Jan ROKITA: Mord w Jarosławiu

Mord w Jarosławiu

Photo of Jan ROKITA

Jan ROKITA

Filozof polityki. Absolwent prawa UJ. Działacz opozycji solidarnościowej, poseł na Sejm w latach 1989-2007, były przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej. Wykładowca akademicki. Autor felietonów "Luksus własnego zdania", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".

Ryc.: Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Pierwszymi poszkodowanymi po zamachu będą Ukraińcy żyjący w Polsce, którzy odczują już nie niechęć, ale wrogość milionów Polaków. W nieodległym czasie straci też na tym państwo ukraińskie, gdyż wszyscy polscy politycy, niezależnie od swoich zapatrywań, będą musieli się liczyć już nie z obojętnością, ale narastającym sprzeciwem wobec pomocy dla Ukrainy. Ale prawdziwą szkodę nieuchronnie ponieść musi polityka polska – pisze Jan ROKITA

.Kiedy piszę ten felieton, w domenie publicznej dostępne są tylko cząstkowe informacje o czwartkowym (24 września 2026 r.) ataku ukraińskiego nożownika w Jarosławiu. Ale to, co wiadomo, wystarcza, aby mieć pewność, iż to nie tylko ludzka tragedia, ale również złowieszcze zdarzenie dla polskiej polityki.

Ktoś taki jak ja, zakorzeniony w dziedzictwie Galicji, ma natychmiast skojarzenie z dniem 12 kwietnia 1908 roku, kiedy to młody Ukrainiec zamordował we Lwowie namiestnika Andrzeja Potockiego. Podobny to był klimat polityczny i podobny czas narastającej wzajemnej wrogości Polaków i Ukraińców. A tamto morderstwo stało się punktem zwrotnym, po którym nawet tak wybitny i tak pełen dobrej woli mąż stanu, jak następca Potockiego – Michał Bobrzyński – nijak nie mógł już powstrzymać nadchodzącej katastrofy. Co prawda mord na jarosławskim kapłanie – śp. księdzu Stanisławie Zbojnowiczu – nie jest zabójstwem czołowego polityka, tak jak to było w roku 1908. Ale prawdę mówiąc – to tylko tym gorzej.

Zabójstwo katolickiego księdza i atak na wiernych modlących się w kościele upodabnia bowiem nieuchronnie w naszej wyobraźni zamach w Jarosławiu do znanych terrorystycznych ataków dokonywanych przez islamskich migrantów w zachodniej Europie. Takich choćby jak zamachy islamistów na bazylikę Notre Dame w Nicei w 2020 roku albo na kościół Saint-Etienne w Rouen w 2016.

Morderca księdza Zbojnowicza też jest niestety migrantem, tyle że z Ukrainy. I to co najgorsze, że ów mord w polskiej zbiorowej wyobraźni upodabnia całą milionową diasporę ukraińską w Polsce do islamskiej społeczności we Francji, Anglii czy Niemczech, ze wszystkimi mrocznymi skutkami takiego, w istocie przecież nieprawdziwego podobieństwa. Dobrze przynajmniej, że polskie władze i polska policja nie poszły znanym tropem służb w krajach zachodniej Europy, które zazwyczaj próbują zataić tożsamość narodową mordercy, jeśli jest nim Arab, Azjata lub Murzyn, co podnieconych ludzi doprowadza tylko do większej wściekłości. Polska policja powiedziała od razu prawdę, że morderca ma ukraiński paszport i w dniu zamachu wjechał do Polski. Chwała jej za to.

.To, że mord popełniony został na Podkarpaciu, i to w katolickim kościele Świętych Mikołaja i Stanisława Biskupa, tylko pogarsza sytuację. Z własnego doświadczenia domniemywam, że powszechne dziś w Polsce nastroje antyukraińskie są najsilniejsze właśnie tutaj i na Lubelszczyźnie, być może zresztą ze względu na żywą pamięć zbrodni popełnionych przez UPA. Zaś zamach na świątynię i mord na księdzu nadaje jeszcze całej historii wymiar religijnego świętokradztwa, rozniecając zadawnioną nienawiść religijną, którą nieco starsi pamiętają choćby z fanatycznej walki o kościół pojezuicki w Przemyślu.

Co więcej, te dwa regiony stały się ostatnio terenem nonsensownego eksperymentu, polegającego na urządzaniu wojennych alarmów w Polsce, jeśli Moskale akurat atakują pobliskie regiony Ukrainy. W atmosferze histerii zmusza się tu małe dzieci do opuszczania klas i zbiegania do piwnic szkolnych, co rozjusza rodziców (skądinąd nie bez racji) i prowokuje masowo wyznawane tu teorie spiskowe, wedle których premier Tusk przygotowuje stan wyjątkowy w obu regionach oraz wysiedlenia ludności pod pretekstem wojny. W takich okolicznościach zamach Ukraińca na kościół oraz zabicie księdza i poranienie wiernych – to polityczny dynamit podłożony pod masowe złe emocje.

Rzecz jasna – pierwszymi poszkodowanymi po zamachu będą Ukraińcy żyjący w Polsce, którzy odczują już nie niechęć, ale wrogość milionów Polaków. Dla nich ten zamach jest prawdziwym dopustem Bożym. W nieodległym czasie straci też na tym państwo ukraińskie, gdyż wszyscy polscy politycy, niezależnie od swoich zapatrywań, będą musieli się liczyć już nie z obojętnością, ale narastającym sprzeciwem wobec pomocy dla Ukrainy. Ale prawdziwą szkodę nieuchronnie ponieść musi polityka polska; pytanie tylko o rzeczywistą skalę tej szkody.

Zarówno we Francji, jak i w Anglii czy w Niemczech – tego rodzaju akty terrorystyczne dokonywane przez migrantów zwiększały społeczną akceptację dla ugrupowań nacjonalistycznych, które jako jedyne wydają się ludziom zdolne do przełamania dotychczasowego stanu politycznej niemożności w polityce migracyjnej. Nie ma powodu, aby przypuszczać, że w Polsce będzie inaczej.

.Mało kto już będzie zwracać uwagę na oczywistą różnicę, jaka dzieli niebezpieczną migrację obcych kulturowo i nieprzyjaznych zachodnim ideałom islamskich Arabów, Azjatów i Murzynów od pobratymczych, asymilujących się i dziedziczących tradycję wspólnej przez wieki polsko-ruskiej państwowości Ukraińców, na dodatek żywotnie potrzebnych dziś polskiej gospodarce.

Jeszcze jeden taki zamach przed przyszłorocznymi wyborami, a okaże się, że polska scena polityczna zostanie przebudowana w sposób skrajny. I w każdym razie na prawicy jedynymi rywalami wyborczymi nacjonalistów zostaną już tylko… ultranacjonaliści, jawnie przedkładający fanatyzm nad interes kraju.

W polskiej brutalizującej się grze o władzę jest tylko jeden polityk, który na takim scenariuszu miałby zysk: jest nim oczywiście Donald Tusk. Jego diagnoza, niedawno sformułowana na Campusie Polska Przyszłości 2026, że prawicowcy to ludzie, którzy „Polskę sprzedadzą w pięć minut, jeśli będą mieć w tym interes”, dla wielu nabrałaby bowiem wiarygodności.

Jan Rokita

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 września 2026
Fot. Krzysztof PESZKO / Forum