Jan ŚLIWA: Afryka z własną, fascynującą historią

TSF Jazz Radio


Afryka z własną, fascynującą historią

Jan ŚLIWA

Pasjonat języków i kultury. Informatyk. Publikuje na tematy związane z ochroną danych, badaniami medycznymi, etyką i społecznymi aspektami technologii. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Dziś państwa afrykańskie odtwarzają swoją tradycję i historię, pisząc ją na nowo bez pośredników – pisze Jan ŚLIWA

Pogarda powoduje ignorancję, ignorancja prowadzi do pogardy. Jako Polak rozumiem to dobrze. Podobnie i my sami na ogół nie wiemy wiele o historii i kulturze Afryki, więc bezrefleksyjnie powtarzamy zwroty typu „sto lat za Murzynami”. Nasza wiedza o Afryce została ukształtowana w dużej mierze przez państwa kolonialne. Spróbujmy więc zwrócić honor Afryce. Jej historia jest bogata i ciekawa.

Dla ustalenia uwagi – rozpatrujemy tu okres od średniowiecza, poprzez kontakty z Europejczykami, po domknięcie układu kolonialnego. Bo dopiero po konferencji berlińskiej 1884–1885, kiedy państwa europejskie ustaliły swoje strefy wpływów w Afryce, rozpoczęła się intensywna kolonizacja wnętrza kontynentu. To znaczy, że (w porównaniu z polskimi doświadczeniami) ten kolonializm, z którego Afryka się wyzwoliła ok. 1960 r., trwał stosunkowo krótko. Trzeba też zdefiniować interesujący nas obszar. Egipt ze swą wielotysiącletnią historią należy do Bliskiego Wschodu i ma więcej wspólnego z Mezopotamią niż z Afryką. Południowe wybrzeże Morza Śródziemnego, skolonizowane przez Fenicjan, potem Rzymian, później chrześcijańskie i islamskie, również jest nam stosunkowo bliskie.

Naprawdę ciekawa jest Czarna Afryka, której wnętrze bywało na starych mapach oznaczane „Hic sunt leones” – tu są lwy. Mało o niej wiemy. Jest daleko i przez stulecia była interesująca raczej jako źródło surowców oraz niewolników, a nie jako obszar zasługujący na głębsze studia.

Twarze i nazwy mylą się nam. Stąd powszechne przekonanie o dzikich z włóczniami, tańczących wokół ogniska (lub kotła z misjonarzem) w spódniczkach z liści. Prawdziwa historia jest jednak o wiele ciekawsza. Na terenie Afryki istniały zorganizowane państwa, prowadzące wojny i handel między sobą i z przybyszami z zewnątrz. Dokumenty pisane pochodzą z regionów promieniowania kultury egipskiej czy potem arabskiej. Własne pismo ma Etiopia. Później Europejczycy opisują Afrykę od zewnątrz, choć takie Kongo, które przyjęło chrześcijaństwo, tworzy własne dokumenty. Gdzie brak dokumentów pisanych ogranicza naszą wiedzę, tam pozostaje tradycja oralna i archeologia. Z uwagi na klimat do budowy domostw na ogół używano materiałów nietrwałych. Afrykańczycy również nie żeglowali do odległych lądów. Zwłaszcza wybrzeże zachodnie prowadzi na trudny do nawigacji otwarty ocean. Ocean Indyjski był obszarem intensywnej wymiany, ale dominowali tam kupcy arabscy. Afrykanie wobec tego raczej sami byli odkrywani, a przez to zależni od przybyszów. Najwięcej więc wiemy o życiu na wybrzeżu, w kontakcie z innymi. Na ile kultury afrykańskie są oryginalne? My, dziedzice kultury odległego morza i wyznawcy bliskowschodniej religii, również stworzyliśmy kulturę, która się kształtowała w kontakcie i wymianie z innymi, powinniśmy więc być oszczędni w krytyce.

Tu uwaga: współczesne państwa afrykańskie noszą czasem nazwy państw dawnych, położonych trochę gdzie indziej, ale nazwy te niosą ze sobą prestiż. Podobnie Polska mogłaby się nazwać Sarmacją, gdyby to miało poprawiać nam samopoczucie.

Zacznijmy od Egiptu, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Kultura egipska promieniowała daleko na południe, w kierunku Nubii. Czerpano stamtąd złoto i pozyskiwano wojowników, ale również pod koniec swojej historii Egipt został podbity przez nubijskie królestwo Kusz – i władcy XXV dynastii to „czarni faraonowie”. Na tyle przejęli kulturę egipską, że potrafili sprawnie zarządzać krajem, a faraon Taharka dzielnie bronił kraju przed Asyryjczykami. Gdy Egipt upadł, tam utrzymały się pozostałości jego kultury, a władcy Kusz budowali dla siebie groby w kształcie piramid. W średniowieczu dotarło tam chrześcijaństwo. W Warszawie można podziwiać freski z Faras, na których przeplatają się białe i czarne twarze, greckie pismo i bizantyjska stylistyka.

Dalej mamy Etiopię. Również już w starożytności miała kontakt z Egiptem. Tam prawdopodobnie leżał Punt, dokąd Egipt wysłał wyprawę, gdy rządziła nim kobieta – Hatszepsut. W pierwszym tysiącleciu po Chrystusie istniało tam silne państwo Aksum, które w IV wieku przyjęło chrześcijaństwo. Obok Armenii jest to jedno z państw o najdłuższej tradycji chrześcijańskiej. Od dawna posiada pismo, język amhara jest semicki. Etiopia jest na styku kultur. W kościele Matki Bożej z Syjonu w Aksum ma się znajdować oryginalna Arka Przymierza z Jerozolimy, przywieziona przez Menelika I, syna królowej Saby i króla Salomona. Niedawno patriarcha zapowiedział, że ją odsłoni – ale jednak nie odsłonił. Lecz zapewnił, że mógłby. Z kolei kilka lat przed ucieczką Mahometa z Mekki do Medyny Negus (król) Armah przyjął grupę uchodzących z Mekki, prześladowanych tam wyznawców proroka. Zapytani, czy przynoszą jakiś boski przekaz, muzułmanie wyrecytowali z Koranu surę 19 o Marii, matce Jezusa, czym wzruszyli króla. Dyplomatycznie ominęli fragmenty zaprzeczające boskości Jezusa. Multikulturalizm ma swoje granice, gdy prosi się o schronienie.

Etiopia to kraj tajemnic. Są tam wspaniałe zabytki kultury, jak obeliski w Aksum, religijne malarstwo, a zwłaszcza kościoły w Lalibeli z XII–XIII wieku. Są wykute w dół skały, tak że ich dachy są na poziomie ziemi. Pomijając kilkuletnią okupację włoską 1936–41, Etiopia jest jedynym terytorium Afryki o ciągłości państwowej. Cesarzem był podówczas Haile Selassie, urodzony jako Ras (książę) Tafari Makonnen. Jako niepokonany przywódca wolnych Afrykanów był dla afrykańskiej diaspory jak mesjasz, szczególnie czczony przez ruch rastafariański na Jamajce, a jego wizyta w 1966 r. przerodziła się w zbiorowe szaleństwo, z reggae i ziołami.

Od Somalii na południe ciągnie się wybrzeże Suahili. Był to obszar intensywnej wymiany przez Ocean Indyjski za pośrednictwem kupców arabskich. Sama nazwa pochodzi od arabskiego sahil (wybrzeże), a język, lingua franca regionu, ma wiele wpływów arabskich. Obecni tam byli również Hindusi i Persowie, potem Portugalczycy, co stworzyło na wybrzeżu wielokulturowe centra handlu, jak Zanzibar i Mombasa. Do tych okolic dotarły też chińskie wyprawy admirała Zheng He w XV wieku. Wśród portów wyróżnia się Kilwa w obecnej Tanzanii, stolica sułtanatu. Było to prawdziwe miasto, z meczetami i pałacami budowanymi z łatwo dostępnego na wybrzeżu koralu. Celem handlu było wnętrze Afryki – źródło złota i kości słoniowej. Najważniejszym państwem było tam Zimbabwe (XIII–XV wiek). Pozostawiło ono po sobie potężne kamienne mury, wysokie na dobre 10 metrów, co jest rzadkością w subsaharyjskiej Afryce.

Na zachodnim wybrzeżu, na terenie obecnego Konga i Angoli, znajdowało się królestwo Kongo. Dzięki wczesnym kontaktom z Europejczykami wiemy więcej o jego historii i władcach. W 1491 r. król Nzinga a Nkuwu przyjął od Portugalczyków chrzest oraz nowe imię João I. Król Alfonso I otrzymał w 1512 r. od króla Portugalii prawdziwy europejski herb, z krzyżem w niebie Afryki, muszlami św. Jakuba i ramionami rycerzy z mieczami. Chrześcijańscy władcy Kongo wysyłali ambasadorów na dwory europejskie, również do Watykanu, prowadzili też (zachowaną) korespondencję dyplomatyczną. Tam też powstał pierwszy słownik języka bantu.

Tam, gdzie dziś leży Nigeria, Ghana, i dalej na zachód, leżały rozwinięte królestwa, jak Benin, Ife czy Aszanti. Między innymi powstały tam piękne rzeźby z brązu i terakoty, dziś będące ozdobą europejskich muzeów. Pod względem artystycznym mogą się równać ze sztuką europejską. Dlatego też, gdy niemiecki badacz Leo Frobenius je odkrył, był przekonany, że to pozostałości Atlantydy, bo nie wierzył, by mogły być dziełem „dzikich”.

Europejczycy nadawali tym terenom nazwy od głównych produktów eksportowych. I tak Aszanti było Złotym Wybrzeżem, między Wybrzeżem Pieprzowym i Kości Słoniowej a Wybrzeżem Niewolniczym. Jednak źródłem niewolników było całe zachodnie wybrzeże Afryki, od Angoli po Senegal, a królestwo Aszanti odgrywało w tym procederze prominentną rolę. Niewolnictwo w Afryce istniało od zawsze, na ogół brano w niewolę ludność podbitego plemienia. Europejczycy rzadko polowali na niewolników sami, przeszkodami były zbrojny opór i choroby. O wiele łatwiej było odebrać „towar” od samych Afrykanów. Oczywiście zwiększony popyt spowodował wzrost podaży.

Liczbę niewolników dostarczonych do obu Ameryk ocenia się według rejestrów na 10 milionów, więcej z tymi, którzy nie przeżyli przeprawy, a być może było drugie tyle niezarejestrowanych. Dla białych była to anonimowa siła robocza. Z przeciwnego punktu widzenia – to oni mieli swoją tożsamość, a byli wywożeni do anonimowych, nieznanych miejsc. Dlatego mają poczucie przynależności do diaspory kongijskiej, o własnej (ewoluującej) tradycji, która przetrwała choćby w muzyce i bębenkach conga.

Idąc dalej na północ, dochodzimy na skraj Sahary. Tam chyba nie będzie już nic. Naprawdę? W dorzeczu potężnej rzeki Niger istniały takie państwa, jak Ghana, Gao czy Mali. Nie były jednak krańcem cywilizacji, lecz punktem węzłowym, łączącym południe z północą. Przez Saharę przebiegały szlaki karawan ze złotem, solą i niewolnikami. Droga była trudna, lecz możliwa. Tędy też z północy przyszedł islam. Centrum było istniejące do dziś Timbuktu, tajemnicze miasto na końcu świata. W Atlasie Katalońskim z 1375 r. widać tam figurę czarnoskórego króla w złotej koronie, ze złotą kulą w dłoni. To Musa, po arabsku Mojżesz. Zasłynął tym, że gdy ze swym orszakiem udał się do Mekki, w Kairze rozdawał tyle złota, że załamało to cenę tego metalu w Egipcie. Może jeszcze ciekawsze jest to, że miasto to było ważnym ośrodkiem kultury i studiów. W jego bibliotekach znajdowało się ponad 100 tysięcy manuskryptów, traktujących o islamie, matematyce, filozofii, astronomii czy prawie. W 2012 r. miasto zostało opanowane przez dżihadystów i część rękopisów została spalona. Jednak wbrew początkowym informacjom zachowało się ponad 90%, jako że zostały wywiezione lub przechowane w zbiorach prywatnych.

Ujrzeliśmy tu zbiór inspirujących faktów i chwilowych migawek. Państwa te miały swoją historię, tak jak i my. Kongo konkurowało z Loango, Lundą i Lubą, granice Mali, Gao i Songhaju przesuwały się, po schyłku Kilwy jej rolę przejęły Mombasa i Malindi. Nazwy te jednak brzmią dla nas jak Ateny, Argos i Mykeny dla Chińczyka, więc zatrzymajmy się tutaj.

.Dziś państwa afrykańskie odtwarzają swoją tradycję i historię, pisząc ją na nowo bez pośredników. Prowadzone są badania archeologiczne, a sztuka, rozproszona w europejskich gabinetach osobliwości, poddawana jest systematycznej analizie. Próbuje się zrekonstruować historię oralną, co jest trudne wobec naruszenia ciągłości przez kolonializm. Oczywiście wzmacnia to dumę narodową i wykorzystywane jest w propagandzie, ale kto tego nie robi? A my, tak często niezauważani przez Europę i pragnący szacunku, miejmy ten szacunek dla innych.

Jan Śliwa
Tekst ukazał się w nr 12 miesięcznika opinii “Wszystko Co Najważniejsze” [LINK].

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam