Leon XIV podejmuje niedokończoną rozmowę Kościoła z Francją

Relacja Leona XIV z Francją nie zaczyna się od zaplanowanej na wrzesień podróży do Paryża, Lourdes i Metzu. Jej źródeł należy szukać w duchowości augustiańskiej, francuskich świętych i sanktuariach, a przede wszystkim w dziedzictwie Leona XIII, który próbował pogodzić katolików z Republiką, nie godząc się zarazem na usunięcie chrześcijaństwa z życia publicznego.
.Punktem wyjścia tego opracowania jest tekst bp. Matthieu Rougé opublikowany na łamach „Le Figaro”, najpoważniejszego francuskiego dziennika. Biskup Nanterre, stojący zarazem na czele Rady ds. Szkolnictwa Katolickiego Konferencji Episkopatu Francji, przedstawia w nim szczególną więź łączącą Leona XIV z Francją, prowadząc czytelnika od odległych normandzkich korzeni rodziny Roberta Francisa Prevosta, przez duchowość augustiańską i pontyfikat Leona XIII, aż po najważniejsze napięcia współczesnego społeczeństwa francuskiego.
Najciekawsza część argumentacji Matthieu Rougé nie dotyczy jednak genealogii papieża ani nawet programu jego podróży. Jest nią sugestia, że Leon XIV przyjeżdża do Francji, aby podjąć rozmowę rozpoczętą przez Leona XIII pod koniec XIX wieku. Rozmowę o tym, czy katolik może bez zastrzeżeń uczestniczyć w życiu Republiki, jak powinien rozumieć laickość państwa, gdzie przebiegają granice politycznej lojalności i czy chrześcijaństwo może proponować Francji własną wizję dobra wspólnego, nie domagając się odzyskania dawnej pozycji.
Program wizyty Leona XIV we Francji oraz jej współczesne znaczenie zostały już szeroko przedstawione na „Wszystko co Najważniejsze” w tekście Michała Kłosowskiego „Czego Leon XIV szuka we Francji?”. Tekst bp. Matthieu Rougé próbuje odpowiedzieć zaś na pytanie: dlaczego spośród wszystkich poprzedników właśnie Leon XIII może być najważniejszym przewodnikiem obecnego papieża w spotkaniu z Francją?
Imię Leon jest programem, nie dekoracją
Matthieu Rougé rozpoczyna swoją refleksję od obrazu Kaplicy Paulińskiej w Watykanie. Rankiem 8 maja 2025 roku kardynałowie uczestniczyli tam we Mszy Świętej przed kolejnymi głosowaniami konklawe. Robert Prevost, prefekt Dykasterii ds. Biskupów, siedział w pierwszym rzędzie, a przed sobą miał herb Leona XIII, przypominający o przeprowadzonej podczas jego pontyfikatu restauracji kaplicy.
Nie sposób ustalić, czy ten widok przesądził o późniejszym wyborze imienia. Rougé traktuje go raczej jako symbol chwili, w której różne wątki biografii Prevosta mogły połączyć się w jeden program. Nowy papież był augustianinem, znał historię swojego zakonu, a jednocześnie stawał wobec świata przeżywającego rewolucję technologiczną porównywalną pod względem społecznych konsekwencji z dziewiętnastowieczną industrializacją.
Sam Leon XIV bardzo szybko przeciął spekulacje dotyczące wyboru imienia. Podczas spotkania z kardynałami 10 maja 2025 roku wyjaśnił, że najważniejszym powodem było dziedzictwo Rerum novarum. Leon XIII odpowiedział na pierwszą rewolucję przemysłową, podczas gdy współczesny Kościół musi zmierzyć się z rozwojem sztucznej inteligencji oraz jego konsekwencjami dla godności człowieka, sprawiedliwości i pracy.
Ten wątek został następnie rozwinięty w pierwszej encyklice Leona XIV Magnifica humanitas. Jej znaczeniu „Wszystko co Najważniejsze” poświęciło osobny, rozbudowany blok publikacji. W kontekście relacji papieża z Francją wystarczy wskazać jedną zasadniczą analogię. Leon XIII nie pisał wyłącznie o maszynach, fabrykach i kapitale, lecz o człowieku, który mógł zostać przez nowy porządek gospodarczy zdegradowany do roli narzędzia. Leon XIV nie pisze jedynie o algorytmach, lecz o człowieku zagrożonym redukcją do danych, profilu zachowań i elementu technologicznego systemu.
Francja jest dla tak zarysowanego pontyfikatu miejscem szczególnym. Należy do światowych centrów nauki, kultury i nowych technologii, a zarazem pozostaje jednym z najważniejszych laboratoriów europejskich sporów o człowieka, wolność, religię, edukację i granice władzy państwa. Spotkanie papieża z Francją nie będzie więc dodatkiem do jego programu. Może stać się jego praktycznym sprawdzianem.
Leon XIII próbował pogodzić katolików z Republiką
Najważniejszym francuskim dokumentem Leona XIII pozostaje ogłoszona w 1892 roku encyklika Au milieu des sollicitudes. Została skierowana bezpośrednio do francuskich biskupów, duchowieństwa i katolików, a papież opublikował ją w języku francuskim. Rozpoczynała się od zapewnienia o jego przywiązaniu do Francji i jej narodu, po czym przechodziła do problemu, który dzielił wówczas francuski katolicyzm.
Znaczna część katolików nie pogodziła się z Republiką, widząc w niej ustrój zrodzony z rewolucji, odpowiedzialny za osłabienie monarchii, ograniczanie wpływów Kościoła i laicyzację społeczeństwa. Obrona wiary splatała się z przywiązaniem do dawnego porządku politycznego, a sprzeciw wobec antyklerykalnych ustaw bywał utożsamiany ze sprzeciwem wobec samej republikańskiej formy państwa.
Leon XIII próbował rozdzielić te dwie kwestie. Przekonywał, że forma ustroju nie jest dogmatem, a państwo powinno być oceniane przede wszystkim według tego, czy służy dobru wspólnemu. Katolicy mogli zaakceptować Republikę jako prawowitą formę władzy, zachowując jednocześnie prawo do sprzeciwu wobec ustaw, które uznawali za niesprawiedliwe albo wymierzone w wolność religijną.
Była to istota polityki określanej mianem ralliement, czyli przyłączenia się katolików do Republiki. Papież nie proponował kapitulacji przed republikańskim antyklerykalizmem. Chciał natomiast uwolnić Kościół od utożsamienia z jednym obozem ustrojowym i uczynić francuskich katolików pełnoprawnymi uczestnikami życia państwa. Wzywał ich, a także wszystkich „uczciwych i rozsądnych Francuzów”, do porzucenia sporów politycznych, które uniemożliwiały uspokojenie sytuacji w kraju.
To rozróżnienie nie straciło aktualności. Kościół nie musi utożsamiać się z określoną partią, aby formułować moralną ocenę prawa. Katolicy nie muszą kwestionować Republiki, aby sprzeciwiać się konkretnym decyzjom jej władz. Lojalność wobec państwa i krytyka państwa nie muszą się wzajemnie wykluczać, jeżeli punktem odniesienia pozostaje dobro wspólne, godność osoby i wolność sumienia.
Próba Leona XIII nie zakończyła francuskiego sporu
Polityka ralliement nie przyniosła pełnego pojednania. Część monarchistycznych katolików uznała stanowisko papieża za zbyt daleko idące, republikańscy antyklerykałowie nie przestali natomiast postrzegać Kościoła jako politycznego przeciwnika. W pierwszych latach XX wieku władze zamykały szkoły prowadzone przez zgromadzenia, odmawiały wielu wspólnotom zakonnym zezwoleń na działalność, a w 1904 roku zakazały kongregacjom działalności edukacyjnej.
Kulminacją procesu stała się ustawa z 9 grudnia 1905 roku o rozdziale Kościołów i państwa. Gwarantowała wolność sumienia i swobodę sprawowania kultu, ale kończyła obowiązywanie systemu, w którym państwo uznawało i finansowało poszczególne wyznania. Republika odtąd miała nie uznawać, nie opłacać ani nie subwencjonować żadnego kultu.
W ten sposób powstał model laickości, który z czasem stał się jednym z fundamentów francuskiej tożsamości republikańskiej. Jego prawny sens nie polega jednak na usunięciu religii ze społeczeństwa. Ustawa mówi jednocześnie o neutralności państwa, wolności sumienia i prawie do praktykowania religii. Napięcie zaczyna się wówczas, gdy laickość przestaje być rozumiana jako bezstronność instytucji publicznych, a staje się programem ograniczania widzialności religii.
Leon XIV przyjedzie więc do państwa, w którym rozmowa zapoczątkowana przez jego imiennika nigdy nie została ostatecznie zamknięta. Zmieniły się partie, instytucje i społeczeństwo, ale pytanie pozostało podobne: czy Republika potrafi uznać religię za pełnoprawny element społeczeństwa obywatelskiego, a Kościół potrafi uczestniczyć w życiu Republiki bez nostalgii za dawną dominacją?
Metz przypomina, że istnieje więcej niż jedna francuska laickość
Wybór Metzu jako ostatniego etapu podróży ma znaczenie europejskie, ponieważ miasto pozostaje związane z pamięcią o Robercie Schumanie i pojednaniu francusko-niemieckim. Ma jednak również sens ściśle francuski, rzadziej dostrzegany poza granicami kraju.
W departamencie Mozeli, podobnie jak w Alzacji, ustawa z 1905 roku nie obowiązuje w takim kształcie jak w pozostałej części Francji. Gdy przyjmowano rozdział Kościołów i państwa, ziemie te należały do Cesarstwa Niemieckiego. Po ich powrocie do Francji zachowano miejscowy system prawa wyznaniowego, oparty na rozwiązaniach konkordatowych. Duchowni uznanych wyznań są tam wynagradzani ze środków publicznych, a religia może być nauczana w szkołach publicznych.
Papież zakończy zatem podróż w mieście, które samo swoim porządkiem prawnym podważa uproszczone przekonanie, że francuska laickość ma tylko jeden możliwy kształt. Republika potrafi funkcjonować zarówno według modelu separacji, jak i w ramach lokalnego systemu uznanych wyznań. Nie traci przez to swojej republikańskiej natury.
Ten przykład dobrze współbrzmi z intuicją Leona XIII. Państwo nie musi przyjmować jednej historycznie niezmiennej formy relacji z Kościołem. Najważniejsze pozostaje to, czy chroni pokój społeczny, wolność sumienia oraz możliwość udziału ludzi wierzących w życiu wspólnoty politycznej.
Francja Leona XIV jest również Francją świętych
Matthieu Rougé poświęca wiele miejsca francuskim świętym i sanktuariom. Nie jest to jedynie tradycyjny katalog postaci, które Francja dała Kościołowi powszechnemu. Biskup Nanterre pokazuje, że jeszcze przed zapowiedzią podróży Leon XIV konsekwentnie zwracał uwagę na duchową geografię tego kraju.
Pierwsze przesłanie skierowane przez nowego papieża do francuskich biskupów dotyczyło setnej rocznicy kanonizacji św. Jana Eudesa, św. Jana Marii Vianneya i św. Teresy z Lisieux. Leon XIV nazwał ich nauczycielami, wzorami i orędownikami, których aktualność wynika właśnie z rozmiaru wyzwań stojących przed Kościołem we Francji.
Papież zastrzegł przy tym, że rocznica nie może sprowadzać się do nostalgicznego przywoływania zamkniętej przeszłości. Ma prowadzić do obudzenia nadziei i nowego zapału misyjnego. Jest to jedno z najważniejszych zdań dla zrozumienia jego stosunku do Francji. Leon XIV nie przywołuje „najstarszej córy Kościoła”, aby utwierdzić ją w przekonaniu o historycznej wyjątkowości. Przypomina jej dziedzictwo, aby postawić pytanie o odpowiedzialność.
Podobny sens miało skierowanie papieskich wysłanników na uroczystości 350-lecia objawień Najświętszego Serca Jezusa w Paray-le-Monial oraz 400-lecia wydarzeń związanych z sanktuarium Sainte-Anne-d’Auray. Watykańskie dokumenty z pierwszych miesięcy pontyfikatu pokazują, że zainteresowanie Leona XIV Francją nie pojawiło się dopiero podczas układania programu wizyty.
Francja widziana z Rzymu nie jest tylko krajem rewolucji, republikanizmu i laickości. Jest również krajem Lourdes, Lisieux, Ars, Paray-le-Monial, Sainte-Anne-d’Auray i wielkich szkół duchowości. Te dwa obrazy nie unieważniają się wzajemnie. Dopiero ich zestawienie pozwala zrozumieć francuską wyjątkowość.
Chrześcijańskie dziedzictwo nie oznacza już katolickiej większości
Podniosła opowieść o francuskich świętych wymaga skonfrontowania z rzeczywistością społeczną. Według badania INSEE i INED z lat 2019–2020 brak przynależności religijnej deklarowało 51 proc. mieszkańców Francji metropolitalnej w wieku od 18 do 59 lat. Z katolicyzmem utożsamiało się 29 proc. badanych, a jedynie 8 proc. deklarujących katolicyzm regularnie uczestniczyło w praktykach religijnych.
Nie oznacza to, że chrześcijaństwo przestało kształtować francuską kulturę. Jego ślady pozostają obecne w architekturze, sztuce, literaturze, kalendarzu, języku i krajobrazie. Coraz częściej jest to jednak dziedzictwo, którego religijna treść nie jest automatycznie przekazywana następnym pokoleniom.
„Wszystko co Najważniejsze” szerzej przedstawiało ten proces w analizie dotyczącej przemiany środowiska regularnie praktykujących francuskich katolików oraz w omówieniu diagnozy Christophe’a Dickèsa o odwracaniu się Kościoła od strategii dostosowywania się do sekularyzacji.
Dla relacji Leona XIV z Francją najważniejszy jest wynikający z tej diagnozy wniosek: papież nie przemawia już do społeczeństwa, które można uznać za katolickie z przyzwyczajenia. Musi zwracać się równocześnie do praktykującej mniejszości, ludzi zachowujących kulturową więź z chrześcijaństwem oraz większości, dla której język Kościoła stał się odległy albo całkowicie obcy.
Powrót katechumenów zmienia znaczenie francuskiego dziedzictwa
Obok sekularyzacji pojawiło się zjawisko, które komplikuje prostą opowieść o zaniku francuskiego katolicyzmu. W 2026 roku do chrztu przygotowywało się ponad 13 tys. dorosłych i przeszło 8 tys. nastolatków. Liczba chrztów dorosłych wzrosła w ciągu dziesięciu lat z 4124 do 13 234. Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” opisywaliśmy już ten trend w tekście „Ekspansja islamu sprzyja ożywieniu katolicyzmu we Francji”.
Nowi chrześcijanie nie wracają do świata, który pamiętają z dzieciństwa. Często po raz pierwszy odkrywają treść kultury, pośród której żyli, lecz której religijnego sensu wcześniej nie znali. Sanktuarium, katedra, żywot świętego czy liturgia nie są dla nich pamiątkami utraconej epoki, ale bramą prowadzącą do doświadczenia osobistej wiary.
Właśnie dlatego papieski sprzeciw wobec nostalgii jest tak istotny. Dziedzictwo chrześcijańskie nie może być wyłącznie argumentem w sporze o narodową tożsamość. Musi pozostawać dostępne dla ludzi, którzy nie odziedziczyli wiary, lecz dopiero jej poszukują.
Szkoła jest miejscem, w którym spotykają się Kościół i Republika
Nieprzypadkowo tekst w „Le Figaro” napisał przewodniczący Rady ds. Szkolnictwa Katolickiego francuskiego episkopatu. Edukacja pozostaje jednym z najważniejszych pól, na których abstrakcyjny spór o laickość zmienia się w konkretne decyzje dotyczące wychowania, finansowania, kontroli państwa oraz prawa rodziców do wyboru szkoły.
Francuskie szkolnictwo katolickie nie funkcjonuje poza Republiką. Zdecydowana większość jego placówek działa na podstawie umów z państwem, realizuje oficjalne programy i uczestniczy w wykonywaniu usługi publicznej. Jednocześnie szkoły zachowują własny charakter, który ma uzasadniać ich istnienie jako instytucji niebędących jedynie kopią szkół państwowych.
W tym punkcie powraca dylemat Leona XIII. Jak pozostać lojalną częścią republikańskiego systemu, nie rezygnując z własnej tożsamości? Jak przyjmować uczniów różnych przekonań, a jednocześnie nie ukrywać chrześcijańskiej wizji człowieka? Jak uznać prawo państwa do kontroli bezpieczeństwa i jakości edukacji, nie pozwalając, aby nadzór zmienił się w likwidację rzeczywistego pluralizmu?
Leon XIV nie musi rozstrzygać szczegółów francuskiej polityki edukacyjnej. Może jednak przypomnieć zasadę, że neutralność państwa nie oznacza monopolu państwa na wychowanie, a wolność szkoły nie zwalnia jej z odpowiedzialności, przejrzystości i ochrony powierzonych jej dzieci.
Papież nie przyjeżdża poprzeć żadnego obozu
Wizyta Leona XIV odbywa się na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi we Francji. Każdy jego gest zostanie więc poddany politycznej interpretacji. Jedni będą próbowali przedstawiać papieża jako obrońcę tradycyjnej Francji, inni jako sojusznika republikańskiego centrum, jeszcze inni jako przeciwnika konkretnych reform dotyczących edukacji, końca życia albo migracji.
Ryzyko politycznego wykorzystania podróży zostało już omówione na „Wszystko co Najważniejsze” w tekście „Leon XIV, Emmanuel Macron i wybory prezydenckie 2027. Skąd obawy przed polityczną instrumentalizacją papieża?”.
Dziedzictwo Leona XIII prowadzi do innego wniosku. Papież może uznać Republikę bez utożsamienia się z jej aktualnymi władzami. Może prowadzić dialog z prezydentem i instytucjami państwa, nie udzielając moralnej legitymizacji całemu ich programowi. Może również krytykować określone prawa bez przyłączania się do któregokolwiek z uczestników kampanii wyborczej.
Taka postawa jest trudniejsza niż polityczne opowiedzenie się po jednej ze stron. Wymaga rozróżnienia między państwem a rządem, między dobrem wspólnym a interesem partyjnym, między głosem moralnym a walką o władzę. Właśnie tego rozróżnienia Leon XIII próbował nauczyć francuskich katolików.
Francja pozostaje pytaniem zadanym Kościołowi
Analiza Matthieu Rougé opublikowana w „Le Figaro” jest głosem nadziei, ale nie jest głosem triumfalizmu. Biskup Nanterre nie twierdzi, że papieska wizyta odwróci sekularyzację ani rozwiąże najpoważniejsze problemy francuskiego Kościoła. Widzi w niej raczej możliwość ponownego nazwania relacji między chrześcijańskim dziedzictwem kraju a jego współczesną republikańską rzeczywistością.
Leon XIV przyjedzie do Francji jako papież świadomy jej świętych, sanktuariów i duchowego promieniowania. Przyjedzie jednak również do kraju, w którym większość mieszkańców nie deklaruje już przynależności religijnej, Kościół utracił dawną pozycję społeczną, a laickość bywa rozumiana zarówno jako ochrona wolności sumienia, jak i jako narzędzie ograniczania obecności religii w życiu wspólnym.
Nie będzie więc wystarczające przypomnienie, że Francja była niegdyś „najstarszą córą Kościoła”. Pytanie brzmi, czy chce i potrafi zrobić cokolwiek z dziedzictwem, które nadal widać w jej katedrach, literaturze, szkołach i sanktuariach. Jeszcze ważniejsze pytanie dotyczy samego Kościoła: czy potrafi proponować to dziedzictwo jako żywe źródło sensu, a nie polityczny znak własności.
W tym miejscu spotykają się Leon XIII i Leon XIV. Pierwszy przekonywał katolików, że nie muszą odrzucać Republiki, aby pozostać wierni Kościołowi. Drugi może przypomnieć Republice, że nie musi usuwać chrześcijaństwa z przestrzeni wspólnej, aby pozostać wierna laickości.
Być może właśnie to jest najważniejszym znaczeniem więzi Leona XIV z Francją. Nie chodzi o sentyment do kraju przodków ani o jeszcze jedną podróż apostolską. Chodzi o podjęcie niedokończonej rozmowy o tym, czy nowoczesne państwo i chrześcijaństwo potrafią żyć obok siebie bez wzajemnego podporządkowania, lecz także bez obojętności. Rozmowy, którą Leon XIII rozpoczął ponad 130 lat temu i której Francja wciąż nie doprowadziła do końca.
Arkadiusz Jordan
Paryż



