Jak doszło do tego, że Europa jest „niespokojna”? - Nathaniel Garstecka

Jean Quatremer Libération

„Bóg śmieje się z ludzi, którzy ubolewają nad skutkami przyczyn, które cenią”, napisał Bossuet. To zdanie mogłoby podsumować obawy komentatorów opowiadających się za europejskim federalizmem.

.Na kilka godzin przed pierwszą turą przedterminowych wyborów parlamentarnych rozpisanych przez prezydenta Emmanuela Macrona w wieczór jego miażdżącej porażki w głosowaniu europejskim, zaczynają pojawiać się głosy potępiające plany Rassemblement National dotyczące Unii Europejskiej. Do tych głosów należą między innymi Olaf Scholz, socjalistyczny kanclerz Niemiec, który sam doświadcza kryzysu politycznego w swoim kraju, oraz Jean Quatremer w dzienniku „Libération” z 24 czerwca 2024 roku.

Jean Quatremer ubolewa nad możliwymi konsekwencjami zwycięstwa RN 30 czerwca i 7 lipca, a mianowicie „de facto Frexitem”. Nie oszczędza przy tym argumentu strachu: „zgwałcenie wspólnotowego porządku prawnego”, „zawalenie się europejskiego przedsięwzięcia”, „kraj pariasem i bankrutem”… Słowo „zgwałcić” pojawia się w artykule trzykrotnie, co świadczy o brutalności, jaką pan Quatremer przypisuje programowi prawicy.

.O co oskarża się partię Marine le Pen, sprzymierzoną z LR Érica Ciottiego? O to, że chce potwierdzić wyższość francuskiej konstytucji nad traktatami europejskimi, mimo że Francuzi odrzucili w referendum samą ideę konstytucji europejskiej? Że Francja odcina się od rynków innych krajów, podczas gdy w tym samym tekście autor stwierdza, że inne kraje pójdą w jej ślady? Że UE przestanie wypłacać dotacje rolnikom i że ta śmieszna przykrywka budżetowa będzie musiała się skończyć? Że Francja nie będzie przestrzegać paktu stabilności, który został złamany nie przez RN, ale przez Emmanuela Macrona? Że ta sytuacja zmusi nas do ostatecznego uporządkowania naszych finansów publicznych, które są obciążone miażdżącym państwem opiekuńczym?

Hierarchia norm została już w rzeczywistości naruszona przez centralizujący i federalistyczny proces Unii. To ten fakt jest przyczyną wzrostu eurosceptycyzmu: pragnienie przekształcenia strefy wolnego handlu i współpracy narodów w zjednoczony i jednorodny podmiot polityczny, prawny i gospodarczy, pod pretekstem „stanowienia większej wagi na świecie”. To rzeczywiście był ogromny sukces. Słynne, choć karykaturalne, „normy dotyczące krzywizny bananów” i „przepisy dotyczące pakowania camembertów” wyrządziły idei europejskiej więcej szkody niż wszyscy populiści razem wzięci w ciągu ostatnich 50 lat. Projekt zaawansowanej centralizacji, polegający na pozbawieniu państw członkowskich prawa weta w Radzie i przekazaniu jeszcze większej liczby obszarów suwerenności Komisji (która z tej okazji zostałaby przemianowana na „europejską władzę wykonawczą”), ostatecznie przekonał tych, którzy wciąż odrobinkę wierzyli w dobrą wolę Brukseli.

.Dlaczego rozważanie powrotu do zdrowszej koncepcji instytucji europejskich miałoby być niebezpieczne? Właśnie teraz musimy to rozważyć. Im dalej będziemy posuwać integrację europejską, tym trudniej będzie zawrócić. Czy tego właśnie chcą federaliści?

Nasze gospodarki nie powinny być uzależnione od przekazywania suwerenności Komisji. Wolny handel istniał przed UE, istnieje poza UE i może istnieć w przyszłości w Unii narodów, a nie w Unii technokratów. Co więcej, Bruksela nie zabrania (jeszcze?) poszczególnym państwom negocjowania umów handlowych z krajami trzecimi. Jest to tym bardziej prawdziwe, że jeśli inne kraje z kolei złamią „wspólnie uzgodnione standardy” (standardy, które są coraz częściej odrzucane z uzasadnionych powodów), możliwości dwustronnych umów z tymi krajami odpowiednio wzrosną. Krótko mówiąc, powiązanie dobrobytu gospodarczego z dalszą centralizacją UE przyczynia się jedynie do błędnego koła strachu: zrezygnuj z suwerenności, która ci pozostała, albo stracisz dwa punkty PKB!

Czy budżet będzie zagrożony? Na początku bez wątpienia. Jak często w historii naszego kraju. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Konieczna będzie zatem reforma państwa i gospodarki. Liberalny szok, jakiego ten kraj nigdy nie doświadczył, a to niedopowiedzenie, biorąc pod uwagę, że najmniejsza obniżka podatków o ćwierć procenta jest postrzegana jako środek „ultraliberalny” i „hiperkapitalistyczny” w kraju, który jest karmiony socjalizmem od 80 lat. I nie ma potrzeby używania piły łańcuchowej Javiera Milei: oczyszczenie niektórych standardów i przepisów, uzdrowienie finansów publicznych, ograniczenie niegospodarności i marnotrawstwa, zachęcanie do przedsiębiorczości i inwestycji we Francji, ograniczenie wolnościobójczych przepisów dotyczących inwigilacji obywateli… Z czasem korzystne efekty zaczną być odczuwalne, a rynki zostaną uspokojone. Czy RN się w ten kierunek zaangażuje? To kolejne pytanie, ale możemy sobie wyobrazić na przykład pozytywny wpływ otoczenia Érica Ciottiego i Marion Maréchal, a nawet konstruktywną opozycję ze strony Reconquête.

Jean Quatremer obawia się „zmniejszenia wkładu Francji do budżetu UE”. Nic szokującego a priori, z wyjątkiem tego, że już podpisaliśmy ten budżet. Tak więc środek ten nie może zostać zastosowany do 2027 roku. Będziemy musieli poczekać i zobaczyć. Będzie to sprawiedliwy powrót wahadła po tym, jak Bruksela obcięła Polsce fundusze w imię „podważania praworządności, niezależności sądownictwa i wartości europejskich”. W końcu, czyż instytucje europejskie same nie atakują wartości, które wszyscy początkowo wyznaliśmy?

.Zrzucanie winy za liczne niepowodzenia poprzednich rządów na RN, który nigdy nie był u władzy, jest nieuczciwe. To nie RN spowodowało gwałtowny wzrost liczby imigrantów, zarówno legalnych, jak i nielegalnych. To nie RN jest odpowiedzialne za katastrofalny stan finansów publicznych. To nie RN jest odpowiedzialne za klimat wojny domowej, który trwa praktycznie nieprzerwanie od dwudziestu lat. To nie RN wypuściło Żółtych Kamizelek na ulice i zamknęło Francuzów na wiele miesięcy.

Partia Marine le Pen działała do tej pory jako wygodny kozioł ofiarny. Być może Francuzi w końcu przygotowują się do tego, by zakończyć ten cyrk. Losem Francji rządzonej przez RN może być bycie pariasem i bankrutem, to możliwe, ale pod rządami centrolewicy jest to już rzeczywistość.

Nathaniel Garstecka

Inquiétudes en Europe: Comment en est-on arrivés là ?

.”Dieu se rit des hommes qui déplorent les effets dont ils chérissent les causes”, écrivait Bossuet. On pourrait résumer à cette phrase les inquiétudes des commentateurs prônant le fédéralisme européen.

.A quelques heures du premier tour des élections législatives anticipées décrétées par le Président Emmanuel Macron le soir de sa défaite cuisante au scrutin européen, des voix commencent à s’élever afin de dénoncer le projet du Rassemblement National vis-à-vis de l’Union européenne. Parmi ces voix, on peut relever celle d’Olaf Scholz, le chancelier socialiste allemand, qui connait lui-même des difficultés politiques dans son pays, et celle de Jean Quatremer dans le journal „Libération” du 24 juin 2024.

Le journaliste déplore ce que pourraient être les conséquences d’une victoire du RN les 30 juin et 7 juillet, à savoir un „Frexit de facto”. Il ne lésine pas sur l’effet de peur : „violer l’ordre juridique communautaire”, „l’édifice européen s’effondrera”, „un pays paria et en faillite”… Le terme „violer” apparait d’ailleurs trois fois dans l’article, témoignant de la brutalité que M. Quatremer attribue au programme de la droite.

Qu’est ce qui est reproché au parti de Marine le Pen, allié au LR d’Éric Ciotti ? De vouloir réaffirmer la supériorité de la Constitution française sur les traités européens, alors même que les Français ont rejeté par référendum l’idée même de constitution européenne ? Que la France se coupe des marchés des autres pays, alors que dans le même texte l’auteur affirme que les autres pays suivront? Que l’Union cessera de verser des subventions aux agriculteurs et qu’il faudra alors mettre fin à ce ridicule maquillage budgétaire ? Que la France ne respectera pas le Pacte de stabilité, qui a pourtant été rompu non pas par le RN, mais par Emmanuel Macron ? Que cette situation obligera à assainir enfin nos finances publiques, plombées par un Etat providence écrasant ?

La hiérarchie des normes a en réalité déjà été bouleversée par le processus centralisateur et fédéraliste de l’Union. C’est ceci qui est la cause de la montée de l’euroscepticisme : vouloir faire d’une zone de libre-échange et de coopérations nationales une entité politique, juridique et économique unie et homogène, sous prétexte de „peser davantage dans le monde”. C’est effectivement un franc succès. Les fameuses, et certes caricaturales, „normes sur la courbure des bananes” et les „réglementations sur les emballages de camembert” ont fait davantage de mal à l’idée européenne que tous les populistes pris ensemble depuis 50 ans. Le projet de centralisation avancée consistant à priver les Etats membres de leur droit de véto au Conseil et à transférer encore davantage de domaines de souveraineté à la Commission (qui serait pour l’occasion renommée „exécutif européen”) à fini de convaincre ceux qui accordaient encore une once de bénéfice du doute à Bruxelles.

Pourquoi serait-il dangereux d’envisager un retour à une conception plus saine des institutions européennes ? C’est justement maintenant qu’il faut l’envisager. Plus nous poussons l’intégration européenne, plus il sera compliqué de faire marche arrière. Est-ce cela que souhaitent les fédéralistes ?

Nos économies n’ont pas à être indexées sur les transferts de souveraineté en faveur de la Commission. Le libre-échange existait avant l’UE, il existe en dehors de l’UE et il peut très bien exister à l’avenir dans une Union des nations et non une Union des technocrates. Bruxelles n’interdit d’ailleurs pas (encore ?) aux Etats de négocier individuellement des accords commerciaux avec des pays tiers. D’autant plus que si les autres pays rompent à leur tour „les normes adoptées en commun” (normes qui suscitent un rejet de plus en plus marqué et légitime), les possibilités de passer des accords bilatéraux avec ces pays augmenteront d’autant. Bref, associer la prospérité économique à la poursuite de la centralisation de l’UE ne fait que contribuer au cercle vicieux de la peur : Abandonnez ce qui vous reste de souveraineté, sinon vous perdrez deux points de PIB !

Le budget sera en danger ? Dans un premier temps sans doute. Comme si souvent dans l’histoire de notre pays. Nous y sommes habitués. Une réforme de l’Etat et de l’économie devra donc être engagée. Un choc libéral comme le pays n’en a jamais connu, et c’est peu dire tant la moindre baisse d’impôt d’un quart de pourcent passe pour une mesure „ultralibérale” et „hypercapitaliste” dans un pays nourri au socialisme depuis 80 ans. Et nul besoin de la tronçonneuse de Milei: purger certaines normes et réglementations, engager un assainissement des finances publiques, réduire la gabegie et les gaspillages, inciter à entreprendre et investir en France, couper les lois liberticides sur la surveillance des citoyens… A terme, les effets bénéfiques commenceront à se faire sentir et les marchés seront rassurés. Est-ce que le RN s’y emploiera ? C’est une autre question, mais on peut envisager une influence vertueuse des entourages d’Éric Ciotti et Marion Maréchal, par exemple, voire d’une opposition constructive du côté de Reconquête.

Jean Quatremer s’inquiète d’une „diminution de la contribution française au budget de l’Union”. Rien de choquant a priori, excepté le fait que nous avons  déjà signé ce budget. Cette mesure ne pourra donc être appliquée qu’à partir de 2027. On attendra. Ça sera un juste retour de balancier après que Bruxelles ait coupé les financements de la Pologne au nom des „atteintes à l’Etat de droit, à l’indépendance de la justice et aux valeurs européennes”. Après tout, les institutions européennes n’attaquent-elles pas elles-mêmes les valeurs auxquelles nous avions tous souscrits initialement ?

Il est malhonnête de mettre sur le dos du RN, qui n’a jamais été au pouvoir, les nombreux échecs des gouvernements précédents. Ce n’est pas le RN qui a fait exploser les compteurs de l’immigration, tant légale qu’illégale. Ce n’est pas le RN qui est responsable de l’état catastrophique des finances publiques. Ce n’est pas le RN qui est responsable du climat de guerre civile quasi permanent depuis vingt ans. Ce n’est pas le RN qui a mis les Gilets Jaunes dans la rue et a enfermé la population française pendant des mois.

.Le parti de Marine le Pen faisait jusqu’à présent office de bouc émissaire confortable. Les Français s’apprêtent peut être enfin à siffler la fin de la récréation. Le destin de la France gouvernée par le RN est peut-être d’être un pays paria et en faillite, c’est une éventualité, mais sous les gouvernements du centre-gauche, c’est déjà une réalité.

Nathaniel Garstecka

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 czerwca 2024