Jan ROKITA: Do czego służy Prokuratura Europejska?

Do czego służy Prokuratura Europejska?

Photo of Jan ROKITA

Jan ROKITA

Filozof polityki. Absolwent prawa UJ. Działacz opozycji solidarnościowej, poseł na Sejm w latach 1989-2007, były przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej. Wykładowca akademicki. Autor felietonów "Luksus własnego zdania", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".

Ryc.: Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Ciekawe, czy zarzuty zostaną przekute na wyrok, który – podobnie jak w przypadku Marine Le Pen – zakaże Jordanowi Bardelli z mocą natychmiastową kandydowania we francuskich wyborach prezydenckich, najlepiej na tydzień lub dwa przed przyszłorocznym głosowaniem – pisze Jan ROKITA

.Prawdę mówiąc, nie wierzyłem, że unijna prokuratura da się wciągnąć w śledztwo przeciw Jordanowi Bardelli w chwili, gdy we Francji startuje właśnie kampania prezydencka. Wedle wszystkich sondaży opinii przywódca prawicowego RN (Rassemblement National) jest pewniakiem, gdy idzie o zwycięstwo w pierwszej turze przyszłorocznych wyborów prezydenckich, i co najmniej prawdopodobnym zwycięzcą drugiej tury. Taka pozycja Bardelli na niecały rok przed głosowaniem jest politycznym ewenementem, raz ze względu na jego młody wiek, a dwa – bo jest on swego rodzaju „kandydatem zastępczym” wobec Marine Le Pen, której wyrok sądu odebrał prawo kandydowania.

To, że paryski sąd użył przeciw Le Pen „broni atomowej”, pozbawiając ją praw wyborczych z dnia na dzień, mimo nieprawomocności wydanego wyroku, bez wątpliwości pokazało prawdziwe intencje sędziów. Skoro wokół Le Pen i całej nowej prawicy francuskiej załamał się w końcu polityczny kordon sanitarny, zwany we Francji „frontem republikańskim”, trzeba było znaleźć nowe narzędzie, aby uderzyć w najpopularniejszego w kraju lidera politycznego. A sądy w dzisiejszej Europie, nie tylko zresztą we Francji, są nadzwyczaj ochocze, gdy pojawia się okazja do uderzenia wyrokami w polityczne interesy rosnącej w siłę prawicy.

Z Le Pen było przynajmniej takie wytłumaczenie, że – jak wszystko na to wskazuje – pozwoliła ona w RN na pomieszanie funduszów partyjnych i unijnych, co przynajmniej teoretycznie jest w Unii niedopuszczalne (choć jeśli sądzić po praktyce polskich partii – faktycznie jest to powszechna praktyka).

Kiedy jednak udało się w taki dość prostacki sposób utrącić kandydaturę prezydencką Le Pen, i to jeszcze na długo przed wyborami, nieoczekiwanie okazało się, że jej prawa ręka – utalentowany politycznie Jordan Bardella – może okazać się dla prawicy lepszym i bardziej obieralnym kandydatem niźli zużyta latami strawionymi na polityce liderka. Rychło potwierdziły to sondaże opinii, w których Bardella najpierw dogonił, a wkrótce potem przegonił Le Pen, zyskując przede wszystkim entuzjazm w części młodego pokolenia Francuzów, coraz chętniej zwracającego się (skądinąd podobnie jak w Polsce) w stronę narodowego patriotyzmu albo i nawet nacjonalizmu. Niestety, metody stosowane w walce politycznej są tak trywialne, że czasem aż trudno w to uwierzyć. Skoro więc raz udało się utrącić przy pomocy prokuratorów i sędziów kandydatkę prawicy, czemu by nie spróbować tego samego wobec kolejnego, nieoczekiwanie wyrosłego młodego lidera?

.Znalezienie haka na Bardellę było jednak trudniejsze, lecz w końcu coś udało się wynaleźć. Jako europoseł Bardella przeszedł szkolenie piarowskie, które zostało opłacone funduszami unijnymi. Wszystko wskazuje na to, że takie szkolenia nie są wyjątkiem w praktyce Parlamentu Europejskiego, ale poza potencjalnym kandydatem na prezydenta Francji inni uczniowie nie budzą niczyjego zainteresowania.

Haki na Bardellę w sprawie tego szkolenia mają być dwa. Pierwszy ten – że szkolenie obejmowało nie tylko lekcje postępowania w polityce europejskiej, ale i francuskiej. A skoro tak, to już jest co najmniej poszlaka, iż Bardella jest oszustem, korzystającym z unijnych pieniędzy na użytek polityki krajowej. Drugi hak dotyczy wyboru osoby szkoleniowca, którym został niejaki Pascal Humeau – dziennikarz telewizyjny i trener medialny, przez cztery lata uczący Bardellę sztuki wystąpień publicznych. Humeau wziął za tę pracę ponoć 133 tysiące euro, by po czterech latach pokłócić się ze swoim uczniem i wykorzystać zdobytą w toku wcześniejszych kontaktów wiedzę do ośmieszania i zwalczania lidera RN. Co tu dużo mówić, taka medialna szumowina, która dla pieniędzy sprzeda reguły przyzwoitości własnego zawodu.

Tenże Humeau świadczy teraz gorliwie, iż pracę dla Bardelli dostał bez prawdziwego przetargu, a mając takiego świadka, można – ho, ho! – zrobić już sprawę kryminalną.

Porządek działań był taki jak należy: najpierw przerażającą korupcją Bardelli zajęła się skrajnie lewicowa gazeta satyryczna „Le Canard Enchaîné”, potem przejęła sprawę jakaś organizacja antykorupcyjna, a na jej wniosek śledztwo wszczęła francuska Krajowa Prokuratura Finansowa. O nastawieniu do RN i jej liderów owej organizacji antykorupcyjnej świadczy najlepiej przywoływany przez prasę francuską (z reguły z wielkim uznaniem) fragment doniesienia na Bardellę: „Niezadowolone ze wsparcia francuskich miliarderów RN bezczelnie rabuje fundusze publiczne, aby umocnić swoją polityczną hegemonię” – napisali zatroskani z powodu szerzącej się korupcji aktywiści.

Ale najwyraźniej utrącenie kolejnego kandydata prawicy do prezydentury wydało się prawnikom francuskim zadaniem trochę zbyt ryzykownym, więc wezwano na pomoc Prokuratora Generalnego Unii Europejskiej. To Bruksela i jej pełnomocnicy we francuskich biurach Prokuratury Europejskiej mają sobie pobrudzić ręce tym przedsięwzięciem.

Co do koterii i zmowy, która jest znakiem firmowym francuskiej polityki, bardziej niźli jakiegokolwiek innego kraju Europy, nigdy nie miałem wątpliwości. Wiąże się to zresztą w pewien sposób z politycznym znaczeniem tajnych związków masońskich, którym swego czasu dziękował za decydującą rolę w swym prezydenckim zwycięstwie François Hollande. Ale tu właśnie muszę przyznać, iż przypuszczałem, że europejscy prokuratorzy uznają misję utrącenia Bardelli w toku francuskiej kampanii wyborczej za rzecz poniżej ich godności. Myliłem się.

.W pierwszych dniach maja 2026 roku pojawił się krótki komunikat prasowy, wedle którego w Brukseli właśnie zapadła decyzja o wszczęciu unijnego śledztwa przeciw Bardelli. Humeau będzie w nim zapewne kluczowym świadkiem, zeznając, iż uczył lidera RN nie spraw polityki europejskiej, tylko francuskiej, a poza tym, że w przetargu nie miał żadnej konkurencji. Ciekawe, czy tego rodzaju zarzuty zostaną potem przekute na wyrok, który – podobnie jak w przypadku Le Pen – zakaże Bardelli z mocą natychmiastową kandydowania we francuskich wyborach prezydenckich, najlepiej na tydzień lub dwa przed przyszłorocznym głosowaniem.

W każdym razie niezależnie od tego, jaki będzie dalszy los kandydatury Bardelli, co do jednej kwestii zyskaliśmy jasność. Wiemy już przynajmniej, do czego naprawdę służy Prokuratura Europejska, do której – warto to przypomnieć – Polska przystąpiła w pierwszym dniu po objęciu władzy przez Donalda Tuska.

Jan Rokita

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 maja 2026
Fot. Christian HARTMANN / Reuters / Forum