Paweł SZEFERNAKER: Państwo polskie od zaplecza. Refleksje na początek Nowego Roku

Państwo polskie od zaplecza. Refleksje na początek Nowego Roku

Photo of Paweł SZEFERNAKER

Paweł SZEFERNAKER

Szef Gabinetu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Tylko praca u podstaw, wsłuchanie się w głos Polaków i jedność dadzą sukces w kolejnym etapie na drodze do Polski normalnej i ambitnej. Takiej, jaką wybrali Polacy 1 czerwca 2025 r., wybierając Karola Nawrockiego na Prezydenta RP – pisze Paweł SZEFERNAKER

.Czas Bożego Narodzenia i początek Nowego Roku sprzyjają refleksjom – także w polityce i życiu publicznym. Po ponad półrocznej intensywnej kampanii wyborczej i ponad 150 dniach pracy prezydenta Karola Nawrockiego oraz jego gabinetu pojawia się potrzeba spojrzenia nie tylko na same zeszłoroczne decyzje podjęte przez Polaków w wyborach, lecz także na to, czy przez ostatnie dwa lata państwo i jego administracja w ogóle pozostają zakorzenione w rzeczywistości, w której żyje większość obywateli.

Podmiotowość zwykłych Polaków, a nie ekscytacja salonów

.Z perspektywy prezydenckiej administracji widać wyraźnie, że trwałość państwa i sprawność jego instytucji nie zależą jedynie od konstytucyjnych procedur, które zresztą od dwóch lat są przez rządzących notorycznie łamane, ale przede wszystkim od tego, czy procesy państwowe odpowiadają realnym potrzebom Polaków. Myślę tutaj o tych wszystkich Polakach, którzy często nie interesują się na co dzień polityką, mieszkają poza największymi ośrodkami miejskimi, a zmagając się ze swoimi problemami, mają nadzieję, że ci, którzy podejmują ważne państwowe decyzje, mają na względzie takie życie, jakim żyją zwykli Polacy.

Dlatego ostatecznie większość głosujących w drugiej turze Polaków postawiła na człowieka, który oparł swoją kampanię na twardej opozycji wobec rządu premiera Tuska, został poparty przez największą opozycyjną wobec rządu partię, a jednocześnie był kandydatem spoza świata polityki.

Zeszłoroczne wybory były, w moim przekonaniu, zwycięstwem takiego myślenia. Wyznaczyły konkretny kierunek. Nie są także końcem tego procesu, lecz jego początkiem. Tak jak kampania Karola Nawrockiego była rozpisana na kolejne etapy, tak wybory były pierwszym etapem dla tego procesu. W dniu zaprzysiężenia prezydenta rozpoczął się kolejny etap i zmienił się charakter odpowiedzialności. Emocje kampanii ustąpiły miejsca pracy instytucji, a tempo kampanii zostało zastąpione rytmem nowocześnie prowadzonej propaństwowej polityki.

Idealnie wpisuje się w ten proces hasło zwycięskiej kampanii „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”, które nie było jedynie sloganem wyborczym, który wygasa dzień po głosowaniu. To kierunek dla codziennego rządzenia prezydenckiej administracji i filtr dla decyzji. Oznacza ono, że w centrum polityki stawiana jest przez prezydenta podmiotowość zwykłych Polaków, a nie ekscytacja salonów czy pozorna nowoczesność.

Od mobilizacji do odpowiedzialności

.Praca prezydenckiego zaplecza po wygranej kampanii zmieniła się z logiki politycznej mobilizacji na logikę odpowiedzialności za państwo, które chroni swoich obywateli i daje im perspektywę rozwoju, tak jak to było obiecywane w czasie kampanii. Każdy, kto rozumie logikę politycznej odpowiedzialności za słowo dane w wyborczym czasie, zrozumie także decyzje podejmowane przez prezydenta Karola Nawrockiego.

Dziś polityczne emocje i hasła z czasu kampanii wyborczej są przekuwane w polityczne decyzje, których skutki są odczuwane już nie na poziomie debaty przedwyborczej, lecz w codziennym życiu Polaków, w miejscach oddalonych od ogólnopolskich centrów opiniotwórczych. W tym sensie hasło „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”, które jak mówił w noworocznym orędziu prezydent, nie jest zdaniem, lecz zadaniem, zobowiązuje całe prezydenckie zaplecze do wyjątkowej dyscypliny. Każda wypowiedź, każde rozstrzygnięcie i każda decyzja muszą być oceniane przez pryzmat wpływu na codzienność zwykłych Polaków. Tak jak w kampanii sztab nie skupiał się na tym, jak kolejne postulaty i propozycje zostaną zinterpretowane przez zaproszonych do mediów i komentujących z perspektywy warszawskich studiów telewizyjnych czy radiowych ekspertów, tylko konsekwentnie szukał kanałów bezpośredniego dotarcia do Polaków, tak dziś nie są ważne salonowe interpretacje prezydenckich decyzji, tylko ich wpływ na codzienne życie obywateli.

Rola politycznego zaplecza decyzyjnego

.Rządowa i prezydencka administracja często są przez polityków rozumiane jako świat procedur i zaplecze techniczne. Rozmawiając z różnymi decydentami, wielokrotnie słyszałem, że muszą spytać swoje zaplecze, czy coś jest realne do wykonania przez administrację, czy też nie. W rzeczywistości to w dużej mierze na tym poziomie rozstrzyga się, czy państwo zachowuje kontakt z rzeczywistością, czy zaczyna funkcjonować w zamkniętym obiegu swojego politycznego zaplecza, a także czy uzależnia się od elit medialnych i eksperckich. Dobrze działająca administracja musi znać kierunki polityczne państwa i powinna umieć odróżnić rzeczywiste problemy obywateli od tematów, które istnieją głównie w przestrzeni konferencji, raportów i medialnych debat. Cała Polska w ostatnim dniu zeszłego roku słyszała, jak Premier Tusk na sztabie kryzysowym opowiadał, że był przekonany, że film z zasypanego przez śnieg peronu w Mławie to fejk. Tylko uzależniony od partyjnych i salonowych elit lider jest w stanie ukazać taki sposób myślenia, będąc jednocześnie zadowolonym z retoryki, jaką zastosował.

Współczesna polityka coraz bardziej podporządkowana jest przez rządzących strategii propagandowej. Presja na natychmiastową reakcję jest mylona z odpowiedzialnością. W konsekwencji często prowadzi to do sytuacji, w której państwo reaguje na oczekiwania wąskiego grona politycznych elit, a nie na realne oczekiwania obywateli.

Z perspektywy działania instytucji i administracji państwa jest to jeden z największych problemów skutecznego rządzenia. Rządzący, którzy działają w rytmie reagowania na oczekiwania opiniotwórczych środowisk, zatracają zdolność rządzenia na miarę ich wyborczych sukcesów. Dlatego nie zostały spełnione obietnice, z jakimi szła do wyborów rządząca dziś Polską koalicja, i dlatego właśnie jest – w kontrze do tego – prowadzona przez prezydenta polityka decydowania, zamiast reagowania. Dlatego podejmowane są takie, a nie inne decyzje dotyczące prezydenckich wet, nominacji i kierunków prowadzonej polityki. To jest praktyczna realizacja zadania wynikającego z hasła: „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”.

Weto jako bezpiecznik złych rządów

.Jednym z narzędzi, które czyni ten wybór dziś realnym, jest prezydenckie weto. Nie jest to gest politycznej konfrontacji, ale tarcza chroniąca interes Polaków przed złymi rozwiązaniami. Presja prezydenckich wet zresztą spełnia swoją rolę – wymusza poprawę jakości przygotowanego prawa. Już cztery zawetowane ustawy zostały przez rząd zmienione w taki sposób, że zostały podpisane przez prezydenta. Prawo weta to nie hamulec tylko bezpiecznik. Gdy rząd przynosi ustawy, które są złe, to prezydent musi reagować. Tak było m.in. z tzw. „ustawą łańcuchową”, gdzie jak wskazał prezydent, choć definiuje się ona jako krok cywilizacyjny w ochronie zwierząt i co do zasady jest zgodna z kierunkiem działań prezydenta, to w praktyce może generować wiele problemów społecznych, ekonomicznych, technicznych, prawnych oraz dotyczących wykonywalności egzekwowania prawa. Zapisy tej ustawy uderzały w zwykłe wiejskie gospodarstwa. To było prawo oderwane od rzeczywistości. Prezydent w związku z tym złożył swój projekt ustawy, który jest wolny od tych błędów, a jednocześnie prowadzi do oczekiwanej ochrony zwierząt.

Polityczna refleksja na nowy rok

.Doświadczenia ostatnich dwóch lat rządów Donalda Tuska wskazują, że instytucje publiczne są sparaliżowane polityką karania urzędników za podejmowane decyzje oraz stopniową utratą kontaktu z rzeczywistością ze względu na obawę o reakcję salonów. Realne rządzenie zastępowane jest abstrakcyjnymi strategiami, przerostem języka nad działaniem oraz przekonaniem, że odpowiednio sformułowana narracja wystarczy, by rozwiązać rzeczywiste problemy. Symbolem takiej polityki jest ogłaszanie zmiany nazwy CPK bez jakiegokolwiek konkretu dotyczącego jego realizacji. Jeśli po dwóch latach w sprawie najważniejszego projektu infrastrukturalnego stać premiera głównie na to, żeby przedstawić nowe logo i nazwę, to jest to wyraz bankructwa sprawczości. Część ośrodków władzy obecnego rządu po prostu wegetuje w oczekiwaniu na jakąś zmianę władzy, gdyż są to ludzie już przekonani, że nie da się zreformować tego chorego układu. To wszystko prowadzi do państwa pozornie sprawnego, ale faktycznie nieskutecznego. Konsekwencje tych błędów przez długi czas będą niewidoczne dla rządzących, są jednak boleśnie odczuwane przez obywateli.

Początek roku jest dobrym momentem, by taką refleksję podjąć, ale nie jako gest symboliczny, lecz jako zobowiązanie do odbudowy państwa, które znów będzie skutecznie działać na rzecz zwykłych Polaków. To wielkie wyzwanie, przed którym stoi administracja prezydencka, ale także Prawo i Sprawiedliwość – największa partia opozycyjna wobec rządu Donalda Tuska. To także duże wyzwanie dla wielu środowisk patriotycznych, które włączyły się w kampanię i poparły Karola Nawrockiego. Tylko praca u podstaw, wsłuchanie się w głos Polaków i jedność dadzą sukces w kolejnym etapie na drodze do Polski normalnej i ambitnej. Takiej, jaką wybrali Polacy 1 czerwca 2025 r., wybierając Karola Nawrockiego na Prezydenta RP.

Paweł Szefernaker

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 stycznia 2026