Paul GRIMSTAD: Stanisława Lema przepiękny zawrót głowy

Stanisława Lema przepiękny zawrót głowy

Photo of Paul GRIMSTAD

Paul GRIMSTAD

Wykładowca i dyrektor studiów z zakresu nauk humanistycznych. Regularnie publikuje w prestiżowych amerykańskich czasopismach. Jest autorem książki „Experience and Experimental Writing: Literary Pragmatism from Emerson to the Jameses” (Oxford, 2013). Wykładał literaturę i filozofię na Uniwersytecie Nowojorskim, Uniwersytecie Columbia i Uniwersytecie Yale.

Na utwory Lema natrafiłem niegdyś w licealnej bibliotece i po dziś dzień pamiętam, że ich czytanie przyprawiło mnie o istny zawrót głowy – pisze Paul GRIMSTAD.

.Stanisław Lem doskonale rozumiał, w jaki sposób światy fikcyjne niekiedy przeplatają się ze światem realnym. W eseju autobiograficznym zatytułowanym Chance and Order, który pojawił się na łamach magazynu „The New Yorker” w 1984 roku, Lem wspomina dorastanie w Polsce we Lwowie. Jako jedynak bawił się w tworzenie paszportów, certyfikatów, pozwoleń, notatek rządowych i innych dokumentów identyfikacyjnych. Z tak ekscentrycznymi zabawkami uciekał w fikcyjne miejsca, „niedostępne na mapie” dla nikogo poza nim samym.

Po kilku latach, gdy wraz z rodziną został zmuszony do ucieczki przed nazistami, Lem uniknął pewnej śmierci właśnie dzięki podrobionym dokumentom. To tak, jakby jego niewinne, dziecięce zabawy zapowiadały przerażający zwrot w dziejach historii; sam Lem zastanawiał się, czy przeczuwał wówczas katastrofę wiszącą nad światem – czy jego zabawa wynikała „być może z podświadomego poczucia niebezpieczeństwa”.

Idea światów fikcyjnych przeplatających się ze światem realnym leży u podstaw Lemowskiej powieści Solaris z 1961 r., opowiadającej historię samoświadomego oceanu o mocy, jak mówi entuzjasta twórczości Lema, Salman Rushdie, „zagłębiania się w odmęty ludzkich umysłów, a następnie materializowania ich wspomnień”. Ogromna popularność Solaris – powieści, która doczekała się adaptacji filmowych: Andrieja Tarkowskiego w 1972 r. i Stephena Soderbergha w roku 2002 – sprawiła, że Lem stał się jednym z najczęściej czytanych autorów science fiction na świecie. Jednakże jego twórczość wykracza poza granice gatunku. Poza licznymi powieściami napisał również obszerną rozprawę filozoficzną na temat relacji człowiek – maszyna, szereg erudycyjnych esejów krytycznoliterackich, pisywał recenzje nieistniejących książek, rozważał stochastyczny model dzieła, eksperymentował z powieścią detektywistyczną, pisał spekulatywne eseje o sztucznej inteligencji, cybernetyce, kosmologii, inżynierii genetycznej, teorii gier, socjologii i ewolucji, a także tworzył słuchowiska radiowe oraz scenariusze. Tak zdumiewająco wszechstronna ciekawość świata skonkretyzowana pod postacią szerokiej gamy dzieł – każde z nich jest klarowne i pełne uroku – zapewnia jego twórczości szczególne miejsce na diagramie Venna, ukazującym zależności między naukami przyrodniczymi, filozofią i literaturą.

Lem jest znany również ze swoich techno-baśni, które częściowo zostały zebrane w Bajkach robotów z 1961 r. Historie te w niczym nie przypominają robotycznej papki spopularyzowanej przez Isaaca Asimova i są najeżone niepokojącymi motywami. Znajdziemy w nich księżniczki uwięzione w kryształowych umysłach, komputery wielkości planet walczące ze smokami z antymaterii, zamki energii wybudowane wewnątrz szklanych księżyców, myślące góry i mechaniczne chmury. Mimo że utwory te mają kompaktowe rozmiary, typowe dla baśni, Lem nierzadko operuje jednostkami kosmologicznymi („Uczeń czekał tysiąc lat i drugi tysiąc, a inżynier nie wracał”), a bieg wydarzeń często zdawał się przypominać maszynę Rube’a Goldberga. Na baśnie Lema natrafiłem niegdyś w bibliotece licealnej i po dziś dzień pamiętam, że ich czytanie przyprawiło mnie o istny zawrót głowy.

Niepoprawnie ciekawy świata umysł Stanisława Lema naturalnie lgnął do nauk filozoficznych, w wyniku czego w 1961 roku skompletował obszerne dzieło spekulatywnej futurologii Summa technologiae. Sam tytuł sugeruje niejako ambicje owego dzieła.

Tak jak Tomasz z Akwinu w swej trzynastowiecznej Summa theologiae pragnął usystematyzować doktrynę chrześcijańską, Lem postanowił stworzyć świecki organon relacji ludzka cywilizacja – maszyny. Centralną częścią książki jest (wówczas jeszcze nowa) dyscyplina – cybernetyka.

Systemy wydatku energetycznego – takie jak silniki parowe, ludzie, ryby czy nawet informacje – Lem nazywa „wysepkami malejącej entropii”, a w wyniku ich analizy nakreśla zaskakująco prorocze idee będące w owym czasie co najmniej egzotyczne. To, co wówczas nazwał „fantomatyką”, jest obecnie powszechnie określane rzeczywistością wirtualną, a koncept „ariadnologii” do złudzenia przypomina sposób działania wyszukiwarki Google (śledzenie nici Ariadny, by w labiryncie informacji odszukać tę jedną, która nas interesuje). W Summa technologiae znajdziemy również odniesienie do pracy Alana Turinga Czy maszyna może myśleć?. Turing, brytyjski logik, który przez przypadek, podczas prób rozwiązania problemu skończoności w matematyce, wynalazł informatykę (a także pomógł w rozszyfrowaniu kodu niemieckiej Enigmy, co przyczyniło się do wygranej aliantów w II wojnie światowej), opracował kryteria określające inteligencję komputerów. Jeśli biorący udział w teście człowiek nie jest w stanie dostrzec różnicy pomiędzy odpowiedziami ludzi a odpowiedziami maszyny, maszyna musi zostać uznana za myślącą (koncepcja powszechnie znana jako test Turinga). Postawiony przed szeroką gamą potencjalnych sposobów, w jakie dana rozmowa testowa może się rozwinąć, Lem w Summa technologiae rozpatruje „kosmogramofon”, którego zadaniem byłoby nagrywanie „nie tylko poszczególnych odpowiedzi na możliwe pytania, ale całych sekwencji rozmów, jakie tylko mogą być prowadzone. Wymaga to oczywiście pamięci (…), których nie zmieści może i system słoneczny”. W esejach przewijają się również wizje historii alternatywnej – czyli odwieczni przyjaciele każdego pisarza fantastyki naukowej – szczególnie zabawne scenariusze, jak chociażby ten, w którym Lem zastanawia się nad potencjalnymi dziejami ludzkości, gdyby maszyny do pisania zostały wynalezione w erze mezozoiku.

Szczegółowe recenzje nieistniejących książek – gatunek wynaleziony przez Jorge Luisa Borgesa – wspaniale współgrały z ludyczną wrażliwością Lema, który wyniósł ową formę literacką na wyżyny. W zbiorze z 1971 r. zatytułowanym Doskonała próżnia znajduje się między innymi analiza powieści modernistycznej na miarę Joyce’a – ale napisanej nie na podstawie Odysei, lecz eposu o Gilgameszu, pod tytułem Gigamesz – w której (fikcyjny) autor rozpisuje się na temat istotności brakującej litery „L”, a także dołącza własny komentarz, będący dwukrotnie dłuższy od powieści. Kolejna fikcyjna książka, Gruppenfuhrer Louis XVI, traktuje o nazistowskim oficerze, który po wojnie ucieka do Argentyny z kufrem pełnym pieniędzy. Osiedla się w nieucywilizowanym interiorze, gdzie zmusza tubylców do budowy kopii świata Ludwika XVI. Ten, kto tylko napomknie, iż zamek oraz dworskie życie nie są autentyczne, francuskie, zostaje ukarany. (Każe się to zastanowić, czy owe dzieło nie było przypadkiem inspiracją kompendium recenzji książek nieistniejących pt. Literatura faszystowska w obu Amerykach autorstwa Roberto Bolaño). Inne przykłady to drwiny z nouveau roman i strukturalistycznego teoretyzowania czy analiza włoskiego pastiszu Idioty Dostojewskiego, któremu recenzent zarzucił nonszalancki brak poszanowania dla oryginału. Absurd goni absurd, lecz o największe zawroty głowy przyprawia wstęp do Doskonałej próżni, stanowiący swoistą recenzję samej Doskonałej próżni autorstwa niejakiego „S. Lema”. Te zachwycające dzieła przekraczają wszelkie ograniczenia i stają się opowieściami zajmującymi miejsce obok tak rzadkich dzieł jak Pierre Menard Borgesa czy Blady ogień Nabokova.

Lem pisywał również prawdziwe recenzje. Analizował amerykańskie science fiction, za którym szczególnie nie przepadał. W jednej z recenzji stwierdził, że „naukowa ignorancja większości amerykańskich pisarzy SF jest tak samo niewytłumaczalna, jak ich przerażająco niski poziom literacki”. W kolejnej przyrównał H.G. Wellsa do wynalazcy szachów, z kolei jego amerykańskich następców określił mianem „odtwarzających przyjęte zasady z ewentualnymi drobnymi zmianami”. Społeczność amerykańskiego SF nie przyjęła opinii Lema zbyt przychylnie i w 1976 roku Stowarzyszenie Amerykańskich Pisarzy Science Fiction odwołało jego honorowe członkostwo. (W wyniku zamieszania związanego z jego ekskomuniką zaczęły krążyć plotki, jakoby Lem miał oczerniać „zachodnie” środowiska science fiction, by przypodobać się polskiej partii rządzącej). Mimo wszystko Lem wyrażał bezwzględny zachwyt nad twórczością Philipa K. Dicka – którego nazwał „wizjonerem wśród szarlatanów” – a także śledził literaturę amerykańską. Wyraził swój zachwyt nad Planetą pana Sammlera Saula Bellowa, którego rozmyślania na temat życia na Ziemi w kontekście lądowania człowieka na Księżycu w 1969 roku uznał za niezwykle głębokie. Niemniej jednak nie omieszkał wywołać autora do tablicy, zarzucając mu nieścisłość – pokojówka pana Sammlera z czasów dzieciństwa w Polsce miała imię, które po prostu nie mogło być polskie. W innych recenzjach możemy znaleźć poglądy Lema na temat wartościowania dzieł literackich, chociażby wtedy, gdy twierdzi, że czytelnicy miłujący się w historiach kryminalnych powinni czytać raczej Dostojewskiego aniżeli Agatę Christie. Mimo to wyraził swą słabość do historii detektywistycznych, a nawet napisał jedną, pt. Katar – powieść o prawdopodobieństwie i teorii chaosu w kryminałach.

Podobnie jak teoria względności Einsteina – którą objaśnia się, proponując, byśmy wyobrazili sobie bliźnięta (jest to motyw przewodni powieści Lema Powrót z gwiazd), jedno z nich żyjące na Ziemi, drugie podróżujące z prędkością światła, co skutkuje szybszym starzeniem się ziemskiego bliźniaka – twórczość Lema może być interpretowana na poziomie idei. Updike nazywa Lema poetą „terminologii naukowej”, a jego książki ekscytującymi „szczególnie dla tych, których serce bije szybciej z każdym nowym wydaniem »Scientific American«” – to właśnie owa synteza stylu i erudycji pozwoliła Lemowi przetrwać przekład przynajmniej na tyle, by mógł stać się jednym z najpopularniejszych autorów science fiction wszech czasów. W eseju o Borgesie Lem przyznał, że pokochał historię zawartą w jego Tlön, Uqbar, Orbis Tertius, ponieważ ma ona „perwersyjną, acz idealnie logiczną strukturę”. To samo można powiedzieć o większości twórczości Stanisława Lema – perwersyjne wizje przeplatające się z racjonalną spójnością w sposób przedziwny, lecz niezwykle przyciągający. Nic dziwnego, że polubił opowiadanie Borgesa – o fikcyjnej planecie kształtującej historię Ziemi.

.Dokumenty, które Lem w dzieciństwie tworzył dla zabawy, poprzez pewne niemal okultystyczne mechanizmy wyobraźni również niejako wytyczyły historię jego życia. Stanowiły one swoisty paszport w świat literatury, w którym Lem miał nie tyle przekazywać wiedzę czy budować filozofię, ile po prostu zachwycać.

Paul Grimstad
Tekst pierwotnie opublikowany w The New Yorker, w Polsce opublikowany w nr 30 miesięcznika opinii “Wszystko co Najważniejsze” [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 19 czerwca 2021
Fot. Slawomir OLZACKI/ Forum