Codziennie spotykamy Ukraińców, ale społeczny dystans rośnie [CBOS]

Ponad połowa Polaków zna Ukraińca osobiście, a 62 proc. spotyka osoby z Ukrainy pracujące w Polsce co najmniej raz w tygodniu. Mimo tej powszechnej obecności od 2023 roku spadła akceptacja Ukraińców we wszystkich rolach badanych przez CBOS, najsilniej w przypadku szefa, opiekuna dziecka oraz członka rodziny. Nowe dane pokazują, że polsko-ukraińskie napięcie dotyczy dziś nie tylko bliskości, lecz także zaufania, odpowiedzialności i pozycji społecznej.
Ukraiński sąsiad tak, ukraiński szef coraz rzadziej
.Ponad połowa Polaków zna przynajmniej jednego Ukraińca jako członka rodziny, sąsiada, przyjaciela, kolegę z pracy lub dalszego znajomego, a 62 proc. spotyka osoby z Ukrainy pracujące w Polsce co najmniej raz w tygodniu. Jednocześnie od 2023 roku spadła gotowość do zaakceptowania Ukraińca w każdej z sześciu ról badanych przez CBOS, przy czym najmocniejszy spadek nie dotyczy rodziny, lecz przełożonego w pracy. Polska stała się krajem powszechnego kontaktu polsko-ukraińskiego, ale sam kontakt nie przełożył się automatycznie na trwałe zaufanie.
Najnowszy komunikat CBOS „Kontakty Polaków z Ukraińcami i społeczny dystans wobec nich” pozwala zobaczyć znacznie więcej niż kolejne wahnięcie sympatii w sondażu. Badacze nie pytali wyłącznie, czy respondenci „lubią” Ukraińców, lecz sprawdzili, w jakich rolach spotykają ich na co dzień oraz jakiego rodzaju relacje byliby skłonni zaakceptować. Powstała w ten sposób mapa pokazuje społeczeństwo, w którym współobecność stała się normą, lecz jej poszczególne poziomy bardzo się od siebie różnią.
Badanie przeprowadzono od 2 do 12 lipca 2026 roku na reprezentatywnej imiennej próbie 938 pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru PESEL. Respondenci samodzielnie wybierali formę udziału: 65,5 proc. odpowiedziało w wywiadzie bezpośrednim CAPI, 16,6 proc. telefonicznie, a 17,9 proc. przez internet. Ten sam zestaw pytań zastosowano we wszystkich trzech trybach, vide pełny komunikat CBOS.
Powszechna obecność nie zawsze oznacza bliskość
Osoby narodowości ukraińskiej występują w co najmniej jednej z badanych ról w życiu 55 proc. Polaków. Najczęściej są dalszymi znajomymi, co deklaruje 40 proc. respondentów, następnie kolegami ze szkoły lub pracy, których wskazuje 28 proc., oraz przyjaciółmi lub bliskimi znajomymi, obecnymi w życiu 27 proc. badanych. Ukraińskiego sąsiada ma 20 proc. Polaków, natomiast Ukraińca w rodzinie jedynie 5 proc.
Nie należy sumować tych odsetków jako udziału w całej populacji, ponieważ jedna osoba mogła wskazać kilka kategorii. Suma odpowiedzi wynosi 120 proc., co pokazuje jednak, że kontakty często występują równolegle: ten sam respondent może znać Ukraińców z pracy, sąsiedztwa i kręgu towarzyskiego. Mimo to struktura pozostaje czytelna, ponieważ relacje słabsze są wyraźnie częstsze od więzi rodzinnych, a dalsi znajomi pojawiają się w odpowiedziach ośmiokrotnie częściej niż członkowie rodziny.
Jeszcze bardziej powszechny jest kontakt formalny z Ukraińcami pracującymi w Polsce. Codziennie doświadcza go 27 proc. badanych, kilka razy w tygodniu 24 proc., a raz w tygodniu kolejne 11 proc., co łącznie daje 62 proc. respondentów mających styczność przynajmniej raz na tydzień. Kontakty dwa lub trzy razy w miesiącu deklaruje 9 proc., raz w miesiącu 7 proc., raz na dwa lub trzy miesiące 4 proc., jeszcze rzadziej 7 proc., natomiast całkowity brak styczności tylko 10 proc.
Geografia tej współobecności jest bardzo nierówna. W największych miastach codzienny kontakt z pracującymi Ukraińcami deklaruje 58 proc. mieszkańców, podczas gdy na wsi 20 proc., a w ogóle nie doświadcza go odpowiednio 3 proc. i 17 proc. Równie wyraźna jest różnica w dalszych znajomościach: Ukraińców w tej roli wskazuje 63 proc. mieszkańców największych miast i 35 proc. mieszkańców wsi.
Bliskie relacje także częściej powstają w środowiskach, w których kontakt jest łatwiejszy. Ukraińskich przyjaciół lub bliskich znajomych ma 40 proc. respondentów w wieku 18–24 lata, lecz tylko 14 proc. osób mających co najmniej 65 lat. Taką relację deklaruje 37 proc. mieszkańców największych miast wobec 23 proc. mieszkańców wsi, 34 proc. osób z wyższym wykształceniem wobec 18 proc. z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym oraz 35 proc. respondentów z gospodarstw o najwyższych dochodach wobec 22 proc. z najniższymi dochodami.
Te liczby nie pozwalają jeszcze rozstrzygnąć, czy częstszy kontakt buduje większą otwartość, czy raczej osoby i środowiska bardziej otwarte częściej wchodzą w takie relacje. Pokazują natomiast, że określenie „stosunek Polaków do Ukraińców” ukrywa co najmniej kilka różnych rzeczywistości. Dla mieszkańca metropolii kontakt może być codziennym doświadczeniem zawodowym i towarzyskim, podczas gdy dla części mieszkańców wsi lub osób starszych pozostaje znacznie rzadszy i bardziej pośredni.
Największy spadek dotyczy władzy i odpowiedzialności
Drugą część badania CBOS oparł na wariancie skali Bogardusa, służącej do mierzenia dystansu społecznego wobec określonej grupy. Respondentów pytano, czy zaakceptowaliby Ukraińca jako kolegę z pracy, sąsiada, lekarza, synową lub zięcia, opiekuna dziecka oraz szefa. Te same pytania zadano w 2023 roku, dzięki czemu można porównać nie tylko ogólny poziom akceptacji, lecz także tempo zmian w każdej z ról.
W 2026 roku 83 proc. badanych nie miałoby nic przeciwko Ukraińcowi jako koledze z pracy, wobec 91 proc. w 2023 roku, co oznacza spadek o 8 punktów procentowych. Ukraińskiego sąsiada zaakceptowałoby 82 proc. respondentów, o 10 punktów mniej niż trzy lata wcześniej, a ukraińskiego lekarza 75 proc., również o 10 punktów mniej. Są to nadal wysokie większości, dlatego raportu nie należy przedstawiać jako dowodu powszechnego odrzucenia Ukraińców.
Znacznie większe zmiany widać tam, gdzie relacja wymaga wyjątkowego zaufania albo wiąże się z hierarchią. Ukraińca jako synową lub zięcia zaakceptowałoby 63 proc. badanych, podczas gdy w 2023 roku było to 78 proc., co daje spadek o 15 punktów. Zgoda na Ukraińca jako opiekuna dziecka zmniejszyła się z 74 do 58 proc., czyli o 16 punktów, natomiast akceptacja ukraińskiego szefa spadła z 73 do 55 proc., a więc aż o 18 punktów procentowych.
W dodatkowej analizie statystycznej danych z obu fal każdy z sześciu spadków okazał się większy, niż można byłoby oczekiwać od samego błędu losowego przy standardowych założeniach, z poziomem istotności p poniżej 0,001. Nie jest więc przekonujące tłumaczenie całej zmiany przypadkowym składem dwóch prób. Jednocześnie sondaż nie wskazuje jednej przyczyny spadku, dlatego liczby pozwalają rozpoznawać wzór, ale nie uprawniają do prostego orzeczenia, co dokładnie go wywołało.
Najbardziej interesujące jest to, że największa erozja nie dotyczy wejścia do rodziny. Silniej spadła gotowość do zaakceptowania Ukraińca jako szefa, a niemal równie mocno jako osoby, której powierza się dziecko. Można z tego wyprowadzić hipotezę, że część napięcia przebiega nie tylko wzdłuż osi bliskości, lecz także wokół władzy, odpowiedzialności oraz pozycji społecznej.
Ta interpretacja wymaga ostrożności, ponieważ pytanie o szefa może uruchamiać zarówno niechęć narodowościową, jak i obawy związane z językiem, stylem zarządzania, awansem migrantów czy konkurencją na rynku pracy. Pytanie o opiekuna dziecka dotyka z kolei bezpieczeństwa, komunikacji i najbardziej osobistego rodzaju zaufania. Dane pokazują zatem, gdzie opór wzrósł najmocniej, lecz nie pozwalają zredukować go do jednej emocji ani nazwać całego zjawiska wyłącznie konfliktem statusowym.
Wykształcenie i dochód dzielą mocniej niż płeć
CBOS stworzył syntetyczny wskaźnik liczby ról, w których respondent zaakceptowałby Ukraińca, od zera do sześciu. Średnia dla 838 osób, które udzieliły odpowiedzi pozwalających obliczyć wskaźnik, wyniosła 4,12, przy odchyleniu standardowym 2,05. Za tą jedną liczbą kryją się jednak duże różnice między grupami społecznymi.
Najmocniej różnicuje wykształcenie. Osoby z wykształceniem wyższym akceptują Ukraińców średnio w 4,80 roli, a osoby z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym w 3,19 roli; różnica wynosi 1,61 punktu na sześciostopniowej skali. W dodatkowych obliczeniach odpowiada to dużej wielkości efektu, d Cohena równej około 0,82, wyraźnie większej niż efekt wieku.
Drugi silny podział wiąże się z sytuacją materialną. W grupie o dochodach do 1999 zł na osobę średnia wynosi 3,56, natomiast wśród osób dysponujących co najmniej 6000 zł na osobę 4,78. Jeszcze większą różnicę widać przy subiektywnej ocenie warunków materialnych: respondenci oceniający je jako złe uzyskują średnio 3,05, a oceniający je jako dobre 4,37.
Znaczenie ma również wielkość miejscowości. Mieszkańcy wsi akceptują osoby z Ukrainy średnio w 3,82 roli, a mieszkańcy miast liczących co najmniej pół miliona osób w 4,64. Wiek różnicuje słabiej: najniższy wynik notują osoby w wieku co najmniej 65 lat, ze średnią 3,81, a najwyższy badani w wieku 35–44 lata, ze średnią 4,43.
Poglądy polityczne tworzą wyraźny gradient, lecz nie wyjaśniają całości. Na lewicy średnia wynosi 4,83, w centrum 4,51, na prawicy 3,78, natomiast wśród osób, które nie określają swoich poglądów, zaledwie 3,41. Oznacza to, że największy dystans nie występuje w grupie deklarującej prawicową identyfikację, lecz wśród respondentów pozostających poza prostą osią lewica–prawica.
Płeć okazuje się natomiast czynnikiem słabym. Mężczyźni akceptują Ukraińców średnio w 4,20 roli, kobiety w 4,04, a różnica nie osiąga istotności statystycznej. To ważne uzupełnienie wcześniejszych analiz, które wskazywały na szczególną niechęć w części młodych kobiet; nowy wynik ogólnopolski nie potwierdza, aby sama płeć była dziś jednym z głównych wymiarów podziału. Warto zestawić oba ujęcia z tekstem prof. Piotra Długosza, pamiętając, że badania dotyczą różnych prób, okresów i pytań.
Kontakt pomaga, ale nie w każdych warunkach
Jedna z najbardziej znanych hipotez psychologii społecznej mówi, że kontakt między grupami może ograniczać uprzedzenia, zwłaszcza gdy odbywa się między osobami o zbliżonym statusie, przy wspólnych celach i w warunkach współpracy. Dane CBOS są z tą intuicją częściowo zgodne: grupy społeczno-zawodowe, które częściej mają przyjaciół wśród Ukraińców, na ogół akceptują ich w większej liczbie ról. W dodatkowej analizie trzynastu grup zależność na poziomie grupowym była dodatnia i umiarkowanie silna, ze współczynnikiem korelacji r równym 0,68.
Nie wolno jednak interpretować tego wyniku jako dowodu, że sam kontakt automatycznie zmienia poglądy konkretnej osoby. Korelacja została obliczona dla grup zawodowych, a nie dla indywidualnych respondentów, dlatego może odzwierciedlać także wykształcenie, dochód, wielkość miasta i charakter pracy. Co więcej, jedna z grup tworzy znaczący wyjątek od ogólnego wzoru.
Pracownicy usług najczęściej spośród analizowanych grup deklarują ukraińskich przyjaciół lub bliskich znajomych, co dotyczy 42 proc. z nich, a codzienny kontakt z pracującymi Ukraińcami ma 43 proc. Mimo to ich średni wskaźnik akceptacji wynosi 3,76, wyraźnie mniej niż 4,70 wśród kadry kierowniczej i specjalistów, 4,62 wśród pracowników administracyjno-biurowych czy 4,58 w prywatnym sektorze poza rolnictwem. Jest to grupa mająca dużo kontaktu, lecz jednocześnie relatywnie duży dystans.
Możliwym wyjaśnieniem jest charakter styczności w segmencie, w którym Polacy i Ukraińcy częściej wykonują podobne zadania, ubiegają się o te same stanowiska lub odczuwają presję płacową. Prof. Piotr Długosz opisywał na łamach Wszystko co Najważniejsze, że w badaniach z lat 2023–2024 rosło przekonanie o wpływie uchodźców na ceny, rynek mieszkań, usługi publiczne i możliwość znalezienia pracy. Kontakt, któremu towarzyszy poczucie nierówności lub konkurencji, może działać inaczej niż kontakt oparty na współpracy i równym statusie.
Nie oznacza to, że społeczne przekonania są prostym odbiciem gospodarczych faktów. Według omawianego przez Wszystko co Najważniejsze raportu Deloitte obecność uchodźców podniosła polski PKB w 2024 roku o 2,7 proc., 80 proc. dochodów uchodźczych gospodarstw domowych pochodziło z pracy, a dane nie potwierdziły przewidywań o obniżeniu płac i wzroście bezrobocia Polaków LINK. Korzystny bilans makroekonomiczny może jednak współistnieć z lokalnym poczuciem konkurencji w konkretnym zakładzie pracy, branży, mieście lub grupie dochodowej.
Stosunek do człowieka nie jest tym samym co stosunek do polityki
Najważniejszym błędem byłoby połączenie wszystkich pytań o Ukrainę i Ukraińców w jeden wskaźnik sympatii. Można akceptować Ukraińca jako sąsiada, lekarza czy kolegę, a jednocześnie uważać, że państwo powinno ograniczyć część świadczeń albo przestać przyjmować kolejnych uchodźców. Możliwe jest również stanowisko odwrotne: poparcie pomocy Ukrainie z powodów bezpieczeństwa przy zachowaniu dużego dystansu w relacjach osobistych.
W innym badaniu CBOS, relacjonowanym na Wszystko co Najważniejsze, 52 proc. respondentów uważało, że Polska nie powinna dalej przyjmować uchodźców z terenów objętych wojną, a 42 proc. było przeciwnego zdania. Jednocześnie 54 proc. oceniało skalę pomocy jako zbyt dużą, 40 proc. jako odpowiednią, a 3 proc. jako zbyt małą. Wyniki te są wyraźnie bardziej krytyczne niż 82-procentowa akceptacja ukraińskiego sąsiada czy 83-procentowa akceptacja kolegi z pracy.
Ta rozbieżność nie musi oznaczać sprzeczności respondentów. Ludzie inaczej oceniają konkretną osobę, którą znają z osiedla lub miejsca pracy, a inaczej abstrakcyjną kategorię uchodźców, koszty systemu i decyzje rządu. Dla polityki integracyjnej to rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie, ponieważ sama poprawa codziennych relacji nie musi odwrócić opinii o świadczeniach, migracji czy przyszłym członkostwie Ukrainy w Unii Europejskiej.
Nie można też sprowadzić zmiany wyłącznie do ekonomii. Pamięć historyczna, przebieg wojny, komunikacja władz w Kijowie i Warszawie oraz spory symboliczne oddziałują na zbiorowe emocje. W badaniu IBRiS omawianym przez Wszystko co Najważniejsze 33,6 proc. Polaków deklarowało, że spór wywołany uhonorowaniem UPA przez Wołodymyra Zełenskiego pogorszył ich stosunek do Ukraińców, podczas gdy 60,7 proc. twierdziło, że ich nastawienie się nie zmieniło.
Polska weszła w trudniejszą fazę integracji
Pierwsza faza po rosyjskiej inwazji z lutego 2022 roku była okresem mobilizacji, pomocy i moralnej jednoznaczności. Po kilku latach obecność około 1,68 mln osób z Ukrainy stała się elementem codzienności, a relacje polsko-ukraińskie coraz częściej podlegają tym samym napięciom co inne procesy migracyjne: konkurencji o mieszkania, szkoły, ochronę zdrowia, miejsca pracy i prestiż. Zmiana nie polega więc na prostym przejściu od solidarności do wrogości, lecz na wejściu w fazę, w której ogólne deklaracje ustępują miejsca doświadczeniom konkretnych instytucji i hierarchii.
Badanie CBOS pokazuje jednocześnie dwie prawdy. Pierwsza mówi, że Ukraińcy są już częścią społecznej rzeczywistości Polski: 55 proc. Polaków zna ich osobiście w co najmniej jednej roli, 62 proc. spotyka pracujących Ukraińców co najmniej raz w tygodniu, a w każdej z badanych ról akceptację nadal deklaruje ponad połowa respondentów. Druga mówi, że od 2023 roku dystans zwiększył się wszędzie, a najszybciej tam, gdzie relacja oznacza podporządkowanie, odpowiedzialność lub wyjątkowe zaufanie.
Z punktu widzenia państwa najważniejszym wyzwaniem nie jest już wyłącznie stworzenie okazji do kontaktu, ponieważ w wielkich miastach i wielu branżach ten kontakt jest powszechny. Znacznie trudniejsze staje się budowanie poczucia równych reguł, przejrzystości świadczeń, uczciwej konkurencji i awansu opartego na kompetencjach. Jeżeli codzienna styczność ma ograniczać dystans, nie może być stale interpretowana jako gra o sumie zerowej, w której awans jednej grupy oznacza stratę drugiej.
Nie ma zarazem podstaw, aby z jednego badania wyprowadzać diagnozę o trwałym zerwaniu między Polakami i Ukraińcami. Wynik 55 proc. akceptacji ukraińskiego szefa jest najniższy spośród sześciu ról i spadł najmocniej, lecz nadal oznacza większość, podobnie jak 58 proc. w przypadku opiekuna dziecka i 63 proc. w przypadku synowej lub zięcia. Najuczciwszy wniosek brzmi zatem mniej efektownie niż hasło o odwróceniu sympatii: polsko-ukraińska współobecność jest już głęboka, ale jej społeczna jakość stała się krucha i silnie zależy od pozycji, bezpieczeństwa materialnego oraz rodzaju relacji.
Sebastian Nizio




