Kim jest Thomas Rose?

Prezydent USA Donald Trump mianował biznesmena, prawicowego komentatora i byłego wydawcę dziennika

Prezydent USA Donald Trump mianował biznesmena, prawicowego komentatora i byłego wydawcę dziennika „The Jerusalem Post” Thomasa Rose’a nowym ambasadorem USA w Polsce. Znany z silnie proizraelskich poglądów Thomas Rose był również doradcą byłego wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a.

Thomas Rose nowym ambasadorem USA w Polsce

.”Thomas Rose jest szanowanym biznesmenem i komentatorem, który przez prawie dekadę prowadził udany program radiowy w Sirius XM i pełnił funkcję wydawcy i dyrektora generalnego „The Jerusalem Post”. Zadba o to, aby nasze interesy były reprezentowane w Polsce i zawsze stawiał Amerykę na pierwszym miejscu” – napisał Trump na swoim portalu społecznościowym Truth Social. 

Thomas Rose pełnił też wcześniej rolę głównego stratega i starszego doradcy byłego wiceprezydenta Mike’a Pence’a. Portal Jewish Insider określił go jako jednego z najbliższych powierników byłego wiceprezydenta. 

„Jestem głęboko zaszczycony, że nasz historyczny @POTUS (Prezydent Stanów Zjednoczonych) poprosił mnie o pełnienie funkcji ambasadora w Polsce. Jeśli zostanę zatwierdzony, będę każdego dnia robił wszystko, co w mojej mocy, aby promować, bronić i rozwijać interesy Stanów Zjednoczonych Ameryki i naszego wspaniałego prezydenta” – napisał kandydat Trumpa na platformie X.

Thomas Rose w jednym ze swoich postów na platformie X napisał, że dziękuje „wspaniałym konserwatystom z grupy ECR”, którzy pozwolili mu wziąć udział w konferencji poświęconej „uczynienia Europy ponownie wielką”. Thomas Rosę podkreślił, że „najważniejszym punktem było przemówienie byłego i przyszłego premiera Polski Mateusza Morawieckiego” – czytamy na platformie X.

Obecnie Rose jest współgospodarzem konserwatywnego talk-show i podcastu Bauer&Rose Show w radiu satelitarnym SiriusXM, którego ostatni odcinek ukazał się w czwartek. Rose ocenił w nim likwidowaną przez Donalda Trumpa i Elona Muska amerykańską agencję pomocową USAID jako „największą operację prania pieniędzy Demokratów w historii”.

W ostatnim czasie publicysta zabierał głos w sprawie Polski na platformie X, krytykując rząd Donalda Tuska za grożenie aresztowaniem premiera Izraela Benjamina Netanjahu oraz chwaląc prezydenta Andrzeja Dudę za przekonanie Tuska do zmiany decyzji.

„Gratulacje dla Andrzeja Dudy za uniknięcie rozłamu w stosunkach USA-Polska i stając w obronie Polski, przekonując Donalda Tuska do cofnięcia tej okropnej decyzji” – pisał 9 stycznia.

W innych wpisach krytykował też zmiany wprowadzone przez rząd w mediach publicznych, a także podkreślał, że polskie władze podziemne nie były zaangażowane w tłumienie powstania w getcie warszawskim – jak mylnie stwierdziła dziennikarka NBC Andrea Mitchell – lecz stawiały opór Hitlerowi. Na platformie X i na łamach „New York Post” opowiadał się też za pomocą Ukrainie i odrzucał tezy – sugerowane m.in. przez Donalda Trumpa – że wojna została sprowokowana przez NATO. 

Thomas Rose i jego poglądy

.Według sylwetki publicysty opublikowanej w „Indianapolis Monthly”, Rose jest „ognistym konserwatystą, zagorzałym syjonistą i ortodoksyjnym Żydem”. Jest też częstym komentatorem spraw dotyczących Izraela i Bliskiego Wschodu w mediach amerykańskich i izraelskich i często ostro krytykował prezydenta Bidena za „opuszczenie” Izraela i „propalestyńskie sympatie”. 

W latach 1997-2005 był wydawcą i szefem dziennika „Jerusalem Post”, zaś wcześniej działał we władzach w stanu Indiana, skąd pochodzi. W latach 80. był też dziennikarzem japońskiej stacji telewizyjnej i napisał książkę „Big Miracle” (Wielki cud) o operacji uwolnienia wielorybów spod arktycznego lodu. Książka doczekała się w 2012 r. hollywoodzkiej ekranizacji.

Świat bliskich sojuszników USA staje na głowie

.Nietrudno dziś wyobrazić sobie scenariusz, w którym Donald Trump zarządza częściowe lub całkowite wycofanie wojsk rotacyjnych z Polski, osłabiając tym samym obronę państw bałtyckich – pisze Edward LUCAS na łamach „Wszystko co Najważniejsze”.

Dziesięć lat temu norweską telewizję podbił serial polityczny Okkupert. Gra aktorska była znakomita, postacie charyzmatyczne, a fabuła wciągająca. Serialowa Norwegia znalazła się pod rosyjską okupacją, a jej mieszkańcy musieli wybierać: walczyć (samobójstwo), kolaborować (hańba) albo udawać, że nic się nie dzieje (nieuchronna klęska).

Jedyną wadą produkcji była wiarygodność scenariusza. Przecież Kreml nie odważyłby się zająć kraju należącego do NATO. Przecież europejscy sojusznicy okazaliby solidarność. A Stany Zjednoczone? Nie pozwoliłyby Rosji rozgościć się w północnej Europie jak u siebie.

Niestety, dziś fabuła serialu Okkupert nie wydaje się już tak oderwana od rzeczywistości. Kraje, które niegdyś traktowały USA jako fundament swojego bezpieczeństwa, zaczynają mieć w tej kwestii wątpliwości. 

Jeśli Stany Zjednoczone roszczą sobie prawa do Grenlandii z uwagi na czystą konieczność strategiczną, to co w takim razie ze Svalbardem, lodowym archipelagiem o ogromnym znaczeniu dla Rosji? Inni bliscy sojusznicy USA, jak Tajwan czy Kanada, ucierpieli z powodu twardego podejścia administracji Trumpa do ceł. A wszystko to w niecały miesiąc.

Jeśli Stany Zjednoczone roszczą sobie prawa do Grenlandii z uwagi na czystą konieczność strategiczną, to co w takim razie ze Svalbardem, lodowym archipelagiem o ogromnym znaczeniu dla Rosji? Inni bliscy sojusznicy USA, jak Tajwan czy Kanada, ucierpieli z powodu twardego podejścia administracji Trumpa do ceł. A wszystko to w niecały miesiąc.

Brak stałości w polityce Stanów Zjednoczonych to tylko jeden z problemów. Drugim jest europejska chciwość. Niektóre kraje (a przynajmniej niemieccy i węgierscy urzędnicy) już przebierają nogami na myśl o zawieszeniu broni w Ukrainie, jakkolwiek niechlujnym, byle tylko znów móc sprowadzać rosyjski gaz. To podejście jest przerażająco bliskie fabule Okkupert, w której państwa UE postanawiają poświęcić suwerenność Norwegii, by zapewnić sobie ciągłość dostaw energii.

Z tą różnicą, że w serialu Unia Europejska wykazuje przynajmniej jakąś decyzyjność. Rzeczywistość wygląda znacznie gorzej – Francja i Niemcy znajdują się w politycznym paraliżu. Jeśli dopisze nam szczęście, berliński rząd zacznie znowu funkcjonować w maju. 

Tymczasem wrogowie Europy działają w znacznie szybszym tempie. W Polsce, gdzie zbliżają się wybory prezydenckie, rząd nie jest w stanie lub nie chce podejmować najmniejszego politycznego ryzyka. Rumunia i Czechy wydają się zmierzać ku przepaści (z delikatną pomocą ze strony Moskwy), a Słowacja, Węgry i Austria już dawno w nią runęły.

Ostatnim kluczowym elementem serialowego dramatu jest niezdolność Norwegii do samoobrony. Rosjanie nie zaczynają inwazji od pełnoskalowego ataku, lecz od działań hybrydowych: ekonomicznego nacisku i krótkotrwałego porwania premiera, co prowadzi do fatalnych politycznych oszustw i tajnych ustępstw. To również brzmi znajomo. 

Zachód nadal udaje, że może prowadzić spokojne życie, podczas gdy z perspektywy Rosji wojna już się toczy. Choć Ukraina formalnie nie jest członkiem NATO, to jest jego pełnomocnikiem – jej porażka oznaczałaby więc koniec wiarygodności Sojuszu. Czy tak się faktycznie stanie? Być może nie. Ale Rosja w to wierzy i to się liczy.

.Te wszystkie niepokojące sygnały to jedynie wstęp do prawdziwego trzęsienia ziemi. Nietrudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym Trump zarządza częściowe lub całkowite wycofanie wojsk rotacyjnych z Polski, osłabiając tym samym obronę państw bałtyckich – cały tekst [LINK].

PAP/ Oskar Górzyński/ WszystkocoNajważniejsze/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 lutego 2025