Artemis 2 otwiera nowy rozdział w podboju Księżyca [Tomasz BARCIŃSKI]

Załogowa misja NASA na orbitę Księżyca – Artemis II – wystartowała w czwartek 2 kwietnia 2026 roku ok. 0:34 czasu środkowoeuropejskiego z Centrum Kosmicznego im. Kennedy’ego na Florydzie. Ma potrwać 10 dni; szóstego dnia misja Artemis II zbliży się do Księżyca na najmniejszą podczas tego lotu odległość. To pierwsza taka misja księżycowa z udziałem ludzi od 53 lat.
Misja Artemis 2 – nowa era kosmicznej ekspansji
.Po przerwie, która trwała od zorganizowanego w 2022 udanego, bezzałogowego lotu Oriona w ramach misji Artemis 1, wchodzimy w decydującą fazę. Program ruszył na dobre i misja Artemis 2 jest kolejnym, kluczowym krokiem, na który wszyscy czekaliśmy – powiedział dr Tomasz Barciński, były kierownik Laboratorium Mechatroniki i Robotyki Satelitarnej CBK PAN, obecnie ekspert w ICEYE. Dodał, że trasa lotu jest podporządkowana niemal w całości bezpieczeństwu załogi.
– Trajektoria lotu jest w zasadzie prosta i opiera się na tzw. torze swobodnego powrotu. Kapsuła ma okrążyć Księżyc w taki sposób, by nawet w przypadku awarii silników siła grawitacji automatycznie skierowała pojazd z powrotem na Ziemię. Orion wejdzie na bardzo wydłużoną, eliptyczną orbitę wokół Ziemi, która jedynie „zahaczy” o Księżyc, pozwalając astronautom zobaczyć jego niewidoczną z planety stronę. Następnie, skieruje ich do domu – wyjaśnił specjalista.
Porównując program Artemis do legendarnego Apollo pod kątem technologii, możemy mówić raczej o ewolucji sprawdzonych pomysłów – zwrócił uwagę.
– Idea pozostała bardzo podobna – wciąż opieramy się na gigantycznej rakiecie jednorazowego użytku i modułowej budowie statku. Można to porównać do ewolucji samochodu. Auto z lat 60. i współczesny model to wciąż ta sama koncepcja: cztery koła i kierownica. Jednak dzisiejsza realizacja szczegółów, optymalizacja silników i zawieszenia, a przede wszystkim systemy bezpieczeństwa są na nieporównywalnie wyższym poziomie. Korzystamy z dekad doświadczeń zdobytych podczas misji Apollo, lotów wahadłowców i funkcjonowania ISS – podkreślił dr Barciński.
Przypomniał, że dwa momenty misji będą szczególnie ryzykowne.
– Niezmiennie najtrudniejszy jest start oraz lądowanie. Jednak lot też jest niemałym wyzwaniem – rzadko latamy z ludźmi w tzw. głęboki kosmos, a droga na Księżyc już nim jest. Musimy przetestować systemy podtrzymywania życia, które pierwszy raz będą pracować w takich warunkach, z załogą na pokładzie, przez dziesięć dni. Do tego dochodzi ogromne wyzwanie, jakim jest promieniowanie kosmiczne. Astronauci muszą pokonać pasy Van Allena i wyjść poza ochronną tarczę magnetyczną Ziemi. To będzie dla nich duże obciążenie – powiedział.
Zwrócił również uwagę, że statek oraz załoga jest naturalnie przygotowana na wszystkie sytuacje, także kryzysowe.
– Po pierwsze mamy tu do czynienia z dużą redundancją, czyli zwielokrotnieniem systemów. Gdyby więc jakiś element zawiódł, jego pracę przejmie system zapasowy. Ponadto, nawet jeśli zupełnie zawiedzie sterowanie automatyczne, astronauci są przeszkoleni do ręcznego korygowania orbity. To scenariusz typu „worst case”, przypominający nieco wyzwania z misji Apollo 13, chociaż ten lot jest dużo prostszy. Co więcej, już na etapie startu stosowany jest system ratunkowy, który w razie wybuchu rakiety jest w stanie błyskawicznie odstrzelić kapsułę z załogą, by ją uratować. Z kolei w czasie lądowania kapsułę będzie chroniła wyjątkowo duża, ablacyjna osłona termiczna – wyjaśnił naukowiec i inżynier.
Na kolejne lata NASA ma naturalnie już zaplanowane kolejne misje – zaznaczył. – W planowanej na 2027 rok misji Artemis III, na orbicie okołoziemskiej ma być przetestowany system lądowania oraz nowy skafander do aktywności poza statkiem. Na 2028 roku zaplanowano już lądowanie ludzi na Księżycu – powiedział dr Barciński.
Pokojowe korzystanie z zasobów Układu Słonecznego
.Amerykański planetolog, Guy CONSOLMAGNO, na łamach „Wszystko co Najważniejsze” twierdzi, że: „Odkryto już jakieś pół miliona asteroid, większość z nich krąży po orbitach między Marsem a Jowiszem. Większość z nich ma promień nieprzekraczający ok. 10 km. W oparciu o badania rozkładu wielkości asteroid można oszacować ogólną liczbę wszystkich asteroid, w tym tych, które są zbyt małe, aby mogły zostać odkryte, zazwyczaj o średnicy mniejszej niż 10 km. Oczywiste jest, że mniejsze ciała są liczniejsze, a najwięcej jest asteroid zbyt małych, aby mogły być łatwo wykryte z Ziemi”.
„Wniosek ten jest szczególnie istotny, kiedy badamy niewielki podzbiór tych asteroid, które wyróżniają się tym, że krążą po orbitach od pasa planetoid i przecinają orbitę Ziemi. Kilka tysięcy tych obiektów jest już znanych. Istnieje program badawczy, którego celem jest umożliwienie śledzenia orbit co najmniej 90 proc. tych obiektów. Ponieważ zbliżają się na niewielką odległość od naszej planety, wiele z nich, bliskich Ziemi (NEO – Near Earth Objects), o średnicy zaledwie kilkudziesięciu metrów, zostało zaobserwowanych za pomocą teleskopów, a nawet radarów. Już teraz znajdujemy mniej więcej jeden mały obiekt typu NEO na miesiąc, zbliżający się do Ziemi na odległość Księżyca. Szacujemy, że musi istnieć wiele tysięcy obiektów podobnych wielkością do tego, który eksplodował nad Czelabińskiem, ale które nie zostały jeszcze odkryte”.
„Jakie surowce warte eksploatacji znajdziemy w tych asteroidach? Możemy zgadywać, że skład asteroid odpowiada składowi meteorytów. Ok. 10 proc. masy zwykłego meteorytu stanowią metale, głównie żelazo i nikiel, ale są tam również znaczne ilości cenniejszych metali, takich jak złoto, platyna, miedź, srebro czy cynk. Jeśli założymy, że w przeciętnej asteroidzie te metale występują w takich proporcjach jak w meteorytach, i sprawdzimy rynkową wartość tych metali, to możemy obliczyć wartość całej asteroidy”.
„Wyniki są oszałamiające. Nawet w przypadku asteroidy o średnicy zaledwie jednego kilometra samo żelazo stanowi 100 milionów ton materiału. Biorąc pod uwagę wartość tony tego surowca, można zauważyć, że jest ona warta dziesiątki miliardów dolarów. Żelazo stanowi tylko część asteroidy; metalowi temu towarzyszą również znacznie rzadsze metale, takie jak platyna i złoto. Można by oczekiwać, że taka asteroida byłaby dodatkowo źródłem metali o wartości ponad 20 miliardów dolarów”.
„Jednak rzut oka na tę kalkulację uświadamia, że jest ona dosyć naiwna. Oczywiście nie odzwierciedla ona w najmniejszym stopniu, jak pojawienie się nowego, tak obfitego źródła wpłynęłoby na rynki tych surowców. Trzeba też uwzględnić, jak kosztowne byłyby faktyczne dotarcie do takiej asteroidy, jej eksploatacja i powrót z urobkiem na Ziemię” – pisze Guy CONSOLMAGNO w tekście „Pokojowe korzystanie z zasobów Układu Słonecznego” – cały artykuł [LINK]
PAP/ Marek Matacz/ LW



