Prof. Marcin MATCZAK ostrzega przed obchodzeniem prawa w Trybunale Konstytucyjnym

Marcin Matczak Trybunał Konstytucyjny

Prof. Marcin Matczak apeluje, aby nie zmieniać zasad obliczania kworum Zgromadzenia Ogólnego Trybunału Konstytucyjnego. Wobec zapowiedzianego na 3 listopada 2026 r. posiedzenia TK pojawiła się propozycja uznania, że do podejmowania uchwał wystarczy obecność ośmiu zamiast dziesięciu sędziów. Prawnik ostrzega, że taka interpretacja może stworzyć precedens pozwalający niewielkiej grupie osób podejmować decyzje w imieniu całej instytucji. Jego argumentacja dotyczy fundamentalnej zasady państwa prawa: ograniczeń władzy nie wolno zmieniać tylko dlatego, że utrudniają osiągnięcie zamierzonego celu.

Prof. Marcin Matczak i spór o kworum w Trybunale Konstytucyjnym

Na wtorek 3 listopada 2026 r. na godz. 15.30 zapowiedziano posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Sędzia Anna Korwin-Piotrowska, deklarująca wykonywanie obowiązków prezesa TK mimo braku zaprzysiężenia wobec Prezydenta RP, zapowiedziała rozpatrywanie spraw dotyczących funkcjonowania instytucji.

Wśród zagadnień budzących największe kontrowersje wśród uznanych prawników znalazła się kwestia liczby sędziów niezbędnych do podejmowania ważnych uchwał. Od rozstrzygnięcia tej kwestii zależy, czy grupa ośmiu sędziów będzie mogła skutecznie działać jako Zgromadzenie Ogólne. Byłoby to naruszeniem elementarnych zasad logiki, jak przekonuje prof. Matczak.

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w art. 194 ust. 1 określa skład Trybunału Konstytucyjnego na piętnastu sędziów. Z kolei art. 8 ust. 1 ustawy z 30 listopada 2016 r. o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym stanowi, że Zgromadzenie Ogólne podejmuje uchwały bezwzględną większością głosów, w obecności co najmniej dwóch trzecich ogólnej liczby sędziów, chyba że ustawa stanowi inaczej. Przy piętnastoosobowym składzie oznacza to konieczność obecności dziesięciu sędziów. To właśnie rozumienie ustawowego wymogu stało się przedmiotem ataku osób zajmujących budynek TK, mimo że zapis ten jest jasny i zrozumiały.

Zwolennicy przejęcia Trybunału Konstytucyjnego uważają, że przy ustalaniu kworum należy uwzględnić odsunięcie (zarządzone przez Annę Korwin-Piotrowską) od wykonywania czynności prezesa TK Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego, a także kwestionowany status Jarosława Wyrembaka. Po wyłączeniu tych trzech osób podstawą obliczania kworum miałaby być liczba dwunastu sędziów. Dwie trzecie z dwunastu to osiem, a więc dokładnie tylu uczestników, ilu według zapowiedzi może stawić się na wtorkowym Zgromadzeniu. Dwunastu ani nawet dziesięciu nie będzie.

Prof. Marcin Matczak, prawnik z Uniwersytetu Warszawskiego, zdecydowanie sprzeciwia się zaproponowanej przez układ rządowy zmianie sposobu liczenia kworum. W opublikowanym 2 listopada wpisie na platformie X wskazuje na niebezpieczny mechanizm polegający na poszukiwaniu kolejnych interpretacji mających uzasadnić wcześniejsze, prawnie kontrowersyjne działania. Najpierw trzeba bowiem przyjąć skuteczność zawieszenia części sędziów, a następnie wyprowadzić z tego zupełnie nową zasadę obliczania liczby osób niezbędnych do działania organu. Zdaniem profesora prowadzi to do stopniowego osłabiania prawnych ograniczeń władzy.

Dlaczego argumentacja prof. Marcina Matczaka ma znaczenie dla praworządności

Najważniejszy argument prof. Marcina Matczaka dotyczy celu istnienia kworum. Wymóg obecności określonej części członków organu kolegialnego nie jest formalnością, którą można dostosowywać do aktualnych możliwości zebrania uczestników. Stanowi zabezpieczenie przed podejmowaniem rozstrzygnięć przez grupę zbyt małą, aby reprezentować cały organ. Im większe znaczenie ustrojowe instytucji, tym bardziej istotne staje się przestrzeganie zasad, które ograniczają możliwość jednostronnego przejmowania jej kompetencji.

W przypadku Trybunału Konstytucyjnego ma to znaczenie szczególne. Zgromadzenie Ogólne nie jest zwykłym forum konsultacyjnym, lecz jednym z ustawowych organów Trybunału, posiadającym kompetencje dotyczące między innymi kandydatów na prezesa, immunitetów sędziowskich, regulaminu i spraw organizacyjnych. Jego rozstrzygnięcia mogą wpływać na funkcjonowanie instytucji odpowiedzialnej za kontrolę konstytucyjności prawa. Dlatego wymóg odpowiednio licznej obecności stanowi istotną gwarancję ustrojową.

Kluczowe jest rozróżnienie między możliwością uczestniczenia konkretnego sędziego w danym głosowaniu a ustawową zasadą określania kworum. Nawet jeżeli wobec któregoś z sędziów powstaje prawnie uzasadniona przeszkoda w wykonywaniu określonych czynności, nie oznacza to automatycznie zmiany liczby, od której oblicza się wymaganą obecność. Do takiego skutku potrzebna byłaby odpowiednia podstawa prawna. Tymczasem art. 8 ust. 1 odwołuje się do „ogólnej liczby sędziów Trybunału”, nie zaś wprost do liczby osób aktualnie dopuszczonych do udziału w głosowaniu.

Wpis prof. Marcina Matczaka zwraca uwagę na jeszcze poważniejsze niebezpieczeństwo. Jeśli przyjąć, że odsunięcie sędziego od czynności pozwala jednocześnie zmniejszyć kworum, to podmiot dysponujący wpływem na takie odsunięcia mógłby pośrednio wpływać na liczbę osób niezbędnych do podejmowania uchwał. W skrajnym, hipotetycznym scenariuszu konsekwentne stosowanie takiej zasady pozwalałoby niewielkiej grupie przejąć kompetencje przysługujące całemu Zgromadzeniu. Argument profesora nie oznacza, że taki scenariusz jest dziś prawnie dopuszczalny, lecz pokazuje, do jakich konsekwencji mogłoby prowadzić uznanie spornej interpretacji za ogólną regułę.

.Nie bez znaczenia pozostaje również art. 8 ust. 2 tej samej ustawy, który co do zasady wymaga obecności prezesa Trybunału przy podejmowaniu uchwał przez Zgromadzenie Ogólne, przewidując określony wyjątek ustawowy. W obecnej sytuacji pojawia się zatem odrębna kontrowersja dotycząca tego, kto jest uprawniony do wykonywania obowiązków prezesa i czy czynności podjęte w związku z jego odsunięciem były skuteczne. Samo przyjęcie niższej liczby uczestników nie rozwiązuje wszystkich problemów związanych z legalnością działania Zgromadzenia. Przeciwnie, może prowadzić do nawarstwiania się wątpliwości dotyczących każdej kolejnej uchwały.

Prof. Marcin Matczak od kilku dni krytycznie ocenia także podstawy prawne odsunięcia od czynności dotychczasowego kierownictwa Trybunału. Warto zauważyć, że jego stanowisko nie wynika z politycznej obrony Bogdana Święczkowskiego, którego przydatność do kierowania TK profesor oceniał niezwykle surowo. Wyraźnie rozdziela jednak ocenę osoby sprawującej funkcję publiczną od dopuszczalnych prawnie sposobów jej odsunięcia. To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie w państwie prawa, w którym nawet negatywna ocena działalności funkcjonariusza publicznego nie daje podstaw do pomijania przewidzianych procedur.

Podobny problem pojawia się w szerszej dyskusji o kondycji polskich instytucji. Paulina MATYSIAK w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Praworządność à la carte” wskazywała na niebezpieczeństwo wybiórczego traktowania standardów prawnych przez kolejne większości polityczne. Podkreślała, że zasady poddawane są szczególnie poważnej próbie wtedy, kiedy ich przestrzeganie staje się niewygodne dla sprawujących władzę. Jest to istotny kontekst obecnej debaty o Trybunale Konstytucyjnym, ponieważ jej stawką pozostaje wiarygodność reguł obowiązujących niezależnie od bieżącego układu politycznego.

„Nie można naprawiać państwa prawa poprzez osłabianie jego zasad”

Polski konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego trwa od wielu lat, a zarzuty dotyczące sposobu obsadzania stanowisk sędziowskich i niezależności tej instytucji mają poważne podstawy w sporze konstytucyjnym. Przez ten czas Trybunał utracił znaczną część społecznego autorytetu, a kolejne działania władz pogłębiały podziały dotyczące legalności jego funkcjonowania. Nie oznacza to jednak, że każda metoda zmierzająca do zmiany sytuacji instytucjonalnej może być uzasadniana koniecznością przywrócenia praworządności. Środki służące odbudowie instytucji powinny pozostawać zgodne z zasadami, których przestrzegania od niej oczekujemy.

W tym sensie stanowisko prof. Marcina Matczaka wykracza poza bieżący spór o osiem lub dziesięć miejsc przy stole obrad. Jest przypomnieniem, że interpretacja prawa powinna być możliwa do zastosowania również wówczas, gdy zmieni się większość parlamentarna i osoby sprawujące najważniejsze funkcje państwowe. Jeśli dzisiaj uzna się, że wymóg kworum można ograniczyć poprzez odsunięcie części członków organu, jutro po ten sam mechanizm może sięgnąć zupełnie inne środowisko polityczne. Reguła interpretacyjna nie przestaje obowiązywać wraz ze zmianą tych, którzy uznali ją za korzystną.

Na problem trwałości zasad prawnych zwracał również uwagę prof. Zbigniew STAWROWSKI w eseju „Praworządność jako wartość europejska. Filozoficzny kontekst politycznego sporu”, opublikowanym we „Wszystko co Najważniejsze”. Filozof przypominał o tradycji rozumienia prawa jako wspólnej miary, której muszą podporządkować się również sprawujący władzę. Tak rozumiana praworządność nie sprowadza się do skuteczności działania instytucji, lecz wymaga respektowania reguł ograniczających możliwość arbitralnych rozstrzygnięć. Spór o kworum w Trybunale jest właśnie sprawdzianem tego, czy takie ograniczenia mają rzeczywistą wartość.

Obecny kryzys ma również konsekwencje wykraczające poza sam Trybunał. Obejmuje relacje między rządem, prezydentem oraz innymi organami państwa, a w szerszym wymiarze może wpływać na stabilność polityczną i zdolność podejmowania decyzji budżetowych. W materiale „Przyspieszone wybory w Polsce? Co zmienia kryzys wokół Trybunału” analizowaliśmy scenariusze, w których spory instytucjonalne mogą oddziaływać na funkcjonowanie większości parlamentarnej. Tym bardziej istotne staje się unikanie rozwiązań, które zamiast zakończyć konflikt, dostarczą kolejnych podstaw do kwestionowania legalności działań państwa.

Zgromadzenie Ogólne zapowiedziane na 3 listopada stanie zatem przed problemem poważniejszym niż samo ustalenie liczby obecnych. Będzie musiało odpowiedzieć na pytanie, czy przyjęta interpretacja przepisów zapewnia legalność podejmowanych uchwał i czy nie tworzy precedensu, który w przyszłości zostanie wykorzystany przeciwko niezależności Trybunału. Nawet politycznie pożądane rozstrzygnięcia nie przywrócą autorytetu instytucji, jeżeli od początku będą obciążone istotnymi wątpliwościami dotyczącymi procedury ich podejmowania. Trwałe odbudowanie zaufania wymaga nie tylko nowych decyzji, ale przede wszystkim reguł, których obowiązywania nie trzeba będzie bronić kolejnymi nadzwyczajnymi interpretacjami.

Apel prof. Marcina Matczaka kończą słowa: „Nie idźmy tą drogą”. Ich znaczenie wykracza daleko poza ocenę jednego posiedzenia Trybunału Konstytucyjnego. W państwie prawa ograniczenia proceduralne istnieją także po to, aby uniemożliwiać działania uważane przez aktualną większość za konieczne, lecz pozbawione dostatecznej podstawy prawnej. Jeżeli odbudowa praworządności ma mieć trwały sens, nie może zaczynać się od osłabiania właśnie tych zabezpieczeń, które powinny chronić państwo przed arbitralnością władzy.

Oprac. Karolina Gądek

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 listopada 2026