Dariusz KALIŃSKI: Dwa tygodnie bohaterskiej obrony przed IV rozbiorem Polski

Dariusz KALIŃSKI: Dwa tygodnie bohaterskiej obrony przed IV rozbiorem Polski

Photo of Dariusz KALIŃSKI

Dariusz KALIŃSKI

Historyk, publicysta. Autor książek: "Czerwona zaraza" oraz "Bilans krzywd". Współautor "Polskich triumfów".

Razem z Armią Czerwoną na Polskę 17 września ruszyły też sowieckie służby bezpieczeństwa. Zadaniem enkawudzistów było tropienie i aresztowanie „najbardziej reakcyjnych” przedstawicieli polskiego społeczeństwa na zajętych przez Armię Czerwoną terytoriach – pisze Dariusz KALIŃSKI

Przez ponad cztery dekady istnienia Polski Ludowej szczegóły wspólnej z III Rzeszą agresji Związku Sowieckiego w 1939 roku na nasz kraj były tematem tabu. Inwazję Armii Czerwonej z 17 września propagandowo przedstawiano jedynie jako pokojowe „wkroczenie”, mające na celu uchronienie zamieszkującej na polskich Kresach Wschodnich ludności pochodzenia białoruskiego i ukraińskiego przed niemieckimi represjami. Pomijano milczeniem opór, który stawili wówczas najeźdźcy ze wschodu żołnierze Wojska Polskiego, i ograniczano się często do enigmatycznego stwierdzenia, że oddziały polskie zostały jedynie „internowane”. Nie było też jakiejkolwiek możliwości przedstawienia dalszych ich losów po uwięzieniu w sowieckich łagrach.

Niemiecką III Rzeszę i Związek Sowiecki od początku łączyła niechęć do Polski – rzekomego „tworu” systemu wersalskiego. Już w połowie 1919 roku zapoczątkowana została współpraca Armii Czerwonej z Reichswehrą, której dowódca, gen. Hans von Seeckt, planował porozumienie z rodzimymi komunistami, aby wspierać bolszewicką Rosję toczącą właśnie wojnę z Polską. W przeciągu następnych lat współpraca obu krajów rozwijała się pomyślnie zarówno na szczeblu gospodarczym, jak i militarnym. Relacje te ochłodziły się znacznie dopiero po dojściu Hitlera do władzy w 1933 roku.

Pierwsze oznaki ponownego ocieplenia stosunków między obu państwami pojawiły się w październiku 1938 roku. W ciągu kolejnych miesięcy podejmowano szereg dyplomatycznych kroków, które w efekcie doprowadziły do zacieśnienia współpracy między Moskwą i Berlinem oraz podpisania 24 sierpnia 1939 roku strategicznego przymierza, które dziś znamy jako „pakt Ribbentrop-Mołotow”. W tajnym protokole dołączonym do dokumentu sprecyzowano ustalenia w stosunku do Rzeczypospolitej, która miała zostać podzielona między sygnatariuszy układu. 

Przygotowania militarne Związku Sowieckiego do agresji na Polskę ruszyły niemal od razu po podpisaniu paktu z Niemcami. Stopniowa koncentracja jednostek Armii Czerwonej zaczęła się już 24 sierpnia 1939 roku. Ogółem w pierwszym rzucie do ataku na Polskę wystawiono potężne siły lądowe, liczące 620 tys. żołnierzy uzbrojonych w prawie 5 tys. dział i moździerzy oraz ponad 4700 czołgów, wspierane przez prawie 3300 samolotów. Wojska te podzielono na dwa fronty: Ukraiński i Białoruski. Dowodzili nimi – odpowiednio – komandarm 1. rangi Siemion Timoszenko i komandarm 2. rangi Michaił Kowalow. 

Oprócz wojska do zadań w Polsce przygotowywały się także sowieckie służby bezpieczeństwa. Zadaniem enkawudzistów było tropienie i aresztowanie „najbardziej reakcyjnych” przedstawicieli polskiego społeczeństwa na zajętych przez Armię Czerwoną terytoriach. 

Po ataku Niemiec na Polskę Stalin zwlekał ponad dwa tygodnie, zanim rankiem 17 września 1939 roku Armia Czerwona pośpieszyła w sukurs sojuszniczemu Wehrmachtowi. Polska mogła jej przeciwstawić na Kresach około 395–425 tys. żołnierzy, niestety głównie były to jednostki tyłowe, oddziały słabo przeszkolonych rezerwistów czy żołnierze z rozbitych jednostek – o niskim morale. Połowa z nich nie posiadała broni. 

Jako pierwszy impet sowieckiego uderzenia przyjął Korpus Ochrony Pogranicza – większość jego strażnic granicznych została niespodziewanie zaatakowana przed świtem 17 września. Tak to przedstawiała bolszewicka propaganda: „Żołnierze bez szmeru podeszli do zapór z drutu kolczastego, oddzielającego świetlany świat socjalistyczny od świata nędzy i kapitalistycznego wyzysku, i z myślą o Stalinie i Ojczyźnie o 4.30 zaczęli ciąć druty. Bez wystrzału, bez sygnału, dokładnie o 5.00 […] poszły nasze oddziały przez wycięte w drutach przejście, przez granicę”.

Niektóre polskie placówki graniczne stawiły napastnikom zacięty opór, jednak lekko uzbrojeni kopiści nie mieli większych szans w starciu z wrogimi formacjami wspieranymi nierzadko przez czołgi i artylerię. 

Agresja sowiecka dla władz Rzeczypospolitej, której wojska rozpaczliwie walczyły z Niemcami, stanowiła kompletne zaskoczenie. Po naradach z rządem i spotkaniu z prezydentem Naczelny Wódz, marszałek Edward Rydz-Śmigły, wydał swój słynny rozkaz: „Z bolszewikami nie walczyć”. Niezbyt jasno sprecyzowany, nie tylko utrudnił, ale w pewnych przypadkach wręcz uniemożliwił obronę przed bolszewicką nawałą tam, gdzie były ku temu jakiekolwiek szanse. Najgorsze jednak było to, że zabrakło w nim dokładnego wskazania Związku Sowieckiego jako agresora i określenia stanu wojny między obu państwami. 

Po przełamaniu wątłego oporu strażnic KOP-u bolszewickie armie runęły w głąb Polski. W szybkim tempie, w przeciągu kilku dni, wchodzące w skład Frontu Białoruskiego oddziały opanowały Wileńszczyznę. Po zaledwie tygodniu w ich władaniu znalazła się również Nowogródczyzna. W pasie działań wojsk tego frontu najpoważniejsze walki miały miejsce w Grodnie. 

Do obrony miasta stanęło około 2–2,5 tys. żołnierzy i cywilnych ochotników, niestety na ogół słabo uzbrojonych. Polakom brakowało zwłaszcza broni przeciwpancernej. Całą artylerię stanowiły zaledwie dwie przeciwlotnicze armatki Bofors kal. 40 mm. Zgromadzono za to spore zapasy butelek wypełnionych mieszanką benzyny i nafty. Nad ranem 20 września pod miasto podszedł niepostrzeżenie batalion rozpoznawczy z 27. Brygady Czołgów, dowodzony przez mjra Bogdanowa, i usiłował zająć je z marszu. Polacy krwawo odparli sowiecki atak, podpalając kilka wozów bojowych na ulicach miasta. Zacięte walki trwały przez dwa dni, podczas których bolszewicy stopniowo wzmacniali swoje siły. Pod ich naporem Polacy zmuszeni byli ustąpić.

Na 22 września zaplanowano atak generalny z użyciem wszystkich dostępnych sił i środków. Czerwonoarmiści, którzy weszli do miasta, napotkali już tylko nikły opór nielicznych, pozostałych jeszcze obrońców. Według źródeł sowieckich do niewoli poszło około tysiąca obrońców Grodna. Kilkuset z nich zostało w odwecie bestialsko zamordowanych na miejscu przez okupantów, m.in. poprzez rozjechanie czołgami. Nie wiadomo, ilu Polaków poległo w walce. Straty Armii Czerwonej podczas walk o miasto miały oficjalnie wynieść 53 zabitych i 161 rannych żołnierzy oraz 19 zniszczonych czołgów i 3 samochody pancerne. 

W tym samym mniej więcej czasie prący w kierunku Suwałk wydzielony sowiecki oddział pancerny natknął się we wsi Kodziowce na polski 101. Rezerwowy Pułk Kawalerii mjra Stanisława Żukowskiego. Polscy kawalerzyści, po otrząśnięciu się z zaskoczenia, podjęli z Sowietami skuteczną walkę, niszcząc butelkami z benzyną około 20 nieprzyjacielskich czołgów. Mimo dużych strat polska jednostka nie uległa rozbiciu i wycofała się w kierunku granicy litewskiej.

Polakom zabrakło za to determinacji w obronie Wilna, a możliwości ku temu, ze względu na liczniejsze siły, były dużo większe niż w Grodnie. Kiedy późnym popołudniem 18 września na rogatkach miasta ukazały się bolszewickie czołgi, dowódca obrony płk Jarosław Okulicz-Kozaryn, wypełniając rozkaz Naczelnego Wodza, planował ewakuować swoje wojsko na Litwę. Ogień do najeźdźcy można było otworzyć wyłącznie na wyraźne polecenie dowództwa. Wielu polskich oficerów rozkaz ten odebrało jako jawną zdradę, kilku popełniło samobójstwo. 

Tymczasem do oddziałów sowieckich został wysłany w charakterze parlamentariusza ppłk Tadeusz Podwysocki, aby poddać miasto. Kiedy został ostrzelany przez czołgi, a płk Okulicz-Kozaryn zupełnie stracił głowę, Podwysocki zdecydował o obronie miasta. W Wilnie zostały jednak już nieliczne polskie oddziały, które postanowiły bronić nie tylko miasta, ale i nadszarpniętego honoru żołnierza polskiego.

Wywiązała się całonocna walka, podczas której czerwonoarmiści, mimo straty kilku wozów pancernych, zajmowali kolejne ważne punkty grodu nad Wilią. Do południa następnego dnia opór Polaków został przełamany. Wielu obrońców poległo, a ci, którzy ocaleli, wycofywali się w kierunku Litwy. Jeśli wierzyć sowieckim raportom, Armia Czerwona straciła w Wilnie 13 zabitych i 24 rannych żołnierzy. Zniszczono 5 czołgów i 1 samochód pancerny. Dalsze 3 samochody pancerne zostały uszkodzone. 

Wojska Frontu Ukraińskiego dążyły do jak najszybszego opanowania południowo-wschodniej części polskich Kresów. Najważniejszym ich celem na tym obszarze Polski był Lwów. 12 września do przedmieść miasta dotarły oddziały niemieckie, ale zostały odparte. Mimo wzmocnienia sił nieprzyjacielskich garnizon Lwowa pod ogólnym dowództwem gen. Władysława Langnera bronił się z powodzeniem. Polacy dysponowali w mieście dużymi siłami, liczącymi co najmniej 24 bataliony piechoty i ponad 90 dział różnych kalibrów oraz dwa pociągi pancerne. W kierunku miasta podążały również oddziały gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Zapasy żywności obliczano na 2–3 miesiące, a paliwa nawet na pół roku. Jedynym problemem mogło być zaopatrzenie w wodę, ponieważ nieczynne były miejskie wodociągi. 

19 września pod Lwowem pojawiły się pierwsze oddziały sowieckiej 6. Armii. Wkrótce kleszcze okrążenia wokół „zawsze wiernego miasta” zamknęły się. Wyczerpani długim marszem Sowieci nie chcieli jednak wikłać się w trudne walki uliczne. Próbowali pertraktować z polskim dowództwem, zapewniali, że przyszli z pomocą. Niemcy również nie rezygnowali ze zdobycia Lwowa. W wyniku tej rywalizacji doszło do starcia między oddziałami agresorów, w którym po obu stronach byli zabici.

21 września, po naradzie wyższych oficerów, gen. Langner zdecydował poddać miasto. Wielu polskich żołnierzy zareagowało na to oburzeniem. Strona sowiecka zagwarantowała pozostawienie dotychczasowych władz miejskich, zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom i uszanowanie własności prywatnej. Szeregowi żołnierze mieli otrzymać prowiant i wyruszyć do domów. Polskim oficerom zagwarantowano natomiast pełną swobodę i możliwość udania się za granicę. W efekcie, kiedy tylko polscy żołnierze opuścili miasto, zostali otoczeni przez czerwonoarmistów i popędzeni do obozów jenieckich. Aresztowany został prezydent Lwowa Stanisław Ostrowski.

W działaniach przeciwko Armii Czerwonej piękną kartę bojową zapisało zgrupowanie KOP dowodzone przez gen. Wilhelma Orlika-Rückemanna. Ostatni dowódca KOP zamierzał dołączyć do wojsk gen. Franciszka Kleeberga. Zgrupowanie, przedzierając się głównie nocami przez lasy i mokradła Polesia, maszerowało na zachód, spod granicy, w kierunku na Kowel. W tym czasie polscy żołnierze byli zaciekle atakowani przez wysunięte sowieckie oddziały, lotnictwo oraz dywersantów i zrewoltowane chłopstwo ukraińskie. Ogółem kopiści stoczyli około 40 potyczek z wrogiem. 

Najbardziej znana miała miejsce 28 września w rejonie miejscowości Szack, gdzie Polacy zniszczyli początkowo 8 nieprzyjacielskich czołgów. Po potyczce z czołgami polscy żołnierze rozgrzani walką natarli z impetem na samą miejscowość, rozbijając dwie broniące się tam kompanie bolszewickiej piechoty i dywizjon przeciwpancerny. Część czerwonoarmistów salwowała się ucieczką, wzięto licznych jeńców. Sowietom nie pomogło podciągnięcie świeżych sił 52. Dywizji Strzeleckiej, które były rozbijane przez gęsty polski ogień. W pewnym momencie wśród czerwonoarmistów powstało wrażenie okrążenia przez Polaków. W rezultacie wśród niektórych oddziałów bolszewickiej dywizji doszło do paniki. Wielu sołdatów w popłochu porzuciło broń i rozbiegło się po pobliskich lasach. 

Niestety grupa gen. Orlika-Rückemanna topniała, tocząc bezustannie potyczki z Sowietami. 30 września przeprawiła się przez Bug i wyruszyła z rejonu Kosynia w kierunku miejscowości Wytyczno, gdzie zajęła stanowiska obronne. Tam 2 października Polacy zostali dopadnięci przez oddziały sowieckie, które pragnęły zmazać hańbę porażki pod Szackiem. Polscy żołnierze, wyczerpani bezustanną walką i długimi przemarszami, do tego odczuwający dotkliwe braki w amunicji i zaopatrzeniu, ostrzeliwani przez sowiecką piechotę, czołgi, artylerię i bombardowani przez lotnictwo, mimo początkowego oporu zaczęli wykazywać oznaki załamania. Część zaczęła się poddawać, inni porzucając broń, rozproszyli się. Kilkuset zginęło lub dostało się do niewoli. W tej sytuacji gen. Wilhelm Orlik-Rückemann, po naradzie z oficerami, zadecydował o rozwiązaniu zgrupowania KOP. Dwutygodniowa epopeja jego żołnierzy dobiegła końca. 

Pod koniec września 1939 roku w Moskwie odbyły się kolejne negocjacje niemiecko-sowieckie, które ostatecznie przypieczętowały los II Rzeczypospolitej. 28 września Joachim von Ribbentrop i Wiaczesław Mołotow podpisali traktat o granicach i przyjaźni. Według tej deklaracji rządy obu zwycięskich mocarstw po rozpadzie byłego państwa polskiego pragną „odbudować pokój i porządek na tym terytorium i zapewnić zamieszkującym je narodom pokojowe istnienie, odpowiadające ich osobliwościom narodowym”. Do traktatu dołączono również mapę z naniesioną nową linią graniczną, wytyczoną na linii Narwi, Bugu i Sanu. Stalin zdobył w ten sposób około 201 tys. km kw. (51,55 proc.) polskiego terytorium, zamieszkiwanego przez 13,5 mln ludności.

.Do 12 października 1939 roku wszystkie oddziały Armii Czerwonej i Wehrmachtu miały znaleźć się po „swojej” stronie „granicy przyjaźni” między Związkiem Sowieckim a III Rzeszą. Czwarty rozbiór Polski dokonany przez jej sąsiadów stał się faktem.

Dariusz Kaliński

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 17 września 2020
Fot. Pawel Terlikowski / Forum