Nielegalna imigracja w Japonii. Jak działa plan zero?

nielegalna imigracja w Japonii

Japonia przyjmuje rekordową liczbę zagranicznych pracowników i turystów, a jednocześnie chce zredukować nielegalny pobyt cudzoziemców do zera. Rząd premier Sanae Takaichi wzmacnia kontrole i przyspiesza deportacje, choć starzenie się społeczeństwa sprawia, że japońska gospodarka będzie potrzebowała coraz większej liczby imigrantów.

.Ta pozorna sprzeczność znajduje się w centrum reportażu opublikowanego przez najpoważniejszy francuski dziennik „Le Figaro”. Jego autor opisuje sytuację rodzin, które od wielu lat mieszkają w Japonii, lecz nigdy nie uzyskały trwałego prawa pobytu, oraz politykę państwa coraz wyraźniej oddzielającego pożądaną migrację zarobkową od osób pozostających poza obowiązującym systemem. Japoński przypadek jest szczególnie ważny, ponieważ pokazuje, jak jedno z najszybciej starzejących się społeczeństw świata próbuje pogodzić potrzeby gospodarki, bezpieczeństwo granic i niechęć znacznej części obywateli do trwałej zmiany struktury społecznej.

Japonia otwiera się na pracowników, ale nie na nielegalny pobyt

Na koniec 2025 r. w Japonii mieszkało 4 125 395 cudzoziemców, podczas gdy dziesięć lat wcześniej było ich 2 232 189. Liczba zagranicznych mieszkańców niemal się więc podwoiła, choć nadal stanowią oni jedynie niewielką część liczącego około 123 mln osób społeczeństwa. W tym samym czasie liczba przyjazdów cudzoziemców wzrosła z niespełna 19,7 mln w 2015 r. do ponad 42,4 mln w 2025 r.

Jeszcze szybciej rośnie znaczenie obcokrajowców dla rynku pracy. Według japońskiego Ministerstwa Zdrowia, Pracy i Opieki Społecznej pod koniec października 2025 r. w kraju pracowało 2 571 037 cudzoziemców, o 11,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Największą grupę stanowili obywatele Wietnamu, których było ponad 605 tys., następnie Chin – niemal 432 tys. – oraz Filipin – około 261 tys. Liczba przedsiębiorstw zatrudniających pracowników z zagranicy przekroczyła 371 tys. i była najwyższa od chwili wprowadzenia obowiązku gromadzenia tych danych.

Oddzielnym zjawiskiem jest turystyka. Japońska Narodowa Organizacja Turystyczna podaje, że w 2025 r. kraj odwiedziło 42 683 600 osób, czyli o 15,8 proc. więcej niż rok wcześniej i najwięcej w historii. Słaby jen, rosnąca popularność Japonii oraz odbudowa światowego ruchu turystycznego po pandemii sprawiły, że w najbardziej uczęszczanych miejscach pojawiły się problemy z nadmiernym ruchem, wzrostem cen i zachowaniem części odwiedzających.

Te trzy liczby – ponad 4,1 mln zagranicznych mieszkańców, 2,57 mln zagranicznych pracowników i 42,7 mln turystów – odnoszą się do różnych grup. W debacie publicznej są jednak często łączone w jedno zjawisko określane jako „problem cudzoziemców”. Właśnie to zatarcie granicy między legalnie zatrudnionym pracownikiem, turystą naruszającym miejscowe obyczaje, osobą ubiegającą się o azyl i cudzoziemcem, który pozostał po wygaśnięciu wizy, zwiększa polityczną siłę postulatu zaostrzenia przepisów.

Tymczasem skala nielegalnego pobytu jest znacznie mniejsza. Według Agencji ds. Imigracji 1 stycznia 2026 r. w Japonii przebywało 68 488 osób, które przekroczyły dozwolony okres pobytu. Było ich o 6375, czyli o 8,5 proc., mniej niż rok wcześniej. Oznacza to, że osoby pozostające w kraju po wygaśnięciu prawa pobytu odpowiadały za mniej niż 1,7 proc. całej populacji cudzoziemców i około 0,06 proc. ludności Japonii.

Zestawienie tych danych zmienia perspektywę. Japonia nie mierzy się z masowym, niekontrolowanym przekraczaniem granicy, lecz przede wszystkim z kilkudziesięcioma tysiącami osób, które wjechały do kraju legalnie, ale nie opuściły go po utracie ważnego tytułu pobytowego. „Plan zero” dotyczy więc w pierwszej kolejności egzekwowania decyzji administracyjnych, kontroli zatrudnienia i deportacji, a nie budowania fizycznej bariery na granicy.

Na czym polega japoński plan zero?

Program nazwany oficjalnie „Planem zera nielegalnych rezydentów na rzecz bezpieczeństwa i spokoju obywateli” został ogłoszony 23 maja 2025 r. Nie stworzył go jeszcze gabinet Sanae Takaichi, lecz rząd jej poprzednika, Shigeru Ishiby. Jest to rozróżnienie istotne, ponieważ obecna premier nie zainicjowała tej polityki, ale po dojściu do władzy nadała jej większe znaczenie i włączyła ją do własnego programu politycznego.

Pierwotny plan obejmował trzy kolejne etapy polityki migracyjnej: kontrolę wjazdu, zarządzanie pobytem wraz z postępowaniami azylowymi oraz wyjazd lub deportację. Japońskie Ministerstwo Sprawiedliwości uzasadniało nowe rozwiązania rosnącym niepokojem społecznym i przypadkami wielokrotnego składania wniosków azylowych, które miały służyć odsuwaniu wykonania prawomocnej decyzji o wydaleniu. Administracja otrzymała zadanie szybszego rozpatrywania spraw, skuteczniejszego odnajdywania osób pozostających bez prawa pobytu i sprawniejszego wykonywania nakazów deportacyjnych.

W 2026 r. rząd przygotował pakiet wzmacniający, w którym do dotychczasowych narzędzi dodano zaostrzenie działań wykrywających osoby przebywające w Japonii nielegalnie. Rozszerzono również współpracę policji, Ministerstwa Sprawiedliwości, Agencji ds. Imigracji i resortu pracy w zwalczaniu nielegalnego zatrudnienia. W praktyce oznacza to więcej kontroli, szybszą wymianę informacji między instytucjami oraz większy nacisk na pracodawców korzystających z pracy osób bez właściwego zezwolenia.

Statystyki pokazują już pierwsze skutki. W 2025 r. procedurami deportacyjnymi lub nakazami wyjazdu objęto 18 442 cudzoziemców, spośród których w 13 435 przypadkach stwierdzono nielegalne wykonywanie pracy. Na podstawie nakazów deportacyjnych wydalono 7563 osoby, natomiast 9789 wyjechało w ramach uproszczonego nakazu opuszczenia kraju. Spośród deportowanych na podstawie formalnego nakazu 6677 osób, czyli 88,3 proc., samodzielnie pokryło koszty wyjazdu.

Władze nie ograniczają się do usuwania osób już przebywających w kraju. Sanae Takaichi zapowiedziała utworzenie systemu JESTA, czyli japońskiego odpowiednika elektronicznej autoryzacji podróży, który ma umożliwić wcześniejszą weryfikację części osób korzystających z ruchu bezwizowego. Premier argumentuje, że państwo powinno utrudniać wjazd osobom niespełniającym warunków, a jednocześnie przyspieszać odprawę turystów i podróżnych, wobec których nie ma zastrzeżeń.

Oficjalnym celem nie jest zatem ograniczenie każdej obecności cudzoziemców. Rząd opisuje swoją doktrynę jako budowę „społeczeństwa uporządkowanego i harmonijnego współistnienia”. W jej ramach zapowiada jednocześnie konsekwentne egzekwowanie prawa, naukę języka japońskiego dla przybyszów, wyjaśnianie miejscowych norm oraz ułatwianie życia tym cudzoziemcom, którzy przestrzegają przepisów, płacą podatki i składki ubezpieczeniowe.

Azyl w Japonii pozostaje wyjątkiem

Najbardziej spornym obszarem „planu zero” pozostaje polityka azylowa. W 2025 r. w Japonii złożono 11 298 wniosków o uznanie za uchodźcę, o 8,7 proc. mniej niż rok wcześniej. Status uchodźcy otrzymało 187 osób, jednak pełny bilans jest szerszy: 474 osobom przyznano ochronę uzupełniającą, a 525 pozwolono pozostać w kraju ze względów humanitarnych. Łącznie administracja zaakceptowała więc pobyt 1186 osób w ramach całego systemu ochrony.

Dane potwierdzają, że uzyskanie w Japonii formalnego statusu uchodźcy jest niezwykle trudne, ale jednocześnie pokazują, że proste zestawianie liczby wniosków wyłącznie z liczbą przyznanych statusów nie oddaje wszystkich decyzji. Wprowadzona ochrona uzupełniająca pozwala pozostawić w kraju część osób, które nie spełniają wąskiej definicji uchodźcy wynikającej z konwencji genewskiej, lecz mogą być narażone na poważne niebezpieczeństwo po powrocie.

Zaostrzenie systemu nastąpiło po wejściu w życie w czerwcu 2024 r. znowelizowanej ustawy o kontroli imigracji i uznawaniu uchodźców. Wcześniej złożenie kolejnego wniosku azylowego automatycznie wstrzymywało deportację bez względu na liczbę wcześniejszych postępowań. Obecnie osoba składająca trzeci lub następny wniosek może zostać wydalona, chyba że przedstawi nowe, istotne dowody uzasadniające udzielenie ochrony.

Rząd uważa, że wcześniejsze przepisy zachęcały do wielokrotnego uruchamiania tej samej procedury wyłącznie po to, aby uniemożliwić wykonanie prawomocnej decyzji. Obrońcy praw człowieka odpowiadają, że w sprawach dotyczących prześladowania błąd administracji może prowadzić do deportacji osoby rzeczywiście zagrożonej. UNHCR przyjął wprowadzenie ochrony uzupełniającej z aprobatą, ale równocześnie ostrzegł, że część nowych przepisów może zwiększać ryzyko naruszenia zasady non-refoulement, zakazującej odsyłania człowieka do państwa, w którym groziłyby mu prześladowania lub poważna krzywda.

Państwo wprowadziło także system nadzoru będący alternatywą dla umieszczenia cudzoziemca w ośrodku detencyjnym. Administracja deklaruje, że przy podejmowaniu decyzji ma oceniać nie tylko ryzyko ucieczki, ale również konsekwencje pozbawienia wolności dla konkretnej osoby, a zasadność dalszego zatrzymania powinna być sprawdzana co trzy miesiące. Problem polega na tym, że organizacje pomocowe i prawnicy podważają skuteczność tych zabezpieczeń, wskazując na szeroki zakres uznaniowości pozostawiony służbom imigracyjnym.

Dzieci wychowane w Japonii mogą zostać wysłane do nieznanego kraju

Reportaż „Le Figaro” pokazuje konsekwencje tej polityki przez historie ludzi znajdujących się pomiędzy formalnym statusem a rzeczywistą przynależnością do japońskiego społeczeństwa. W lipcu w Izbie Radców wystąpiła grupa kurdyjskich uczniów i studentów pochodzących z rodzin wywodzących się z Turcji. Część z nich urodziła się w Japonii, mówi przede wszystkim po japońsku, chodziła do miejscowych szkół i zna Turcję głównie z dokumentów swoich rodziców.

W 2023 r. Ministerstwo Sprawiedliwości pozwoliło pozostać w kraju 171 dzieciom o nieuregulowanym statusie, biorąc pod uwagę długość ich pobytu i stopień związania z Japonią. Prawo pobytu przyznawano również części rodziców, ponieważ deportowanie dorosłych oznaczałoby faktyczne pozostawienie dzieci bez opieki. Rozwiązanie miało jednak charakter ograniczony i nie zapewniło wszystkim rodzinom trwałego bezpieczeństwa po zakończeniu edukacji przez dzieci.

Młodzi Kurdowie opisani przez francuski dziennik obawiają się, że wraz z ukończeniem szkoły wygaśnie szczególna ochrona ich rodzin. Niektórzy mają trudności z podejmowaniem pracy studenckiej lub kontynuowaniem nauki, a niepewność dotycząca pobytu rodziców przekłada się na ich zdrowie psychiczne. Z perspektywy administracji ich rodziny od lat nie spełniają warunków legalnego pobytu, z perspektywy samych dzieci deportacja oznaczałaby natomiast przeniesienie do państwa, którego języka, systemu edukacji i codzienności właściwie nie znają.

„Le Figaro” przywołuje również przypadek Sam, transpłciowej kobiety z Filipin, która przyjechała do Japonii legalnie w 1990 r., lecz od 1992 r. pozostawała bez uregulowanego statusu. Przez 26 lat żyła z japońskim partnerem, a po zatrzymaniu w 2019 r. osiem miesięcy spędziła w ośrodku detencyjnym. Kiedy sąd rodzinny uznał zmianę jej płci, pojawiła się możliwość zawarcia małżeństwa i podjęcia starań o legalizację pobytu, jednak w maju została ponownie zatrzymana i już następnego dnia deportowana na Filipiny.

Oba przykłady stawiają pytanie o granicę między egzekwowaniem prawa a uwzględnianiem faktycznych więzi społecznych. Wieloletni pobyt nie może automatycznie unieważniać przepisów, ponieważ prowadziłoby to do nagradzania ich omijania. Z drugiej strony państwo, które przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat tolerowało obecność konkretnej rodziny, pozwoliło dzieciom dorastać w swoim systemie szkolnym i nie stworzyło skutecznej ścieżki uregulowania sytuacji, ponosi część odpowiedzialności za powstały dramat.

Sanae Takaichi przejmuje politykę twardej selekcji

Sanae Takaichi została premierem Japonii 21 października 2025 r. jako pierwsza kobieta w historii kraju na tym stanowisku. Urodzona w 1961 r. w prefekturze Nara, pochodzi spoza wielkich dynastii politycznych, ukończyła zarządzanie na Uniwersytecie Kobe, pracowała w Stanach Zjednoczonych w biurze kongresmenki Partii Demokratycznej Pat Schroeder, a mandat do Izby Reprezentantów po raz pierwszy zdobyła w 1993 r. Pełną sylwetkę premier, jej drogę do władzy i poglądy przedstawia tekst „Kim jest Sanae TAKAICHI? Władza, Japonia i nowa polityka Azji”.

Takaichi była bliską współpracowniczką premiera Shinzo Abego, kierowała między innymi resortem spraw wewnętrznych i komunikacji oraz odpowiadała za bezpieczeństwo gospodarcze. Sama wskazuje Margaret Thatcher jako polityczny wzór, popiera rewizję pacyfistycznej konstytucji, rozbudowę zdolności obronnych oraz bardziej zdecydowaną ochronę strategicznych interesów Japonii. Na płaszczyźnie gospodarczej kontynuuje część założeń „Abenomics”, opowiadając się za aktywną rolą państwa, pobudzaniem inwestycji i ulgami podatkowymi.

Jej sposób prowadzenia polityki migracyjnej jest zgodny z szerszym profilem rządów: państwo ma przyjmować osoby potrzebne gospodarce, ale samo określać ich liczbę, kwalifikacje i warunki pobytu. Takaichi nie przedstawia legalnej migracji jako zjawiska, które należy zatrzymać. Podkreśla jednak, że tolerowanie nielegalnego zatrudnienia, nieopłacania podatków lub wielokrotnego wykorzystywania procedur odwoławczych osłabia zaufanie obywateli również do cudzoziemców przestrzegających prawa.

Premier stara się jednocześnie odcinać od otwartego nacjonalizmu wymierzonego we wszystkich obcokrajowców. W lutowym przemówieniu programowym zapewniała, że stanowcza reakcja na naruszenia prawa ma właśnie zapobiec pogrążeniu się Japonii w ksenofobii. Zapowiadała równocześnie rozwijanie nauczania języka japońskiego, lepsze objaśnianie cudzoziemcom zasad funkcjonowania państwa i tworzenie warunków do wspólnego życia dla tych, którzy respektują prawo.

Polityczna pozycja Takaichi jest dziś wyjątkowo silna. W przedterminowych wyborach z lutego 2026 r. Partia Liberalno-Demokratyczna zdobyła 316 miejsc w 465-osobowej Izbie Reprezentantów, a wraz z Japońską Partią Innowacji obóz rządowy kontroluje 352 mandaty. Daje mu to większość dwóch trzecich, pozwalającą przełamywać sprzeciw izby wyższej i znacznie swobodniej realizować program rządu. O przyczynach tego zwycięstwa pisaliśmy w materiale „Sukces Sanae Takaichi w Japonii”.

Twarda polityka migracyjna nie jest przy tym jedynym ani nawet najważniejszym elementem społecznego poparcia dla premier. Jej mandat wyrósł również z oczekiwania zdecydowanego przywództwa, zapowiedzi obniżek podatków, polityki wzrostu i wzmacniania bezpieczeństwa wobec Chin. Konsekwencja widoczna w „planie zero” odpowiada jednak wizerunkowi polityka, który chce przywrócić państwu zdolność jednoznacznego formułowania zasad i ich egzekwowania.

Presja ze strony partii Japonia przede wszystkim

Zaostrzenie debaty rozpoczęło się jeszcze przed objęciem urzędu przez Takaichi. W wyborach do Izby Radców w lipcu 2025 r. sukces odniosła prawicowa partia Sanseitō, prowadząca kampanię pod hasłem „Japończycy przede wszystkim”. Ugrupowanie zdobyło 14 nowych mandatów, wykorzystując niepokój związany z rosnącą liczbą turystów, pracowników z zagranicy oraz przypadkami łamania miejscowych norm przez cudzoziemców.

Znaczenie migracji nie powinno być jednak wyolbrzymiane. W sondażu NHK przeprowadzonym przed wyborami tylko 7 proc. respondentów wskazywało ją jako najważniejszy problem, podczas gdy 29 proc. wymieniało system zabezpieczenia społecznego i spadek liczby urodzeń, a 28 proc. wzrost cen ryżu. Sanseitō zdołało uczynić z cudzoziemców symbol szerszego braku kontroli nad zmianami gospodarczymi i społecznymi, mimo że codzienne problemy wyborców dotyczyły przede wszystkim kosztów życia.

Reakcją Partii Liberalno-Demokratycznej było przejęcie części tematyki rywala. Jeszcze za rządów Shigeru Ishiby powstał międzyresortowy ośrodek koordynujący politykę wobec cudzoziemców, a partia rządząca zaczęła proponować zaostrzenie zasad dotyczących między innymi wymiany zagranicznych praw jazdy i nabywania nieruchomości. Takaichi nie porzuciła tej linii, lecz nadała jej bardziej spójną formę, ustanawiając ministra odpowiedzialnego za politykę wobec cudzoziemców i łącząc kontrolę migracyjną z programem bezpieczeństwa państwa.

Zmiana języka ma znaczenie. Im częściej media łączą turystów zachowujących się niewłaściwie, legalnych pracowników, uchodźców i osoby przebywające bez ważnej wizy, tym łatwiej pojedynczy incydent przedstawić jako dowód istnienia jednego, narastającego zagrożenia. Rząd próbuje więc jednocześnie zaspokoić społeczne oczekiwanie kontroli i nie zniechęcić cudzoziemców, bez których coraz większa część gospodarki nie będzie mogła funkcjonować.

Demografia zmusza Japonię do szukania pracowników

Wstępne wyniki spisu ludności z 2025 r. wskazują, że populacja Japonii wynosiła 123,05 mln osób, czyli o ponad 3 mln mniej niż pięć lat wcześniej. Liczba mieszkańców spadła w 1558 spośród 1719 japońskich gmin, a więc w ponad 90 proc. jednostek samorządowych. Nie jest to już wyłącznie problem odległej przyszłości, lecz proces wpływający na dostępność usług publicznych, transport, opiekę nad osobami starszymi oraz zdolność lokalnych przedsiębiorstw do utrzymania produkcji.

W marcu 2026 r. liczba mieszkańców w wieku od 15 do 64 lat wynosiła około 73,3 mln i ponownie zmalała w porównaniu z poprzednim rokiem. Jednocześnie ponad 36,2 mln osób miało co najmniej 65 lat, a liczba mieszkańców powyżej 75. roku życia przekroczyła 21,4 mln. Każdy kolejny rocznik wchodzący na rynek pracy jest mniej liczny niż pokolenia zbliżające się do wieku emerytalnego.

Według zaktualizowanych szacunków instytutu badawczego JICA Japonia może potrzebować w 2040 r. około 6,88 mln zagranicznych pracowników, jeżeli chce utrzymać zakładane tempo wzrostu gospodarczego. Przy obecnych trendach będzie w stanie przyciągnąć około 5,91 mln, co oznacza niedobór blisko miliona osób. Słaby jen, relatywnie niskie płace i konkurencja ze strony Korei Południowej, Tajwanu, Chin oraz państw Bliskiego Wschodu mogą dodatkowo utrudnić rekrutację.

To właśnie tutaj ujawnia się największe strategiczne napięcie. Japonia chce wybierać cudzoziemców według potrzeb gospodarki, utrzymywać ich obecność pod ścisłą kontrolą i ograniczać trwałe osiedlanie się osób, które nie uzyskały odpowiedniego statusu. Jednocześnie będzie musiała konkurować o pracowników z innymi państwami, a ci coraz częściej wybierają kraje oferujące wyższe zarobki, większą stabilność pobytu i możliwość sprowadzenia rodziny.

Państwo może skutecznie ograniczyć liczbę osób, które pozostają po wygaśnięciu wiz, ale nie rozwiąże w ten sposób problemu niedoboru pracowników. Automatyzacja, robotyzacja i aktywizacja zawodowa kobiet oraz seniorów mogą osłabić presję demograficzną, lecz dostępne prognozy wskazują, że nie zastąpią całkowicie migracji. Japonia będzie zatem coraz bardziej zależna od cudzoziemców, nawet jeśli jej politycy nie będą chcieli nazywać tego kraju państwem imigracyjnym.

Czy japoński plan zero może być skuteczny?

Pod względem administracyjnym Japonia ma warunki do przeprowadzenia takiej operacji. Jest państwem wyspiarskim, kontroluje wszystkie legalne punkty wjazdu, posiada rozbudowane rejestry ludności i nie mierzy się z niekontrolowanym ruchem przez granice lądowe. Liczba osób pozostających bez ważnego zezwolenia jest ograniczona i już wyraźnie spada, dlatego zredukowanie jej do historycznie niskiego poziomu pozostaje bardziej realne niż w większości państw europejskich.

Dosłowne osiągnięcie zera jest jednak mało prawdopodobne. Przy ponad 42 mln zagranicznych przyjazdów rocznie zawsze pewna liczba podróżnych przekroczy termin dozwolonego pobytu, podejmie pracę niezgodną z warunkami wizy lub złoży wniosek o ochronę po utracie wcześniejszego statusu. „Zero” jest więc przede wszystkim politycznym kierunkiem i komunikatem, że państwo nie akceptuje tworzenia się trwałej populacji pozostającej poza systemem.

Skuteczności nie można też mierzyć wyłącznie liczbą deportacji. Istotne będzie to, czy władze potrafią rozpatrywać sprawy szybko, ale indywidualnie, zapewniać realną kontrolę sądową oraz rozróżniać nadużywanie procedury azylowej od przypadku osoby rzeczywiście zagrożonej prześladowaniem. Bez takich zabezpieczeń statystyczny sukces może zostać okupiony decyzjami naruszającymi prawa człowieka i reputację państwa prawa.

Najważniejsze pytanie dotyczy jednak przyszłego modelu Japonii. Rząd Sanae Takaichi chce połączyć trzy cele: pozyskać miliony potrzebnych gospodarce pracowników, utrzymać społeczne przekonanie o kontroli państwa oraz nie dopuścić do powstania równoległych społeczności pozostających poza japońskim systemem prawnym i kulturowym. Od powodzenia tej operacji zależeć będzie znacznie więcej niż los 68 tys. osób bez prawa pobytu – będzie to odpowiedź na pytanie, czy Japonia może otworzyć się na cudzoziemców, nie rezygnując z dotychczasowego rozumienia własnej tożsamości.

„Plan zero” nie jest zatem programem likwidacji migracji. Jest próbą zbudowania systemu twardej selekcji: szerzej otwartego dla pracowników i turystów uznawanych za potrzebnych, lecz coraz mniej tolerancyjnego wobec osób, które nie mieszczą się w legalnych kanałach pobytu. Reportaż „Le Figaro” przypomina przy tym, że za każdą statystyką stoją konkretne rodziny, a granica między skutecznością państwa i administracyjnym automatyzmem przebiega przez indywidualne ludzkie losy.

Sebastian Nizio

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 września 2026