Dziękujmy za świętych z sąsiedztwa [abp Adrian GALBAS]

Adrian GALBAS

Z tymi, którzy odeszli, łączy nas miłość; ona potrafi przebić śmierć – mówił metropolita warszawski abp Adrian Galbas, który w uroczystość Wszystkich Świętych przewodniczył mszy w stołecznym kościele św. Katarzyny i poprowadził procesję żałobną na starym cmentarzu na Służewie.

Dziękujmy za świętych z sąsiedztwa – abp Adrian GALBAS

.Abp Adrian Galbas podkreślił, że z tymi, którzy zmarli, łączy nas miłość, która „potrafi przebić trumnę czy urnę; potrafi przebić największy kamień na grobie; miłość, która potrafi przebić śmierć”. I dodał, że „paradoksalnie właśnie dzięki tej miłości ci, którzy odeszli, są z nami”.

Metropolita warszawski powiedział, że 1 listopada idziemy na cmentarze, by podziękować Bogu także za naszych osobistych świętych – „świętych z sąsiedztwa”. – Czasem to były osoby z jednego łoża na przykład mąż albo żona, z jednego domu, szkoły, pracy, z jednych kręgów przyjaźni, jednej siłowni. Ludzie, których spotkaliśmy czasem na krócej lub na dłużej, a w życiu których odbijała się Ewangelia; Byliśmy przez nich podniesieni, docenieni, szczęśliwsi. Ludzie, którzy okazali nam w swoim życiu wiele dobra – powiedział arcybiskup.

– Przywołując w homilii adhortację apostolską papieża Franciszka „Gaudete et exsultate” (Cieszcie się i radujcie) abp Adrian Galbas mówił, że świętość polega na odtwarzaniu w swoim życiu tajemnic życia Chrystusa. Przekonywał, że bez względu na wiek, stan życia i talenty, każdy człowiek może zostać świętym.

Droga do świętości prowadzi przez dobre relacje z bliźnimi

.Zwrócił uwagę, że uroczystość Wszystkich Świętych jest także okazją do osobistej refleksji nad swoim życiem. – Ten dzień jest też po to, żebyśmy pomyśleli: Czy chcę być jak najbardziej podobny do Jezusa? Czy chcę, żeby także przez moje życie przebijała się Ewangelia? – wskazał. – Pierwszym krokiem na tej drodze jest dostrzeżenie i ucieszenie się bycie kochanym przez Boga. Nie musimy być w życiu jak Herkules. (…) Zaufajmy, że Jezus poprowadzi nas właściwą drogą pomimo naszych różnych błędów, wad i niedociągnięć – mówił abp Adrian Galbas wskazując na przykłady świętych.

– Święty Franciszek mimo swojej skłonności do próżniactwa wzbił się na wyżyny ubóstwa. Święta Teresa Wielka ze swoimi problemami z czystością stała się mistrzynią życia w czystości. Święty Ignacy Loyola – despota – został mistrzem posłuszeństwa, a św. Karol Boromeusz, bałaganiarz, został dzięki współpracy z Bożą łaską mistrzem porządku – zwrócił uwagę hierarcha.

Metropolita warszawski tłumaczył, że „droga do świętości polega także na staraniu się o dobre relacje z bliźnimi, by nie krzywdzić zanadto ludzi, zaś krzywdy ze strony innych traktować jako oznaki ich słabości a nie złości”. – Droga do świętości polega też na dobrym wykorzystywaniu czasu, który mamy – żeby dobrze wybierać, lgnąć do tego, co wartościowe, co buduje, a nie do tego, co marne – wskazał abp Adrian Galbas. Po mszy metropolita warszawski przewodniczył procesji modlitewnej, która przeszła alejkami cmentarza na warszawskim Służewie.

W obronie ładu. Wiarą przeciwko chaosowi

.To nie przypadek, że politycy tacy jak J.D. Vance w Stanach Zjednoczonych czy Giorgia Meloni we Włoszech mówią o religii w kontekście wspólnoty, zakorzenienia i obrony przed cywilizacyjnym chaosem – pisze Michał KŁOSOWSKI.

Kościół nigdy nie był jedynie strażnikiem przeszłości. W chwilach przesilenia historycznego potrafił być motorem zmiany. Gdy upadał Rzym, a Europa stawała się bezkształtną mozaiką plemion i języków, chrześcijaństwo nie tylko przetrwało, lecz tę Europę ukształtowało. Misje do Gotów, Wizygotów, Germanów i Słowian nie były tylko akcjami religijnymi, ale także projektami cywilizacyjnymi, które z obcego czyniły wspólne, z dzikiego – uporządkowane, z rozproszonego – tożsamość. A wszystko to na gruzach upadku moralnego starożytnego Rzymu.

Brzmi znajomo? Oczywiście, bo podobnie jak wtedy, świat się przemieszcza. Wędrówki ludów wracają, choć w innej formie: migracyjnej, ekonomicznej, kulturowej. Do Europy przybywają nie masy anonimowe, jak podczas wędrówki ludów rozpoczynającej średniowiecze, ale ludzie z uformowaną tożsamością – także religijną. Tymczasem Zachód, w tym chrześcijańska Europa, przeżywa kryzys własnej tożsamości. Sekularyzacja, fragmentaryzacja wspólnot, samotność, nowe formy biedy… to wszystko sprawia, że pytanie o miejsce religii, a szczególnie katolicyzmu, staje się palące. Zarówno dla ludu, jak i dla elit.

Coraz więcej bowiem katolików dostrzega potrzebę budowania politycznej tożsamości opartej na katolickim dziedzictwie. Takiej, której brakowało w ostatnich dekadach. Ale nie jako nostalgicznego odwołania do przeszłości, lecz jako realnej odpowiedzi na współczesne wyzwania. To nie przypadek, że politycy tacy jak J.D. Vance w Stanach Zjednoczonych czy Giorgia Meloni we Włoszech mówią o religii w kontekście wspólnoty, zakorzenienia i obrony przed cywilizacyjnym chaosem. Wszystko to ma być właśnie odpowiedzią na najbardziej palące problemy XXI wieku. Dla nich wiara to nie tylko osobista sprawa, ale fundament społecznego ładu. Stąd popularność tych polityków rośnie nie dzięki skandalom, czasem wbrew nim, ale dzięki zdolności uchwycenia lęków i aspiracji ludzi wykluczonych przez nowy porządek, tzw. nowej biedoty.

Nowa biedota to bowiem nie tylko migranci. To również biali robotnicy w Ohio i Alabamie, kasjerki w Neapolu, młodzi prekariusze w Paryżu czy pracownicy budowlani w Łodzi. Ludzie, których świat nie potrzebuje, bo nie wpisują się w logikę sukcesu, mobilności i elastyczności z jednej strony, z drugiej zaś utknęli gdzieś pomiędzy szansą a przeznaczeniem. To właśnie ci ludzie – osamotnieni, zbędni, porzuceni – coraz częściej zwracają się ku religii, nie tylko jako źródłu sensu, ale jako ostatniemu bastionowi wspólnoty. Masowe pielgrzymki do wielu świętych miejsc krajów starej Europy są jednym z tego przykładów. Czy coś w tym złego? Nie. Ale nie ma co zamykać oczu, by nie dostrzegać, skąd ten fenomen się bierze. To droga w poszukiwaniu sensu, tożsamości i wspólnoty. Europa bowiem, jeśli chce przetrwać jako projekt cywilizacyjny, nie może ignorować tej rzeczywistości. Zbyt długo religia była spychana do sfery prywatnej, traktowana jak anachronizm w świecie technologii i rynku. Tymczasem to właśnie religia, a szczególnie katolicyzm, który de facto zbudował Europę, jaką znamy (nawet była to budowa w kontrze), niesie ze sobą zasoby kulturowe i duchowe, które mogą pomóc odbudować rozbite wspólnoty, nadać sens ofierze, uporządkować relacje społeczne. To bowiem nie Kościół powinien się bać świata – to świat coraz częściej potrzebuje Kościoła. To inny rodzaj aggiornamento.

.Pytanie brzmi jednak: jak ten Kościół ma działać? Czy budować mury? Czy milczeć i czekać? Czy może, jak niegdyś, wyjść z Ewangelią na place i ulice, nie jako triumfator, ale jako świadek? A może oddać się pod egidę państwa i korzystać z bogactwa i protektoratu? To pytania, które przetaczają się przez zachodni świat, znajdują różne odpowiedzi. Faktem jest jednak, że narracja religijna i słowa, wiążące religię z tożsamością państwową, coraz częściej wybrzmiewają w przestrzeni publicznej.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/michal-klosowski-w-obronie-ladu-wiara-przeciwko-chaosowi/

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 1 listopada 2025