Czym jest rosyjska flota cieni?

Rosyjska flota cieni to statki, głównie tankowce, wykorzystywane do omijania międzynarodowych sankcji nałożonych na Rosję. W jej skład wchodzą stare jednostki pod banderami krajów, w przypadku których trudno wyegzekwować przepisy dotyczące prawa własności, rejestracji, ubezpieczenia czy stanu technicznego.
Flota cieni przewozi znaczącą większość – 80-90 proc. – eksportu ropy z Rosji
.Jednostki floty cieni stanowią nie tylko narzędzie omijania sankcji. Są również wykorzystywane przez Rosję do działań sabotażowych.
Rosyjska flota cieni liczy łącznie około 900 statków – oceniał w kwietniu 2025 r. w rozmowie z PAP wiceadmirał francuskiej marynarki wojennej Benoit de Guibert. – Flota cieni służy Rosji, ale też Korei Północnej i Iranowi do obchodzenia międzynarodowych sankcji – dodał wiceadmirał. Ocenił, że flota cieni składa się w większości z tankowców o średniej ładowności, często przestarzałych i nabytych niedawno przez podmioty, które trudno zidentyfikować. Ich właściciele nagminnie naruszają zasady bezpieczeństwa; ponadto wiele z tych statków nie jest ubezpieczonych.
W kwietniu 2025 r. estońska marynarka wojenna zatrzymała w Zatoce Fińskiej tankowiec Kiwala. Statek znajdował się w drodze z indyjskiego portu Sikka do rosyjskiej Ust-Ługi. Jak podała estońska agencja prasowa ERR, statek nie miał ubezpieczenia i, choć deklarował, że pływa pod banderą Dżibuti, okazało się, że to już nieaktualne. Kontrola tankowca, przeprowadzona przez Służbę Morską Estońskiego Zarządu Transportu, ujawniła 40 uchybień, co spowodowało jego zatrzymanie.
W maju Unia Europejska zatwierdziła 17. pakiet sankcji na Rosję, obejmujący blisko 200 statków z rosyjskiej floty cieni.
Według Tymona Pastuchy, analityka ds. polityki energetycznej w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (PISM), rosyjska flota cieni wykorzystuje patent stosowany wcześniej m.in. przez Iran, Wenezuelę i Koreę Północną. – Iran miał zakaz eksportu ropy i, żeby ją sprzedać, musiał stworzyć nielegalny mechanizm obchodzenia sankcji. Korzystano więc z jednostek, które były trudne do identyfikacji i zlokalizowania oraz poruszały się po wodach międzynarodowych właśnie w „cieniu” – wyjaśnił Pastucha w rozmowie z PAP, dodając, że jednostki te nie włączały transponderów, czasami zmieniały nazwę właściciela, banderę, a niekiedy także załogę.
10 grudnia 2025 r. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) zatrzymała, a następnie zajęła w Odessie zagraniczny statek, który należał do rosyjskiej floty cieni i co najmniej siedem razy nielegalnie przewoził ukraińskie produkty rolne z okupowanego przez Rosję Krymu. Niedługo potem, 19 grudnia, jednostka „Alfa” SBU zaatakowała tankowiec floty cieni Rosji przy pomocy dronów na międzynarodowych wodach Morza Śródziemnego, w odległości ponad 2 tys. km od Ukrainy. Podobne działania były realizowane przez Ukrainę także na Morzu Czarnym, z wykorzystaniem dronów nawodnych.
Rosja zaczęła budowę nielegalnej armady tankowców i gazowców w 2022 r., kiedy państwa zachodnie, głównie kraje Unii Europejskiej i G7, ustanowiły dla niej „price cap”, czyli globalny pułap cenowy na ropę i produkty ropopochodne. Rosja wprawdzie mogła eksportować swoją ropę naftową, ale pod warunkiem, że sprzedawała ją poniżej 60 dolarów za baryłkę, podczas gdy cena światowa wynosiła wówczas około 75 dolarów. Moskwa nie skorzystała z tej możliwości, bo uznała, że bardziej będzie się jej opłacać stworzenie floty cieni, aby w ten sposób korzystniej sprzedać swoje węglowodory np. Indiom, Chinom czy Turcji. Zaczęła więc skupować na całym świecie stare tankowce, bez ważnego ubezpieczenia, przeglądów, a także bez przestrzegania zasad obowiązujących inne legalnie działające jednostki.
Według Tymona Pastuchy flota cieni przewozi znaczącą większość – 80-90 proc. – eksportu ropy z Rosji. Główny szlak eksportowy, łącznie z transportami na rynki azjatyckie, prowadzi przez Bałtyk, z portów w europejskiej części Rosji, głównie z Ust-Ługi. Rosjanie posiadają w tym rejonie dobrą infrastrukturę portową, umożliwiającą załadunek i dostęp do gazociągów i ropociągów. – Z Ust-Ługi do Turcji płynie się też krócej niż z portu w Murmańsku. Ten szlak nie zamarza – podkreślił Pastucha.
Rosyjska flota cieni to tajna broń Kremla
.Ekspert przypomniał także, że Rosjanie wykorzystują swoją flotę cieni w wojnie hybrydowej: do działań sabotażowych i wywiadowczych. Niektóre jednostki są podejrzewane o dokonanie aktów sabotażu, takich jak przerwanie kabli telekomunikacyjnych łączących Finlandię i Estonię. Według Pastuchy dotąd niedocenianym przez Zachód zagrożeniem, wiążącym się z funkcjonowaniem na Bałtyku rosyjskiej floty cieni, jest potencjalna katastrofa ekologiczna, do której może dojść w wyniku awarii przestarzałych i nieserwisowanych tankowców.
– Rozszczelnienie kadłuba lub kolizja mogą doprowadzić do skażenia Morza Bałtyckiego na dużą skalę. Do takiej katastrofy Rosjanie mogą też doprowadzić celowo – zauważył ekspert. Pastucha dodał, że dodatkowym problemem byłby w takiej sytuacji brak ubezpieczenia jednostek z floty cieni, bo „jeśli już są ubezpieczone, to przez jakieś rosyjskie firmy bez kapitału na pokrycie szkód, które nie mają możliwości wypłacenia odszkodowania”.
Siły zbrojne USA zajęły w środę na północnym Atlantyku, w pobliżu Islandii, pływający pod rosyjską banderą tankowiec Marinera (wcześniej noszący nazwę Bella 1). Działania te podjęto w związku z omijaniem amerykańskich sankcji. Według Waszyngtonu statek był powiązany z Wenezuelą i Iranem. Rosja zaprotestowała, uznając przejęcie jednostki za złamanie międzynarodowego prawa morza. W ocenie Białego Domu statek nie miał przynależności państwowej i pływał pod fałszywą banderą. Po stawieniu oporu, podczas próby zajęcia tankowca po raz pierwszy w grudniu 2025 r., statek zmienił nazwę na Marinera i został zarejestrowany jako jednostka rosyjska.
Dowództwo Południowe USA (SOUTHCOM) powiadomiło o zajęciu innego tankowca, M/T Sophia, na Morzu Karaibskim. Zaznaczono, że jednostka była objęta sankcjami i zaangażowana w „nielegalne działania”.
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała, że prezydent Donald Trump będzie kontynuował politykę, która jest najlepsza dla USA, w tym egzekwował embargo na wszystkie statki floty cieni nielegalnie transportujące ropę naftową.
Zamieszanie na Bałtyku
.Ataki na kable przesyłu danych i połączenia energetyczne odbywają się na dnie morza. Ale ich prawdziwym celem jest ląd i nasz proces decyzyjny. Wojna w „szarej strefie” to bowiem nie tylko sabotaż, ale także zastraszanie, subwersja, przekupstwo i inne formy wyrządzania szkód i siania chaosu. Żadna z nich nie jest pełnowymiarowym konfliktem zbrojnym. Ale wszystkie mają wspólny mianownik: wprowadzają zamieszanie – pisze Edward LUCAS.
Przypisanie wrogim państwom winy za te działania nie jest łatwe. Urzędnicy muszą wykluczyć chuligaństwo, działalność przestępczą, a nawet zrządzenie losu. Niebezpieczeństwo eskalacji jest oczywiste, do czego zachodni decydenci podchodzą z niepokojem. Każda reakcja wiąże się z wyzwaniami, ryzykiem lub kosztami. Jednak bezczynność stwarza fatalny precedens bezkarności napastników.
Trwający kilka tygodni impas w sprawie należącego do Chin statku towarowego Yi Peng 3 jest tego smutnym przykładem. Statek ten – jak uważają śledczy – celowo przeciągnął kotwicę po dnie Bałtyku, aby zniszczyć dwa kable danych na żądanie Rosji. Jednak polityczna nieśmiałość, chowająca się pod płaszczykiem prawa międzynarodowego, ograniczyła reakcję na to działanie. Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawie morza (UNCLOS) zapewnia silną ochronę każdemu statkowi na wodach międzynarodowych. Prawo „nieszkodliwego przepływu” oznacza, że można płynąć tam, gdzie się chce i kiedy się chce, bez rejestrowania się na pokładzie, przeszukiwania czy zawracania. Stany Zjednoczone podkreśliły stanowczo, że jeśli kraje NATO złamią w Europie tę zasadę dla swojej wygody, Komunistyczna Partia Chin zacznie ingerować w żeglugę handlową wokół Tajwanu. Stany Zjednoczone ujawniły również informacje wywiadowcze, które pomniejszały (w sposób niebudzący przekonania) prawdopodobieństwo sabotażu.
Ponadto nikt nie chciał wdawać się w bójkę z mściwą Komunistyczną Partią Chin, której łatwo zajść za skórę. Kiedy w 2021 r. Litwa symbolicznie zacieśniła oficjalne więzi z Tajwanem, władze w Pekinie odpowiedziały bezlitosną mieszanką różnorakich sankcji, w tym również handlowych. Europejscy sojusznicy Litwy się pochowali, zapamiętując tę lekcję na przyszłość.
Podczas trwającego miesiąc impasu w cieśninie Kattegat Niemcy próbowały łagodnych negocjacji z Chińczykami. Skończyło się na tym, że fińscy, duńscy, niemieccy i szwedzcy urzędnicy złożyli symboliczną wizytę na Yi Peng 3. Nie pozwolono im jednak na przeprowadzenie właściwego dochodzenia. Mimo tego po wizycie pozwolono statkowi po prostu odpłynąć. Było to katastrofalne rozstrzygnięcie. Powstała w ten sposób „nowa norma”, zgodnie z którą Rosja może wykorzystywać chińskie okręty do niszczenia infrastruktury państw NATO bez żadnych poważnych konsekwencji dla żadnej z zaangażowanych stron. Uwydatniło to również braki w zakresie odstraszania: większość krajów zachodnich nie wie, jak reagować na tego rodzaju ataki.
Ale nie wszyscy. Odpowiedź na atak na połączenie energetyczne Estlink 2 między Finlandią a Estonią przeprowadzony przez Rosję w Boże Narodzenie – w którym uszkodzone zostały również cztery kable danych – była zupełnie inna. Zareagowano szybko i zdecydowanie. Fiński personel bezpieczeństwa wszedł na pokład i w oczekiwaniu na policyjne dochodzenie przejął podejrzanego sprawcę, statek Eagle S.
Należy jednak podkreślić, że tych dwóch epizodów nie można porównywać jeden do jednego. Eagle S nie jest własnością Chin, lecz częścią rosyjskiej „floty cieni” łamiącej sankcje, co czyni go znacznie łatwiejszym celem. Finlandia otrzymała silne wsparcie ze strony UE i NATO, nie zaś hamujące interwencje z Waszyngtonu. Galaretowaty rząd Niemiec również nie był zaangażowany w tę sytuację. Jedynym innym bezpośrednio zainteresowanym krajem jest Estonia, przez dziesięciolecia pozostająca synonimem zdecydowanej reakcji na rosyjską agresję w szarej strefie.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-ataki-na-kable-przesylu-danych/
PAP/MB



