Jan Paweł II to lew wolności [Donald TRUMP]

Amerykańskie środowisko konserwatywne coraz bardziej docenia tradycje europejskiego katolicyzmu i jego wpływu na politykę międzynarodową. Teraz, prezydent Donald Trump upamiętnił dorobek Jana Pawła II. W rocznicę śmierci papieża, amerykański prezydent podkreśla, że Jan Paweł II to “lew wolności i jeden z najważniejszych obrońców ludzkiej godności, jaki kiedykolwiek żył”.
„Lew wolności, który jest inspiracją dla Amerykanów”. Jan Paweł II w oświadczeniu Donalda Trumpa
.”Dzisiaj Melania i ja dołączamy do katolików i ludzi kochających wolność na całym świecie, aby uczcić nieśmiertelne dziedzictwo Jego Świątobliwości Papieża Świętego Jana Pawła II” – zaznaczał Donald Trump w swoim oświadczeniu. Prezydent-republikanin podkreślał, że Jan Paweł II to dla niego “lew wolności”, który walczył o ludzką godność w czasach trudnych, wymagających poświęceń.
Donald Trump nie zapomniał o żadnym epizodzie życia Karola Wojtyły. Przypominał, że przyszły papież jako młody człowiek ukształtował swoje sumienie oparte na świętości, cnocie i odwadze moralnej w czasach okupacji niemieckiej. “Później, jako kapłan, biskup i przywódca Kościoła rzymskokatolickiego, niestrudzenie pracował jako świadek nadziei, głosząc ponadczasowe prawdy wiary chrześcijańskiej wszystkim narodom Ziemi” – zaznaczał.
Amerykański prezydent kładł nacisk na rolę Jana Pawła II w obaleniu całego bloku wschodniego, i jego walce ze złem socjalizmu, antysemityzmu i innych zagrożeń dla globalnej wolności. Donald Trump jest przekonany, że to Jan Paweł II na dobre zmienił relacje między wspólnotami chrześcijańską i żydowską, wielokrotnie wyrażając głęboką i trwałą solidarność Kościoła katolickiego z narodem żydowskim.
“On odważnie potwierdził chrześcijańską tożsamość i religijne fundamenty cywilizacji zachodniej, pobudzając niezliczone serca ku dobru, prawdzie i pięknu” – podkreślał prezydent.
Donald Trump mówił o Karolu Wojtyle także w kontekście swojego własnego kraju. “Dzisiaj Amerykanie podobnie tęsknią za Bogiem, nie w odpowiedzi na tyranię rządu, ale na kulturę, która od zbyt dawna jest pusta, pozbawiona wartości. Wyrażam uznanie dla milionów młodych Amerykanów, którzy przewodzą temu wielkiemu przebudzeniu wiary i wiem, że świadectwo papieża Jana Pawła II będzie nadal inspirować miliony kolejnych do ponownego odnalezienia Boga” – zaznaczał.
Największy z rodu Polaków
.Karol Wojtyła, kiedy został papieżem, rozsławił Wadowice na cały świat. Miasto to stało się miejscem pielgrzymkowym dla tych wszystkich, którzy podziwiali go za życia i podziwiają nadal, a ponadto szukają jego orędownictwa – pisze Jolanta SOSNOWSKA;
Sprawy ludzkiego serca, ludzkiej młodości, trzeba przede wszystkim Bogu zostawić, który na różne sposoby prowadzi człowieka.
Lolek Wojtyła przyszedł na świat w Wadowicach 18 maja 1920 r. między godziną 17 a 18, kiedy w kościele parafialnym pw. Ofiarowania Najświętszej Marii Panny sąsiadującym z kamienicą, w której mieszkali Emilia i Karol Wojtyłowie, trwało akurat nabożeństwo majowe. Chłopca od pierwszych chwil jego życia, można powiedzieć, połączył pomost zarzucony pomiędzy domem Bożym a nacechowanym głęboką pobożnością domem rodzinnym. Widok z okna pokoju padał na zegar słoneczny znajdujący się na murze świątyni, opatrzony sentencją „Czas ucieka, wieczność czeka”…
Na chrzcie, który odbył się 20 czerwca 1920 r. w wadowickiej farze, malec otrzymał imiona Karol Józef, albowiem rodzice chcieli powierzyć go opiece zarówno św. Karola Boromeusza, jak i św. Oblubieńca Maryi. Chrzestnymi zostali krewni ze strony Emilii Wojtyłowej – jej siostra Maria, po mężu Wiadrowska, oraz szwagier Józef Kuczmierczyk. Sakramentu udzielił kapelan wojskowy ks. Franciszek Żak. Wspominając to wydarzenie 59 lat później, św. Jan Paweł II podkreślił:
„Kiedy patrzę wstecz, widzę, jak droga mojego życia poprzez środowisko tutejsze, poprzez parafię, poprzez moją rodzinę, prowadzi mnie do jednego miejsca, do chrzcielnicy w wadowickim kościele parafialnym. Przy tej chrzcielnicy zostałem przyjęty do łaski Bożego synostwa i wiary Odkupiciela mojego, do wspólnoty Jego Kościoła”. Wówczas jako Papież ze czcią chrzcielnicę tę ucałował. Było to już po raz trzeci – za każdym razem inaugurował jakby kolejny ważny etap swego pasterzowania. Pierwszy raz uczynił to bowiem jako arcybiskup krakowski w 1966 r., przy okazji tysiąclecia Chrztu Polski, a następnie w 1970 r. jako kardynał, w 50. rocznicę swego chrztu.
Wieloraka wielkość przyszłego Ojca Świętego ukształtowała się wstępnie, ale już też bardzo wyraźnie i w sposób znaczący, właśnie w Wadowicach – w tamtejszych solidnych szkołach formujących polskich patriotów, w kościele parafialnym formującym solidnych katolików, w kulturalnej atmosferze tego miasta, w którym działały aż trzy sceny teatralne, formując ludzi poszukujących prawdziwej sztuki opartej na wartościach chrześcijańskich.
„U Lolka w domu dużo się czytało, książek religijnych, historycznych – wspominał jeden ze szkolnych kolegów, Eugeniusz Mróz. – Często gościł u nich w domu ksiądz Kazimierz Figlewicz [w l. 1930–33 wikary w Wadowicach, katecheta i spowiednik Lolka – przyp. JS], który podsuwał pierwsze poważne lektury. Lolek w siódmej klasie gimnazjum czytał – w oryginale! – Goethego, Schillera, Schopenhauera, Homera, Owidiusza, Wergiliusza. To robiło wrażenie na wszystkich. Reszta klasy ledwo wkuła na pamięć początek ‘Iliady’, a Lolek recytował z pamięci całe frazy. Fascynował się Norwidem, którego my uważaliśmy za niezrozumiałego i nudnego. Zawsze był przynajmniej pół kroku przed wszystkimi. Może ta wiedza, przedwczesna dojrzałość budziły w nas respekt”. Lolka nazywano powszechnie „celerem”, bo miał same oceny celujące albo bardzo dobre.
A przecież nie brakowało w jego dzieciństwie dramatów i materialnego niedostatku – krótko przed przyjęciem Pierwszej Komunii św. stracił ukochaną mamę, która ciężko chorowała, a trzy lata później, jako dwunastolatek, musiał przeżyć śmierć także ukochanego starszego brata Edmunda, z którym był bardzo mocno związany. Wielkość człowieka, która ma wiele znamion, mierzy się również tym, jak znosi on krzyże i czy potrafi okazać wdzięczność za otrzymane dobro. Papież Wojtyła był mistrzem i w jednym, i w drugim. Nieszczęścia, które go dotykały, ani nie zachwiały jego wiary w Boga, ani nie pogrążyły go w apatii czy depresji, ani nie zaowocowały niechęcią do innych ludzi. Umiał, jak mało kto, dziękować za otrzymane dobro i okazywać wdzięczność również wobec swoich rodzinnych Wadowic i ludzi, których tam napotkał na swojej drodze życia.
„Kiedy patrzę na ten rynek, to prawie każdy szczegół łączy się tu dla mnie ze wspomnieniem najwcześniejszego okresu życia (…) – mówił św. Jan Paweł II 7 czerwca 1979 r. – Wiadomo, jak wiele dla rozwoju ludzkiej osobowości i charakteru znaczą pierwsze lata życia, lata dziecięce, a potem młodzieńcze. Te właśnie lata łączą się dla mnie nierozerwalnie z Wadowicami, z tym miastem, które nosiło wówczas dumny herb – ‘królewskie, wolne miasto Wadowice’… A także i z tą okolicą. Z rzeką Skawą, z pasmami Beskidów. Dlatego tak bardzo pragnąłem przybyć tutaj, aby razem z wami Bogu podziękować za wszelkie dobro, jakiego tutaj doznałem. Modlitwa moja zwraca się ku wielu zmarłym, poczynając od moich rodziców, a także brata starszego i siostry, której nie znałem, ponieważ zmarła przed moim narodzeniem. Ich pamięć łączy się dla mnie również z tym miastem”.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jolanta-sosnowska-najwiekszy-z-rodu-polakow/
Maciej Bzura




