Irańska doktryna długiej wojny z Izraelem i USA [Michał KŁOSOWSKI]

Kiedy kilka dni temu irański minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi opisał coś, co można zawrzeć w terminie „doktryna długiej wojny”. Powiedział on bowiem, że Teheran przez ponad dwie dekady analizował amerykańskie wojny, aby stworzyć system zdolny do dalszego prowadzenia walki nawet wtedy, gdy stolica zostanie zbombardowana, opisywał coś więcej niż tylko odporność państwa. W istocie nakreślił logikę całej irańskiej filozofii obronnej, którą nazwać można doktryną długiej wojny. Odnoszę wrażenie, że mało kto zwrócił na te jego słowa uwagę.
Persepolis. Obrona mozaikowa i doktryna długiej wojny
.Byłem w Iranie kilkukrotnie. Mili ludzie, świetna kuchnia, niesamowite krajobrazy, jedne z najstarszych zabytków świata, tajniacy na każdym kroku, ukryty strach i wzajemnie szachująca się władza, wypływająca z religii i siły. Ale też, a może przede wszystkim, długa pamięć, zarówno społeczna jak i strategiczna; z taksówkarzami w Teheranie rozmawiałem o Zygmuncie Baumanie, z mieszkańcami Isfahanu o Wenecji i jej pięknie a w Szirazie głównym tematem była poezja, wino i wielkość Imperium Achemenidów, zniszczonego przez Aleksandra Wielkiego; bliskość Persepolis oddziaływuje nawet po tysiącach lat. W każdej z tych rozmów, pamietam to dobrze, pojawiała się jakaś nutka trudnej do rozpoznania emocji, bliskiej jednak polskiemu sercu. Tęsknota? Może. Choć bardziej świadomość przemijania i konieczność jakiegoś choćby trwania, bez wiary w instytucje czy centralę. Jeśli więc ktoś szuka odpowiedzi nie tylko na to, czemu po kilkunastu dniach ciężkich bombardowań Iran nie upadł, a wcześniej czemu Irańczycy raz po raz buntowali się przeciwko kolejnym władzom, nie bacząc na morze krwi rozlewanej na ulicach, to właśnie tam, w tej emocji. Persowie nauczyli się bowiem trwać, ale też wyciągnęli lekcje z historii. Bo kiedy Aleksander Wielki podpalił Persepolis, rzucił na kolana całe Imperium. Podobnie było z Sasanidami i ich krajem, z momentem śmierci Alego, a nawet z dynastią Pahlawich. Kiedy Iran tracił przywódców, zmieniał się; raz upadał jako państwo, raz zmieniał ustrój. Ale Irańczycy — trwali i zapamiętali, a upadki te trwają mocno w społecznej pamięci.
Może dlatego pomimo zabicia ajatollaha Alego Chameneiego Persowie zaskoczyli świat odpowiadając na amerykańsko-izraelską operacje specjalną i utrzymując zdolności bojowe oraz kontrolę nad własnym państwem. W ciągu minionych dwóch dekad wykształcili bowiem coś, co nazwać można obroną mozaikową i doktryną długiej wojny. W centrum tejże znajduje się koncepcja, którą irańscy stratedzy wojskowi określają mianem „zdecentralizowanej obrony mozaikowej”. Opiera się ona na jednym kluczowym założeniu: w ewentualnej wojnie z Stanami Zjednoczonymi lub Izraelem Iran może stracić najwyższych dowódców, strategiczne instalacje, sieci komunikacyjne, a nawet centralne kierownictwo operacyjne. Mimo to państwo musi być zdolne do dalszego prowadzenia walki. W systemie tym najważniejszym zadaniem nie jest więc jedynie obrona Teheranu ani nawet ochrona najwyższego przywództwa politycznego. Kluczowe staje się utrzymanie zdolności decyzyjnych, sprawności jednostek bojowych oraz niedopuszczenie do sytuacji, w której wojna kończy się jednym paraliżującym uderzeniem, czyli dokładnie tak, jak zamierzali Amerykanie i Izraelczycy. W tym też sensie irańska armia nie została zbudowana z myślą o krótkim konflikcie. Doktryna długiej wojny została zaprojektowana na długą wojnę.
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej
.Koncepcja „obrony mozaikowej” i cała koncepcja długiej wojny jest najczęściej kojarzona z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), szczególnie z okresem dowodzenia generała Mohammada Alego Jafariego w latach 2007–2019. Jej istota polega na rozproszeniu struktur obronnych państwa w wielu regionalnych i półautonomicznych warstwach, zamiast koncentrowania władzy w jednej hierarchicznej strukturze dowodzenia, którą można sparaliżować jednym uderzeniem – na przykład poprzez zabicie najwyższego dowództwa. W praktyce oznacza to, że: IRGC, paramilitarna formacja Basidż, regularna armia (Artesz), siły rakietowe, marynarka wojenna oraz lokalne struktury dowodzenia tworzą rozproszony system operacyjny. Jeżeli więc nawet jeden jego element zostanie zniszczony, pozostałe nadal funkcjonują. Jeśli zginą najwyżsi dowódcy, struktura dowodzenia nie rozpada się; jeśli komunikacja zostanie przerwana, lokalne jednostki zachowują autonomię działania.
Doktryna obrony mozaikowej i koncepcja długiej wojny mają dwa zasadnicze cele. Po pierwsze uniemożliwić przeciwnikowi szybkie rozbicie systemu dowodzenia; po drugie uczynić pole walki skrajnie trudnym do szybkiego rozstrzygnięcia poprzez połączenie regularnej obrony, działań nieregularnych, mobilizacji lokalnej i długotrwałej wojny na wyczerpanie. W rezultacie irańska myśl strategiczna traktuje wojnę nie tyle jako pojedynek siły ognia, ile przede wszystkim próbę wytrzymałości. Czy jest to koncepcja słuszna? Odpowiedź daje nijako rosyjska kampania na Ukrainie gdzie z jednej strony kluczowe są zdolności bojowe, z drugiej zaś właśnie odporność społeczna i strukturalna, państwowa.
Zmiana w irańskim myśleniu strategicznym była jednak bezpośrednią konsekwencją czegoś innego, a mianowicie szoków geopolitycznych po amerykańskich interwencjach w Afganistanie (2001) i Iraku (2003). Szczególnie szybki upadek reżimu Saddama Husajna wywarł ogromne wrażenie na irańskich elitach wojskowych. Teheran zobaczył, jak wygląda silnie scentralizowane państwo w konfrontacji z dominującą potęgą militarną: zniszczono jego struktury dowodzenia, po czym system władzy rozpadł się błyskawicznie a w konsekwencji cały reżim upadł w ciągu kilku tygodni. Iran wyciągnął z tego odwrotny wniosek niż większość państw regionu. Zamiast wzmacniać centralizację dowodzenia, postawił na dyfuzję władzy i kompetencji. Zamiast więc zakładać, że może dorównać Stanom Zjednoczonym czy Izraelowi w klasycznej wojnie konwencjonalnej, skoncentrował się na jednym pytaniu: jak przetrwać ich przewagę technologiczną i militarną?
Odpowiedź wydała się oczywista i prosta: nie symetryczna konfrontacja, lecz wydłużenie konfliktu i podniesienie jego kosztów. Każda rakieta i bomba wymierzona w Iran to w końcu koszty dla amerykańskich i izraelskich podatników a także ubytki w arsenale, który w potencjalnie przewidywalnej przyszłości może zostać wykorzystany gdzie indziej.
Doktryna długiej wojny i nowa-stara wojna
.W praktyce różne instytucje wojskowe Iranu otrzymują w tej doktrynie odmienne zadania. Na pierwszej linii jak zawsze, jest regularna armia, siły zbrojne – Artesz – mają przyjąć pierwsze uderzenie przeciwnika. Ich zadaniem jest: spowolnienie ofensywy, stabilizacja frontu, absorpcja początkowego szoku. Jednostki obrony przeciwlotniczej, wykorzystując maskowanie, rozproszenie i działania pozorujące, mają zaś ograniczać przewagę powietrzną przeciwnika.
Druga faza to wojna na wyczerpanie. Tutaj większą rolę przejmują IRGC oraz Basidż. Ich zadaniem jest przekształcenie konfliktu w wojnę wyniszczającą, prowadzoną poprzez: zasadzki, działania nieregularne, lokalny opór, ataki na linie zaopatrzenia, operacje w miastach, górach i regionach peryferyjnych (a tych w Iranie nie brakuje). Kluczową rolę odgrywa tu właśnie Basidż – paramilitarna sieć mobilizacji społecznej utworzona jeszcze z polecenia ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego. Po 2007 roku jej struktury zostały włączone do systemu dowodzenia w 31 irańskich prowincjach, co znacznie zwiększyło autonomię lokalnych dowódców. To właśnie ta autonomia sprawia, że wojna może być kontynuowana „od dołu”, nawet gdy kierownictwo na szczycie zostanie sparaliżowane.
Równolegle działać mają inne elementy systemu. Marynarka wojenna stosuje taktykę antydostępową w Zatoce Perskiej i w rejonie Cieśniny Ormuz, wykorzystując: szybkie łodzie szturmowe, miny morskie, pociski przeciwokrętowe. Celem jest utrudnienie swobodnej żeglugi w jednym z najważniejszych energetycznych węzłów świata i wspieranie koncepcji wojny na wyniszczenie poprzez chociażby windowanie cen paliw i ogromną presje na światowe rynki. Z kolei siły rakietowe IRGC pełnią funkcję odstraszającą i ofensywną, umożliwiając uderzenia w infrastrukturę przeciwnika w regionie. Do tego dochodzi sieć sojuszniczych milicji i ugrupowań zbrojnych w regionie, które mają rozszerzyć pole walki na cały Bliski Wschód. Zamiast pozwolić przeciwnikowi skoncentrować się na jednym froncie, Iran stara się rozproszyć konflikt w przestrzeni i czasie.]
Najważniejsza broń strategiczna — czas
.Jednym z najbardziej wymownych przykładów tej strategii i tego, czym jest cała doktryna długiej wojny jest ekonomiczna asymetria broni. Dron typu Szahid kosztuje – według wielu szacunków – kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Jego zestrzelenie za pomocą nowoczesnych systemów obrony powietrznej może kosztować wielokrotnie więcej. To właśnie ta asymetria sprawia, że czas staje się bronią. Jeśli jedna strona może produkować tanie środki ataku w ogromnych ilościach, zmuszając przeciwnika do wydawania znacznie większych środków na obronę, to przedłużanie konfliktu staje się strategią samą w sobie. Celem nie jest szybkie zwycięstwo. Celem jest doprowadzenie do momentu, w którym koszt dalszej eskalacji stanie się dla przeciwnika politycznie i ekonomicznie nie do zaakceptowania. Podobnej strategii użyli Ukraińcy w obronie przed Rosją; doktryna długiej wojny nie jest nowością, choć obserwując wydarzenia na Bliskim Wschodzie można ulec złudzeniu, że amerykańsko-izraelskie siły nie były na nią przygotowane.
Ta koncepcja nie powstała jednak w próżni. W wielu elementach przypomina teorię „wojny długotrwałej”, którą w XX wieku rozwijał Mao Zedong podczas japońskiej inwazji na Chiny. Mao twierdził, że słabsza strona nie musi pokonać przeciwnika szybko. Wystarczy, że: przetrwa początkową przewagę wroga, wydłuży konflikt, nadwyręży logistykę i wolę polityczną przeciwnika, stopniowo zmieni równowagę sił. Przykładem także Wietnam.
Iran nie kopiuje jednak wprost chińskiego modelu, ale przyjmuje jego zasadniczą logikę: wojna nie jest rozstrzygana wyłącznie przez potencjał militarny na jej początku. Decydują również czas, odporność systemu, zdolność adaptacji, przetrwanie pierwszego i kolejnych, uderzenia. Jednym z najbardziej znanych ideologów tego podejścia jest Hassan Abbasi, często określany jako jeden z głównych teoretyków asymetrycznej wojny w środowisku IRGC. Jego znaczenie polega nie tylko na analizach militarnych. Abbasi łączy koncepcje strategiczne z narracją ideologiczną, w której długotrwała wojna przedstawiana jest jako starcie cywilizacyjne wymagające mobilizacji całego społeczeństwa. Strategia przetrwania staje się więc modelem organizacji państwa. Nakłada się na to element religijny, zakorzeniony w szyizmie, w którym męczeństwo i poświęcenie jest gloryfikowane. Tak więc nawet utrata głównego lidera może zostać narracyjnie przeinterpretowana tak, by służyć systemowi.
Koncepcja „czwartego następcy”
.Najbardziej niezwykłym elementem doktryny długiej wojny jest jednak planowanie sukcesji w czasie wojny. Według licznych doniesień ajatollah Ali Chamenei polecił przygotowanie systemu, w którym dla każdego kluczowego stanowiska – wojskowego i cywilnego – wyznaczono kilku następców. Nie jednego, a czterech. Stąd pojęcie „czwartego następcy”.
Idea jest prosta: jeżeli pierwszy następca nie będzie w stanie objąć funkcji – z powodu śmierci, izolacji lub braku łączności – miejsce zajmuje kolejny, a po nim następny. Równocześnie niewielkie grono zaufanych osób ma prawo podejmować kluczowe decyzje strategiczne w sytuacji, gdy komunikacja z najwyższym przywództwem zostanie zerwana. Trochę jak w czasach „Solidarności”, kiedy na wypadek reżimowych represji wiele komisji zakładowych i komitetów miało kolejne „garnitury” delegatów. To dokładnie ta sama logika co w „obronie mozaikowej”: system nie może zależeć od jednego węzła.
Strategia Iranu i jego odporność bazująca na doktrynie długiej wojny nie zostały więc zaprojektowane dla krótkiego konfliktu ani dla demonstracyjnej wymiany uderzeń. Została stworzona na wypadek wojny, w której giną dowódcy, niszczona jest infrastruktura, zrywane są kanały komunikacji, a centralna władza zostaje osłabiona. Mimo to państwo nadal funkcjonuje i walczy. Właśnie dlatego „obrona mozaikowa” jest czymś więcej niż taktyką wojskową. Jest teorią przetrwania systemu politycznego w warunkach ekstremalnego wstrząsu; co więcej, niezależnie od tego, gdzie umiejscowione są nasze sympatie, może być ona zaimplementowana w innych systemach, pod innymi szerokościami geograficznymi. Zakłada ona bowiem po prostu, że przeciwnik może dominować w powietrzu i zadać pierwszy cios. Ale wojna, jeśli zostanie wystarczająco rozciągnięta w czasie i przestrzeni, może stać się dla niego po prostu zbyt kosztowna. I w tym sensie idea „czwartego następcy” odsłania najgłębszą logikę irańskiego myślenia o konflikcie: system musi być zdolny do przetrwania uderzenia, zastępowania samego siebie pod ogniem i przekształcenia upływu czasu w narzędzie obrony.
Michał Kłosowski





