„Nie mówi się takich rzeczy” [Hanna KRALL]

„Nie mówi się takich rzeczy” – najnowsza książka Hanny Krall zilustrowana przez Zbigniewa Liberę – to zbiór reporterskich miniatur. Wiele z nich domyka rozmaite wątki z twórczości reporterki, po raz pierwszy pojawia się adresat opowieści nazwany „Ojczenaszem”.

Twórczość Hanny Krall zdaniem wielu krytyków jest bardzo literacka, ona sama widzi jednak wyraźną granicę pomiędzy literaturą opartą na fikcji a literaturą faktu

.Nie mówi się takich rzeczy” to zbiór migawek z życia Hanny Krall i tych, którzy powierzyli jej własne historie lub do których — w różny sposób, także poprzez lekturę — dotarła. Zbiór reporterskich miniatur dotyka zachowań ludzi w trudnych czasach, cierpienia i rozmaitych sposobów radzenia sobie z nim, ale też natury zła. Ukazują, że historia się powtarza, a człowiek, niczego się nie ucząc, ciągle wpada w te same pułapki. W zapiskach pojawiają się postaci znane z wcześniejszych książek Krall, wiele tych opowieści dopowiada po latach zakończenie wcześniejszych historii.

Krall pokazuje, że żaden człowiek nie jest monolitem, w każdym w różnych proporcjach miesza się dobro ze złem, a o tym, które zwycięży czasem decyduje bardziej historia niż człowiek. W zapiskach pojawia się na przykład Bohater Narodowy, który zabił przyzwoitych ludzi, reporter, który okazał się konfidentem i wydał partyzantów wciągając ich w obławę, stary człowiek, który po pół wieku milczenia odzywa się w momencie, gdy na jego dom lecą irańskie rakiety. Czasami o losie decyduje jedna, drobna decyzja, jak w przypadku bohatera innej opowieści, który wrócił do domu, bo nie ukrył swojej maszyny. On i żona zginęli w obozie koncentracyjnym, przeżyła tylko córka.

Zapiski Krall tym razem mają adresata – to znany z pacierza, którego musiała nauczyć się jako mała dziewczynka, uciekinierka z getta, „Ojczenasz”. „Ojczenaszu… Wszystko jest ze sobą połączone, nie udawaj, że nie wiesz”, „Miewasz sny, Ojczenaszu?”, „Nie Ty przyszłość wymyśliłeś?” – tak zwraca się do niego reporterka. W ilustrujących teksty Krall pastelach awangardowego artysty, Zbigniewa Libery, można dopatrywać się – w gałęziach drzew czy chmurach – twarzy i oczu, które uważnie śledzą, co dzieje się na świecie. Hanna Krall nie otrzymuje jednak żadnej odpowiedzi na swoje pytania ani reakcji na opowiadane przez siebie historie. „Kosmiczna bezwzględność wobec naszego losu” – tak Libera opisał na wtorkowym spotkaniu z czytelnikami wymowę ilustracji.

Skąd pojawił się „Ojczenasz”? We wtorek Hanna Krall próbowała odpowiedzieć na to pytanie, ale szło jej opornie. „Proszę mnie nie pytać, nie wiem, kim jest. Po prostu w pewnym momencie odezwał się. Uważam, że to miłe, że zwraca się do mnie” – mówiła. Publiczność zwróciła uwagę, że modlitwą, której znajomość uratowała małą Hannę podczas okupacji była „Zdrowaś Mario”. „Ale Maria nigdy się mnie o nic nie pytała, a Ojczenasz – tak” – odpowiedziała reporterka. „Trudno powiedzieć, jak się objawił ani jak do tego doszło. Nie da się tego nazwać ani zracjonalizować. Pewnego dnia spytał: »Jaka jest sytuacja?«. I ja mu zaczęłam opowiadać. To wszystko” – dodała.

„Nie mówi się takich rzeczy” to piąta już z kolei książka Hanny Krall, którą autorka zapowiada jako ostatnią, zamykającą twórczość. Pierwszy raz próbowała to zrobić „Białą Marią” w roku 2011, jednak po promocji książki jednego dnia otrzymała dwa telefony, oba dotyczące postaci, która w „Białej Marii” pojawiła się właściwie przypadkowo. „»Biała Maria« domagała się dopowiedzenia” – przekonywała Krall, gdy w 2015 ukazało się kolejne, uaktualnione wydanie. Tak samo tłumaczyła się w 2017 roku, gdy dopisała kolejną część – „Synapsy”. Kolejna „ostatnia książka” to „Szczegóły znaczące”, pokłosie współpracy z „Tygodnikiem Powszechnym”.

„Nie mówi się takich rzeczy” powstały w ten sam sposób, co kolejne części „Białej Marii” – wątki rozpoczęte we wcześniejszych utworach doczekały się zakończenia albo zyskały w zmieniającej się historii nowy kontekst, wydobywający inne znaczenia. „Nie jest wykluczone, że ta książka wcale nie jest ostatnia” – zapowiedziała Krall.

„Mój sposób na reportaż polega na podzieleniu świata na bardzo drobne realia, na drobne cząstki, na jakieś tam swetry, wąsy, sztuczne kwiaty, żeberka wieprzowe, małe fiaty, na to wszystko, co się da podzielić. Później oddzielam, odwirowuję to, co niepotrzebne i wychodzi efekt zagęszczenia. Krótko mówiąc, rozkładam świat na cząsteczki, a później go składam na nowo. Wymyśliłam sobie, że poprzez ważne szczegóły da się opowiedzieć świat. Z początku myślałam, że to dotyczy tylko małego realizmu, że tak można opowiedzieć tylko PRL. Jednak, kiedy napisałam pierwszy rozdział »Zdążyć przed Panem Bogiem«, zauważyłam, że to się sprawdza i w rzeczach wielkich” – wspominała Krall w rozmowie z Jackiem Antczakiem w książce „Reporterka”.

Twórczość Hanny Krall zdaniem wielu krytyków jest bardzo literacka, ona sama widzi jednak wyraźną granicę pomiędzy literaturą opartą na fikcji a literaturą faktu. „Literat wie wszystko o swoim bohaterze, a w każdym razie wie tyle, ile chce wiedzieć. Reporter o swoim bohaterze nie wie prawie nic. Zawsze trafia na jakąś ścianę, tajemnicę, jeżeli ją odkryje, to często jej nie rozumie, a jeżeli nawet zrozumie – to często takt i dyskrecja nie pozwalają mu o tym napisać. Gdy się ma odwagę stwarzania świata, zostaje się pisarzem, ja takiej odwagi nie mam” – mówiła na jednym ze spotkań z czytelnikami Krall.

Hanna Krall, kronikarka losów polskich Żydów, mówi sama o sobie, że żyje życiem zwielokrotnionym – także swych bohaterów. Niechętnie opowiada o sobie, choć przyznaje, że niektórymi elementami własnej biografii dzieliła się z bohaterami swoich książek.

Urodziła się 20 maja 1935 r. w Warszawie, w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Podczas okupacji jej rodzice zginęli w obozie na Majdanku, pięcioletnia Hania została wykradziona z transportu do obozu. Przeżyła dzięki pomocy Polaków, po latach obliczyła, że do jej ocalenia przyczyniło się około 50 osób. Dziewczynkę przekazywano z rodziny do rodziny w Krasnoglinach, Rykach, Warszawie, przebywała także w klasztorze sióstr Albertynek w Życzynie. Ukrywanie Hanny Krall finansowała Żegota.

Książkę Hanny Krall i Zbigniewa Libery „Nie mówi się takich rzeczy” opublikowało Wydawnictwo Znak Literanova

.Po wojnie została umieszczona w sierocińcu dla dzieci żydowskich w Otwocku. Ukończyła wydział dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Debiutowała w 1957 roku na łamach „Życia Warszawy” reportażem „Nietoperze nad Miechowem”. W redakcji tej gazety pracowała w latach 1955-66. Następnie podjęła współpracę z „Polityką” (1966 -80). W roku 1966 jako korespondentka prasowa czasopisma została wysłana do ZSRS, gdzie przez trzy lata zbierała materiały do reportaży „Na wschód od Arbatu” (1972), „Syberia, kraj możliwości” (1974) oraz „Dojrzałość dostępna dla wszystkich” (1977). Już w pierwszych utworach Hanny Krall ukształtował się charakterystyczny dla jej warsztatu pisarskiego styl: krótki, oszczędny w słowach, opierający się na wypowiedzi bohatera ze znikomym komentarzem autorskim.

W marcu 1975 roku w miesięczniku „Odra” ukazał się tekst „Sposób umierania”, będący zapisem rozmowy Hanny Krall z Markiem Edelmanem. Autorka przystąpiła do pracy nad kontynuacją opowieści o powstaniu w warszawskim getcie, która pod tytułem „Zdążyć przed Panem Bogiem”, drukowana była w odcinkach w „Odrze” w 1976 roku, a w formie książkowej ukazała się w roku następnym. Pozycja ta przyniosła Krall światowy rozgłos. Potem ukazały się m.in. „Hipnoza”, kolejne książki Krall to m.in. „Taniec na cudzym weselu” (1993), „Dowody na istnienie” (1995) i „Tam już nie ma żadnej rzeki” (1998), „To Ty jesteś Daniel” (2001), „Król Kier znów na wylocie” (2006).

Książkę Hanny Krall i Zbigniewa Libery „Nie mówi się takich rzeczy” opublikowało Wydawnictwo Znak Literanova.

Twarze i imiona

.Istnieje wiele pięknych dzieł literackich, które mówią właśnie o tej wewnętrznej architekturze mojego serca, zespalającej wszystko.

.Na przykład powieść Stefana Zweiga pod tytułem „Niecierpliwość serca”. Rzeczywiście, serce jest niecierpliwe całe życie. Ono często utrudnia życie innym, wprowadzając tę niedobrą niecierpliwość. Jakie jest moje serce? Jaka jest moja wewnętrzna architektura? Czy moje serce wygląda jak bunkier z kamienia, czy może jest delikatne jak subtelne projekty Ludwiga Miesa van der Rohego? Jego domy odsłaniają widok na świat, ich ściany to lekkie szyby, które choć oddzielają, to jednak nie przesłaniają, wpuszczają światło i piękno zewnętrzne. 

Co jest w moim sercu? Co stanowi tę prostą architekturę mojego wnętrza? 

Jeśli jest tam lęk, to całą rzeczywistość odbieram przez jego pryzmat. Dostrzegam tylko to, co stanowi zagrożenie. Wszystkiego się boję – egzaminu, życia, pracy magisterskiej, związku, dziecka, podróży, zakupów – bo wewnętrzny lęk reżyseruje wszystko, każe mi patrzeć przez swoje przelęknione oczy. Lęk wyłapuje tylko to, co zagraża, więc w  każdym wyjściu z  domu widzi niebezpieczeństwo. Utrudnia życie i zabiera pasję. Sprawia, że przed egzaminem czujesz więcej lęku niż pasji, przed wyborem pracy magisterskiej przerażenie zamiast zaciekawienia. Masz w sercu lęk, bo ktoś go kiedyś tam włożył – może nie ty, może ktoś inny – ale on tam jest. 

W sercu może być pustka. Wtedy ona kreuje wszystko i przemienia wszystko w pustkę. „Takie puste to życie, takie puste to miasto” – to nie miasto jest puste, ale moje serce, które swoją wewnętrzną architekturę przenosi na zewnętrz. Miasto nie jest puste, życie samo w sobie też nie jest puste, to moje serce jest puste i ono wszystko postrzega jako puste. 

W sercu może być bałagan. Gdy opanuje je chaos, wszystko inne staje się chaosem – polityka, gospodarka, edukacja. Chaotyczne serce nawet Boga czyni chaosem. Ono nie potrafi utrzymać porządku – porządku więzi, normy, moralności. 

W sercu może być izolacja. Ono może być niezwykle osamotnione. Izolacja w sercu przemienia wszystko w izolację, sprawia, że lepiej czuję się sam niż z drugą osobą, że bezpieczniej czuję się w mojej izolacji niż w relacji z innym. A ponieważ w moim sercu nie ma nikogo, najbezpieczniej czuję się w samotności – „Kiedy wreszcie pójdziecie? Gdy zostanę sam, wtedy będę bezpieczny”. Owa izolacja nie pozwala także Bogu zbliżyć się do mnie, oddala Go. „Proszę księdza, dlaczego Bóg mnie opuścił?” – to nie Bóg cię opuścił, to izolacja twojego serca maluje taką Jego ikonę, taki obraz tego, kim jest. Delikatna architektura wewnętrzna przenosi się na całą twoją architekturę teologiczną. 

Wiele osób nosi w sercu ból, doświadczenie krzywdy, traumy. Dlatego wszędzie widzą zagrożenie krzywdą albo nawet prowokują do jej wyrządzania (jakby chcąc powtórzyć architekturę swojego wnętrza), lub też sami krzywdzą, z ofiar stając się agresorami. Jakie serce, taka rzeczywistość, stąd skrzywdzeni krzywdzą albo ciągle wchodzą w rolę ofiary. Są wykorzystywani przez szefa w pracy, choć też wiele robią, żeby w taką rolę wejść: nie bronią się, nie stawiają granic, wybierają ludzi, którzy wykorzystują, nie odchodzą od nich, ciągle pozostają w roli krzywdzonych. Tak robią, bo w ich sercu jest krzywda. 

W sercu może być też płacz małego dziecka, które ciągle woła: „Mamusiu, mamusiu, kiedy przyjdziesz? Nie zostawiaj mnie”. Jeśli w sercu dorosłej kobiety czy dorosłego mężczyzny ciągle brzmi płacz dziecka, to cały świat jest jakby układany pod tym kątem – cała architektura relacji, związku, małżeństwa. „Nie zostawiaj mnie, mamusiu! Kiedy wreszcie przyjdziesz?”, a gdy nie przychodzi, pojawia się rozczarowanie, żal, złość. Płacz dziecka reżyseruje wszystko. 

W sercu może być zło – destrukcja, która wszystko niszczy. Czasami mam wrażenie, że są ludzie, którzy ciągle dążą do destrukcji. Cokolwiek mówią, jest ironiczne, destrukcyjne, jakby zawsze chcieli coś zniszczyć. Co się stało, że to zło się tam pojawiło? Kto je włożył? Jaki jest jego początek? 

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/ks-krzysztof-grzywocz-twarze-i-imiona/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 1 kwietnia 2026
Fot.:ŚwiatKsiążki