Margot ROUSSEAU: Kto zdobędzie Oscara 2026? Elegia czy bunt?

Kto zdobędzie Oscara 2026? Elegia czy bunt?

Photo of Margot ROUSSEAU

Margot ROUSSEAU

Filozof i historyk kina. Żyje między Paryżem a Aix-en-Provance. Swoje przemyślenia publikuje na Instagramie, tworząc unikalny esej wizualny. Autorka Cinema Margot.

W 2025 roku na ekrany trafiły dwa filmy, które na odmienne sposoby mierzą się z amerykańskim mitem tożsamościowym. Oba walczą w tym roku o Oscary. Jeden – cichy, medytacyjny, niemal biblijny w swojej powściągliwości. Drugi – głośny, chaotyczny, napędzany wściekłością. „Sny o pociągach” Clinta Bentleya i „One Battle After Another” Paula Thomasa Andersona, o którym już pisałam [LINK], stały się mimowolnymi zwierciadłami dwóch Ameryk: tej, która próbuje zrozumieć swoje korzenie, i tej, która chce je spalić – pisze Margot ROUSSEAU

Dwie Ameryki

Więcej Oscarów pewnie dostanie Anderson, bo amerykańskie elity dziś chłoszczą własny naród. Ja wolę “Sny o pociągach”.

„Sny o pociągach” opowiadają historię Roberta Grainiera (Joel Edgerton) – zwykłego drwala i robotnika kolejowego na przełomie XIX i XX wieku, w lasach Idaho. Osierocony w dzieciństwie, Grainier buduje tory i mosty, żeni się, zakłada rodzinę, a następnie traci wszystko w pożarze. Żyje dalej w samotnej chacie pośród drzew, starzeje się, spotyka wilki i duchy przeszłości, aż w końcu wsiada do małego samolotu, by spojrzeć na własne życie z góry. To nie jest film o wielkich wydarzeniach. To opowieść o jednym człowieku, który stał się częścią mitu frontieru – i został przez ten mit wchłonięty.

„One Battle After Another” to z kolei historia wypalonego lewicowego radykała (Leonardo DiCaprio), byłego członka fikcyjnej organizacji terrorystycznej z lat 70., który po dekadach ukrywania się wraca do walki przeciwko rzekomo faszystowskiemu państwu. Flanelowa koszula, broda, kubek latte, paranoja, córka i permanentny stan rewolucyjnej gotowości. Film PTA jest mieszanką czarnej komedii, kina akcji i psychodelii, w której dawni bojownicy Weather Underground stają naprzeciw ICE, chrześcijańskiego nacjonalizmu i „białej supremacji”.

Różnica między tymi dwoma obrazami nie ma jedynie charakteru estetycznego. To różnica ontologiczna.

„One Battle After Another” próbuje przeszczepić na amerykański grunt europejską lewicową postawę: permanentną rewolucję, nienawiść do „systemu”, gloryfikację zbrojnego oporu. Efekt jest groteskowy: rewolucjonista o wizerunku hipsterskiego lumbersexuala nienawidzi własnego narodu, gardzi „zwykłymi Amerykanami” i walczy w imię abstrakcyjnych idei, które w praktyce oznaczają pogardę dla mitu stworzonego przez ten naród. To film o elitach oderwanych od rzeczywistości, które importują europejski antyfaszystowski radykalizm i wtłaczają go w amerykański kontekst, kończąc na karykaturze: flanela, latte i niechęć do flagi.

„Sny o pociągach” wypływają z zupełnie innego źródła – z głębokiej, organicznej miłości do Ameryki. Grainier nie jest rewolucjonistą. Jest mitem wcielonym: drwal karczujący las, budowniczy torów, pionier wierzący w postęp. A jednak ten sam postęp go niszczy. Film nie oskarża i nie krzyczy. Pokazuje cenę – rasizm wobec chińskich robotników, pożary, samotność, przemijanie – lecz czyni to z szacunkiem i melancholią. Nie atakuje mitu frontieru, lecz podejmuje jego hermeneutykę. To interpretacja podszyta miłością.

I właśnie dlatego „Sny o pociągach” stają się wielką epicką opowieścią.

Opowiadają o milionach takich Grainierów, na których zbudowana jest amerykańska tożsamość. O ludziach, którzy walczyli z naturą, budowali kraj własnymi rękami, a potem zostali sami na peronie, gdy pociąg postępu odjechał dalej. Film pokazuje paradoks mitu: człowiek jest jednocześnie panem i ofiarą – aktywny w karczowaniu lasu, a bezradny wobec śmierci, czasu i natury. Grainier nie buntuje się i nie nienawidzi. On trwa. W tym trwaniu, w samotności lasu, w locie samolotem nad własnym życiem, odnajduje coś, co można nazwać jedynie świętością zwykłego istnienia. To pogodzenie z losem – nie kapitulacja, lecz dojrzała akceptacja. Amerykańska w swojej najczystszej postaci: introspekcja zamiast destrukcji.

„One Battle After Another” proponuje przeciwieństwo: wieczny bunt, który w istocie przybiera formę auto-nienawiści. Europejska lewica w amerykańskim przebraniu kreuje groteskowego rewolucjonistę, który nienawidzi narodu, z którego wyrósł. To nie jest refleksja nad tożsamością. To wojna z nią.

.W zderzeniu tych dwóch sposobów opowiadania o tożsamości widać wyraźnie dwa porządki myślenia. Jeden film patrzy na Amerykę z miłością i melancholią – nawet gdy odsłania jej brutalność i kruchość mitu. Drugi patrzy z pogardą i dąży do rozbicia. Jeden buduje ciągłość: „to było nasze życie, było warte przeżycia”. Drugi chce ją zerwać: „to wszystko było kłamstwem, spalmy to”.

„Sny o pociągach” wygrywają, ponieważ są bardziej prawdziwe. Nie dlatego, że są apolityczne, lecz dlatego, że są głęboko amerykańskie. Nie potrzebują wrzasku. Wystarczy cichy świst pociągu w lesie i człowiek, który w końcu czuje się połączony ze wszystkim.

To wielka opowieść. Nie o rewolucji, ale o trwaniu.

Margot Rousseau

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 1 marca 2026