Skrajności wygrały we Francji. Druga tura rozstrzygnie, która z nich utworzy rząd  

Kto wygrał we Francji ? Le Pen

Prezydent Emmanuel Macron doprowadził decyzją o wcześniejszych wyborach parlamentarnych do wygranej w 1 turze Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen (33 -34 proc.) w koalicji z Republikanami oraz zjednoczenia podzielonej do tej pory lewicy pod egidą skrajnie lewicowej Francji nieujarzmionej w Nowym Froncie Ludowym.

Kto wygrał we Francji?

.”Demokracja przemówiła” – stwierdziła liderka skrajnej prawicy Marine Le Pen z triumfalnym uśmiechem w krótkim przemówieniu transmitowanym przez wszystkie telewizje francuskie i większość międzynarodowych. – O wszystkim zdecyduje jednak druga tura wyborów – dodała Le Pen. I ma rację, ponieważ 1. tura we Francji jest w pewnym sensie prawyborami i zaledwie preludium tego, co zostanie rozstrzygnięte w 2. turze. Le Pen oskarżyła lewicę o antysemityzm i rasizm w swojej krótkiej mowie, a obóz macronistów określiła jako „wymazany”. 

Według exit polls sondażowni Ipsos Zjednoczenie Narodowe uzyskało 33-34 %, blok lewicy – Nowy Front Ludowy 28%, a obóz prezydencki „Ensemble” około 20 %. Przy rekordowej od dekad frekwencji wyborczej sięgającej ponad 67 % wynik jest niewątpliwym policzkiem dla obozy macronistów. Pierwszą czerwoną kartkę prezydent otrzymał w wyborach do PE, drogą w niedzielnych wyborach parlamentarnych.

.Marine Le Pen wraz z kandydatem na premiera Jordanem Bardellą dążą do uzyskania absolutnej większości, tj., minimum 289 mandatów w Zgromadzeniu Narodowym. Gdyby wybory rozstrzygały się w 1. turze partia ta uzyskałaby od 230 do 280 mandatów (a nawet 260-290 według sondażu Elabe), a połączeniu z Republikanami z około 10 proc. poparciem i od 41 do 61 mandatami (30-50 mandatami w Elabe), mogłaby utworzyć rząd samodzielnie. 

Sama Marie Le Pen w swoim okręgu uzyskała 57,9 %, bez problemu wygrywając tym samym swój mandat w Pas-de-Calais z kandydatką Lewicy. 

Po ogłoszeniu prognoz o wiele dłużej niż Le Pen przemawiał ukrywany w kampanii antykapitalistyczny i promuzułmański Jean Luc Melenchon, nawołujący do „zjednoczenia i blokady skrajnej prawicy na drodze do władzy”. Co kluczowe, Melenchon ogłosił, że wycofa kandydatów bloku lewicy w okręgach, w których kandydaci ci zajęli trzecie miejsca w przypadku prowadzenia ZN i silnej pozycji kandydata macronistów lub ich koalicjantów. 

„Nigdzie nie pozwolimy Zjednoczeniu Narodowemu wygrać. (…) Nasze instrukcje są proste, bezpośrednie i jasne. Ani jednego głosu, ani jednego mandatu więcej dla ZN” – podkreślił przywódca Francji nieujarzmionej. W podobnym tonie wypowiadał się zdecydowanie bardziej umiarkowany socjalista Raphael Glucksmann. Polityk podkreślił, że „Francja ma 7 dni na uniknięcie katastrofy”.  

O tym, jak poważna jest sytuacja na szczytach władzy świadczy, że już na niedzielne popołudnie prezydent Emmanuel Macron zwołał zebranie w Pałacu Elizejskim, aby ustalić taktykę, którą macroniści przyjmą przed drugą turą wyborów 7 lipca. Spotkanie to miało pierwotnie odbyć się w poniedziałek. Przed wyborami prezydent zapowiadał, że nie poprze w 2. turze żadnych skrajności: ani skrajnej prawicy, ani skrajnej lewicy. Prezydent nie przemówił publicznie po ogłoszeniu exit polls przez telewizje. W oświadczeniu przesłanym mediom Macron podkreślił, że wysoka frekwencja odzwierciedla dążenie społeczeństwa do „wyjaśnienia sytuacji politycznej”.”Nadszedł czas na szerokie zjednoczenie się, wyraźnie demokratyczne i republikańskie, przed drugą turą” – napisał Macron.

Dokąd idziesz Francjo?

.Definitywnych wygranych wyborów poznamy dopiero za tydzień, ale już dziś możemy rozważać kilka scenariuszy, które czekają Francję. Jednym z nich jest kohabitacja premiera i prezydenta z różnych rodzin politycznych (obóz zjednoczonej prawicy lub zjednoczonej lewicy z dominującą skrajnie lewicową Francją nieujarzmioną w przypadku zablokowania ZN) innym – brak większości absolutnej w parlamencie i tym samym niemożność wyłonienia rządu i chaos na szczytach władzy, a nawet w przypadku przedłużającego się chaosu użycie przez prezydenta art. 16 konstytucji, który pozwala mu przejąć pełnię władzy w kraju w sytuacji zewnętrznego lub wewnętrznego zagrożenia. Niechciany prezydent z pełnią władzy to jednak wybuchowa społecznie mieszanka. Zatem dymisja prezydenta? Jednak Macron już przed wyborami zapowiedział, że nie poda się do dymisji. Kolejne przedterminowe wybory? Źródła, do których dotarła gazeta JDD, nie wykluczają, że już za rok…kolejne wybory parlamentarne. 

Francja w rękach skrajnych sił jest zagrożeniem 

.W świecie naznaczonym rosnącą niepewnością i zagrożeniami, jak wojna na Ukrainie, sytuacja na Bliskim Wschodzie, chiński apetyt na Tajwan oraz globalnymi sytuacjami kryzysowymi, jak imigracja, ocieplenie klimatyczne, które może doprowadzić do kolejnej wędrówki ludów, zadłużenie i kryzysy finansowe paraliż Francji, do którego mogą doprowadzić skrajności dochodzące właśnie do władzy, nie są dobre ani dla Francji, ani dla Polski czy Europy. 

W przypadku „wspólnego pożycia” Macrona z rządem zdominowanym przez ZN lub LFI nieuchronnie będzie to miało wpływ na stosunki Francji z NATO i UE oraz politykę Francji  wobec Ukrainy, a tym samym UE zdominowanej przez duet francusko-niemiecki. 

Skrajna lewica jest przeciwna wysyłaniu systemów rakietowych na Ukrainę i jej członkostwu w UE i NATO, a nawet samemu członkostwa Francji w NATO. Politycy ZN nie chcą wyjścia Francji z NATO i strefy euro na obecnym etapie, ale odnośnie wspierania Ukrainy są ostrożni, choć zapowiadają wypełniane zobowiązań wobec swoich sojuszników, o czym mówił Jordan Bardella w swoim przemówieniu, prezentując program swojego rządu w przypadku wygrania 2. tury wyborów parlamentarnych  Zatem kluczową informacją z niedzieli jest to, że do dogrywki w 2 turze dojdzie w od 290 do 320 okręgach wyborczych. I właśnie w tych okręgach Lewica ma szansę na dogadanie się z macronistami lub innymi kandydatami, aby zablokować kandydatów partii Le Pen, którzy nie uzyskali ponad 50 % w 1 turze. Można zatem wygrać w 1. turze, ale przegrać w 2. przy porozumieniu kontrkandydatów, o co walczyć będzie Nowy Front Ludowy, a czego obawiają się Le Pen i Bardella, niewątpliwie zwycięzcy 1. tury.

Lekcje z kohabitacji: trudne rządy 

.Jednak nawet, jeśli Lewica dogada się z Macronem, we Francji lekcje i wspomnienia z kohabitacji, czyli współistnienia premiera i prezydenta z różnych obozów politycznych są bolesne. Porażka Partii Socjalistycznej prezydenta François Mitterranda w wyborach w 1986 r. doprowadziła do pierwszej kohabitacji, na którą zezwala konstytucja wymyślona przez generała de Gaulle’a. Instalując na stanowisku premiera Jacques’a Chiraca, a wraz z nim prawicowy rząd współpracujący z lewicowym prezydentem, wyborcy wystawili kraj na próbę. 

Potyczek i walk było dużo. Na szczyt G7 w Tokio pojechał wówczas i prezydent i premier, ścigający się w deklaracjach i walcząc o dominację. Między Pałacem Elizejskim a MSZ-em trwała wojna w o informacje, a każda instytucja chciała wcześniej uzyskiwać informacje i podejmować decyzje w kwestiach międzynarodowych. 

We Francji prezydent i premier mają swoje prerogatywy. Prezydent zapewnia funkcjonowanie władz publicznych, jest gwarantem niepodległości i integralności terytorialnej i poszanowania traktatów (art. 5), akredytuje ambasadorów (art. 14). Jest on zwierzchnikiem armii (artykuł 15). Jednak premier i jego rząd ustalają i prowadzą politykę kraju (artykuł 20). Nie ma zatem żadnej „domeny zastrzeżonej” dla żadnego z przywódców. Wszystko sprowadza się do praktyki i chęci współpracy dla dobra kraju i jego interesów. 

Katarzyna Stańko
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 30 czerwca 2024