Kim jest bp Krzysztof ZADARKO, nowy biskup koszalińsko-kołobrzeski

Papież Leon XIV zdecydował, że biskupem koszalińsko-kołobrzeskim zostanie dotychczasowy administrator tej diecezji biskupa Krzysztof Zadarko – poinformowała nuncjatura Apostolska w Polsce. Jego ingres planowany jest na 28 lutego.

Biskup Krzysztof Zadarko wśród najważniejszych wyzwań wymienił głoszenie Ewangelii dzieciom i młodzieży

.Biskup Krzysztof Zadarko ma 65 lat. Święcenia biskupie przyjął 25 kwietnia 2009 roku w katedrze koszalińskiej. Jego zawołaniem biskupim są słowa: „Amen Bogu na chwałę”.

W czasie briefingu prasowego po mszy św. z okazji Światowego Dnia Życia Konsekrowanego, której przewodniczył w koszalińskiej katedrze, bp Zadarko przyznał, że jest zaskoczony nominacją.

– Trzeba powiedzieć, że Kościół i Duch Święty, w to wierzę, ma propozycje dla nas wszystkich – mówił.

Zaznaczył, że w posłudze towarzyszy mu zdanie, które Jezus Chrystus powiedział do apostołów: „słudzy nieużyteczni jesteśmy”. – To jest streszczenie właściwej postawy biskupa, kapłana i chrześcijanina wobec świata, drugiego człowieka – wskazał duchowny.

Przekazał, że zamierza kontynuować dzieło swoich poprzedników i „wychodzić do ludzi, którzy czasami niekoniecznie są nam życzliwi, ale są w poszukiwaniu najważniejszych znaków, sensu swojego życia”.

Zapewnił, że wierzy w Kościół koszalińsko-kołobrzeski, choć jest on na ostatnim miejscu w statystykach, jeśli chodzi o praktyki religijne. – Wierzę, że tu też jest Kościół, też jest Jezus Chrystus, ludzie którzy potrzebują zbawienia, a my jesteśmy sługami Jezusa Chrystusa. Tak to rozumiem i tak chciałbym pełnić moją posługę jako biskup – powiedział bp Krzysztif Zadarko.

Wśród najważniejszych wyzwań w największej terytorialnie w Polsce diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej (220 parafii, 24 dekanaty, ok. 800 tys. mieszkańców) wymienił głoszenie Ewangelii dzieciom i młodzieży, szczególnie w szkołach średnich oraz znalezienie propozycji duszpasterskiej dla małżeństw i rodzin, będących w kryzysie.

Krzysztof Zadarko urodził się 2 września 1960 roku w Słupsku. W latach 1982-1986 studiował teologię w Wyższym Seminarium Duchownym w Koszalinie oraz filozofię w Wyższym Seminarium Duchownym w Gościkowie-Paradyżu.

25 maja 1986 roku przyjął w Słupsku święcenia kapłańskie. W latach 1986-1987 i 1990-1991 był wikariuszem w parafii katedralnej w Koszalinie i nauczycielem religii w Liceum Plastycznym. W latach 1987-1990 odbywał studia z homiletyki na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie.

W latach 1990-2007 był wykładowcą homiletyki i zastosowania mass mediów w duszpasterstwie w Wyższym Seminarium Duchownym w Koszalinie. Od 1991 do 1994 r. pełnił tam również funkcję prefekta. Był dyrektorem koszalińskiej diecezjalnej rozgłośni radiowej (1992-1994), dyrektorem Wydziału Duszpasterskiego (1995-2007) i rzecznikiem prasowym kurii biskupiej (2005-2007).

W 2008 roku ks. Zadarko obronił doktorat z homiletyki na UKSW w Warszawie. W latach 2007-2009 pracował w Polskiej Misji Katolickiej w Szwajcarii. Od 2009 roku ponownie był wykładowcą homiletyki w Wyższym Seminarium Duchownym w Koszalinie.

16 lutego 2009 roku papież Benedykt XVI mianował ks. Krzysztofa Zadarkę biskupem pomocniczym diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, przydzielając mu stolicę tytularną Cavaillon (obecnie na terenie Francji). 25 kwietnia 2009 roku przyjął święcenia biskupie w katedrze koszalińskiej. Głównym konsekratorem był bp Edward Dajczak.

5 maja 2025 r. Kolegium Konsultorów wybrało biskupa Zadarkę na administratora diecezji na czas wakatu biskupiego. Stało się to po tym, jak 19 marca 2025 r. papież Franciszek mianował dotychczasowego biskupa diecezjalnego Zbigniewa Zielińskiego arcybiskupem metropolitą poznańskim. Jego ingres do archikatedry poznańskiej odbył się 1 maja 2025 r.

W Konferencji Episkopatu Polski bp Zadarko pełni funkcję przewodniczącego Rady ds. Migrantów i Uchodźców i delegata KEP ds. Imigracji. Jest też członkiem Zespołu przy Delegacie KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej.

W swoich wypowiedziach wielokrotnie zabierał głos w kwestii stosunku do migrantów i uchodźców. Zwracał uwagę na różnicę pomiędzy uchodźcą a migrantem przypominając, że kwestie te reguluje konwencja genewska i ustawa o cudzoziemcach.

Kiedy w lipcu 2025 r. podczas Apelu Jasnogórskiego bp senior Jan Długosz zawierzył Matce Bożej wolontariuszy z Ruchu Obrony Granic, bp Krzysztof Zadarko powiedział, że wypowiedzi bpa Długosza nie można traktować jako stanowiska Kościoła w Polsce. Jego zdaniem inicjatywy społeczne związane z ochroną granicy są oznaką „kryzysu państwa i jego służb”.

Krzysztof Zadarko zaapelował o budowanie mostów z przybywającymi do Polski migrantami

.Przypomniał nauczanie kolejnych papieży, że stosunek do uchodźców i migrantów powinien wyrażać się czterema postawami: „przyjąć, ochronić, promować i integrować”. Jednocześnie zastrzegł, że chrześcijańska gościnność nie oznacza przyjmowania wszystkich, lecz jedynie tych, którzy spełniają bardzo konkretne warunki.

Bp Krzysztof Zadarko wielokrotnie ostrzegał, że jeśli polityka migracyjna państwa kończy się na liberalizowaniu rynku pracy i polityki wizowej, a zaniedbuje zainteresowanie się ludźmi, czyli tym gdzie i jak mieszkają, jak pielęgnują swoją kulturę, jak wygląda ich religia, to ludzie sami zaczną się organizować.

We wrześniu 2024 r. bp Krzysztof Zadarko zaapelował o budowanie mostów z przybywającymi do Polski migrantami. Przypomniał, że zgodnie z nauką Kościoła katolickiego „nie ma granic dla miłosierdzia wobec człowieka potrzebującego”.

– Oczywiście mamy świadomość, że wszystkim w jednym momencie nie da się pomóc, ponieważ jest to fizycznie nierealne. Kościół katolicki zachęca jednak do solidarności z tymi, którzy są w katastrofalnej sytuacji i do uszanowania ich godności – powiedział biskup.

Jednocześnie wskazał na konieczność prowadzenia roztropnej polityki migracyjnej przez państwo.

– Za to, ile ludzi przyjąć i kogo, na jakich warunkach oraz w jaki sposób – odpowiada państwo, bo w grę wchodzą przepisy międzynarodowe, bezpieczeństwo społeczeństwa oraz ochrona granic – powiedział biskup. Dodał, że „państwo musi także określić warunki niewpuszczania obcych lub ich deportacji, gdy okażą się niebezpieczni”.

Jak mówić współcześnie o Bogu, z Bogiem i z człowiekiem? Styl jako relacja

.Kwestia, jak mówić o Bogu, by było to zrozumiałe, nośne, by zapalało, towarzyszyła poznańskiemu duszpasterzowi już zawsze. Całe jego życie było zmaganiem, jak przełożyć Ewangelię na język przystępny dla współczesnych, szczególnie, jak przybliżyć ewangeliczne przesłanie ludziom młodym – pisze prof. Joanna KUBSZCZYK w książce „Osoba i dzieło. Ojciec Jan Góra OP (1948–2015)”

„Jak ty, dziecko, masz na imię?” Gdy zaczęłam pojawiać się w duszpasterstwie, słyszałam to pytanie wielokrotnie. Irytująco często. „Mógłby w końcu zapamiętać”, myślałam sobie. Dziś wiem, że nie było to proste, do duszpasterstwa szkół średnich w Poznaniu zaglądało wtedy sporo młodzieży. Powtarzanie przyniosło efekt. W końcu ojciec Jan zapamiętał. Odtąd słyszałam za każdym razem, gdy się pojawiałam na horyzoncie, tubalne: „JOANNO!”. Wiele lat później przeczytałam w jednej z jego książek: „Poznać czyjeś imię, to poznać głębię, tajemnicę tego człowieka. (…) Imię nie służy do manipulowania kimś, do wykorzystywania jego osoby, ale służy do wejścia w relację, do nawiązania kontaktu, zbliżenia się do kogoś drugiego”[1]. Ojciec Jan wiedział, jak ważne jest imię w nawiązaniu i podtrzymaniu kontaktu, w budowaniu relacji, uczył się imion swoich wychowanków, osób napotkanych w różnych sytuacjach życiowych. Pod koniec życia był swoistą książką kontaktową, pamiętał nie tylko tysiące nazwisk, ale i twarzy, profesji oraz losów ludzkich z tymi nazwiskami związanych. Gdy trzeba było coś załatwić, momentalnie rzucał: „Dzwonimy do…”, odszukując odpowiedni numer telefonu w komórce. Z każdym rozmawiał inaczej, z jednym krótko i na temat, z drugim żartobliwie, byli tacy, którym pozwalał biadolić, biadolenia innych oschle ucinał.

Jan Góra świadomie nie mówił do każdego tak samo. Zdawał sobie sprawę, że niektórzy są w przedszkolu wiary, podczas gdy inni są zaawansowani w kwestiach teologii i moralności, stąd trzeba z każdym rozmawiać inaczej i głosić na różne sposoby w zależności od pojemności duchowej, możliwości intelektualnych, wieku, doświadczenia. Po latach skonstatował, odnosząc się do własnych doświadczeń licealnych:

Niedawno znalazłem kartkę, którą zapisałem jeszcze będąc w szkole średniej, w liceum. Byłem rozeźlony na katechetę, który jakby lekceważył nasze pytania, a to co mówił, było jakby dla ludzi bardzo wierzących, zaawansowanych we wierze, za jakich przecież nie uważaliśmy się wtedy. Zdenerwował mnie wtedy, bo zachowywał się jak człowiek wierzący, który nigdy nie ma żadnych wątpliwości i jak wszystkowiedzący. Mnie się zdawało, żeśmy wszyscy dopiero u progu wiary. On mówił o miłości Boga i ludzi, o tym, co nas jako chrześcijan obowiązuje, a my chcieliśmy wiedzieć po prostu, czy Bóg jest i jak to się da udowodnić oraz to, czy nam opłaci się dzisiaj wierzyć w Boga i co my z tego będziemy mieli. (…) Zdenerwowałem się wtedy bardzo, że zachowuje się, jakby nie zważał na nasze pytania, jakby to, o co pytamy, nie miało dla niego znaczenia, i wtedy zapisałem sobie, że zawsze należy słuchać tego, co mówią młodzi i o co pytają[2].

Kwestia, jak mówić o Bogu, by było to zrozumiałe, nośne, by zapalało, towarzyszyła poznańskiemu duszpasterzowi już zawsze. Całe jego życie było zmaganiem, jak przełożyć Ewangelię na język przystępny dla współczesnych, szczególnie, jak przybliżyć ewangeliczne przesłanie ludziom młodym. To samo odnosiło się do Boga: nieustannie szukał nowych form modlitwy, eksperymentował, sięgał do skarbca tradycji, zapożyczał się w Taizé, sam tworzył i pobudzał twórczość rodzimą, angażował w ten niebiański dialog nie tylko umysł i serce, ale wszystkie zmysły. Nie waham się nazwać tego dialogiem, gdyż ojciec Jan sam pisał, że „Trzeba wzywać imienia Pana Boga do rzeczy i spraw poważnych, godnych i słusznych. Trzeba wejść w bliskość, zażyłość z Bogiem, z Chrystusem. Trzeba z Nim wejść w kontakt, trzeba z Nim rozmawiać i wszystko uzgadniać”[3].

Wbrew temu, co czasami ten i ów złośliwie twierdził, Jan Góra nie tylko wiele mówił, ale też słuchał. Nieustannie wsłuchiwał się w słowa papieża Polaka, wielokrotnie do nich wracając i „uwewnętrzniając” je, czemu świadectwo daje w następującym fragmencie swojej książki:

Ojciec Święty prosi na obiad… Papież nastawia się na słuchanie. Spostrzegam, że sytuacja staje się niezręczna. Ja też chcę tylko słuchać. Chłonę każdy gest, ruch, pojedynczo wypowiedziane słowo. Niewiele potrafię powiedzieć. (…) Obserwuję twarz i ręce Papieża. Jego gesty i ruchy jak obiera jabłko. Ta twarz…[4]

Ale również podczas kolejnych pontyfikatów z uwagą śledził wypowiedzi Benedykta XVI czy Franciszka.

Z biegiem lat był coraz bardziej zagoniony i zaabsorbowany wieloma działaniami, coraz trudniej było o komfort rozmowy nieprzerywanej licznymi telefonami czy krótkimi wymianami zdań z osobami, które albo same zaglądały do „oczka”, czyli duszpasterskiego lokum, albo były przyzywane, gdy widział, że przechodzą obok. Najłatwiej było o spójną dłuższą rozmowę gdzieś w trasie, kiedy prowadził samochód. Gdy było spokojniej, sam zagadywał i słuchał, pomrukując w charakterystyczny sposób. Słuchał też doradców, konsultował wszystkie działania nie tylko ze specjalistami, ale i z młodzieżą, ze swoimi wychowankami, ze współbraćmi. Przede wszystkim jednak starał się wszystko konsultować z Panem Bogiem, z Chrystusem, z Duchem Świętym, przyzywając Go codziennie z rana i wsłuchując się w Jego – przynoszone przez ludzi i wydarzenia – odpowiedzi. Tego też starał się uczyć młodzież. Świadectwo jednej z takich modlitw przytaczam w dalszej części niniejszych rozważań.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-joanna-kubszczyk-jak-mowic-wspolczesnie-o-bogu-z-bogiem-i-z-czlowiekiem-styl-jako-relacja/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 lutego 2026