Historia 11 listopada

11 listopada 1918 r. Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową i naczelne dowództwo podległych jej wojsk polskich. To wydarzenie stało się symbolem odzyskania niepodległości. Jak wyglądała cała historia 11 listopada?
„W jego osobie zjawiał się poważny czynnik polityczny”
.Na przełomie października i listopada 1918 r. wobec rozpadu monarchii austro-węgierskiej i zapowiedzi bliskiej klęski Niemiec Polacy coraz wyraźniej odczuwali, że odbudowa niepodległego państwa polskiego jest bliska.
Sytuacja międzynarodowa była dla Polski wyjątkowo korzystna. Cztery lata wcześniej w chwili wybuchu I wojny światowej Polacy mogli jedynie pomarzyć o tym, że w momencie jej zakończenia wszystkie trzy państwa zaborcze będą właściwie bezsilne.
Polacy przez wszystkie 4 lata wojny walczyli o to, by 11 listopada móc odzyskać swoją niepodległość.
Pierwszym polskim oddziałem wojskowy w I wojnie światowej była Pierwsza Kompania Kadrowa, utworzona w sierpniu 1914 r. w Krakowie z połączenia członków Związku Strzeleckiego i Polskich Drużyn Strzeleckich. W kolejnych miesiącach Kadrówka dała początek Legionom Polskim.
Temat broni pojawił się już w piosence, która stała się swojego rodzaju hymnem Pierwszej Kompanii Kadrowej. W jednej ze zwrotek żołnierze śpiewali: „Choć Moskal, psia wiara, drogę nam zastąpi, to kul z mannlichera nikt mu nie poskąpi”. Według różnych źródeł Kadrówka liczyła 145-168 żołnierzy, a ich głównym uzbrojeniem były właśnie karabiny i karabinki Mannlicher wz. 1890 i wz. 1895. We wspomnieniach żołnierzy Kadrówki i Legionów pojawiają się też informacje o starszej broni, np. karabinach Werndl wz. 1873/77 i Mannlicher-Schönauer wz.1903/14, a także o rosyjskich Mosinach wz. 1891 przerobionych do stosowania austriackiej amunicji 8 mm. Jako broni krótkiej legioniści najczęściej używali pistoletów Frommer, Steyr wz. 1907 i wz. 1912 oraz rewolwerów Gasser wz. 1898.
Po drugiej stronie frontu, w armii carskiej, także już od sierpnia 1914 r. zaczęto zabiegać o polskich rekrutów. Kilka miesięcy później powstał tam Legion Puławski (nazywany też Legionem Polskim) i Legion Lubelski. Historia polskich formacji wojskowych w Rosji była bardzo złożona i burzliwa. Następowały częste reorganizacje – jedne formacje rozwiązywano, w ich miejsce powstawały inne. Po rozwiązaniu Legionu Puławskiego rozpoczęło się formowanie Brygady Strzelców Polskich, potem była Dywizja Strzelców Polskich, zaś w 1917 r. sformowano I Korpus Polski w Rosji, którego dowódcą został gen. Józef Dowbor-Muśnicki. Od jego nazwiska żołnierzy tej formacji zwano Dowborczykami. W tym samym czasie powstały w Rosji dwa kolejne korpusy – II i III. Na rozległym terytorium imperium rosyjskiego organizowały się także inne polskie jednostki.
Podstawowym uzbrojeniem Polaków po tej stronie frontu był rosyjski karabin Mosin wz. 1891 i karabinek Mosin wz. 1907, a także broń importowana. Trafiały się też przestarzałe karabiny Berdan wz. 1871, które były podstawowym uzbrojeniem armii carskiej w drugiej połowie XIX w.
Ponieważ przemysł rosyjski nie był w stanie wytworzyć wystarczającej ilości sprzętu wojskowego, kupowano dużo broni za granicą, np. amerykańskie karabiny Winchester wz. 1895 przystosowane do amunicji kalibru 7,62 mm. W carskiej armii używano też karabinów brytyjskich i francuskich. Trafiały one również do polskich oddziałów, np. Brygada Strzelców Polskich miała na stanie 450 Winchesterów wz. 1895.
Broń osobistą oficerów polskich formacji w Rosji stanowiły przeważnie rewolwery Nagant wz. 1895 i rzadziej amerykańskie Smith Wesson wz. 1880 oraz Mauser wz. 1896. Często używali też zdobycznych pistoletów i rewolwerów różnych typów.
W kolejnych latach wojny następowały przetasowania w polskich oddziałach po obu stronach frontu – każda strona konfliktu chciała pozyskać rekrutów do walki na froncie w zamian za obietnice wolnej Polski. Można to było zrobić w ramach obowiązkowego poboru (Polacy byli wszak obywatelami państw zaborczych), ale zaborcy rozumieli, że lepszy będzie żołnierz, który szczerze, a nie pod przymusem, zechce walczy o wolność pod narodowymi symbolami.
Polskie formacje powstawały też we Francji. Pierwszy był Legion Bajoński (od miejscowości Bayonne) sformowany z polskich ochotników w sierpniu 1914 r. Został wcielony do 1 pułku Legii Cudzoziemskiej i w jej ramach walczył podczas I wojny światowej. Uzbrojenie bajończyków stanowiły francuskie karabiny Lebel wz. 1886/93.
Latem 1917 r. zaczęła powstawać we Francji Armia Polska, znana też jako Armia gen. Hallera albo – od koloru mundurów – Błękitna Armia. Jej stan osobowy osiągnął 70 tys. żołnierzy uzbrojonych we francuskie karabiny Berthier wz. 1907/15 i zmodyfikowaną wersję wz. 07/15 M16, a także karabinki Berthier wz. 1890, wz. 1892 oraz karabiny Lebel wz. 1886/93.
Na terenach polskich Legiony przeformowano we wrześniu 1916 r. w Polski Korpus Posiłkowy, a po zmianach wiosną 1917 r. powstały Polskie Siły Zbrojne zwane też Polnische Wehrmacht. Pociągnęło to za sobą przezbrojenie polskich żołnierzy. Co ważne – większość legionistów z I i III Brygady odmówiła jednak złożenia przysięgi na wierność Niemcom (co było jednym z powodów reorganizacji) i trafili do obozów internowania. To wydarzenie znane jest z historii jako „kryzys przysięgowy”.
Podstawowym uzbrojeniem Polnische Wehrmacht były karabiny i karabinki Mauser wz. 1898. Na archiwalnych zdjęciach można też zobaczyć karabiny wz. 1888.
W monografiach różnych polskich oddziałów najczęściej jako wyposażenie podaje się karabiny najbardziej typowe dla armii zwierzchniej. Na fotografiach widać jednak niekiedy także inne uzbrojenie. Także we wspomnieniach żołnierzy, zwłaszcza spisanych w pierwszych latach po wojnie, pojawiają się informacje o innych typach karabinów. Szczególnie dotyczy to właśnie polskich formacji, gdyż zaborcom zależało na polskich rekrutach, ale starali się nie uzbrajać ich zbyt dobrze. Stąd m.in. wzmianki o karabinach Werndl w Legionach, wz. 1888 w Polnische Wehrmacht czy Berdan w oddziałach w Rosji.
11 listopada 1918 r., w symbolicznym dniu odzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach zaborów, wojsko odradzającego się państwa liczyło 30 tys. żołnierzy wywodzących się z różnych formacji. W miesiącach poprzedzających tę datę budowanie polskiej armii opierało się na werbunku ochotniczym, a uzbrojenie stanowiły karabiny i karabinki otrzymane od sprzymierzeńców i pozyskane w walce. Były to różne wymienione wyżej typy broni używane w czasie I wojny światowej.
Polacy rozpoczęli nową walkę – o kształt granic. W kolejnych kilkunastu miesiącach armia rozrosła się do ponad 900 tys. żołnierzy. W latach 1918-1921 uzbrojeniem żołnierzy zajmował się Departament VII Artylerii Ministerstwa Spraw Wojskowych. Jedną z jego sekcji był wydział broni ręcznej. W lutym 1920 r. zmieniono nazwę jednostki na Departament V Uzbrojenia, którego jednym z głównych zadań było zaopatrzenie wojska w broń strzelecką. Po kolejnej reorganizacji – w sierpniu 1921 r. – zajmował się tym Departament III Artylerii i Uzbrojenia.
W marcu 1921 r. podpisano w Rydze traktat pokojowy kończący wojnę polsko-bolszewicką. Latem zaś zakończyło się III Powstanie Śląskie. W odrodzonej II Rzeczpospolitej zapanował pokój. Jednym z pierwszych tego skutków była masowa demobilizacja żołnierzy. Uzbrojenie pozostałych w służbie żołnierzy stanowiły karabiny kupione za granicą i przetransportowane do Polski w latach 1919-1921. Było to ok. 775 tys. karabinów i karabinków różnych typów plus sporo broni zdobytej w czasie walk.
Na początku lat 20. władze wojskowe zdecydowały, że podstawowym karabinem wojska polskiego będzie Mauser wz. 1898 i pochodny od niego karabinek. Ich produkcję rozpoczęła w 1922 r. warszawska Państwowa Fabryka Karabinów, a kilka lat później także radomska Fabryka Broni.
Szansy danej przez historię Polacy nie zmarnowali i aktywnie przystąpili do przejmowania władzy na ziemiach polskich okupowanych przez państwa centralne. W Cieszynie już od 19 października 1918 r. działała i sprawowała funkcje rządowe Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego pod przewodnictwem księdza Józefa Londzina. 28 października 1918 r. w Krakowie posłowie polscy do parlamentu austriackiego powołali Polską Komisję Likwidacyjną, która dwa dni później przejęła władzę w Galicji. Na jej czele stanął Wincenty Witos, przywódca PSL „Piast”.
31 października rozpoczęto przejmowanie władzy w okupowanej przez Austro-Węgry części Królestwa. W nocy z 6 na 7 listopada w zajętym kilka dni wcześniej Lublinie powołano Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej, którego premierem został Ignacy Daszyński, przywódca galicyjskich socjalistów.
W Warszawie od września 1917 r. działała powołana przez Niemcy i Austro-Węgry Rada Regencyjna. Jej członkami byli książę Zdzisław Lubomirski, arcybiskup Aleksander Kakowski i hrabia Józef Ostrowski. W grudniu 1917 r. Rada Regencyjna utworzyła gabinet ministrów, na czele którego stanął Jan Kucharzewski.
Historyk, prof. Andrzej Garlicki komentując jej działania, stwierdzał: „Rada Regencyjna, szczególnie pod koniec swego istnienia, miała bardzo złą opinię w społeczeństwie polskim. Krytykowano ją za zbytnią uległość wobec zaborców, za konserwatyzm poglądów i były to opinie słuszne. Należy jednak docenić i to, że przejmowanie z rąk okupantów kolejnych dziedzin życia społecznego stanowiło znakomitą szkołę dla przyszłych funkcjonariuszy państwa polskiego. Zilustrować to można dziesiątkami przykładów, ale posłużmy się tylko jednym – pierwsze prace nad konstytucją niepodległej Polski zostały podjęte za czasów Rady Regencyjnej i wiele z ówczesnych ustaleń znalazło się następnie w ustawie zasadniczej. Niechętny stosunek większości społeczeństwa do rady i tworzonych przez nią instytucji wynikał również z gwałtownie pogarszającej się sytuacji ekonomicznej ludności”.
Na początku listopada 1918 r. regenci zdawali sobie sprawę, że ich polityczna rola dobiega końca i starali się powołać rząd, który miałby szerokie poparcie społeczne i któremu mogliby oddać władzę z przekonaniem, że w możliwie krótkim czasie przeprowadzi on wybory do Sejmu.
Sytuację polityczną w Warszawie zmieniło w sposób zasadniczy przybycie 10 listopada 1918 r. specjalnym pociągiem z Berlina uwolnionego z twierdzy magdeburskiej Józefa Piłsudskiego. Na Dworcu Głównym powitał go m.in. reprezentujący Radę Regencyjną książę Zdzisław Lubomirski.
Sytuację, w jakiej w listopadzie 1918 znalazł się Piłsudski, tak opisywał prof. Tomasz Schramm: „W jego osobie zjawiał się poważny czynnik polityczny: przywódca, za którym stała siła POW, opromieniony wspomnieniem długoletniej działalności, zsyłki, więzienia carskiego, wreszcie aktywności lat 1914-1917 i szesnastomiesięcznego więzienia w Magdeburgu, człowiek przez lewicę uznawany za swojego, przez prawicę – acz niechętnie – za klapę bezpieczeństwa chroniącą przed rewolucją; jego ofiarny patriotyzm mało kto mógł wtedy kwestionować”.
Tuż po przybyciu do Warszawy Piłsudski odbył rozmowy z członkami Rady Regencyjnej. W ich wyniku zrezygnował z planowanego wyjazdu do Lublina, gdzie od trzech dni na wyzwolonych terenach działał Tymczasowy Rząd Republiki Polskiej z Ignacym Daszyńskim na czele. Rząd ten zresztą na wiadomość o jego powrocie z Magdeburga oddał mu się do dyspozycji.
Na decyzję Piłsudskiego o pozostaniu w stolicy bez wątpienia miał wpływ fakt, iż w dniu jego przybycia do Warszawy niemiecka okupacja była już w stanie rozkładu i perspektywa utworzenia Rządu Narodowego w stolicy wydawała się bardzo bliska.
Historia 11 listopada nie była zbyt krwawa, ale nie obyło się bez starć
.Generalny Gubernator gen. Hans von Beseler potajemnie opuścił miasto, a POW razem z żołnierzami Polskiej Siły Zbrojnej, będącej pod rozkazami Rady Regencyjnej, przystąpiły do rozbrajania stacjonujących w Warszawie oddziałów niemieckich. Na ogół akcja rozbrajania przebiegała bez walki, choć zdarzały się również ostre starcia. Doszło do nich m.in. przy opanowywaniu Ratusza i Cytadeli.
Na szczęście większość niemieckich żołnierzy myślała jednak przede wszystkim o tym, jak najszybciej powrócić do domów. Gdyby jednak stawili opór, powstające państwo polskie znalazłoby się krytycznej sytuacji. Żołnierzy niemieckich wraz z urzędnikami tylko w samej Warszawie było w tamtym momencie ok. 30 tys., w całym Królestwie – 80 tys., zaś na froncie wschodnim w sumie ok. 600 tys.
Problemem ewakuacji niemieckiej armii Piłsudski zajął się zaraz po przybyciu do stolicy. Jeszcze 10 listopada doszło do jego spotkania z niemiecką Centralną Radą Żołnierską. W wyniku zawartych porozumień do 19 listopada ewakuowano jednostki niemieckie z Królestwa. Przyjazd Piłsudskiego do Warszawy tylko o jeden dzień wyprzedził wiadomość o tym, że w okolicach Compiegne delegacja rządu niemieckiego podpisała zawieszenie broni, które kończyło działania bojowe I wojny światowej.
W tych dniach Polacy uświadomili sobie, że po latach niewoli odzyskali niepodległość. Atmosferę tej wyjątkowej chwili tak wspominał Jędrzej Moraczewski: „Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony. Nie ma »ich«. Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic. Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili. (…) Kto tych krótkich dni nie przeżył, kto nie szalał z radości w tym czasie wraz z całym narodem, ten nie dozna w swym życiu najwyższej radości”.
11 listopada 1918 r. Rada Regencyjna „wobec grożącego niebezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego, dla ujednolicenia wszelkich zarządzeń wojskowych i utrzymania porządku w kraju” przekazała władzę wojskową i naczelne dowództwo wojsk polskich, jej podległych, brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu.
Trzy dni później Rada Regencyjna rozwiązała się, oświadczając jednocześnie, iż „od tej chwili obowiązki nasze i odpowiedzialność względem narodu polskiego w Twoje ręce, Panie Naczelny Dowódco, składamy do przekazania Rządowi Narodowemu”.
Piłsudski mając powszechne poparcie społeczne, zdecydował się przejąć władzę od regentów, podkreślając w ten sposób jej ciągłość i legalny charakter. Nie wszyscy byli zadowoleni z tej procedury, wskazując na to, iż Piłsudski nie powinien być sukcesorem instytucji powołanej do życia przez okupantów. Bez względu na te komentarze Piłsudski stał się rzeczywistym przywódcą tworzącego się państwa polskiego. Rząd lubelski rozwiązał się, Rada Regencyjna ustąpiła, a Polska Komisja Likwidacyjna zaakceptowała istniejącą sytuację.
13 listopada właśnie szefowi rozwiązanego rządu lubelskiego Ignacemu Daszyńskiemu Piłsudski powierzył misję tworzenia nowego gabinetu. Zakończyła się ona jednak niepowodzeniem, przede wszystkim z powodu sprzeciwu stronnictw prawicowych, zwłaszcza Narodowej Demokracji.
Ostatecznie 18 listopada pierwszy oficjalny rząd niepodległej Polski utworzył inny socjalista Jędrzej Moraczewski, który nie wzbudzał tak wielkich obaw prawicy, jak Daszyński.
Cztery dni później 22 listopada 1918 r. nowy rząd opracował, a Piłsudski zatwierdził „Dekret o najwyższej władzy reprezentacyjnej Republiki Polskiej”. Na mocy tego dekretu, który był swego rodzaju ustawą zasadniczą, Piłsudski obejmował, jako Tymczasowy Naczelnik Państwa „Najwyższą Władzę Republiki Polskiej” i miał ją sprawować do czasu zebrania się Sejmu Ustawodawczego.
Dekretem z 28 listopada 1918 r. wybory do Sejmu zarządzone zostały na 26 stycznia 1919 r.
Listopad 1918 r. był dopiero początkiem budowy niepodległej Polski i początkiem walki o jej granice. 29 listopada 1918 r. Piłsudski zwracając się w Belwederze do najbliższych współpracowników tak mówił o odzyskanej niepodległości: „Jest to największa, najdonioślejsza przemiana, jaka w życiu narodu może nastąpić. Przemiana, w której konsekwencji powinno się zapomnieć o przeszłości; powinno się przekreślić wielkim krzyżem stare porachunki. A czas przed nami jest krótki i tylko wspólnym wysiłkiem możemy zadecydować, na jakiej przestrzeni, w jakich granicach naszą wolność obwarujemy i jak silnie staniemy na nogach, zanim dojdą z powrotem do siły i pełnego głosu sąsiedzi ze wschodu i z zachodu”.
Polacy zaprogramowani na wolność
.W całym XX wieku Polska była prawdziwie niepodległa zaledwie przez 32 lata. A jednak polski gen wolności nigdy nie dawał się trwale wyciszyć – pisze Karol POLEJOWSKI.
Rotmistrz Witold Pilecki dobrze zapamiętał swą ostatnią rozmowę z porucznikiem Tadeuszem Lechem. Było to w KL Auschwitz, we wtorkowy poranek 11 listopada 1941 roku. „Miałem dziwny sen – zwierzył się współwięźniowi Lech – czuję, że dziś mnie »rozwalą«”. Minęło ledwie pół godziny, gdy w czasie apelu wyczytano jego numer. Tego samego dnia 28-letni Lech, wraz z większą grupą polskich więźniów obozu, został zastrzelony przez Niemców na dziedzińcu bloku numer jedenaście. „Może jest to błahostka, a jednak cieszy mnie chociaż to, że zginę 11 listopada” – powiedział wcześniej Pileckiemu.
Data egzekucji nie była przypadkowa. Katom z SS zapewne chodziło o dodatkowe pognębienie ofiar i tych więźniów, którym chwilowo oszczędzono śmierci. To właśnie 11 listopada Polacy obchodzą Święto Niepodległości, upamiętniające wolność odzyskaną w 1918 roku, po przeszło stu latach zaborów. I choć jesienią 1939 roku nasze państwo znów zniknęło z map, podzielone między dwa totalitarne reżimy – nazistowską Rzeszę Niemiecką i komunistyczny Związek Sowiecki – naród i tym razem nie porzucił nadziei na odzyskanie niepodległości. „Jeszcze Polska nie zginęła, / Kiedy my żyjemy” – brzmią wymownie pierwsze słowa Mazurka Dąbrowskiego, naszego hymnu narodowego. Tej wiary nie zdołał złamać nawet straszliwy terror okupacyjny.
Za symboliczny początek polskiej państwowości uważa się niekiedy chrzest księcia Mieszka I, datowany na rok 966 i trwale – jak miało się okazać – wiążący kraj z chrześcijańskim Zachodem. Swój złoty wiek Polska przeżywała w XVI stuleciu, gdy w unii z Litwą rozciągała się na obszarze prawie miliona kilometrów kwadratowych – od Bałtyku niemal do Morza Czarnego. Na tle innych państw Europy, targanych wojnami religijnymi, wyróżniała się tolerancją. Prócz katolików swobodnie praktykowali tu wiarę Żydzi, protestanci, Ormianie, a nawet muzułmanie. Fenomenami były też wolna elekcja króla przez ogół szlachty, praktykowana od XVI aż do XVIII w., oraz konstytucja z 1791 roku, wówczas jedyna obok amerykańskiej.
Tamtej Polsce – dziś nazywanej I Rzecząpospolitą – nie dane było przetrwać. Padła ofiarą ekspansji trzech potężnych, zachłannych sąsiadów, którzy podzielili między siebie jej ziemię: carskiego Imperium Rosyjskiego, hohenzollernowskich Prus i habsburskiej Austrii.
Odkąd w roku 1795 Polacy stracili niepodległość, wielokrotnie chwytali za broń, by wybić się na wolność: w czasie wojen napoleońskich i kilku XIX-wiecznych powstań, z których dwa największe wybuchły na terenach zagarniętych przez Rosję. Tamte zrywy kończyły się klęskami, represjami i wymuszoną emigracją, która objęła nie tylko uczestników walk i działaczy politycznych, lecz również wybitnych artystów, jak choćby Fryderyk Chopin.
Przełom dla sprawy polskiej przyniosła dopiero I wojna światowa, gdy państwa zaborcze stanęły przeciwko siebie. Załamanie się Rosji, a później klęska Niemiec i Austro-Węgier dały Polakom upragnioną niepodległość – obronioną mimo bolszewickiej ofensywy, która w 1920 roku podeszła aż pod Warszawę.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/karol-polejowski-polacy-zaprogramowani-na-wolnosc/
PAP/MB




