Wybory połówkowe w USA. Dlaczego porażka w Kongresie nie powali Donalda Trumpa?

Donald Trump po wyborach do Kongresu

Wybory w USA 2026 mogą odebrać Republikanom kontrolę nad jedną lub obiema izbami. Donald Trump po wyborach do Kongresu zachowa jednak prawo weta i istotne narzędzia kierowania administracją. Zwycięstwo Demokratów otworzyłoby nową fazę walki o ustawy, pieniądze i odpowiedzialność za blokady w Waszyngtonie.

.Donald Trump może przegrać listopadową walkę o Kongres, a następnie wykorzystać konflikt z jego nową większością do mobilizowania własnego obozu. Taką możliwość przedstawia Alexandre Mendel w analizie opublikowanej 1 listopada w „Le Journal du Dimanche”. Francuski publicysta zwraca uwagę, że utrata parlamentarnego zaplecza pozostawiłaby prezydentowi zarówno instrumenty prawne, jak i możliwość obciążania Demokratów odpowiedzialnością za polityczny impas. Stawką byłaby zatem również zdolność Trumpa do narzucenia interpretacji tego, co wydarzy się po wyborach.

Sytuacja prezydenta pozostaje trudna, co pokazuje badanie Reuters/Ipsos przeprowadzone od 22 do 26 października. Jego działania aprobowało 32 proc. dorosłych Amerykanów, ale wśród Republikanów odsetek ten wynosił 75 proc., wobec 23 proc. wśród niezależnych. Trump wciąż ma więc silne oparcie we własnej partii, choć znacznie słabszą pozycję poza jej elektoratem. Aktualne sondaże, najważniejsze wyścigi i układ mandatów przedstawiamy w kompendium „Wybory w USA 2026”.

Donald Trump po wyborach do Kongresu zachowa prawo weta

Jednym z najważniejszych zabezpieczeń prezydenta pozostaje prawo weta wobec ustaw przyjętych przez Kongres. Do przełamania zwykłego weta potrzeba dwóch trzecich głosów w każdej izbie, przy zachowaniu wymaganego kworum. Demokraci mogliby więc zdobyć większość wystarczającą do kierowania pracami parlamentu, a mimo to potrzebować znacznego poparcia Republikanów, aby narzucić Białemu Domowi własne rozwiązania. Już sama zapowiedź weta daje prezydentowi wpływ na negocjowanie treści ustaw.

Trump otwarcie przedstawia ten instrument jako punkt wyjścia do rozmów z ewentualną większością opozycyjną. W wypowiedzi dla dziennikarzy z 27 października, której zapis udostępnia amerykański serwis Roll Call, wskazywał na siłę prezydenckiego weta i możliwość zawierania porozumień. Wynika z tego zapowiedź rządzenia poprzez połączenie blokowania nieakceptowanych ustaw z negocjowaniem rozwiązań możliwych do przyjęcia przez obie strony.

Według ustaleń agencji Reuters z 1 listopada Biały Dom od miesięcy przygotowuje się na możliwość utraty kontroli nad Kongresem. Stephen Miller, Russell Vought i prezydenccy prawnicy analizują działania wykonawcze dotyczące imigracji, ceł, kosztów mieszkania oraz wydatków federalnych, jak przekazali agencji urzędnik Białego Domu i dwie osoby znające przygotowania. Rozważane są również możliwości korzystania ze środków już przyznanych przez Kongres. Są to opisywane przez rozmówców agencji plany administracji, których realizacja będzie zależała od podstaw prawnych poszczególnych decyzji.

Rozporządzenia wykonawcze pozwalają prezydentowi kierować działaniami administracji w ramach kompetencji wynikających z konstytucji albo ustaw. Jak wyjaśnia Congressional Research Service, ich skuteczność prawna zależy od istnienia odpowiedniego upoważnienia, a legalność może podlegać kontroli sądów. Nowa większość parlamentarna nie usuwa automatycznie tych kompetencji, lecz zwiększa znaczenie sporów o granice ich wykonywania. Szerszy podział uprawnień między prezydentem a Kongresem wyjaśniamy w przewodniku „Wybory połówkowe w USA”.

Utrata Izby Reprezentantów i Senatu oznacza różne ograniczenia

Zwycięstwo Demokratów w Izbie Reprezentantów dawałoby im kontrolę nad jej porządkiem prac oraz komisjami. Mogliby prowadzić dochodzenia parlamentarne, organizować przesłuchania i żądać dokumentów dotyczących działań administracji, korzystając z przewidzianych prawem procedur. Dla Białego Domu oznaczałoby to konieczność poświęcania czasu i zasobów na odpowiadanie na działania kontrolne. Polityczne znaczenie takich postępowań może wykraczać poza ich bezpośrednie skutki prawne, ponieważ publiczne przesłuchania wpływają także na debatę o prezydenturze.

Utrata Senatu oznaczałaby dodatkowo poważne ograniczenie możliwości przeprowadzania nominacji wymagających zgody tej izby. Dotyczy to między innymi sędziów federalnych, ambasadorów i najważniejszych stanowisk w administracji. Dlatego zwycięstwo opozycji wyłącznie w Izbie Reprezentantów oraz przejęcie przez nią obu izb tworzyłyby odmienne warunki rządzenia, nawet jeśli w obu przypadkach Trump zachowałby urząd prezydenta.

Mendel wskazuje również na możliwość powrotu sprawy impeachmentu, gdyby Demokraci zdobyli Izbę Reprezentantów. Izba ta może większością głosów przyjąć artykuły oskarżenia, ale o skazaniu i usunięciu prezydenta rozstrzyga Senat większością dwóch trzecich obecnych senatorów. Przy obecności wszystkich stu członków izby oznacza to 67 głosów. Sama większość pozwalająca kontrolować Senat pozostaje więc znacznie poniżej progu wymaganego do usunięcia głowy państwa.

Wybory z 3 listopada określą przede wszystkim przyszły układ sił między instytucjami posiadającymi własne mandaty. Prezydent zachowa kierownictwo władzy wykonawczej, a opozycyjna większość uzyska narzędzia ograniczania jego programu i kontrolowania administracji. Regularna kadencja nowego, 120. Kongresu rozpocznie się 3 stycznia 2027 roku. Listopadowy wynik może od razu zmienić polityczne kalkulacje, natomiast zasadnicza zmiana składu obu izb nastąpi wraz z początkiem ich nowej kadencji.

Budżet i walka o wpływ na wybory prezydenckie w 2028 roku

Najostrzejsze konflikty mogą dotyczyć finansowania państwa federalnego, ponieważ uchwalanie środków wymaga udziału Kongresu, a ustawy trafiają do prezydenta. Brak porozumienia przed wygaśnięciem obowiązującego finansowania może doprowadzić do shutdownu, czyli wstrzymania części działań administracji. Jak wyjaśnia Congressional Research Service, przepisy zasadniczo ograniczają zaciąganie zobowiązań i wydawanie pieniędzy bez odpowiedniego upoważnienia budżetowego, choć przewidują wyjątki. Zakres przestoju zależy zatem od tego, którym instytucjom i zadaniom zabraknie finansowania.

W interpretacji autora „Le Journal du Dimanche” właśnie takie konflikty mogłyby dać Trumpowi możliwość politycznego odzyskania inicjatywy. Prezydent mógłby przedstawiać opozycyjną większość jako siłę blokującą realizację jego obietnic i obciążać ją odpowiedzialnością za skutki impasu. Demokraci z kolei musieliby przekonywać, że korzystają z mandatu do kontrolowania administracji, a odpowiedzialność za brak kompromisu ponosi Biały Dom. Oceniana przez wyborców byłaby więc także zdolność każdej ze stron do wyjaśnienia własnej roli w sporze.

Perspektywa 2028 roku dotyczy wpływu Trumpa na sukcesję w jego obozie i kierunek przyszłej kampanii. Dwudziesta druga poprawka do konstytucji zabrania wyboru tej samej osoby na urząd prezydenta więcej niż dwa razy. Trump może jednak nadal zabiegać o to, by republikańscy kandydaci odwoływali się do jego programu i elektoratu. W tym znaczeniu opisywany przez Mendela polityczny rewanż oznaczałby walkę o dalsze przywództwo w partii oraz o jej powrót do pełnej kontroli nad instytucjami.

Dla Polski znaczenie będzie miało to, jak taki podział władzy wpłynie na trwałość amerykańskich decyzji dotyczących bezpieczeństwa. Prezydent pozostanie kluczowym rozmówcą w sprawach polityki zagranicznej, podczas gdy Kongres będzie decydował o ustawach i środkach potrzebnych do realizacji wielu zobowiązań. Wynik wyborów zmieni warunki negocjowania tych decyzji. Utrata większości mogłaby więc poważnie utrudnić Trumpowi rządzenie, pozostawiając mu zarazem narzędzia pozwalające walczyć o realizację programu i polityczną inicjatywę.

Sebastian Nizio

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 listopada 2026