiedy planowane podwyższenie obciążeń związanych z paliwami uruchomiło protest, który szybko przerodził się w bunt przeciwko kosztom życia, centralizacji państwa i poczuciu lekceważenia mieszkańców prowincji. Premier początkowo bronił decyzji, następnie ogłosił moratorium, a władze ostatecznie wycofały się z podwyżki, lecz polityczny obraz człowieka próbującego reformować kraj bez dostatecznego uwzględnienia społecznej ceny zmian pozostał częścią jego bilansu.
Macron przypomina dziś, że obecny wzrost cen paliw wynika z wojen, zagrożeń dla dostaw i sytuacji międzynarodowej, a nie z nowej decyzji podatkowej francuskich władz. Jest w tej argumentacji racja ekonomiczna, ale jest też czytelna stawka polityczna: prezydent chce uniknąć powtórzenia kryzysu żółtych kamizelek i przekonać obywateli, że państwo chroni ich przed szokiem zewnętrznym, nie będąc jego sprawcą. Gdy wspomina decyzje sprzed ośmiu lat i cenę, jaką władza zapłaciła za próbę podniesienia kosztów paliwa, pośrednio przywołuje również odpowiedzialność własnego pierwszego premiera.
Philippe proponuje podwojenie pomocy dla osób pokonujących samochodem duże odległości, finansowane oszczędnościami w innych częściach budżetu. Próbuje w ten sposób połączyć ochronę najbardziej narażonych gospodarstw domowych z zasadą, że państwo nie może ponownie uruchomić nieograniczonego mechanizmu osłonowego, jednak właśnie w tym punkcie jego kampania będzie poddawana najtrudniejszej próbie. Kandydat głoszący konieczność naprawy finansów publicznych musi wskazać, komu pomoże, komu odmówi wsparcia i które wydatki ograniczy, a każda taka decyzja może naruszyć szeroką koalicję wyborców potrzebną do wejścia do drugiej tury.
Walka z Macronem jest także walką o francuskie centrum
Édouard Philippe pozostaje najwyżej notowanym przedstawicielem centrum i umiarkowanej prawicy, lecz jego przewaga nad konkurentami nie daje mu monopolu na reprezentowanie tego obozu. Badanie Ipsos BVA przeprowadzone od 3 do 9 września pokazało, że Philippe wyprzedzał Jeana-Luca Mélenchona w dwóch wariantach, w których był jedynym kandydatem dawnego obozu prezydenckiego, podczas gdy Marine Le Pen uzyskiwała od 33 do 35 proc. głosów. Najnowsze wyniki oraz zmiany poszczególnych konfiguracji gromadzi stale aktualizowany materiał „Sondaże wyborów prezydenckich we Francji 2027”.
Sformułowanie „jedyny kandydat” ma w tym wypadku zasadnicze znaczenie. Gabriel Attal dysponuje kierownictwem Renaissance, rozpoznawalnością i własnym pokoleniowym przekazem, Bruno Retailleau nie zamierza oddawać umiarkowanej oraz konserwatywnej prawicy kandydatowi Horizons, a inni politycy centrum nadal mogą próbować wpływać na warunki wyłonienia wspólnego reprezentanta. Każdy tydzień, w którym Philippe nie narzuca własnych tematów, daje jego konkurentom okazję do podważania przekonania, że to właśnie on jest naturalnym finalistą wyborów.
Poparcie udzielone Philippe’owi w sierpniu przez Gérald Darmanin potwierdziło, że były premier jest zdolny przyciągać ważne postacie wywodzące się z dotychczasowego obozu władzy. Nie rozwiązało jednak zasadniczego problemu sukcesji, ponieważ pojedyncze deklaracje nie zastępują wspólnej procedury, wycofania pozostałych kandydatów ani jednoznacznego stanowiska prezydenta. Rywalizację pretendentów do przejęcia Francji po Macronie przedstawia materiał „Francja ma dziś więcej kandydatów niż przywódców”.
W tej sytuacji aktywność Emmanuela Macrona może jednocześnie pomagać wszystkim konkurentom Philippe’a. Attal może przedstawiać się jako polityk lepiej rozumiejący wewnętrzną kulturę macronizmu i dysponujący jego partyjną strukturą, Retailleau jako kandydat rzeczywistej zmiany, a Marine Le Pen jako jedyna pretendentka gotowa zamknąć całą epokę rozpoczętą w 2017 roku. Philippe pozostaje pomiędzy tymi narracjami, zbyt samodzielny, aby liczyć na automatyczne namaszczenie Pałacu Elizejskiego, i zbyt związany z pierwszą kadencją Macrona, aby bez wysiłku przedstawić się jako kandydat zerwania.
Édouard Philippe musi zbudować własny czas polityczny
Najważniejszym przeciwnikiem Édouarda Philippe’a nie jest dziś wyłącznie Marine Le Pen, Gabriel Attal ani Bruno Retailleau. Jest nim czas, ponieważ kandydat Horizons potrzebuje wystarczająco wielu miesięcy, aby Francuzi zaczęli oceniać go przez pryzmat jego programu, a nie przez doświadczenie trzech lat spędzonych w Matignon. Każdy kryzys przywracający Macrona do centrum debaty odsuwa ten moment i przypomina, że Philippe pozostaje częścią historii, od której próbuje się politycznie oddzielić.
Nie oznacza to, że aktywność urzędującego prezydenta musi ostatecznie zniszczyć jego kampanię. Philippe może wykorzystać kolejne przesunięcia i ingerencje kalendarza, aby pokazać cierpliwość, zdolność reagowania oraz gotowość do prowadzenia państwa w rzeczywistości, której nie da się podporządkować planowi sztabu. Musi jednak przekształcić tę odporność w czytelną odpowiedź na pytanie, czym jego prezydentura różniłaby się od dalszego trwania systemu Macrona.
Wybory we Francji w 2027 roku będą wojną osobowości, lecz także wojną o prawo do określenia, kiedy kończy się jedna epoka i zaczyna następna. Emmanuel Macron nadal korzysta z pełni prezydenckich prerogatyw i nie ma powodu dobrowolnie redukować własnej roli do funkcji obserwatora, natomiast Édouard Philippe nie może czekać, aż jego dawny zwierzchnik sam usunie się w cień. Jeżeli chce zostać prezydentem, musi najpierw przekonać Francuzów, że potrafi przestać być wyłącznie byłym premierem Macrona.
Arkadiusz Jordan
Paryż





