Mroczna turystyka w Czarnobylu. Jakie sekrety skrywa skażona strefa?

Czterdzieści lat po katastrofie Czarnobyl przestał być wyłącznie symbolem nuklearnej tragedii. Stał się przestrzenią napięcia między pamięcią a popkulturą, nauką a mitami, a także celem „mrocznej turystyki”, która przyciągała dziesiątki tysięcy osób rocznie. Dziś – po pandemii i wojnie – zona znów wymyka się prostym definicjom.
Mroczna turystyka w Czarnobylu
.Czarnobyl i zona wokół elektrowni jądrowej stały się celem wyjazdów dla tysięcy osób w ramach tzw. mrocznej turystyki. Przez 40 lat od tej katastrofy miejsce to na stałe weszło do popkultury, fabuł gier komputerowych i komiksów. Niektórzy wokół elektrowni łapali pokemony. O katastrofie krąży nadal wiele fake newsów.
Do katastrofy w elektrowni atomowej w Czarnobylu doszło 26 kwietnia 1986 roku. Wybuch czwartego reaktora siłowni doprowadził do skażenia części terytoriów Ukrainy i Białorusi. Substancje radioaktywne dotarły też nad Skandynawię, Europę Środkową, w tym Polskę, a także na południe kontynentu – do Grecji i Włoch. W strefie wokół Czarnobyla do dziś obowiązuje zakaz osiedlania się ludzi.
Życie wbrew zakazom
Książka „Ostatni ludzie Czarnobyla” Krystiana Machnika o samosiołach pokazuje jednak, że nadal ludzie tam żyją, bo części osób pozwolono na powrót do swoich domów po wysiedleniu. W wioskach na terenie zony – jak powiedział Krystian Machnik – żyje jeszcze 11 osób.
Pik turystyczny strefa osiągnęła w roku 2019, gdy do Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia wjechało blisko 125 tysięcy osób. Miało to ścisły związek z premierą serialu HBO o katastrofie elektrowni w Czarnobylu. Pandemia ograniczyła ten ruch – ukraińskie dane wskazują na 36 tysięcy w roku 2020, ale też na odbicie do 73 tysięcy w roku 2021.
Wojna i zamknięta strefa
Atak Rosji na Ukrainę w 2022 roku de facto zamknął strefę dla klasycznej turystyki. Wjeżdżają tam obecnie głównie naukowcy, dziennikarze i delegacje państwowe. O zaminowaniu lasów w strefie napisał autor książki „Ostatni ludzie Czarnobyla” Krystian Machnik.
– Rosyjskie wojska poza śmiercią i zniszczeniem zostawiły za sobą nieprawdopodobny chaos. Administracja została kompletnie sparaliżowana, Rosjanie zabrali dyski twarde ze wszystkich komputerów; przepadły więc dane ludzi mających prawo wjeżdżać do strefy, w tym moje. Pracownicy rozkładali ręce – nie mogli wystawić przepustek; nie mieli jak. Mijał tydzień od wyzwolenia, a ja wciąż nie znalazłem możliwości, by dostać się do samosiołów, którzy już drugi miesiąc byli bez dostaw jedzenia – pisał Krystian Machnik, który spędził w strefie już blisko 500 dni swojego życia.
To on zauważył tam coś, co umykało wielu eksploratorom, zainteresowanym znajdowaniem lokacji z gier, które od lat bardzo chętnie wykorzystywały Czarnobyl do budowania fabuł. Znalazł ludzi i życie.
Turystyka między pamięcią a popkulturą
Osoby, które grały w „Call Of Duty 4”, wjeżdżały do Czarnobyla, aby porównać lokacje. Niekoniecznie zwiedzały Prypeć w tradycyjny sposób – mówiła w wywiadzie dla kanału Czarnobylcy dr Anna Duda z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Specjalistka Instytutu Studiów Międzykulturowych od lat zajmuje się fenomenem mrocznej turystyki w strefie wykluczenia. To ona napisała w artykule „Mroczna turystyka w obliczu wyzwań ponowoczesności na przykładzie Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia” o kontrowersjach związanych z zachowaniem części turystów odwiedzających tłumnie po roku 2017 Czarnobyl i Prypeć.
– Innym przykładem, gdzie łapanie pokemonów budzi kontrowersje, jest Czarnobylska Strefa Wykluczenia. Przestrzeń ta ze względu na znamienny wpływ kultury popularnej, szczególnie gry „S.T.A.L.K.E.R.” czy „Call of Duty IV”, ale także nakręcone tam horrory czy powstałą na ten temat literaturę, jest miejscem dysonansu kulturowego – mówiła dr Anna Duda.
Doświadczenie „Zony”
Przywoływała przykład gry w Pokemon Go, która w przypadku Muzeum Holocaustu uznawana jest za zachowanie niegodne tego miejsca, odnosząc się także do kontrowersji w związku z szukaniem pokemonów w pobliżu miejsca największej katastrofy w historii energetyki jądrowej.
„Trudno powstrzymać się od porównania szukania stworków do szukania hot-spotów, czyli cząsteczek promieniotwórczych w skażonej przestrzeni. Jest to jedna z najważniejszych turystycznych atrakcji Zony. Turyści gromadzą się wokół tego szczególnego punktu i z dreszczykiem emocji obserwują zmieniające się na liczniku wartości. Doświadczenie dodatkowo wzmacnia wydobywający się coraz intensywniejszy dźwięk” – opisywała dr Anna Duda.
Zwracała także uwagę, że performatywne zachowania turystów stały się nieodłącznym elementem czarnobylskiego krajobrazu. Jak podkreślała, na wzór gry „S.T.A.L.K.E.R.” lub „Call of Duty” zwiedzający „skradają się, punkty must see nazywają lokacjami, oczyma wyobraźni stają się bohaterami ulubionych postapokaliptycznych gier”.
Samotność i wojenne ślady
Zupełnie inny cel mają wyjazdy do samosiołów, których samotność w opustoszałych 96 miejscowościach – obecnie ostatni ludzie Czarnobyla żyją w czterech wioskach – jest doświadczeniem trudnym do opisania.
O pierwszej wizycie w zonie z pomocą humanitarną, już po odbiciu terenu z rosyjskiej okupacji, Krystian Machnik pisał: „Pierwsza wojenna wizyta była więc bardzo specyficzna. W miejscu wysadzonego mostu na rzece Uż pojawił się wojskowy most pontonowy”.
„Na wjeździe do miasta naszym oczom ukazały się gruzy budynku, w którym Rosjanie podczas okupacji urządzili sobie sztab. Wysadzili go, gdy się wycofywali” – relacjonował Krystian Machnik.
Fake newsy i rzeczywistość naukowa
Katastrofa w Czarnobylu to także cały czas pojawiające się w przestrzeni publicznej fake newsy, głównie oparte na operowaniu strachem i lękiem przed radiacją i jej skutkami.
– Główne przerysowanie katastrofy w mediach dotyczy liczby ofiar związanych z tą katastrofą – powiedział prof. Kamil Fedus z Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UMK w Toruniu.
Powołał się na raport Komitetu Naukowego ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego, który stwierdza, że 134 pracowników elektrowni i członków ekip ratowniczych było narażonych na bardzo wysokie dawki promieniowania jonizującego.
Fizyk podkreślił, że w krótkim czasie około 30 osób zmarło w związku z chorobą popromienną. Wskazał także na nieprecyzyjne dane dotyczące zachorowalności na raka tarczycy oraz na brak zrozumienia mechanizmów promieniowania.
Na wiele fake newsów zwraca uwagę także portal napromieniowani.pl, odnosząc się m.in. do twierdzeń, że w reaktorach w Czarnobylu produkowano pluton do bomb atomowych.
„Dlaczego więc reaktor RBMK miał konstrukcję zbliżoną do reaktorów wojskowych? Odpowiedź jest prosta – oszczędności” – wyjaśniają eksperci portalu.
PAP/Tomasz Więcławski/MJ






