KATARYNA: "Nienawiść 2.0"

TSF Jazz Radio

Nienawiść 2.0

KATARYNA

Najbardziej znana polska blogerka.

Hate (ang.) nienawiść.

.Hejt, hejter, hejting mają co prawda odpowiedniki w języku polskim, ale chyba słusznie robią karierę właśnie w takiej – spolszczonej a nie przetłumaczonej wersji, bo też hejter to nie jest zwykły nienawistnik, a hejt to nie zwyczajna nienawiść. Można  hejtować nie nienawidząc, i nienawidzić nie hejtując. Hejt jest ekspresyjny, nienawiść niekoniecznie. Hejt jest też chyba dużo mniej zindywidualizowany niż nienawiść,  to bardziej zachowanie społeczne niż jednostkowe. Z tego wynika też trzecia cecha nieznacznie odróżniająca hejt od nienawiści – dużo łatwiejsze wywoływanie go, i w ogóle zarządzanie hejtem.

Właśnie ze względu na „zaraźliwość” hejtu Internet uchodzi za jego wylęgarnię i pewnie coś w tym jest.

Nigdzie indziej nie można hejtu podgrzewać tak bardzo i tak długo jak w Internecie.

„Chytra baba z Radomia” (video z opłatkowego spotkania w tym mieście, z biednymi ludźmi zabierającymi produkty ze stołów – red.) w tradycyjnym medium by nie zaistniała, a w Internecie Bogu ducha winna kobieta będzie nieśmiertelna.

Ale hejt równie dobrze ma się w realu, nie jest przynależny wyłącznie sieci. W realu szerzenie nienawiści często bywa podpisane bardzo znanym nazwiskiem. W dyskusji o hejcie ulegamy pokusie łatwych diagnoz a stąd niedaleko do poszukiwania równie łatwych rozwiązań, czyli walki z nienawiścią w sieci poprzez ograniczanie anonimowości. Tymczasem większość internautów zachowuje się w wirtualu tak samo jak by się zachowywała w realu, tylko tam po prostu rzadziej ma okazję.

Hejt bywa różny, ten najzwyklejszy to zazdrosne hejtowanie Grycanek, nawet chyba mniej za to, że są obrzydliwie bogate a bardziej za to, że nie przejmując się swoją otyłością, nie pozwalają się nad sobą litować.

A oto mój subiektywny przegląd hejtów.

Hejt ideologiczny

.”Społeczeństwo nie może fundować słodkiego życia nietrwałym, jałowym związkom osób, z których społeczeństwo nie ma żadnego pożytku, tylko ze względu na łączącą ich więź seksualną” – wypowiedzi posłanki PiS Krystyny Pawłowicz o gejach, którzy z niezrozumiałych powodów bardzo przykuwają jej uwagę,  to najbardziej typowy przykład hejtu ideologicznego, jednego z większych problemów prawicy, przy każdym sporze światopoglądowym. Lewica jest dużo mniej skłonna do hejtu ideologicznego, bo większość lewicowych polityków tyle razy musiało już zmieniać system wartości, że do żadnych się tak na serio nie przywiązują. Próżno więc szukać na lewicy polityka, który z takim zaangażowaniem chciałby zbawiać ludzi wcale sobie tego nie życzących, i który robiłby to kosztem interesu swojej partii. Hejtują, owszem, ale nigdy nie jest to hejt samobójczy, jak to co prawicy zdarza się wygadywać pod adresem gejów, Grodzkiej, czy feministek. Nie wiem tego na pewno, ale nie wydaje mi się, żeby PiS coś zyskiwał na krucjacie chcącej leczyć jałowych gejów Pawłowicz. Nie ulega natomiast wątpliwości, że pogarda z jaką o nich mówi jest mało chrześcijańska. Nienawiść w imię Boga – ideologiczny hejter nie widzi w tym  żadnego zgrzytu.

Hejt zawodowy

.„Jestem wystarczająco inteligentny żeby pracować w telewizji, ale nie żeby ją oglądać […]. Nie możemy mówić poważnie, bo poważnie to znaczy nudno. A nudno, to te barany wezmą pilota i przełączą […]. Widz w Polsce wybaczy wiele, bardzo wiele. Ale jednego nigdy, przenigdy nie wybaczy- tego, że go potraktujemy poważnie […]. Ludzie nie są tacy głupi jak nam się wydaje, są dużo głupsi…” – tłumaczył słuchaczom Tomasz Lis. Kto śledzi jego medialne poczynania musi być pod wrażeniem sprawności, z jaką wykorzystuje dobrą znajomość poziomu i oczekiwań swojego „targetu”. Ma być głupio i jest głupio, ale głupota też jest nudna. Trzeba ją okrasić czymś, co czytelnika emocjonalnie zaangażuje, a najłatwiej namówić do wspólnego hejtu. Pisze więc Tomasz Lis „Prawica i medialne PiS-owskie płaczki, które tłuką szmal na swych jękach o niepokornych, stękaniach o literkach “W”, bredniach o walce z zagrożeniami dla wolności słowa, którą niby toczą, non stop bełkocze o zagrożeniach dla demokracji w Polsce” i aż się chce czytać dalej. „Ale im przywalił!”, „Dajesz!”.

Hejt bywa całkiem dobrym sposobem na medialny, polityczny i finansowy sukces.

W polityce takim hejterem zawodowym jest oczywiście Janusz Palikot, który – w zależności od koniunktury –  może zarabiać na nienawiści do gejów (słynna okładka „Zakaz pedałowania” w Ozonie), aby potem z równym zaangażowaniem generować i konsumować nienawiść do „Kaczorów” z pozycji niekwestionowanego lidera antykaczystowskiego „przemysłu pogardy”. Nie wiadomo jakie Janusz Palikot ma naprawdę poglądy, w którym momencie i dlaczego je zmieniał, jedno jest u niego niezmienne. W Platformie czy przeciwko niej, swoją polityczną karierę zbudował na sprawnym zarządzaniu hejtem, szybko ucząc się, że hejt to coś co media najchętniej kupują, a publika jeszcze chętniej „żre”. Hejt Palikota jest więc cynicznie dobranym narzędziem pozyskiwania i utrzymywania szukających mocnych wrażeń – „ale im przywalił!” – wyborców.

Najciekawszym przypadkiem jest wyrastająca na królową hejtu – biernego jako ofiara i czynnego jako hejterka – Eliza Michalik. Prawicowa dziennikarka zwolniona z Gościa Niedzielnego za plagiaty wyrabia sobie dzisiaj markę skutecznie zarządzając  hejtem – tym wymierzonym w Kościół Katolicki i PiS z jednej strony, i tym wymierzonym w siebie z drugiej. Hejt zawodowy jest najskuteczniejszy jeśli wywołuje kontrhejt. Odpowiednio ukierunkowana agresja, ostry język i duża liczba przyjmowanych bluzgów to gwarancja, że jej transfer do Newsweeka (i dalej) jest kwestią czasu.

Kontrhejt

.„W proteście przeciwko mojemu wpisowi od kilku dni wylewa się na mnie potok wyzwisk, internetowych i telefonicznych. Dowiedziałam się już, że jestem k…, p… i tak dalej” – żali się Ewa Wójciak, przyszła eksdyrektorka Teatru Ósmego Dn(i)a na internautów, którzy potraktowali ją równie grubiańsko jak ona wcześniej nowego papieża. To co jest dzisiaj udziałem Wójciak to zwyczajny kontrhejt. Gdyby nie jej atak na osobę dla tysięcy ludzi bardzo ważną, w momencie dla nich tak szczególnym, nikt by Wójciak nie hejtował (choćby dlatego, że niewielu ją znało). Nie popieram, ale też niespecjalnie się dziwię reakcjom, sama po przeczytaniu jej wypowiedzi chciałam ją skomentować w tym samym stylu, lecz niestety odezwało się we mnie prowincjonalne przekonanie, że kobiecie pewne słowa nie przystoją. Wójciak za swój antypapieski hejt prawdopodobnie zapłaci posadą, ale już kabareciarz Abelard Giza na swoim czerstwym żarcie o papieskich bąkach – a raczej na hejcie jaki go za niego spotyka –  ma szansę zrobić karierę, my zaś powitamy go w kategorii „Hejt zawodowy”.

Hejt obronny

.„Nową sytuacją dla mnie jest przyjmowanie ciosów od “hejterów”. Póki co mnie to śmieszy” – deklaruje Maciej Stuhr, który na hejt zarobił  zagraniem w kontrowersyjnym „Pokłosiu” Władysława Pasikowskiego. Trudno powiedzieć na czym polegała jego wina. Bogusława Lindy nikt nie hejtował za rolę w „Psach” choć film gloryfikował esbeków. Może więc ten i ów oglądając Stuhra w złym i nierzetelnym filmie o trudnej polskiej historii poczuł się jako Polak trochę gorzej ale to wina historii, Pasikowskiego, lecz najmniej Stuhra. Za hejt obronny uważam też to co spotkało Ewę Stankiewicz w kwietniu 2010, po jej pierwszym „smoleńskim” filmie „Solidarni 2010”. Można racjonalizować ataki, tłumaczyć, że to krytyka warsztatu, ale przecież nienawiść jaka się wtedy na nią wylała była agresywną próbą zagłuszenia wyrzutów sumienia przez osoby uczestniczące w tym, co Piotr Zaremba nazwał „przemysłem pogardy”. W kwietniu 2010 r. osoby biorące w nim latami czynny udział musiały się czuć dość podle, a Stankiewicz ze swoim emocjonalnym filmem nie pomagała im poradzić sobie z poczuciem winy. Nic dziwnego, że oberwała, obrywa zresztą nadal, nie za merytoryczną jakość swoich produkcji a za podnoszenie tematu, o którym aby móc zachować o sobie dobre zdanie chcemy zapomnieć. Nie ma nic bardziej denerwującego, niż przystawianie człowiekowi na siłę lustra, w którym on nie ma zamiaru się przejrzeć. A gdy do tego lustro jest jeszcze ciut krzywe, agresja z jaką się przed nim bronimy przybiera postać hejtu.

Hejt rozczarowania

.„Zawiodłam się  na nim”. W polityce ludzie rzadko spełniają pokładane w nich nadzieje. Lubiliśmy, oklaskiwaliśmy, a oni tak nas zawiedli, przechodząc na „ciemną stronę mocy” lub po prostu ujawniając nie takie poglądy na jakie u nich liczyliśmy.

Internet obfituje w przykłady hejtu, który jest karą za „zdradę” lub zawód ze strony kogoś kto był lub tylko wydawał się „swój”. Najwięcej hejtu rozczarowania jest oczywiście w PiSowskim zakątku Internetu, bo to PiS jest partią najczęściej „zdradzaną”. Migalski, Kowal, Dorn, Ziobro, Kluzik-Rostkowska – każdy kolejny zdrajca najmocniej obrywa od byłych sympatyków – swoich i swojej byłej partii. Migalski irytuje, Kluzik jest w PO, Ziobro to konkurencja  ale czym wytłumaczyć, że „pożegnalnego” hejtu nie oszczędzono nawet Janowi Ołdakowskiemu, choć odszedł nie z własnej woli, z polityką się pożegnał, wobec byłych kolegów zachowuje klasę? Tym, że każde rozstanie, bez względu na przyczyny, styl i konsekwencje, zasiewa w nas – choćbyśmy się nie wiem jak opierali – wątpliwości co do naszych własnych wyborów. Dlatego ofiarami hejtu rozczarowania równie często jak politycy padają prawicowi dziennikarze (i blogerki :), jeśli tylko zdarzy im się podnieść pióro na Jarosława Kaczyńskiego.

Hejt rozczarowania nie jest oczywiście domeną PiSu, doświadczył go choćby też Marcin Meller od zwolenników PO, gdy sobie pozwolił na jej krytykę czy ostatnio Paweł Kukiz,  który obrywa od obu stron, bo nie zamierza stanąć po żadnej – a to już jest niewybaczalne.  „Żałosny Kukiz, wszystko wie lepiej i na wszystkim się zna, niech startuje na prezydenta lub do parlamentu i zmienia kraj” – pisze na Twitterze posłanka PiS Beata Mazurek, a zwolennicy PO z równą złością wypominają alkoholizm. Gdyby Kukiz uderzał tylko w jedną stronę, byłby z lubością cytowany przez drugą. A tak? Cóż, rozczarowanie…

Hejt nienawistny

.“Polsce życzę jak najgorzej. Życzę porażek na wszystkich frontach, bo każde zwycięstwo tego Układu to porażka Polski i zagrożenie dla wolności. Życzę także porażek gospodarczych, choć za to płacą ludzie. Ale tylko one mogą wstrząsnąć bazą wyborczą tej wstecznej władzy i uniemożliwić dalsze hodowanie chwasta zwanego IV RP”. Ten internetowy wpis Waldemara Kuczyńskiego – nie jakiegoś anonimowego internauty a byłego ministra – to przykład czystej choć nie wulgarnej nienawiści. Czytając te słowa zawsze wyobrażam sobie autora z obłędem w oczach i pianą na brodzie.

Ten rodzaj hejtu najtrudniej wytłumaczyć, bo zawsze najbardziej szkodzi hejterowi, a w przeciwieństwie do hejtu zawodowego nie jest wykalkulowany i nie przynosi żadnych politycznych ani osobistych korzyści. Hejt nienawistny jest najbrzydszą odmianą internetowego hejtu, bo nie uznaje żadnego tabu.

Zawsze po śmierci kogoś sławnego – z prawicy, lewicy, centrum lub całkiem spoza polityki – admin portalu Gazeta.pl musi wyłączać komentarze, bo zbiegają się hejterzy szukający miejsca na jej świętowanie.

Hejterzy w wirtualu chcą cieszyć się z cudzego nieszczęścia, i to ich najbardziej różni od hejterów w realu, którzy przynajmniej się tego wstydzą. Internet pozbawia jedynego powodu do wstydu – oczu znajomych.

Jestem w stanie – choć z trudem – zrozumieć i znosić hejt pod adresem żyjących ale radość ze śmierci jest jedynym rodzajem hejtu pozbawionym logiki. Nie jest to zresztą specyfika Internetu, po śmierci  Bronisława Geremka jego hejterzy nie wstydzili się stać z transparentem „Dzięki Ci Boże, że go od nas już zabrałeś”, kontrowani przez jego zwolenników równie udanym transparentem z rysunkiem Tadeusza Rydzyka i napisem „Boże, czemu jego nie zabrałeś?”.

.Hejtu nie wynosimy z Internetu. Wnosimy go tam.

Gdybym miała dziś z długiej listy hejtowanych wybrać trzy charakterystyczne ofiary byliby to:

* Jarosław Kaczyński – hejtowany absolutnie za wszystko, na hejcie do niego pasie się już kolejne pokolenie komentatorów i kabareciarzy, jedyna osoba w stosunku do której prawie każdy może sobie pozwolić na prawie wszystko

* Anna Grodzka – o ile hejterzy Kaczyńskiego mogą przynajmniej udawać, że hejtują go za to co zrobił, mówi lub zamierza, Anna Grodzka swoim nie daje nawet takiego pretekstu, jest hejtowana nie za to kim jest ale za to kim  była, choć fakt posiadania (lub nie) penisa powinien interesować tylko kogoś kto z nią sypia, hejting Grodzkiej przybiera też wyjątkowo obrzydliwą formę

NM4_a* Jerzy Owsiak – osobiście nie przepadam i świetnie rozumiem ludzi, których odrzuca jego styl, pycha i inne równie irytujące przymioty charakteru, można też krytykować Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, ale reakcje na Owsiaka coraz bardziej przypominają hejt, niesprawiedliwy wobec człowieka, który zbudował i zarządza sprawnie działającą machiną pompującą spory pieniądz (w części publiczny, ale co tam) w szpitale, z których wszyscy korzystamy.

Kataryna

Tekst ukazał się w wyd.4 kwartalnika opinii “Nowe Media”

2

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Andrzej Filipek pisze:

Możnaby dodać jeszcze hejtera dla poklasku, czyli osoba, którą rajcuje możliwość wygłoszenia opinii, która – choć np. nieprawdziwa – zostanie podchwycona przez innych komentatorów, cytowana i chwalona. Klasyczne trolle internetowe to też kategoria hejterów, które w zamian za skupienie na sobie uwagi innych – najczęściej negatywnej – są gotowe przyjąć na klatę najgorsze bluzgi kontrhejtetów.
Co ciekawe, do niedawna jednym z czynników, które umożliwiały hejt była anonimowość internetu. Obecnie coraz częściej hejt jest firmowany imieniem i nazwiskiem hejtera.

Andrzej Filipek pisze:

Możnaby dodać jeszcze hejtera dla poklasku, czyli osoba, którą rajcuje możliwość wygłoszenia opinii, która – choć np. nieprawdziwa – zostanie podchwycona przez innych komentatorów, cytowana i chwalona. Klasyczne trolle internetowe to też kategoria hejterów, które w zamian za skupienie na sobie uwagi innych – najczęściej negatywnej – są gotowe przyjąć na klatę najgorsze bluzgi kontrhejtetów.
Co ciekawe, do niedawna jednym z czynników, które umożliwiały hejt była anonimowość internetu. Obecnie coraz częściej hejt jest firmowany imieniem i nazwiskiem hejtera.

TomaszMarciniak pisze:

Bardzo dobre.

TomaszMarciniak pisze:

Bardzo dobre.

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam