Kim był Henryk LEHNERT, czołowy twórca polskiego kina amatorskiego

Henryk Lehnert

Wystawę poświęconą filmowcowi – amatorowi Henrykowi Lehnertowi można oglądać w oświęcimskim Muzeum Zamek. Jego obrazy zdobyły 406 nagród na krajowych i międzynarodowych przeglądach oraz festiwalach, co jest rekordem w historii kina.

Kim był Henryk LEHNERT

.Henryk Lehnert był wyjątkowym człowiekiem, dlatego warto poznać go bliżej. Jego pasja, która zaczęła się od fotografii, a skończyła na filmie, przyniosła mu sukces i popularność w kraju i za granicą. Jak mawiał: „Moje filmy są kręcone na podstawie życiowych obserwacji. Pokazuję w nich, z czym się zgadzam i co mnie bulwersuje” – powiedziała kurator wystawy Alicja Mazurkiewicz.

Ekspozycja przenosi zwiedzającego do pracowni filmowej Henryka Lehnerta. – Poznajemy go jako śpiewaka, podróżnika i miłośnika gór. Zaglądamy do klubu Amatorskiego Klubu Filmowego Chemik, który dzięki niemu działa do dziś. Można zobaczyć Księgę Guinnessa, w której się znalazł za największą ilość zrealizowanych filmów, złoty medal Światowej Unii Kina Nieprofesjonalnego UNICA, który dostał w 1989 roku za całokształt twórczości, a także inne nagrody w postaci statuetek, dyplomów i pucharów. Poznajemy bogaty dorobek filmowy słynnego Oświęcimianina i możemy obejrzeć jego filmy w zaaranżowanej sali kinowej – powiedziała Alicja Mazurkiewicz.

Materiały prezentowane na wystawie pochodzą z kolekcji prywatnych oraz zbiorów Muzeum Zamek. Ekspozycję można zwiedzać do 14 czerwca. Henryk Lehnert urodził się w 8 marca 1934 roku w Dworach, obecnie dzielnicy Oświęcimia. Jego ojciec był Austriakiem. Filmował przez ponad 40 lat; był samoukiem. Wieloletnia działalność twórcza pozwoliła mu na opracowanie specyficznej techniki tak zwanych zdjęć rwanych, nazwanej „szkołą Lehnerta”.

Jedne ze współtwórców Amatorskiego Klubu Filmowego Chemik w Oświęcimiu

.Zrealizował 388 filmów, głównie krótkometrażowych, dokumentalnych i etiud. W 1997 roku, jako zdobywca 218 nagród, został wpisany do międzynarodowej Księgi Rekordów Guinnessa. W sumie zdobył 406 laurów. Do najczęściej nagradzanych obrazów należały: Malarz, Dylemat, Fotel, Rendez-vous, Europa, Rywale, Skojarzenia, Szafa, Temida, Teksas, Kolekcjoner, Musztra, Fobia i Bitwa o Wyry.

W 1963 roku był jednym z współtwórców Amatorskiego Klubu Filmowego Chemik w Oświęcimiu. W 1989 roku Ministerstwo Kultury i Sztuki przyznało mu najwyższą kategorię S instruktora filmowego. Był pomysłodawcą i inicjatorem Festiwalu Filmów Nieprofesjonalnych „Kochać człowieka”, który odbywa się w Oświęcimiu od 1985 roku.

W 2000 roku radni nadali twórcy tytuł Honorowego Obywatela Miasta Oświęcim za szczególne zasługi dla dobra, rozwoju i promocji miasta w kraju i za granicą oraz za edukację młodego pokolenia. Henryk Lehnert zmarł 22 czerwca 2006 roku. 2026 rok jest w Oświęcimiu Rokiem Henryka Lehnerta. 

Jedna bitwa po drugiej, czyli barykada z latte

.O One Battle After Another (Jedna bitwa po drugiej) z Leonardo di Caprio i o amerykańskiej tęsknocie za rewolucją, która nigdy się nie wydarzyła – pisze Margot ROUSSEAU

One Battle After Another (Jedna bitwa po drugiej) Paula Thomasa Andersona nie jest filmem o rewolucji. Jest filmem o wstydzie z jej braku. O pragnieniu, by móc powiedzieć, sobie i innym, że także Ameryka potrafiła stanąć przeciw własnemu państwu, że umiała wyprodukować bunt, który nie był tylko korektą systemu, lecz jego zaprzeczeniem. To kino liberalnej elity, która chciałaby być dziedzicem królobójców, ale pozostaje spadkobiercą administratorów.

Oni wszyscy chcieliby budować barykady, strzelać, wysadzać, a potem u psychiatry leczyć się z PTSD wreszcie prawdziwego, a nie urojonego w literackiej fikcji.

Stany Zjednoczone powstały w drodze buntu, który od początku był kontrolowany. Ich rewolucja nie była europejskim zerwaniem metafizycznym, lecz pragmatyczną secesją. Tocqueville widział w niej triumf obyczaju nad gwałtem, Burke — dowód, że można zmienić porządek, nie niszcząc fundamentów. Nie było gilotyny, terroru, masowej ofiary składanej idei. Była konstytucja, prawo, ciągłość. To doświadczenie ukształtowało kraj, który nauczył się zarządzać konfliktem, a nie go eskalować. 

I właśnie dlatego Ameryka nigdy nie miała prawdziwej rewolucji; takiej, która wystawia wspólnotę na ryzyko samozniszczenia, która zmusza do wyborów ostatecznych, która nie oferuje powrotu do normalności. To, co Europa przeżyła w 1789 roku, w 1848, w 1871 czy w 1917, Amerykę ominęło. Nie dlatego, że była mądrzejsza moralnie, lecz dlatego, że jej porządek polityczny został skonstruowany tak, by rozładowywać bunt, zanim stanie się śmiertelny.

Jedna bitwa po drugiej jest próbą nadrobienia tego braku, wyobrażeniową kompensacją. Film Andersona chce pokazać, że także w Ameryce możliwy jest radykalizm, który przekracza patriotyczną lojalność; że można flirtować z herezją, nawet z przemocą, występując przeciw własnemu państwu. To brzmi odważnie, niemal bluźnierczo. Ale tylko do momentu, gdy przyjrzymy się stawce. Bo stawki tu nie ma.

Bohater filmu nie jest rewolucjonistą w sensie europejskim. Jest kimś, kto odgrywa rewolucjonistę, jak aktor zakładający dawny kostium. Jego radykalizm jest retrospektywny, muzealny, pozbawiony ryzyka. On nie wchodzi w konflikt, który mógłby go zniszczyć — on wraca do roli, do wspomnienia, do stylu. Rewolucja zostaje tu pokazana nie jako wydarzenie, lecz jako performans, możliwy do powtórzenia i do przerwania.

To kraj ludzi, którzy marzą o męczeństwie bez męki, o śmierci za sprawę, która nic ich nie kosztuje. W Ameryce nie umiera się za idee, ponieważ system nie dopuszcza, by idee stały się śmiertelnie niebezpieczne. Każdy sprzeciw zostaje zawczasu oswojony: zamieniony w opinię, w postawę, w styl życia. Można być przeciw państwu, przeciw wojnie, przeciw kapitalizmowi — byle nie przeciw samej strukturze, która natychmiast przetwarza bunt w bezpieczny sygnał cnoty, pozbawiony realnej stawki i konsekwencji.

.W tym sensie Jedna bitwa po drugiej jest filmem głęboko amerykańskim. Jego „radykalizm” mieści się w granicach kultury prestiżowej, jego bunt kończy się tam, gdzie zaczyna się komfort twórców i widzów. To kino, które pozwala powiedzieć: patrzcie, potrafimy być niepokorni, a jednocześnie gwarantuje, że nikt nie zapłaci za to ceny. Wręcz przeciwnie — za ten bunt można zostać nagrodzonym i zarabiać rekordowe stawki.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 marca 2026