Patryk PALKA: Jak przed laty obchodzono Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny?

Jak przed laty obchodzono Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny?

Photo of Patryk PALKA

Patryk PALKA

Historyk i publicysta kierujący działem „Piękno Historii” we „Wszystko co Najważniejsze”. Redaktor „Gazety na Niedzielę”.

Uroczystość Wszystkich Świętych oraz Dzień Zaduszny (Zaduszki) kojarzą się ze zbiorowym odwiedzaniem cmentarzy, przystrajaniem grobów oraz modlitwą za zmarłych w dniach 1 i 2 listopada. Jednak przez wieki tradycja ta przybierała w Polsce różne formy — pisze Patryk PALKA

Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny – początki

.Uroczystość Wszystkich Świętych ma niemal tak długą tradycję, jak samo chrześcijaństwo. Wywodzi się z IV w., kiedy chrześcijanie żyjący we wschodnich prowincjach Cesarstwa Rzymskiego w jednym wybranym dniu wspominali wszystkich chrześcijańskich męczenników. Aż do połowy VIII w. zwyczaj ten nie był jednak związany z dniem 1 listopada, ale 13 maja lub okolicami Wielkanocy bądź Zielonych Świątek. Sytuacja uległa zmianie podczas pontyfikatu Grzegorza III (731-741), który polecił, by modlitwy za wszystkich chrześcijańskich świętych, nie tylko męczenników, odprawiać w Rzymie pierwszego dnia listopada. Nie skutkowało to jednak wprowadzeniem nowego święta do kalendarza liturgicznego ani nie miało charakteru decyzji wpływającej na obrzędowość całego Kościoła.

Być może Grzegorzowi III chodziło o ustanowienie w ten sposób pamiątki po synodzie zwołanym przez niego do Rzymu dn. 1 listopada 731 r., podczas którego potępiono ikonoklazm. Spór o kult obrazów i wizerunków świętych stanowił wówczas główną oś konfliktu między Rzymem a Konstantynopolem. Pierwszorzędne znaczenie miało w tamtym czasie również oddziaływanie tradycji ludów celtyckich i germańskich, które na przełomie października i listopada obchodziły święto zmarłych. Wywarło to wpływ na Kościół w Irlandii, Nortumbrii (część dzisiejszej Anglii i Szkocji) i Bawarii, które zaadaptowały datę 1 listopada na rzecz chrześcijańskiego święta. W tym momencie roku zmarłych wspominali także Frankowie (plemię zachodniogermańskie), których imperium pod rządami władców z dynastii Karolingów stało się najważniejszym i najpotężniejszym organizmem politycznym w Europie Zachodniej i Środkowej.

.Od czasów Chlodwiga państwo frankijskie miało charakter chrześcijański (przełom V i VI w.). Związki tamtejszych władców z papiestwem były ścisłe, szczególnie w czasach Karola Wielkiego, dzięki czemu w 835 r. jego syn Ludwik Pobożny, cesarz frankijski, na prośbę papieża Grzegorza IV ustanowił dn. 1 listopada w całym Cesarstwie Franków obowiązkowe obchody ku czci wszystkich chrześcijańskich świętych. Sto lat później, w 935 r., papież Jan XI wyznaczył na ten dzień odrębną uroczystość (Wszystkich Świętych), która miała obowiązywać w całym Kościele.

Równolegle, choć odrębnie, rozwijała się w Kościele tradycja obchodów Dnia Zadusznego. Zawdzięczamy ją w głównej mierze mnichom benedyktyńskim, którzy odprawiali w klasztorach nabożeństwa za dusze zmarłych współbraci. Zwyczaj ten propagował Izydor z Sewilli (przełom VI i VII w.), zalecający, by modlitwy za zmarłych odprawiać w poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego. Momentem przełomowym było wyznaczenie w 998 r. przez benedyktyńskiego mnicha Odona, opata klasztoru w Cluny, dnia 2 listopada jako momentu odprawiania obowiązkowych modlitw za wszystkich wiernych zmarłych. Podobny postulat zgłaszał w 1. połowie IX w. Almary z Metzu, jednak jego pomysł nie przyjął wówczas postaci konkretnego zalecenia.

Początkowo zwyczaj modlitwy za wszystkich wiernych zmarłych dn. 2 listopada, połączonej z ofiarowaniem jałmużny na rzecz ubogich – co również polecił Odon – zaczął obowiązywać w klasztorach przynależących do kongregacji kluniackiej. Z czasem przejęły go inne zgromadzenia, m.in. kartuzi i cystersi. Praktyki zakonne zaczęły przenikać również poza mury klasztorów. Najpierw upowszechniły się we Francji, a następnie w Italii, Niemczech, Anglii oraz w Europie Środkowej, w tym w Polsce za sprawą cystersów (od XII w). W XIII stuleciu przyjęto je w Rzymie. W 1. połowie XIV w. Stolica Apostolska wprowadziła Dzień Zaduszny do kalendarza liturgicznego.

Fot. Karol Wielki oraz Ludwik Pobożny w otoczeniu duchowieństwa i dworu, rycina średniowieczna.

Chrześcijańskie praktyki na ziemiach polskich. Czasy średniowieczne i nowożytne

.Gdy Mieszko I przyjął chrzest, włączając swoje państwo w krąg cywilizacji chrześcijańskiej, minęły zaledwie trzy dekady od wprowadzenia w życie postanowień papieża Jana XI w sprawie Uroczystości Wszystkich Świętych. Kolejne trzy dziesięciolecia musiały minąć, aż Odon z Cluny symbolicznie zapoczątkował tradycję Zaduszek dn. 2 listopada. W społeczeństwie młodej, chrześcijańskiej monarchii Piastów przez kolejne stulecia silne były jeszcze wpływy dawnych wierzeń słowiańskich. Polityka państwa i kalendarz liturgiczny Kościoła to jedno, a duchowość i obyczaje mieszkańców Polski praktykowane w domowym zaciszu – drugie. Tak jak kilka wieków wcześniej na zachodzie Europy zaadaptowano datę 1 listopada do praktyk Kościoła uwzględniając zwyczaje celtyckie i germańskie, tak również w Polsce wierzenia i obyczaje Słowian utrzymywały się jeszcze na długo po chrzcie władcy i jego świty, oddziałując na obrzędowość związaną z obchodami ku czci zmarłych.

Historycy dysponują niewielką ilością materiałów źródłowych na temat dziejów Polski w okresie pierwszych Piastów, co rzutuje na wiedzę m.in. z zakresu obyczajów i praktyk religijnych społeczeństwa. Najstarsza wzmianka o obchodach w Polsce Dnia Zadusznego (2 listopada) poza klasztorami pochodzi z XIV w., czyli ok. dwa wieki po tym, jak tradycja ta przybyła z cystersami na ziemie polskie. Bez wątpienia Kościół w Polsce już w pierwszych wiekach swojego istnienia dbał również o to, by dn. 1 listopada odprawiać liturgię związaną z Uroczystością Wszystkich Świętych. Aż do czasów soboru trydenckiego (1545-1563) obchody liturgiczne z tej okazji nie były jednak ujednolicone dla całego Kościoła, ale zróżnicowane w zależności od regionu.

Już w okresie średniowiecza dni 1 i 2 listopada były więc dla mieszkańców Polski szczególnym momentem w roku. Miało to związek zarówno z wpływem Kościoła katolickiego, jak i wierzeniami Słowian, u których zwyczaj wspominania zmarłych był wyjątkowo silnie zakorzeniony. 

Poczynając od XV w. upowszechniały się nad Wisłą dwa zwyczaje istniejące do dziś – procesja na cmentarz oraz wypominki. Pierwsze, pojedyncze ślady procesji z czterema stacjami pojawiają się w źródłach nawet w wieku XIV. Na przełomie stuleci XV i XVI była to już norma praktykowana w większości diecezji Królestwa Polskiego dn. 2 listopada, czyli w Zaduszki. Wiek XV to również moment, kiedy na ziemiach polskich pojawiły się pierwsze formularze specjalnej mszy św. za dusze zmarłych, którą odprawiano w Dzień Zaduszny, zwanej Requiem. Celebracje z tej okazji były wyjątkowo uroczyste. Requiem odprawiano także na dworze królewskim (A. Więch, „Requiem, czyli o Dniu Zadusznym”).

.Odkąd w Kościele katolickim zaczęły upowszechniać się pojęcia odpustów (XI w.) i czyśćca (XII w.) oraz wiązane z nimi praktyki, w naturalny sposób wpłynęło to także na obchody Dnia Zadusznego. Naukę o czyśćcu i postulaty praktyk z nią powiązanych sformułowano przede wszystkim podczas soborów florenckiego (XV w.) i trydenckiego (XVI w.). Od tego momentu także w Polsce Kościół zalecał szczególną modlitwę w intencji dusz czyśćcowych właśnie w Dzień Zaduszny. Postulował również, by duchowni odprawiali wówczas specjalne msze św. za dusze zmarłych. Sobór trydencki kładł duży nacisk na krzewienie nauki o czyśćcu, nakazując biskupom podjęcie starań w zakresie jej rozpowszechniania i utrwalania. Szczególną rolę odgrywali w tym kontekście kaznodzieje, którzy mieli za zadanie prosto i zrozumiale opowiadać wiernym o znaczeniu Uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego, by w ten sposób chrześcijańskie pojmowanie tych kwestii stopniowo zastępowało wierzenia ludowe. Inną metodę przyjął Kościół prawosławny, który szczególnie na terenach dzisiejszej Białorusi oraz części Litwy i wschodniej Polski wypracował praktykę łączącą obyczaje ludowe z obrzędami chrześcijańskimi.

Fot. Matthias Burgleichner, obrady soboru trydenckiego.

Wierzenia i zwyczaje ludowe

.Na północno-wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej obrzędowość ludowa przetrwała znacznie dłużej niż w pozostałych częściach kraju, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę silne wpływy tradycji prawosławnej. Żywe ślady obrzędowości ludowej związanej z odprawianiem dziadów, czyli obrzędów ku czci zmarłych, były tam obecne jeszcze w XIX w., a w niektórych rejonach także w pierwszych dekadach wieku XX. Nie bez powodu „Dziady” napisał Adam Mickiewicz, który wywodził się z Litwy. Jego dramat utrwalił w polskiej kulturze i społecznej świadomości wiedzę o tradycyjnych obrzędach ludowych. Przekaz poety nie oddaje jednak wiernie charakteru dziadów, ale stanowi osobliwe połączenie specyfiki tradycyjnych obrzędów jesiennych z wiosennymi oraz inwencji twórczej samego autora. Nie jest jasne, czy Adam Mickiewicz – intelektualista o rodowodzie szlacheckim – kiedykolwiek widział na własne oczy, jak w chłopskiej chacie, na prowincji, praktykuje się typowo ludowy zwyczaj dziadów. Z pewnością wiele o nim słyszał, ponieważ szereg elementów jego dzieła zawiera trafne odniesienia do rzeczywistych praktyk, jednak prawdopodobne nigdzie obrzęd dziadów nie wyglądał dokładnie tak, jak opisał go poeta.

Słowo dziady odnosi się do przodków, starców, wędrownych żebraków, ale też duchów. W tradycji słowiańskiej świat widzialny i niewidzialny przenikały się, a przekonanie o duchowej obecności przodków w życiu żywych było normą. Z tych powodów uroczystości ku czci zmarłych sprawowano nie tylko raz do roku, ale co najmniej kilka (o każdej porze roku). Najważniejsze z nich przypadały na wiosnę (kwiecień lub przełom kwietnia i maja) oraz jesień (przełom października i listopada).

Dziady wiosenne nazywano także radonicą lub radnicą, co stanowi nawiązanie do „radości” oraz „rodu”. Miały charakter uczty biesiadnej organizowanej przy grobach zmarłych (lub bezpośrednio na nich), odbywającej się tradycyjnie we wtorek po niedzieli przewodniej (drugi wtorek po Wielkanocy). Wierzono, że tego dnia zmarli przodkowie przybywają z zaświatów i uczestniczą w uczcie, wobec czego należy przygotować im posiłek. Dusze „karmiono” zakopując część potraw w ziemi nieopodal grobu. By zmarli mogli przybyć na ucztę, przygotowywano drewniane kładki (mostki), które kładziono przy mogile. Wiosenna biesiada ku czci zmarłych miała charakter radosny, często trwała do białego rana. Z biegiem lat, gdy wpływy chrześcijańskie były coraz silniejsze, elementem tradycji stało się oddawanie części przygotowanego pożywienia ubogim w zamian za modlitwę w intencji duszy zmarłego. Przed ucztą na cmentarzu odprawiano mszę, a groby przystrajano kwiatami.

Dziady jesienne odprawiano zazwyczaj w domowym zaciszu (nie w cmentarnej kaplicy, jak opisywał Mickiewicz). Miały charakter znacznie bardziej poważny i refleksyjny, niż radonica. Wierzono, że na przełomie października i listopada dusze zmarłych wracają z zaświatów i krążą wśród żywych. Wejście z nimi w interakcję za sprawą odpowiedniego obrzędu miało zapewnić duszom spokój, a żywym przychylność świata niewidzialnego. Podobnie jak wiosną, dla duchów przygotowywano posiłek. Składał się najczęściej z kaszy, miodu, wódki, czasem też pieczywa, bobu, maku lub innych dostępnych produktów. Zostawiano go w progu oraz uchylano drzwi i furtki, czasem także okna, by dusze mogły przybyć na poczęstunek. Chcąc oświetlić im drogę do domu, na rozstajach dróg rozpalano ogniska, które dodatkowo dawały duszom możliwość ogrzania się. Światło stawiano również w oknach. Ogień palono także na grobach oraz w miejscach czyjejś tragicznej śmierci. Wierzono, że chroni żywych przed wpływem złych sił. Z czasem ogniska zastąpiono świeczkami (przełom XVII i XVII w.), a następnie zniczami, które w obecnej formie zaczęły upowszechniać się w wieku XIX.

.Ważnym elementem obrzędowości ludowych w dn. 1 i 2 listopada było ograniczenie do minimum prac codziennych, które potencjalnie mogłyby przestraszyć krążące wokół domu duchy. Niewskazane było choćby rąbanie drewna czy inne hałaśliwe aktywności. W Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny stroniono od odwiedzin. Był to czas przeznaczony na spotkania ze zmarłymi. W tym okresie nie wolno było także bielić domów, ponieważ groziło to uwięzieniem duszy, która pod postacią niewielkiego ptaka gnieżdżącego się w szparach, będzie trzepotać cały rok, czekając na uwolnienie.

Według wierzeń ludowych w noc zaduszkową dusze gromadziły się w kościele, by tam uczestniczyć we mszy odprawianej przez zmarłego kapłana. W niektórych regionach przekonanie to było silne do tego stopnia, że – podobnie jak w przypadku domostw prywatnych – także kościół przygotowywano na przybycie dusz, np. zostawiając mszał i stułę na potrzeby odprawienia nabożeństwa przez zmarłych.

Stałym elementem obrzędowości ludowej i chrześcijańskiej w okresie Wszystkich Świętych i Zaduszek była jałmużna. Pod kościołami gromadzili się żebracy, którym zapewniano pożywienie, prosząc o modlitwę za zmarłych – podobnie, jak w przypadku dziadów wiosennych. Zgodnie z dawnym przekonaniem duch przodka mógł przybrać postać wędrownego starca (dziada), któremu należy zapewnić poczęstunek i gościnę. Pod wpływem chrześcijaństwa dziadów zaczęto uważać za uosobienie samego Jezusa, który wraz ze św. Piotrem wędruje po świecie, sprawdzając, czy ludzie kierują się miłosierdziem wobec bliźniego. Nieugoszczenie dziada było uznawane za zły znak i powód potencjalnych nieszczęść.

Z biegiem lat tradycja chrześcijańska wyparła większość wierzeń i obyczajów ludowych związanych z kultem zmarłych. Ich niektóre elementy zostały jednak przez chrześcijaństwo zaadaptowane i przetrwały do dziś. Mowa nie tylko o paleniu zniczy, ale też innych obyczajach, które współcześnie nie kojarzą się już ze wspominaniem zmarłych – np. pozostawianiu pustego miejsca przy wigilijnym stole, które jest pozostałością po zwyczaju „karmienia” dusz podczas dziadów grudniowych.

Fot. Rysunek Stanisława Bagieńskiego pt. „Wieczerza ofiarna – Staury ham! Dziady, pradziady, przychodźcie k’nam!” / „Tygodnik Ilustrowany”, 1904 r., nr 44, s. 67.

Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny w Polsce. Wiek XIX i XX

.Aż do soboru watykańskiego II (lata 60. XX w.) liturgia Dnia Zadusznego w Kościele katolickim kładła nacisk na ukazanie Boga jako surowego i sprawiedliwego sędziego. Przypominała o groźbie kary wiecznej i w warstwie symbolicznej podkreślała akcenty żałobne, co przejawiało się choćby w czarnym kolorze szat liturgicznych. Współcześnie dn. 1 i 2 listopada Kościół katolicki nie zapomina o znaczeniu żałoby i pamięci o zmarłych, ale w większym stopniu akcentuje znaczenie miłosierdzia Bożego, zmartwychwstania i życia wiecznego. Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny pełne są zadumy i refleksji, ale ich przesłanie jest przede wszystkim pozytywne.

Liczne opisy obchodów Dnia Zadusznego na ziemiach polskich odnaleźć można w XIX-wiecznych gazetach. Przykładowo „Czytelnia Niedzielna” w jednym z numerów z 1856 r. podaje, że: „Nabożeństwo za umarłych zaczyna Jutrznia żałobna, exekwiami zwana – potem idzie msza i nauka odpowiednia. Następuje zaraz żałobna processya ze stacyami w kościele lub na cmentarzu: na pierwszej stacyi odprawiają się modlitwy za dusze kapłanów – na drugiej za rodziców, na trzeciej za dobrodziejów, a na czwartej za dusze zmarłych, na miejscowym cmentarzu pochowanych, poczem już w kościele przy katafalku, za dusze wszystkich zmarłych. Katafalk jest tu wyobrażeniem grobu. Lubo dzień Zaduszny nie jest świątecznym, kościół jednak pragnie, aby wierni w tym dniu w świątyniach pańskich na nabożeństwie znajdowali się i modlili, a modlitwy swoje jałmużną wzmacniali, gdyż jak mówi Pismo Święte modlitwa z postem i jałmużną większa jest nad skarb złota, jałmużna od śmierci wybawia, grzechy oczyszcza, jedna miłosierdzie i żywot wieczny. Dlatego wierni zwykli w tym dniu różne ofiary na szpitale i ubogich w kościele składać – pomnąc, iż kto zapomina umarłych, staje się obojętnym dla żywych” (cyt. za A. Więch, „„Requiem…”).

Ewolucję poglądów na to, jak należy po chrześcijańsku obchodzić Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, można obserwować śledząc kolejne wydania „Kuriera Warszawskiego”, najbardziej poczytnej gazety codziennej w Polsce w okresie zaborów i jednej z najpopularniejszych w dwudziestoleciu międzywojennym. Pierwsze wydania „Kuriera…” ukazywały się w latach 20. XIX w., krótko po wojnach napoleońskich, jeszcze przed Powstaniem Listopadowym. Już wówczas w numerach z 31 października znajdowała się adnotacja, że kolejnego dnia, tj. 1 listopada, dziennik nie ukaże się z powodu święta. Ta zasada obowiązywała przez kolejne dziesięciolecia. Aż do wybuchu II wojny światowej niezmiennie akcentowano również potrzebę zaopiekowania się biednymi w Dzień Zaduszny.

Nr 303 z 1915 r. informuje np. o organizowaniu 2 listopada odczytów na rzecz funduszu na głodnych, które cieszą się dużym zainteresowaniem. W wydaniu z 2 listopada 1830 r. (nr 294) widnieje informacja: „Dziś upływa lat 37, jak w dniu Zadusznym pierwszy raz z ulic Warszawy zbierano żebraków i włóczęgów, oddając ich pod dozór Policji. Zebrano ich w tym dniu 300! Tegoż dnia w każdym Kościele Warszaw[y] zawieszono skarbony z »Dar dla miłosierdzia«, lecz do następnej wojny [Insurekcja Kościuszkowska z 1794 r. – red.], ten Instytut dobroczynny ustał wkrótce i dopiero w r. 1816 po wskrzeszeniu Królestwa Polskiego zawiązało się Towarzystwo Dobroczynności w Klasztorze Karmelitek, w tem miejscu, gdzie za świetnych czasów Władysława IV był przepyszny Pałac Kazanowskiego Marszałka, który w tymże pałacu w każdy Piątek dla kilkudziesięciu ubogich dawał obiad, usługując starcom, a jego Małżonka znajdowała się w kuchni, gdy ten obiad gotowano”. Do składania ofiar na rzecz ubogich nawoływano niezmiennie w wieku XIX oraz trzech pierwszych dekadach stulecia XX.

Na temat obchodów Dnia Zadusznego w 1854 r. czytamy: „Dzień dzisiejszy jako Zaduszny, poświęcony jest modlitwom za dusze zmarłych. Licznie też w tym dniu nawiedzane bywają groby spoczywających na smętarzu Powązkowskim osób, a w Kościele miejscowym odprawiają się Nabożeństwa żałobne i z głosem sprawujących OFIARY Ś[wię]te Kapłanów, łączą się głosy pobożnych o spokój duszy spoczywających ich Rodzin albo Przyjaciół”. Wspomniane w tekście „Kuriera…” (nr 288) tłumne nawiedzanie grobów w Dzień Zaduszny to zwyczaj, który upowszechnił się w Polsce właśnie w XIX w. Wcześniej odwiedzano cmentarze przy okazji procesji lub obrzędu dziadów. W tym wypadku mowa o inicjatywie niezwiązanej z innymi rytuałami, stanowiącej nowy, odrębny zwyczaj, który przetrwał do dziś.

.Początkowo w XIX stuleciu, gdy coraz powszechniejszą formą okazywania czci zmarłym było stawianie na grobach świec lub zniczy, praktykę tą uznawano za zabobonną, a nawet niewłaściwą. W 251 numerze „Kuriera” z 1864 r. czytamy, że „Dziś Kościół obchodzi Dzień Zaduszny, modląc się za wszystkie wierne zmarłe [dusze]. Świątynie PAŃSKIE od rana przepełnione były tłumami pobożnych. Jakkolwiek wiara nasza zawsze nakazuje nam modlić się za umarłych, dzień ten wszelako wyłącznie jest poświęcony ich pamięci; dawniej z modlitwą łączono jeszcze różne zabobonne obrzędy i obyczaje, po których pamiątka w »Dziadach« Mickiewicza została, teraz jeszcze zachowano zwyczaj stawiania na mogiłach ukochanych osób lampek palących się, który już uwiecznił się w przysłowiu: »pali się, jak lampka na Zaduszki«”.

Problem istniał jeszcze w trakcie I wojny światowej. „Kurier…” z 1915 r. (nr 302) donosi, że „Wezwanie o zaniechanie palenia świateł na grobach, poparte przez władze duchowne, odniosło skutek. Zaledwie na kilkunastu grobach płonęły świece lub lampki. O zmroku było też ciemno na cmentarzu. Wcześniej należało powracać do codziennych trosk życiowych”. W dwudziestoleciu międzywojennym sytuacja uległa zmianie, a znicze stały się stałym elementem dekoracji grobów. W 1929 r. „Kurier…” (nr 301, wydanie poranne) napisał: „Dzień wczorajszy, poświęcony czci Wszystkich Świętych, przeżyła stolica, wzorem lat poprzednich, w skupieniu i pamięci o tych, co odeszli w zaświaty. Mimo ulewnego deszczu, który ustał dopiero po południu, na cmentarze warszawskie popłynęły rzesze publiczności. Tramwaje były przepełnione, a sznury taksówek, gromadzące się przed cmentarzem powązkowskim, wywołały nawet dotkliwy brak ich w śródmieściu. Nad wieczorem, gdy deszcz już ustał, wszystkie cmentarze były rzęsiście oświetlone. Przy grobach ozdobionych wieńcami świerkowemi i kwieciem zbierały się gromady ludzkie. Dopiero koło g. 7-ej rozpoczął się masowy odpływ tłumów i trwał do późna wieczór”. W 1932 r., podczas tzw. wielkiego kryzysu, brak „świateł na grobach” został opisany przez „Kuriera…” jako niepożądany efekt wzrostu ubóstwa: „(…) I tu wszakże ubóstwo ogólne uwidoczniło się wyraźnie mniejszą znacznie, niż w latach ubiegłych, ilością świateł pozapalanych na grobach” (nr 303).

Fot. Uroczystość Wszystkich Świętych na cmentarzu w Garwolinie (1 listopada 1935 r.) / Narodowe Archiwum Cyfrowe.

.Podczas I wojny światowej rodzajem popularnej formy wyrazu pamięci o zmarłych stanowiły chorągiewki żałobne. Na pierwszej stronie „Kuriera…” z 1915 r. (nr 302) widnieje wielki napis: „Niech każdy rzuci chorągiewkę żałobną na grób Pięciu Poległych!”. O możliwości zakupu chorągiewek przy ponad 20 warszawskich kościołach, a ponadto w punktach prywatnych oraz namiotach rozstawionych wokół cmentarzy informuje poprzednie wydanie dziennika (nr 301). Uwagę przykuwa nie tylko skala zjawiska, ale też fakt, że chorągiewki żałobne są jedynym tego typu przedmiotem reklamowanym w najpopularniejszej warszawskiej gazecie dn. 31 października. W wydaniu z 2 listopada (nr 303) można przeczytać, że „Prawie nikt nie wchodził w bramy cmentarne bez pęka chorągiewek. Chorągiewki stanowiły też dominującą przewagę w przybraniach grobów. Prawie nie spotykało się dawniejszego przepychu dekoracyjnego, co w dni jesienne, na znak pamięci serdecznej tych, których stać na to było, pozwalał hojnie groby snopami kwiecia przystrajać”.

Interesujący jest również opis obrzędów kościelnych pochodzący z 1915 r. „Dzień Zaduszny, ustanowiony przez św. rzymsko-katolicki Kościół dla szczególniejszego uczczenia i okazania ścisłej łączności żywych z wiernymi zmarłymi, odznacza się szczególniej smutnemi ceremonjami. W wigilię dnia Zadusznego we wszystkich świątyniach ustawiony jest na środku kościoła katafalk w otoczeniu światła i odprawiane są żałobne nieszpory z procesją i pięciu stacjami przy śpiewaniu hymnów żałobnych. Szczególniej smutną ceremonją jest stacja piąta, gdy celebrujący kapłan obchodzi katafalk dookoła, kropi wodą święconą stojąsą na katafalku trumnę, okadza ją i modli się wraz z ludem za wszystkich wiernych zmarłych. Procesję zakończa odśpiewanie antyfony do Matki Bożej »Witaj, Królowo nieba!«. W dzień Zaduszny, jutro, nabożeństwa rozpoczną się odśpiewaniem jutrzni żałobnej czyli egzekwji przy kilkakrotnem uderzeniu w dzwony. Następnie odprawiona będzie msza żałobna z kazaniem w kościołach parafjalnych i następnie takaż procesja jak w wigilję dnia Zadusznego, a po niej nastąpią, wygłoszone przez kapłanów, wypominki, oraz liczne msze św., na intencję różnych rodzin, bractw i korporacji. Procesje żałobne odbędą się na większych dystansach na cmentarzach powązkowskim i bródzieńskim” (nr 302).

Szczególnie w wydaniach „Kuriera…” pochodzących z XX w., widoczna jest chęć powiązania przez państwo Uroczystości Wszystkich Świętych oraz Dnia Zadusznego z rozmaitymi celebracjami patriotycznymi związanymi z pamięcią o poległych bohaterach. W te dni odsłaniane są pomniki, organizuje się msze święte w intencji zmarłych obrońców ojczyzny, uroczystości na cmentarzach wojskowych i apele poległych, a harcerze zajmują się zapomnianymi i opuszczonymi grobami weteranów, którzy zginęli w walkach o niepodległość. „Kurier…” z 2 listopada 1932 r. (nr 303) w ten sposób relacjonuje przebieg Uroczystości Wszystkich Świętych dnia poprzedniego: „W całym kraju odbyły się obchody, poświęcone zmarłym obrońcom ojczyzny. M.in. złożono wieńce na mogile obrońców Lwowa, na polach b. obozu w Szczypiornie pod Kaliszem, w Jastkowie pod Lublinem, na polu bitwy z Rosjanami w r. 1915; dalej na mogile powstańców z 1863 r. i legionistów na cmentarzu Rakowieckim w Krakowie, i na cmentarzu wojskowym w Katowicach, gdzie złożono też wieniec na polu Wolności na płycie powstańców śląskich”. Informując o obchodach zaplanowanych na Dzień Zaduszny, gazeta podaje, że „Harcerki od dłuższego już czasu pracują nad wykonaniem odpowiedniej ilości latarek, aby ani jedna mogiła, a jest ich 6800 na cmentarzu wojskowym na Burakowie, nie pozostała bez światła. Należy zaznaczyć, że na cmentarzu znajduje się także pewna ilość mogił żołnierzy rosyjskich i niemieckich, i że te również nie będą dziś pominięte”.

Fot. Grupa dzieci z wieńcem przy grobie powstańców śląskich (1933 r.) / Narodowe Archiwum Cyfrowe.

.W okresie PRL-u stałym elementem polskiego krajobrazu na przełomie października i listopada stały się chryzantemy, które zaczęły zyskiwać popularność już w dwudziestoleciu międzywojennym. Sprzedawano je w różnej formie, najczęściej przy cmentarzach – prosto z ciężarówki, na stoiskach, pojedynczo lub w większych ilościach.

Ponieważ dostępność zniczy w sklepach w tamtym czasie była ograniczona, a ich cena nie każdemu pozwalała na dokonanie zakupu, niektórzy wykonywali je samodzielnie.

Po II wojnie światowej władze komunistyczne dążyły do odebrania dniom 1 i 2 listopada charakteru religijnego. W związku z tym, Uroczystość Wszystkich Świętych starano się zastąpić zlaicyzowanym pojęciem Święta Zmarłych. 1 listopada otrzymał status dnia wolnego od pracy, jednak 2 listopada już nie. W związku z tym w polskiej tradycji utrwalił się zwyczaj, by właśnie 1 listopada – gdy wszyscy mają taką możliwość – gromadzić się na cmentarzach i wspominać bliskich zmarłych. Wcześniej tego dnia również nawiedzano cmentarze, o czym świadczą przytoczone fragmenty „Kuriera…”, jednak to Dzień Zaduszny (2 listopada) był punktem kulminacyjnym obrzędów związanych ze wspomnieniem wszystkich zmarłych wiernych, co pozwalało lepiej odróżnić to święto od Uroczystości Wszystkich Świętych przypadającej dzień wcześniej. Współcześnie świadomość różnicy między Uroczystością Wszystkich Świętych a Dniem Zadusznym stopniowo się zaciera, a pojęcie Święta Zmarłych jest powszechnie stosowanym w mediach określeniem obrzędów dn. 1 listopada. Obchody Uroczystości Wszystkich Świętych ani Dnia Zadusznego nie straciły jednak swojego religijnego charakteru. Zwycięstwo komunistów okazało się jedynie częściowe.

W XXI w. w polskiej kulturze coraz silniej uobecnia się zwyczaj Halloween, czyli Wigilii Wszystkich Świętych (ang. All Hallows’ Eve), przypadającej na noc z 31 października na 1 listopada. Wraz z postępującą amerykanizacją kultury zachodniej materialna i symboliczna obecność Halloween w życiu codziennym na przełomie października i listopada będzie rosła. Tradycja ta znacząco różni się od chrześcijańskiej Uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego, a także od wywodzących się z obrzędowości Słowian obyczajów ludowych, najczęściej utożsamianych z dziadami. Halloween jest świętem formy. Koncentruje się na rozrywce, a charakterem przypomina raczej bal sylwestrowy, niż tradycyjne obrzędy ku czci zmarłych odprawiane w dn. 1 i 2 listopada. Spełnia inne funkcje społeczne, wobec czego nie jest w stanie wyprzeć odpowiadających potrzebom ducha Uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego, jak również ich zlaicyzowanej wersji, czyli Święta Zmarłych, mającego głęboki, m.in. tożsamościowy wymiar.

.Tak długo, jak Wszystkich Świętych i Zaduszki będą nasycone duchową treścią, nie grozi im zniknięcie. Zadaniem obecnego i kolejnych pokoleń jest troska o to, by w dniach 1 i 2 listopada tej treści nie zabrakło.

Patryk Palka

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 28 października 2024
Fot. Składanie wieńców w dniu Wszystkich Świętych na grobach powstańców styczniowych na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie (1933 r.) / Narodowe Archiwum Cyfrowe.