Cieśnina Ormuz. Przesmyk Suwalski Bliskiego Wschodu

Prezydent Iranu Masud Pezeszkian powiedział w rozmowie telefonicznej z saudyjskim następcą tronu, księciem Mohammedem bin Salmanem, że Teheran zaaprobuje każdy sposób na uniknięcie wojny zgodny z prawem międzynarodowym. Ostrzegł zarazem, że groźby USA przyniosą „niestabilność dla nich samych”.
Cieśnina Ormuz – Przesmyk Suwalski Bliskiego Wschodu
.„Groźby Amerykanów, obliczone na zakłócenie bezpieczeństwa regionu, nie osiągną nic, poza niestabilnością dla nich samych” – powiedział Masud Pezeszkian. AFP przypomina, że w połowie stycznia Arabia Saudyjska zapewniła Iran, że nie pozwoli na wykorzystanie swego terytorium do ewentualnych ataków na ten kraj. Sam Teheran zasygnalizował tymczasem, że otworzono kanał pozwalający na komunikację z Waszyngtonem.
Konserwatywny dziennik irański „Dżawan” ostrzegł jednak, że Teheran może przejąć kontrolę nad strategiczną Cieśniną Ormuz, ważnym morskim szlakiem komunikacyjnym, przez który transportowana jest znaczna część światowego eksportu ropy i gazu skroplonego.
Irański Korpus Strażników Rewolucji ogłosił wkrótce potem, że Iran uzna wszelkie państwa ościenne za wrogów, jeśli „ich ziemia, niebo, lub wody” zostaną wykorzystane do ataków na ich kraj. Wysoki rangą przedstawiciel Strażników Rewolucji Mohammad Akbarzadeh oznajmił, że komunikat taki został przekazany państwom regionu.
Państwa Zatoki Perskiej zaniepokojone możliwą wojną
.Mohammad Akbarzadeh, cytowany przez agencję Fars, również zagroził zablokowaniem Cieśniny Ormuz i ostrzegł, że Waszyngton i jego sojusznicy muszą wiedzieć, że „o ile bezpieczeństwo ich (dostaw) żywności, energii i handlu były zagwarantowane na tym szlaku, (…) o tyle my możemy sprawić, że to bezpieczeństwo zmieni się w brak bezpieczeństwa”.
Wcześniej w dniu 26 stycznia dziennik „Wall Street Journal” podał, że państwa Zatoki Perskiej starają się odwieść USA od ataku na Iran. Obok Arabii Saudyjskiej w inicjatywie tej uczestniczą Katar i Oman, obawiające się, że eskalacja w regionie zagrozi gospodarce tych państw i mogłaby również zakłócić ruch tankowców przez Cieśninę Ormuz.
„New York Times” napisał natomiast, że republikański senator Lindsey Graham, bliski sojusznik prezydenta USA, poinformował, że celem Donalda Trumpa jest doprowadzenie do upadku irańskiego reżimu. Donald Trump powiedział w dniu 26 stycznia, że sytuacja wokół Iranu „jest zmienna”, bo wysłał na Bliski Wschód „dużą armadę”. Ocenił jednocześnie, że Teheran chciałby zawrzeć porozumienie.
W dniu 26 stycznia 2026 r. lotniskowiec USS Abraham Lincoln z towarzyszącymi mu okrętami przybył na Bliski Wschód, co – jak komentują media – zwiększa możliwości podjęcia ewentualnych operacji przeciwko Iranowi. Dowództwo Centralne (CENTCOM), odpowiedzialne za amerykańskie siły w regionie, poinformowało, że grupa uderzeniowa lotniskowca USS Abraham Lincoln jest rozmieszczana na Bliskim Wschodzie, by wesprzeć regionalne bezpieczeństwo i stabilność.
Tysiące tanich irańskich dronów kamikadze mogą realnie zagrozić okrętom najnowocześniejszej na świecie grupy uderzeniowej lotniskowca USS Abraham Lincoln
Tej, która wpłynęła na wody Zatoki Perskiej – ostrzegł Cameron Chell, dyrektor generalny i współzałożyciel amerykańskiego producenta dronów Draganfly. W rozmowie ze stacją Fox powiedział w niedzielę, że Iran może wystrzelić dużą liczbę nieskomplikowanych dronów bezpośrednio na amerykańskie okręty wojenne, z którymi ich tradycyjne systemy obrony mogą sobie nie poradzić. – Jeśli setki takich dronów zostaną wystrzelone w krótkim czasie, niektóre z nich prawie na pewno się przebiją – ostrzegł Cameron Chell.
A drony to nie jedyna niespodzianka, jaką Iran przygotował na ewentualne starcie z siłami Stanów Zjednoczonych wysłanymi na Bliski Wschód. W Cieśninie Ormuz marynarka wojenna islamskiej republiki rozmieściła również okręty podwodne klasy Fateh, którym towarzyszą miniaturowe okręty podwodne Ghadir konstrukcyjnie przystosowane do pływania po płytkich wodach Zatoki Perskiej.
Według azjatyckiego portalu DefenseSecurityAsia ich rozmieszczenie stanowi celową, strategiczną eskalację asymetrycznej doktryny morskiej Teheranu, wykorzystującą wojnę podwodną do zniwelowania przewagi sił morskich Stanów Zjednoczonych. A przed destrukcyjnymi możliwościami tych miniaturowych okrętów ostrzegł niedawno Amerykanów były dowódca marynarki wojennej Iranu (IRIN), kontradmirał Hossein Chanzadi, mówiąc, że klasa Ghadir jest zdolna do tego, co niemieckie okręty podwodne robiły z amerykańskimi okrętami podczas II wojny światowej.
Ich potencjału nie lekceważą też Amerykanie; kapitan marynarki wojennej USA Tracy A. Vincent przyznał, że te miniaturowe jednostki tworzą istotną warstwę irańskiej obrony i są dobrze przygotowane do podwodnej walki partyzanckiej oraz do przeprowadzania zasadzek na duże okręty.
Cytowani przez DefenseSecurityAsia eksperci wojskowi szacują, że Iran posiada również tysiące min morskich, które prawdopodobnie już zaczął rozmieszczać w Zatoce Perskiej. Miny te mogą poważnie uszkodzić konstrukcję kadłuba większości okrętów, eliminując je na długo z walki.
To w zasadzie wszystko, co Iran może przeciwstawić siłom Stanów Zjednoczonych. Dysproporcje między obiema armiami są bowiem olbrzymie. Podczas gdy Iran ma około 580 tys. regularnych żołnierzy i 200 tys. członków Gwardii Rewolucyjnej, Stany Zjednoczone dysponują co najmniej 1,3 mln żołnierzy i ponad 760 tys. rezerwistów. Według danych Departamentu (Ministerstwa) Wojny USA jeszcze większa jest przepaść w wydatkach na obronę; Teheran przeznacza na nią około 15,5 mld dolarów, a Waszyngton prawie 895 mld dolarów rocznie.
Łupnąć i skończyć
.Prezydent USA potrzebuje pewności, iż jego rozkaz uderzenia za pomocą potężnych „bunker bustersów” zakończy wojnę prewencyjną wszczętą przez Izrael. W żadnym bowiem razie Trump nie może sobie pozwolić na wojnę z Iranem – pisze Jan ROKITA.
Donald Trump zrobi wiele, ba… niemal wszystko, aby nie musieć uderzyć na Iran. Jego sławne: „I may do it, I may not”, w odpowiedzi na uporczywe pytania ze strony mediów, świadczy o tym dobitnie. To przecież nic innego, jak dobrze nam znana i ulubiona Trumpa metoda nacisku i szantażu, tym razem mająca trzymać w szachu nie tylko spanikowanych perskich mułłów, ale na dobrą sprawę cały świat. Po historii z megacłami, wprowadzanymi dla postrachu i traktowanymi przez Trumpa jako optymalna metoda negocjacji, nauczyliśmy się już, że jeśli Trump mówi, że MOŻE ci zrobić krzywdę, to znaczy, że bardzo nie chce jej zrobić. Bo jak chce ją zrobić naprawdę, to ją po prostu ROBI, bez oglądania się na przeciwności. Tę oczywistą intuicję wspierają wiarygodne przecieki z Waszyngtonu, takie choćby jak ten opublikowany na portalu Axios, któremu anonimowy współpracownik amerykańskiego przywódcy mówi: „Bardzo chcemy być w tej wojnie niepotrzebni, ale prezydent musi mieć pewność, że nie jesteśmy potrzebni”. Dlatego Trump domaga się od armii pewności, że uderzenie amerykańskimi bunker busters w podziemne fabryki broni nuklearnej, położone w pustynnym środkowym Iranie, daje gwarancję militarnego sukcesu.
.Ta pewność to kluczowa sprawa w całej grze. Ameryka w żadnym razie nie może sobie pozwolić na uwikłanie się w dłuższą i nierozstrzygalną wojnę z Persami. Coś takiego byłoby w dzisiejszych okolicznościach nieszczęściem politycznym dla kraju, a dla samego Trumpa – polityczną katastrofą. Po Iraku i Afganistanie, gdzie USA bezsensownie próbowały siłą zaprowadzić liberalne rządy, prawa kobiet, swobodę aborcji i jeszcze kilka równie nonsensownych rzeczy, Ameryka musi odreagować te własne dziwaczne eksperymenty, podejmowane wcześniej bez sukcesu. Pod tym względem Trump (skądinąd podobnie jak niegdyś Nixon) trafnie i precyzyjnie zdefiniował współczesne interesy swojego kraju. To Amerykanie nie chcą dziś żadnej nowej wojny, a ostatnie badania opinii pokazują, że owa niechęć panuje ponad partyjnymi podziałami i dotyczy zarówno elity społecznej, jak i prostych ludzi z amerykańskiego interioru. I Amerykanie, nie chcąc wojny, intuicyjnie pojmują to, czego dziś potrzebuje Ameryka.
PAP/MJ




