Paragraf na nowoczesność

Ewa FABIAN

Warszawska adwokat, entuzjastka nowych technologii, alumna Politechniki Warszawskiej, międzynarodowych kancelarii prawniczych i Instytutu Arbitrażowego SCC w Sztokholmie.

zobacz inne teksty autora

.Miejsce prawnika zawsze było tam, gdzie pojawiły się napięcia — w dochodzeniu sprawiedliwości, w sporze, w obronie przed karą, w przypominaniu o tym, co się należy. W ustalaniu relacji pomiędzy podmiotami o sprzecznych interesach, w budowaniu ochrony żywotnych interesów zapobiegliwego gospodarza, przedsiębiorcy, głowy państwa. Kiedy nie ma napięć, ryzyka, zagrożenia, nie opłaca się angażowanie mądrych głów.

.Pewnie dlatego prawnicy całkiem nieźle radzą sobie w godzeniu sfer na pierwszy rzut oka do siebie nieprzystających, nawet zbudowanych na innych założeniach, ognia i wody. Polscy juryści okresu międzywojennego byli światowymi mistrzami w sztuce komparatystyki prawniczej — Polska złożona z byłych zaborów miała przecież do dyspozycji kilka różnych systemów prawnych. Nie było łatwo. Dzięki temu myśl prawnicza z tamtego okresu była zaawansowana, a dokonania prawodawcze często bardzo przemyślane.

Dla prawnika konflikt nie jest czymś negatywnym, raczej postrzegany jest jako żywioł i potencjał. Trzeba nim tylko odpowiednio zarządzić, aby powstało coś nowego. Choć takie stwierdzenie zapewne pada w każdym stuleciu, wydaje się, że podstawowym konfliktem, którego zarządzaniem się obecnie zajmujemy, jest twórczy spór na linii tradycja — nowoczesność. Proces, który się toczy, dotyczy samego zawodu prawnika. Zawód ten niewątpliwie przetrwa i będzie dalej istniał — musi istnieć! — ale za 50 lat raczej nie będzie wyglądał tak samo jak dziś. Pytanie, co z niego przetrwa.

Prawnicza tradycja

.Może to śmiałe, ale dla mnie wszyscy prawnicy są w pewnym sensie konserwatystami. Podoba mi się zdanie J. Wegnera z „Rzeczpospolita. Duma i wstyd”: „Konserwatyzm — paradoksalnie — rodzi postęp, bo jednoczy dorobek przeszłości, uwolniony od wynaturzeń cywilizacyjnych, z dążnościami współczesności”. Mam wrażenie, że prawnicy nie zajmują się niczym poza odnajdywaniem czystego, tradycyjnego ładu w suchym, chaotycznym przepisie. Szczególnie przy rozmaitych nowościach legislacyjnych. Samo słowo „nowelizacja” nastawia mnie podejrzliwie. Po każdej zmianie prawa trzeba się zastanawiać, czy świat ożywiony da się pogodzić z tym, jak daną myśl racjonalny ustawodawca raczył zwerbalizować. A to jeszcze biorąc pod uwagę, że metodą interpretacji przepisów ulubioną przez polskie sądy i organy administracji jest tzw. wykładnia literalna. Czyli dosłowna.

Tradycyjne są podstawy myśli prawniczej, które lapidarnie wyrazili prawnicy cesarstwa rzymskiego. Prawnik starożytny nie miał Internetu i systemów informacji prawnej. Szukając zasady sprawiedliwości, wypracowywał zasady bardziej ogólne i abstrakcyjne, łatwe do zapamiętania. Były na tyle cenne, że spisano je w kodeksach (niezbyt długich), i na tyle lotne, że przetrwały aż do dziś, i to nawet w języku, w którym je ukuto. Dlatego zasada, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie, dla prawnika jest tłumaczeniem na polski zdania „nemo iudex in causa sua”. Starożytni zdziwiliby się, widząc nasze lexy i legalisy zawierające miliony średnio uporządkowanych danych, ale przynajmniej mogliby się zorientować, czego ów wynalazek dotyczy. „Lex” po łacinie znaczy „prawo”, „legalis” — „prawniczy”.

.Studenci prawa często ulegają modzie na narzekanie na niepraktyczność tradycyjnego szkolenia. Sama czasami wołałam o pomstę do nieba, kiedy kazano mi uczyć się historii prawa i ustroju, a potem historii palestry, analizować zasady prawa naturalnego, problemy prawne antyku, zapamiętywać słowo w słowo wybrane przepisy konstytucji czy rozważać, jak dany profil osobowości może zachowywać się w warunkach rozprawy sądowej. Dziś właśnie te „oderwane” tematy najlepiej pamiętam.

Okazuje się, że im prawo bardziej zmienne, tym systemy informacji prawnej mniej użyteczne. Jeżeli prawo zdąży osadzić się w praktyce, wytworzyć bazę orzeczeń, artykułów i większych publikacji, mając dostęp do bazy danych informacji prawniczej, nawet student czy laik jest w stanie znaleźć odpowiedzi na wiele konkretnych pytań praktycznych. Kiedy prawo zmienia się szybko, pozostają prawnicy i konkretne umiejętności, a nade wszystko odwaga wyprowadzania wniosków, które będą spójne, logiczne i sprawiedliwe (lub jak wolą sędziowie Trybunału Sprawiedliwości UE, zgodne z duchem praw).

Jeśli starożytność przetrwała tak długo, że nawet dzisiaj, pisząc o niej, czuję się niespecjalnie narażona na śmieszność, to musiał być w niej właśnie pożądany konserwatyzm. Na potwierdzenie tego można przywołać historię sławnego amerykańskiego pełnomocnika Davida Boiesa. Stwierdził on, że czytanie nie ma nic wspólnego z inteligencją. „To tylko sposób uzyskiwania informacji. Istotne jest, jak tę informację przetwarzamy, kim jesteśmy, co wnosimy i w czym jesteśmy użyteczni społeczeństwu”. David Boies od dziecka cierpi na poważną dysleksję, skutecznie utrudniającą mu czytanie. Dzięki temu nauczył się precyzyjnego syntetyzowania problemów. Krótkiego ujmowania skomplikowanych zagadnień. Boies rozwinął również wyjątkowe umiejętności adwokackie, wyróżniające go na sali sądowej. Wszystko razem pasuje do sposobu, w jaki tradycyjnie myślimy o prawnikach — sztuka przemawiania (retoryka) jest przecież także zdobyczą antyku.

Dzięki tej historii można zbliżyć się do zidentyfikowania, co w praktyce zawodowej prawnika przenikało — i powinno przenikać — zmieniające się warunki życia. Inną podobną wartością jest etyka. Właściwie to nie tylko etyka danego zawodu prawniczego, ale także cała związana z nią społeczność. Na przykład palestry, polskiej adwokatury, choć podobnych grup jest oczywiście wiele. Budowanie społecznego zaufania wymaga stworzenia i pilnowania zasad etycznych dostosowanych do roli zawodu (lub używając słów Davida Boiesa, niosących społeczną użyteczność). A gdy w grę wchodzi podejmowanie takich działań jak, bagatela, obrona praw człowieka? Potrzebne jest zachowanie niezależności i jednocześnie uzyskanie możliwości przeciwstawienia się naciskom silniejszych od siebie. Do osiągnięcia tych celów jest konieczne wsparcie spójnej i zdyscyplinowanej zbiorowości.

.Ciekawe, że w każdym kraju zawody prawnicze mają swoje odmienności, a nic nie zapowiada, aby te różnice miały się zacząć niwelować. Taki choćby podział na baristerów i solicitorów w krajach anglosaskich. Wydaje się egzotyczny, a trwa i trwa. I pomimo harmonizowania wielu sfer życia Unia Europejska nie proponuje w tym względzie żadnych gwałtownych zmian. Może taka jest specyfika tego zawodu — wracając do tezy o konserwatyzmie wrośniętym w zawody prawnicze — ale wygląda na to, że prawnicy dość skutecznie opierają się rewolucjom.

Mimo naturalnej skłonności prawników do konserwatyzmu, oczekuje się od nich, aby nadążali z wdrażaniem nowości. I ma to sens.

Dynamika, tempo, innowacja

.Prowadząc sprawę dotyczącą oprogramowania komputerowego, adwokat czy radca prawny musi zrozumieć problem klienta. Dzięki temu jest w stanie znaleźć właściwą dla problemu normę prawną i wytłumaczyć sędziemu zagadnienie w sposób i w trybie, który nieco wyrówna ścieżkę dochodzenia do sprawiedliwości. Może pełnomocnik nie będzie po takim procesie jeszcze w stanie usiąść i samodzielnie napisać programu w języku C++, ale będzie bogatszy o te problemy rynku, z którymi zetknął się dzięki relacji z klientem. Również sędzia powinien wyjść z tej sytuacji bogatszy o nową wiedzę i doświadczenie.

Sytuacja ta tłumaczy, dlaczego niektórzy prawnicy są na najlepszej pozycji, aby w miarę wcześnie zaobserwować, czym żyje świat, i przewidzieć, dokąd zmierza. Widzi na przykład, że nową normą powoli staje się podejście „chcę natychmiast”. Skoro tak wiele informacji mogę znaleźć natychmiast w Internecie, to dlaczego nie mogę uzyskać natychmiast analizy mojej sytuacji prawnej? Albo dajmy na to — pozwu?

Kiedy w 2010 roku czytałam „The End of Lawyers?: Rethinking the nature of legal services” Richarda Susskinda, nie chciało mi się wierzyć, że autor może mieć tak wiele racji. Sześć lat później, wśród wiodących prawników amerykańskich tematem numer jeden rzeczywiście stały się zagadnienia takie jak bezpieczne szyfrowanie danych, wykorzystanie chmury obliczeniowej, elektroniczna analiza dokumentów celem wstępnej identyfikacji ryzyk, kreatory podstawowych dokumentów (jak umowy czy pisma procesowe), wprowadzenie jeszcze sprawniejszych sposobów komunikacji z klientem i ekspresowe przeszukiwanie zgromadzonych danych. Klient nie chce czekać ani płacić za niską efektywność, szczególnie przy stawce ustalonej za godzinę pracy. Wymaga się, aby prawnicy porzucili rutynę i wdrażali usprawnienia — najlepiej w takim tempie, w jakim wypuszczane są na rynek nowe iPhone’y.

.Technologicznie osiągnęliśmy już chyba stan, w którym wystarczy dobrze zdefiniować swoją potrzebę i poszukać istniejącego produktu. Prawdopodobnie gdzieś już coś takiego funkcjonuje — jeśli nie lokalnie, to chociaż gdzieś na świecie. Zdaniem protagonistów tych prawniczych technologii, wykorzystanie usprawnień daje większą niezależność (brak konieczności występowania pod znaną prawniczą marką), obniża koszty działalności, a zatem przynosi konkurencyjność cenową. Zresztą, dlaczego nie wymagać od prawników, aby nauczyli się poruszać w rzeczywistości, którą tworzy i wybiera klient? To nie jest wygórowane oczekiwanie. Tak długo oczywiście, jak spełnione są normy etyczne, a więc przede wszystkim poufność i bezpieczeństwo danych wrażliwych.

Przykładów otwartego podejścia do technologii nie musimy daleko szukać. Jakiś czas temu adwokatura wprowadziła możliwość odbywania szkoleń (tzw. doskonalenia zawodowego, wymaganego od adwokatów obowiązkowego dokształcania) za pośrednictwem Internetu. Pomysł zrealizował się dzięki inwencji dziekanów Okręgowych Rad Adwokackich we Wrocławiu i Krakowie, Andrzeja Grabińskiego i Pawła Gierasa. Serwis iDeA (Internetowe Doskonalenie Adwokatury) działa od 2013 roku. Koszt przedsięwzięcia jest niewielki, zarówno od strony finansowej, jak i organizacyjnej, a korzyści społeczne ogromne. Wykłady są ogólnodostępne — mogą z nich korzystać nie tylko adwokaci i aplikanci wszystkich izb, ale wszyscy zainteresowani wykładami prawniczymi prowadzonymi na takim poziomie szczegółowości.

U radców prawnych (bardziej licznej od adwokatury korporacji prawniczej) widać wyraźnie, że innowacje są wdrażane i dyskutowane. Okręgowa Rada Radców Prawnych w Warszawie prowadzi chociażby kanał na YouTube, a tam serię „Debaty przy kawie”. Radcowie prawni odnajdują się w trendach międzynarodowych. W 2015 r. Maria Ślązak była jednocześnie wiceprezesem Krajowej Rady Radców Prawnych i prezydentem międzynarodowej organizacji CCBE (Rady Adwokatur i Stowarzyszeń Prawniczych Europy). W marcu 2015 roku w Warszawie odbyła się międzynarodowa konferencja o przyszłości zawodów prawniczych organizowana przez CCBE, na której głos zabrał m.in. przedstawiciel komitetu CCBE do spraw nowych technologii.

.Za takimi aktywnościami stoi ten właśnie sposób myślenia, który wychodzi naprzeciw wymaganiom współczesności, nie tracąc jednocześnie z oczu dotychczasowego dorobku i gwarancji, które powinny być zapewnione. Brzmi to wszystko trochę banalnie, ale wyzwanie stojące przed dzisiejszymi praktykami prawa wymagają co najmniej takiej kreatywności, jak zadanie ujednolicenia prawa w okresie międzywojennym. Z czegoś trzeba będzie zrezygnować, coś innego — jak technologiczne wspomaganie efektywności pracy — powitać jako nową niezbędną umiejętność. I być może jest to droga, którą podążą niebawem nie tylko adwokaci, radcowie prawni czy notariusze, ale także, przy odrobinie koordynacji z prawodawcą i Ministerstwem Sprawiedliwości, także sędziowie i prokuratorzy.

Ewa Fabian

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z