[Michał KŁOSOWSKI] Tydzień Franciszka, Prakasha, Kadaviego, Kopija, Kuisza, Piotrowskiego, Stanisławskiego, Suskiewicza, Xi Jimpinga, Wójcika, Wigury

[Michał KŁOSOWSKI] Tydzień Franciszka, Prakasha, Kadaviego, Kopija, Kuisza, Piotrowskiego, Stanisławskiego, Suskiewicza, Xi Jimpinga, Wójcika, Wigury

OD REDAKCJI: Co warto z minionego tygodnia wyciągnąć, na kogo zwrócić uwagę, jakie trendy wyłowić i odtąd obserwować? Osoby, tematy, zagadnienia, nie unikając emocji, w autorskim – jak najbardziej subiektywnym – podsumowaniu tygodnia prezentuje Michał KŁOSOWSKI

.Sporo się w minionym tygodniu wydarzyło na świecie. Można powiedzieć, że w pewnym stopniu nastąpił przewrót kopernikański w zakresie polityki międzynarodowej. A może bardziej – geopolityki. Coraz mocniej widać, że  Pax Americana zaczyna trzeszczeć w szwach i prezydent Donald Trump próbuje zrobić wszystko, by proces ten zahamować. Czasem można mieć wrażenie, że rzuca wszystkie karty na stół, podbijając stawkę. Rywale nie są mu dłużni.

Właśnie z tego względu najnowszy Przegląd Tygodnia muszę zacząć od nowego The Economist, które choć często mocno spolaryzowane, tym razem zrobiło świetną robotę. Analiza ostatnich wydarzeń w Chinach nie znalazła co prawda jeszcze swojego miejsca w polskich mediach. Tymczasem The Economist stawia mocną tezę [LINK]: władza w Chinach to dyktatura; po ostatnich zmianach w kierownictwie partii Xi Jimping bierze wszystko.

Wkurzyli mnie tym,

w zasadzie nie oni, ale nasi rodzimi eksperci, którzy nie zadali sobie trudu, by przeanalizować co te zmiany znaczą dla wszystkich, którzy z Chinami robią biznes – w tym także dla Polski. Trudno, skoro mało kogo to zainteresowało (są chwalebne wyjątki!), wkrótce na Wszystko Co Najważniejsze sami przeanalizujemy, jak wewnętrzne zmiany w Chinach będą wpływać na relacje z Polską i szerzej, całym regionem Europy Środkowo-Wschodniej.

W ostatnim czasie staram się jednak zwracać uwagę zwłaszcza, na aspekty pozytywne. Analizy głębsze i prawdziwe, choć nie tak szybko rozchodzące się w sieci.

Zachwyciło mnie,

wspaniałe, najnowsze wydanie magazynu Suma, pisma społeczno-kulturalnego, zwłaszcza zaś tekst Odpolitycznić literaturę. Casus Iwaszkiewicza [LINK]. Pisze w nim Kamil SUSKIEWICZ tak:

Myślę, że jest to bardzo niebezpieczna metoda. Owo instrumentalne traktowanie literatury do argumentowania wielkich narracji. Zresztą rozumiem historiozoficzną narrację profesora Nowaka, podzielam ją nawet w niektórych punktach, szanuję jej patriotyczny wymiar. Wydaje mi się jednak, że prowadzenie szeroko zakrojonej narracji (choćby najbardziej szlachetnej), nie upoważnia nikogo do nieuczciwego traktowania części polskiej kultury, dorobku intelektualnego, poszczególnych ludzi. To zawęża nasze spojrzenie, ale także przekłamuje naszą tożsamość. Bo nie będziemy nigdy tylko z ducha Mickiewicza, Herberta i Rymkiewicza, nawet jeśli ktoś będzie o to usilnie zabiegał. Zawsze zapląta się gdzieś ten Gombrowicz czy ta Dąbrowska. A Skamander nie stałby się symbolem międzywojnia, gdyby obok Lechonia nie należał do niego Iwaszkiewicz, a jeszcze jakże różni od tych dwóch i od siebie nawzajem: Wierzyński, Słonimski, Tuwim. I bardzo dobrze, że tak jest.

Chciałoby się zakrzyknąć – jak to dobrze, że poeci jeszcze piszą wiersze! Od dłuższego czasu obsewuję ten projekt, cieszę się ogromnie, że istnieje. Suma jest mało znana i może lepiej, niech tak pozostanie. Lubię miejsca, które są intelektualną przystanią w zalewie nadmiaru treści. Stąd wiele przemyśleń wniosła lektura tekstu Davida KADAVIEGO [LINK]. Autor słusznie zwraca uwagę, że wiele treści które na co dzień czytamy w Sieci to po prostu śmieci. Śmieci tym większe, im mniej wysiłku musimy włożyć w ich znalezienie. Może porównanie darmowych treści w Intercnecie do jedzenia w McDonald’s to mocna metafora, jednak niezwykle trafna.

Nie lubię słowa „wybitny”,

zawsze kojarzyło mi się z tym gombrowiczowskim okrzykiem „wielkim poetą był”. Chorujemy dzisiaj, w dobie mediów społecznościowych, na zanik umiaru, chorobę nadmiaru. Wszystkie okrzyki: „sława”, „chwała”, „bohater” i „wzór” – których coraz więcej zwłaszcza na Twitterze – sprawiają, że w czasach tak dramatycznie potrzebujących wzorów i autorytetów tym autorytetom sami wybijamy, takimi stwierdzeniami, zęby. Jak traktować szczerbaty autorytet?

Subiektywnie jednak, jest wciąż kilku, którzy naprawdę wielcy intelektualnie, nigdy nie zabiegali o wielkie słowa. Jednym z takich był niewątpliwie Jerzy Jedlicki. Doskonały tekst [LINK] o nim przeczytałem ostatnio na portalu Kultury Liberalnej. Karolina WIGURA i Jarosław KUISZ, w rozmowie z profesorem, kreślą przy okazji jego portret pokazując, że wzorem polskiego inteligenta (celowo piszę z małej litery, by uniknąć oskarżeń o ośmieszanie) nie jest wcale rozbuchany do granic egocentryzm ale oddawanie swych talentów innym, służba drugiemu człowiekowi i budowanie relacji. – Sposobem bycia inteligencji jest zawsze wytwarzanie środowiska – powiedział w rozmowie profesor Jedlicki. I niech to wystarczy za najlepsze podsumowanie.

Drugą taką postacią jest dla mnie Jerzy Turowicz. Redakcja Tygodnika Powszechnego, którą zbudował, jest dla mnie w ogóle wyjątkowym miejscem na mapie Krakowa i Polski. Na Wiślnej, z tyłu krakowskiej Kurii, w starej kamienicy, powstają chyba najuczciwsze intelektualnie teksty.

O Turowiczu, w najnowszym wydaniu Wszystko Co Najważniejsze pisze Łukasz KOŁTUNIAK [LINK]. Przytoczę tylko fragment:

Turowicz podkreślał wspólną historię Polaków i Żydów. Chciał bronić tej historii Polski, w której nasz kraj był przez całe wieki schronieniem i oazą bezpieczeństwa dla starszych braci w wierze. Polskość rozumiał jako otwartość w duchu jagiellońskim. Tak samo sprzeczna z pewnym ideałem polskości była dla niego nienawiść do Ukraińców, Rosjan, Białorusinów czy Niemców. Dla Turowicza historia polskich Żydów była częścią historii Polski. Kiedyś Żydzi przybyli do Polski i znaleźli tu schronienie. Jednak po tylu latach mają prawo czuć się pełnoprawną częścią polskiego społeczeństwa, a ich historia jest częścią historii Polski.

Chciałbym podobne głosy słyszeć na co dzień, w debacie publicznej.

Cieszy mnie bardzo, kiedy widzę polską naukę,

nie tyle zaprzęgniętą w ryzy gospodarczego rozwoju, innowacji i języka binarnego ale szukającą prawdy w historii, nie tylko polskiej. Stąd tekst Kamila KOPIJA, redaktora Mądrych Książek i pracownika Uniwersytetu Jagiellońskiego sprawił mi podwójną radość. Po pierwsze dlatego, że pokazuje jak nowoczesne metody badawcze czy teorię komunikacji można odnieść do zjawisk historycznych, po drugie dlatego zaś, że w dzisiejszym nadmiarze słów tekst ten jest świadectwem, że pewna choroba nie dotyczy tylko współczesności. Mówię o totalnej potrzebie kreowania wizerunku, która jak pokazuje tekst, znana już była w Cesarstwie Rzymskim. Kiedy się przeanalizuje sposoby i środki, zaprzęgane wówczas do tej pracy okaże się, że może wcale nie mamy na co tak bardzo narzekać? Całość tekstu dostępna jest na profilu autora w serwisie academia.edu [LINK].

Poszukiwania racjonalnej lewicy przywiodły mnie coraz bardziej do kręgów młodej, kościelnej inteligencji. Frapujące dane odnalazłem w rozmowie Karola KLECZKI, redaktora portalu Deon.pl i Konrada Pędziwiatra w Magazynie Kontakt [LINK]. Rozmowa dotyczy stanu polskich seminariów duchownych a dokładniej ich mieszkańców. Już sam tytuł sprawia, że można trzeba się tu zatrzymać: Jest wielu Jacków Międlarów w polskich seminariach, mówi rozmówca Kleczki. Jak to możliwie? Otóż: Dawniej kleryk był osobą, która miała jakiś bagaż doświadczeń życiowych. Teraz bardzo często są to goście prosto po szkole średniej. Zmienia się też miejsce pochodzenia. Jedynie 4 procent to byli ludzie, którzy pochodzili z metropolii, z miast powyżej pół miliona mieszkańców. Kiedyś troszkę częściej do seminariów szli ludzie z dużych miast. Ciekawe są też kwestie dotyczące ich poglądów politycznych. Porównałem moje wyniki z wcześniejszymi badaniami prowadzonymi w seminariach i okazało się, że dawniej zróżnicowanie sympatii politycznych było znacznie większe. Tymczasem moi respondenci byli bardzo homogeniczni i stali murem za rządzącą koalicją. Nie trafiła mi się żadna osoba, która głosowała na partie lewicowe, margines sympatyzował z partiami centrowymi, natomiast było wielu, którzy chcieliby widzieć w parlamencie polskim skrajną prawicę.

Świetny, jest tekst

Bartka WÓJCIKA na jagiellonski24.pl [LINK]. Pokazuje on, jak bardzo różnorodne było środowisko patriotyczne po 1945 a co za tym idzie, jak trudne w jednoznacznej ocenie. Tekst też świetnie wskazuje, jak próba budowania narodowego mitu na oporze wobec komunizmu, który zupełnie inaczej jest postrzegany w wielu państwach na świecie, musi upaść. Nie można w końcu w jednym szeregu stawiać Burego i Inki, majora Babinicza i morderców, którzy korzystając z zamieszania, by napełnić sobie kiesę.

O historii nieoczywistej piszemy także w najnowszym wydaniu Wszystko Co Najważniejsze. Analizujemy, jak konstruowana była pamięć Marca 1968 w Polsce, jakie wydarzenia poprzedziły jeden z tych “polskich miesięcy”. Mowa m.in. o kampanii antysemickiej w Ludowym Wojsku Polskim, o której na naszych łamach pisze Paweł PIOTROWSKI, w tekście „Czarna karta Wojciecha Jaruzelskiego” [LINK].

Dobrze, że są środowiska, jak warszawska „Więź”, której 60-lecie przypadło w lutym tego roku, gdzie czytać można mądre, spokojne, pogłębione teksty, unikające spraw bieżących. Podobną ideą kierujemy się na Wszystko Co Najważniejsze, a w tym tygodniu zaproponujemy między innymi teksty o tym, jak rozumieć pojecie wolności w polskiej tradycji intelektualnej i historycznej. Zadamy też pytania o granicę rozwoju społecznego i możliwości zaprzęgnięcia technologii w działania mające za zadanie poprawienie roli państwa na arenie międzynarodowej podobnie, jak zrobił to w zeszłym tygodniu piszący dla Wszystko Co Najważniejsze Abushir PRAKASH, kanadyjski naukowiec indyjskiego pochodzenia, proponujący stworzenie przez Polskę Wolnego Rynku Robotów [LINK].

Zgadzam się, z diagnozą

postawioną na łamach Nowej Konfederacji przez dra Wojciecha STANISŁAWSKIEGO. Pisząc o polskiej debacie politycznej stawia tezę oczywistą z jednej storny ale często umykającą: sferą debaty politycznej w Polsce rządzą głęboko skrywane antypisowskie lęki [LINK] w sferze języka doprowadzonych do poziomu absordu. Nic dodać, niewiele ująć. Może jedynie to, że w wielu przypadkach stanowisko takie nie wynika z pogardy co czystej nienawiści. O jej skali świadczyć może chociażby ostatnia notka na blogu Times of Israel, napisana przez Katarzynę LUBNAUER.

Na zakończenie o kobietach…

Papież Franciszek więcej robi dla poprawy sytuacji kobiet na świecie, niż feministki. Bergoglio powiedział ostatnio, że martwi go mentalność maskulinistyczna. I faktycznie, jest czym się martwić, bo kobiecość w kulturze współczesnej często spychana jest do poziomu, przedstawionego przez Patryka Vegę w jego ostatnim filmie. Dobrze, że papież upomina się o w tej sprawie. No bo jeśli nie on, to kto?

… i książkowe perełki!

W osatnim czasie wpadły mi w ręce dwie książki, które choć może nie nowe, warto przeczytać. Jedną z nich jest „The Evolution of The West”, Nicka Spencera a drugą „Prisoner of Geography” Tima Marshala. Pozycje obowiązkowe dla wszystkich, którzy chcą zastanowić się nad przyszłością Europy.

Michał Kłosowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 lutego 2018