Jakie zmiany w polskiej ortografii od 1 stycznia 2026 r?

Nowe zmiany w polskiej ortografii ustanowione przez Radę Języka Polskiego wejdą w życie 1 stycznia 2026 r.
Wielką literą będziemy pisać nazwy mieszkańców miast i ich dzielnic
.Zmiany w polskiej ortografii, które wejdą w życie 1 stycznia 2026, dotyczą niektórych reguł używania wielkich i małych liter, a także pisowni łącznej lub rozdzielnej oraz użycia łącznika. Rada Języka Polskiego w ten sposób chce ujednolicić zasady i ułatwić piszącym ich nauczenia się oraz stosowania w praktyce. To najpoważniejsza korekta reguł pisowni od kilkudziesięciu lat – ostatnia taka reforma została przeprowadzona w Polsce w 1936 r.
Poniżej wymieniamy kilka najważniejszych spośród 11 zmian w polskiej ortografii.
Od 1 stycznia wielką literą będziemy pisać nazwy mieszkańców miast i ich dzielnic, osiedli i wsi, tak jak dziś piszemy nazwy mieszkańców części świata, krajów, regionów. Poprawny będzie więc zapis: Warszawianin, Krakowianin, Ochocianka, Mokotowianin.
Wprowadzona zostanie również pisownia wielką literą nie tylko nazw firm, marek i modeli wyrobów przemysłowych, ale także pojedynczych egzemplarzy tych wyrobów. Napiszemy zatem: pod oknem zaparkował czerwony Ford.
Małą literą będziemy pisać przymiotniki tworzone od nazw osobowych, bez względu na to, czy ich interpretacja jest dzierżawcza (odpowiadają na pytanie: czyj?), czy też jakościowa (odpowiadają na pytanie: jaki?), np. dramat szekspirowski, epoka zygmuntowska, koncert chopinowski, koncepcja kartezjańska, filozofia sokratejska, dialogi platońskie, wiersz miłoszowski.
Na czym polegają nowe zmiany w polskiej ortografii?
.Kolejną ważną zmianą, którą wprowadza RJP, jest łączna pisownia nie– z przymiotnikami i przysłówkami odprzymiotnikowymi bez względu na kategorię stopnia, a więc także w stopniu wyższym i najwyższym, np. nieadekwatny, nieautorski, niebanalny, nieczęsty, nieżyciowy; niemiły, niemilszy, nienajmilszy; nieadekwatnie, niebanalnie, nieczęsto, nieżyciowo; nielepiej, nieprędzej, nienajlepiej, nienajstaranniej.
Zmiana dotyczy też zakresu użycia wielkich liter w nazwach własnych. W nazwach obiektów przestrzeni publicznej od 1 stycznia będziemy pisać wielką literą wyrazy: aleja, brama, bulwar, osiedle, plac, park, kopiec, kościół, klasztor, pałac, willa, zamek, most, molo, pomnik, cmentarz itp. Małą literą zostaje tylko „ulica”. Napiszemy więc: ulica Józefa Piłsudskiego, ale: Aleja Róż, Brama Warszawska, Plac Zbawiciela, Park Kościuszki, Kopiec Wandy, Kościół Mariacki, Pałac Staszica, Zamek Książ, Most Poniatowskiego, Pomnik Ofiar Getta, Cmentarz Rakowicki.
Wielką literą będziemy pisać wszystkie człony (oprócz przyimków i spójników) w wielowyrazowych nazwach lokali usługowych i gastronomicznych, np. Karczma Słupska, Kawiarnia Literacka, Księgarnia Naukowa, Kino Charlie, Apteka pod Orłem, Bar Flisak, Hotel pod Różą, Hotel Campanile, Restauracja pod Żaglami, Winiarnia Bachus, Zajazd u Kmicica, Pierogarnia Krakowiacy, Pizzeria Napoli, Trattoria Santa Lucia, Restauracja Veganic, Teatr Rozmaitości.
Wśród zmian jest także wprowadzenie jednolitej łącznej pisowni cząstek niby-, quasi- z wyrazami zapisywanymi małą literą (np. nibyartysta, nibygotyk, nibyludowy, nibyorientalny, nibyromantycznie; nibybłona, nibyjagoda, nibykłos, nibyliść, nibynóżki, nibytorebka; quasiopiekun, quasinauka, quasipostępowy, quasiromantycznie), przy zachowaniu pisowni z łącznikiem przed wyrazami zapisywanymi wielką literą (np. niby-Polak, quasi-Anglia).
Wzmacniające wspólnotę spory o polszczyznę
.Spory o sposoby użycia słów pokazują, że cały czas identyfikujemy język z dobrem wspólnym, które wymaga dyskusji, czujności i wspólnej troski – pisze Marta RAKOCZY
Wlipcu 2022 Rada Języka Polskiego wydała oświadczenie w sprawie kontrowersji językowych i politycznych narosłych wokół składni „w Ukrainie” i „na Ukrainie”. „Choć – można przeczytać w oficjalnym komunikacie ‒ oba typy połączeń (zarówno do Ukrainy/w Ukrainie, jak i na Ukrainę/na Ukrainie) są poprawne, to zachęcamy, by posługiwać się (szczególnie w tekstach oficjalnych) konstrukcjami pierwszego typu”. Stanowisko to było dość wyważone. Z jednej strony Rada chciała odpowiedzieć na dokonaną w mediach szybką zmianę uzusu językowego związaną z preferowaniem składni „w Ukrainie, do Ukrainy”. Z drugiej zaznaczała, że użycie konstrukcji „na Ukrainie/na Ukrainę” ‒ mocno obecne w językowej tradycji drugiej połowy XX wieku i nadal poprawne ‒ nie świadczy o geście politycznego lekceważenia suwerenności państwa ukraińskiego. Rada apelowała więc o „uszanowanie zwyczajów językowych tych Polaków, którzy będą mówić na Ukrainie”. Podkreślała, że „nie wyrażają oni w ten sposób lekceważenia”. Wiele wyrażeń w języku – stwierdzono w opinii ‒ ma charakter reliktowy. Pochodzi z zupełnie innego kontekstu historyczno-kulturowego, do którego nie powinniśmy zbyt szybko przykładać współczesnych ocen i kategorii. Rzecz jasna, zalecenie Rady było ściśle związane z sytuacją geopolityczną: agresją rosyjską, chęcią wyrażenia solidarności z obywatelami Ukrainy i zaznaczenia w języku codziennym i medialnym należnej jej suwerenności.
Niestety, nie wszyscy zinterpretowali ów głos jako wyważony. Z mojej, z konieczności dość pobieżnej, lektury forów internetowych wynika, że wiele osób potraktowało opinię bądź jako polityczną próbę reformowania języka polskiego, bądź jako zamach na tradycje językowe polskiego społeczeństwa. Zapomniano, że opinia Rady Języka Polskiego nie ma charakteru normatywnego. A tym bardziej nie rości sobie prawa do decydowania o tym, kto i co powinien mówić i pisać. Rada rekomenduje jedynie określone rozwiązania językowe w oparciu, między innymi, o gruntowną wiedzę na temat historii języka polskiego. Z przywołanych przez nią argumentów wynikało, że składnia oparta na przyimkach „do” i „w” nie jest wcale novum. Przeciwnie, była traktowana jako także poprawna jeszcze w dziewiętnastowiecznej polszczyźnie. Z opinii wynikało też, że składnię „na Ukrainę/na Ukrainie” uznano za jedyną obowiązującą dopiero w II połowie XX wieku. A zatem w czasach PRL, kiedy normatywizacja i standaryzacja języka była po części odzwierciedleniem bezwzględnego nieraz ujednolicania życia polskich obywateli. Językowym tego efektem było tępienie gwar, regionalizmów oraz języków mniejszościowych (takich jak choćby kaszubski). A w konsekwencji: zubożenie polskiego pejzażu językowego.
Aby zrozumieć skalę emocji i nieporozumień wywołanych decyzją Rady i wcześniejszym uzusem językowym, warto uwzględnić perspektywę historyczną. Gorączkowe spory o język polski i jego normy towarzyszyły początkom tworzenia się nowoczesnej tożsamości narodowej. Zarówno w Europie Zachodniej, jak i Środkowo-Wschodniej konsolidacji narodów towarzyszyło tworzenie względnie jednolitych standardów języka pisanego i mówionego. Był to proces trudny i złożony. Jak przypomina historyk Peter Burke, państwa wczesnonowożytnej Europy nie były językowo jednolite. W ramach jednego języka ‒ jak choćby niemieckiego czy włoskiego ‒ istniało wiele rozmaitych dialektów. Językiem narodowym stawał się z reguły dialekt związany terytorialnie z centrami władzy politycznej. A zatem z dużymi ośrodkami miejskimi, licznymi drukarniami oraz rozwiniętym piśmiennictwem. Oznaczało to, że wiele form języka mówionego – właściwych dla określonych środowisk społecznych i kulturowych – trafiało na margines tego, co uznawano za kanon języka pisanego. Formy te ulegały deprecjacji, a nieraz zapomnieniu.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/marta-rakoczy-spory-o-polszczyzne/
PAP/MB




