„Partia Mateusza Morawieckiego może całkowicie zmienić kształt sceny politycznej w Polsce” [Ryszard TERLECKI]

partia Mateusza Morawieckiego

Rozłam w Prawie i Sprawiedliwości może przesądzić nie tylko o przyszłości największej partii opozycyjnej, lecz także o wyniku wyborów parlamentarnych w 2027 roku. Jeden z ważniejszych polityków polskiej prawicy, Ryszard Terlecki, uważa, że powstająca partia Mateusza Morawieckiego może przyciągnąć wyborców poszukujących centroprawicowej alternatywy zarówno dla radykalizującego się PiS, jak i dla obozu Donalda Tuska.

Rozłam, który zaniepokoił wyborców prawicy

Podział w Prawie i Sprawiedliwości wywołał niepokój wśród części wyborców prawicy, ponieważ nastąpił w momencie, w którym notowania ugrupowania już wcześniej zaczęły się obniżać. Zdaniem Ryszarda Terleckiego kierownictwo PiS miało liczyć, że niekorzystny trend odwróci energiczna kampania Przemysława Czarnka, przedstawianego jako przyszły kandydat na premiera. Tak się jednak nie stało, a poparcie dla partii w części badań utrzymywało się na poziomie około 25–27 proc.

Usunięcie Mateusza Morawieckiego i skupionego wokół niego środowiska Terlecki ocenia jako poważny błąd strategiczny. Były wicemarszałek Sejmu przekonuje w tekście opublikowanym w „Kurierze Krakowskim” i na Facebooku, że decyzja ta nie doprowadziła do konsolidacji PiS, lecz otworzyła na prawicy nowy front rywalizacji. W pierwszych sondażach przeprowadzonych po rozłamie poparcie dla partii Jarosława Kaczyńskiego rzeczywiście w niektórych wariantach spadło poniżej 20 proc., chociaż inne badania nadal lokowały PiS powyżej tej granicy.

Polityczne znaczenie rozłamu nie ogranicza się jednak do bieżących notowań. Wraz z Mateuszem Morawieckim poza dotychczasowym obozem znalazła się grupa parlamentarzystów, samorządowców i ekspertów, która może stanowić organizacyjne zaplecze nowej formacji. Szczegółowy skład tego środowiska przedstawia tekst „Kto w partii Mateusza MORAWIECKIEGO? [Lista]”.

O jakiego wyborcę może walczyć Mateusz Morawiecki

Ryszard Terlecki uważa, że nowa partia Mateusza Morawieckiego powinna odwołać się do tych tradycji Prawa i Sprawiedliwości, które łączyły konserwatyzm z modernizacją państwa, polityką społeczną oraz dużymi inwestycjami. W jego ocenie taki projekt mógłby stać się odpowiedzią dla wyborców, którym nie odpowiada przesuwanie PiS w stronę retoryki charakterystycznej dla najbardziej radykalnej części prawicy.

Pierwszą grupę potencjalnych wyborców tworzyłyby zatem osoby związane dotąd z PiS, ale oczekujące szerszej i bardziej pragmatycznej oferty. Morawiecki musiałby przekonać je, że jego ugrupowanie nie jest jedynie skutkiem personalnego konfliktu, lecz posiada własną diagnozę państwa i zdolność zbudowania trwałej organizacji. Ogłoszone dotychczas założenia programowe przedstawiamy w tekście „Program partii Mateusza MORAWIECKIEGO”.

Druga grupa, na którą wskazuje Terlecki, jest znacznie trudniejsza do pozyskania. Chodzi o wyborców, którzy w 2023 roku poparli Koalicję Obywatelską albo dawną Trzecią Drogę, lecz obecnie są rozczarowani działalnością rządu. Terlecki interpretuje ich wcześniejsze decyzje jako skutek silnej mobilizacji przeciwko PiS i uważa, że część tego elektoratu może dziś szukać alternatywy niebędącej ani kontynuacją rządów Donalda Tuska, ani powrotem do dotychczasowej formuły partii Jarosława Kaczyńskiego.

Były wicemarszałek Sejmu bardzo krytycznie ocenia rolę Trzeciej Drogi, uznając ją za projekt, który od początku umożliwiał przejęcie władzy przez Donalda Tuska. Jest to ocena polityczna Terleckiego, a nie bezsporny opis intencji PSL i Polski 2050. Faktem pozostaje natomiast, że obie partie weszły po wyborach 2023 roku do koalicji kierowanej przez lidera Koalicji Obywatelskiej, a dziś w większości badań mają poważne trudności z przekroczeniem progu wyborczego.

Co najnowsze sondaże mówią o partii Morawieckiego?

Badania dotyczące potencjalnej partii Mateusza Morawieckiego trzeba porównywać bardzo ostrożnie. Czym innym jest bowiem pytanie, czy były premier powinien utworzyć własne ugrupowanie, czym innym deklarowana możliwość rozważenia oddania na nie głosu, a jeszcze czym innym wybór tej formacji z pełnej listy partii. Wcześniejsze badania potencjału pokazywały wyniki sięgające kilkunastu procent, ale pierwsze klasyczne sondaże partyjne przynoszą mniej entuzjastyczne dla zwolenników tego ugrupowania rezultaty.

W badaniu IBRiS przeprowadzonym 24–25 lipca 2026 roku dla „Rzeczpospolitej” Rozwój Plus uzyskał 7,4 proc. poparcia, podczas gdy PiS spadł do 17,3 proc. Szczegółowe wyniki tego pomiaru omawia analiza „Partia Morawieckiego i rosnące poparcie [IBRiS]”. W badaniu IBRiS dla Polsat News z początku sierpnia ugrupowanie Morawieckiego osiągnęło 7,8 proc., przy 16,9 proc. dla PiS.

Social Changes w sondażu przeprowadzonym od 31 lipca do 3 sierpnia dawało Rozwojowi Plus 4 proc., zaś badanie Opinia24 lokowało formację na poziomie 5,3 proc.

W badaniu United Surveys przeprowadzonym dla Wirtualnej Polski w dniach 7–9 sierpnia samodzielnie startujący Rozwój Plus otrzymał 6,8 proc. głosów. PiS spadał w tym wariancie do 17,8 proc., wobec 21,4 proc. w scenariuszu wspólnego startu obu środowisk. Według symulacji opartej na tym sondażu partia Morawieckiego zdobyłaby 29 mandatów.

Najnowsze spośród analizowanych badań, przeprowadzone przez Ogólnopolską Grupę Badawczą od 5 do 12 sierpnia, przyniosło Rozwojowi Plus 5,49 proc. poparcia. Był to wynik wystarczający do przekroczenia progu, lecz w przedstawionej symulacji dawał zaledwie osiem mandatów. PiS uzyskał w tym badaniu 22,3 proc., co pokazuje, że pojawienie się partii Morawieckiego nie w każdym sondażu musi spychać ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego poniżej 20 proc.

Najuczciwszy wniosek płynący z całej serii pomiarów jest więc bardziej złożony niż pojedynczy, korzystny dla którejkolwiek strony wynik. Rozwój Plus ma obecnie realną szansę przekroczenia progu, chociaż nie dysponuje jeszcze stabilnym elektoratem pozwalającym przewidzieć jego rezultat w 2027 roku. Notowania od 4 do 7,8 proc. oznaczają zarazem, że projekt nie może być lekceważony.

Kilka procent może przesądzić o większości

Znaczenie partii Morawieckiego może być nieproporcjonalnie większe od jej sondażowego wyniku. W polskim systemie wyborczym liczy się nie tylko ogólnokrajowy procent głosów, lecz również ich rozłożenie w 41 okręgach oraz to, ile ugrupowań przekroczy próg. Formacja uzyskująca od 5 do 7 proc. może w jednym układzie zdobyć kilkadziesiąt mandatów, a w innym wprowadzić jedynie niewielką reprezentację.

Różnicę między ośmioma mandatami w symulacji OGB a 29 mandatami w badaniu United Surveys tłumaczy nie tylko odmienny poziom poparcia. Znaczenie ma również wynik konkurentów, liczba głosów oddanych na partie pozostające pod progiem oraz geograficzna koncentracja elektoratu. Mechanizm ten szerzej wyjaśniamy w materiale „Metoda d’Hondta. Jak działa i dlaczego decyduje o wyniku wyborów”.

Sondaż United Surveys pokazał jeszcze jeden paradoks. Osobny start Morawieckiego wyraźnie osłabiał PiS, ale nie poprawiał sytuacji obecnego obozu rządzącego. PiS, obie Konfederacje oraz Rozwój Plus zdobywały w symulacji łącznie 242 mandaty, podczas gdy Koalicja Obywatelska i Lewica miały ich 218.

Nie oznacza to automatycznie, że tak szeroka większość mogłaby utworzyć wspólny rząd. Arytmetyka parlamentarna nie usuwa głębokich różnic programowych, personalnych i strategicznych. Właśnie zdolność do przekształcenia sumy mandatów w działającą koalicję może okazać się najważniejszym problemem całej prawicy.

Konfederacje jako konkurenci i możliwi koalicjanci

Ryszard Terlecki zwraca uwagę, że Konfederacja oraz Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna osiągają łącznie poparcie przekraczające 20 proc. W jego ocenie liderzy tych środowisk liczą, że po rozłamie będą w stanie wyprzedzić PiS i przejąć dominującą pozycję po prawej stronie sceny politycznej.

Terlecki podchodzi jednak bardzo krytycznie do zdolności obu formacji do sprawowania władzy. Zarzuca im brak wspólnego programu rządowego, niedostateczne doświadczenie w zarządzaniu państwem oraz koncentrowanie się na krytyce bez podstaw programowych. „Problem polega na tym, że tworzony od Sasa do lasa program tych trzech środowisk w żaden sposób nie przekłada się na program przyszłej władzy. Co innego opowiadać dyrdymały i krytykować wszystko dookoła, a co innego wziąć udział w rządzie i przez swoją niekompetencję doprowadzić do totalnego chaosu oraz jeszcze większej katastrofy gospodarczej. Tym bardziej gdy nie dysponuje się fachowcami w żadnej dziedzinie, nie ma żadnych doświadczeń w zarządzaniu i nie ma chęci wzięcia odpowiedzialności za cokolwiek. Zresztą słyszy się często, że Mentzen i tak ostatecznie poprze Tuska i Platformę” – pisze Ryszard Terlecki.

Pojawia się tu zasadnicza kwestia warta już teraz szerszej analizy: jeżeli Morawiecki będzie rywalizował z Konfederacją o wyborców, musi wyraźnie odróżnić od niej własną ofertę; jeżeli natomiast po wyborach dopuszcza współtworzenie z jej udziałem większości, będzie potrzebował przestrzeni do kompromisu w polityce gospodarczej, europejskiej, zagranicznej i społecznej.

Nie ma na razie pewności, jaką drogę wybierze po wyborach Sławomir Mentzen, możliwe jest wciąż poparcie Donalda Tuska. Także idea porozumienia nazwanego przez Eryka Mistewicza „Koalicją KoKoKo” (od Koalicja Obywatelska, Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej) wydaje się być kwestią jednego z wielu wariantów przyszłości.

Donald Tusk szuka odpowiedzi na zmianę układu sił

W ocenie Ryszarda Terleckiego powstanie nowej partii na prawicy zbiega się z narastającymi problemami obozu rządzącego. Autor bardzo ostro ocenia dorobek rządu i uważa, że kolejne kontrowersje osłabiają pozycję Donalda Tuska. Przekonuje również, że w koalicji mogą pojawić się głosy domagające się zmiany premiera jeszcze przed wyborami.

Nie ma dziś publicznego potwierdzenia, że koalicja podjęła decyzję o zastąpieniu Donalda Tuska. Widoczne są jednak poszukiwania nowej formuły wyborczej. Media informowały o rozmowach dotyczących wspólnego startu Koalicji Obywatelskiej i PSL, a następnie o propozycji jednej listy całego obozu rządzącego w sytuacji, gdyby prawica również wystąpiła jako jeden blok.

Terlecki twierdzi, że Donald Tusk miał oferować PSL dwanaście pierwszych miejsc na listach do Sejmu. Liczba ta nie została oficjalnie potwierdzona przez kierownictwa obu partii. Potwierdzone doniesienia medialne dotyczą samego prowadzenia rozmów o współpracy wyborczej oraz możliwej roli Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Dla PSL wspólny start z Koalicją Obywatelską mógłby być sposobem uniknięcia ryzyka pozostania poza Sejmem. Jednocześnie oznaczałby jednak utratę politycznej samodzielności i konieczność zaakceptowania dominacji znacznie silniejszego partnera. Terlecki przewiduje, że właśnie ta perspektywa może wywołać sprzeciw w regionalnych strukturach ludowców.

Późna jesień 2026 roku pokaże rzeczywistą siłę projektu

Zdaniem Ryszarda Terleckiego dopiero późną jesienią 2026 roku będzie można dokonać pierwszej poważnej oceny szans Mateusza Morawieckiego. Do tego czasu nowa formacja musi zbudować struktury regionalne, przedstawić wiarygodny program, pozyskać rozpoznawalnych kandydatów i udowodnić, że potrafi docierać poza dotychczasowy elektorat Prawa i Sprawiedliwości.

Ważnym momentem będzie zapowiedziana na 15 października 2026 roku konwencja Rozwoju Plus. Jej data, przypadająca w trzecią rocznicę wyborów parlamentarnych z 2023 roku, ma znaczenie symboliczne. Więcej o przygotowaniach do tego wydarzenia piszemy w materiale „15 października wielka konwencja Rozwoju Plus”.

Sondaże pokazują dziś przede wszystkim przepływ głosów wewnątrz szeroko rozumianej prawicy. Nie potwierdzają jeszcze, że partia Morawieckiego zdołała pozyskać znaczącą grupę wyborców Koalicji Obywatelskiej, PSL albo Polski 2050. To właśnie zdobycie umiarkowanego centrum, a nie jedynie odebranie kilku punktów PiS, zdecyduje o tym, czy nowa formacja stanie się samodzielnym podmiotem, czy tylko kolejnym uczestnikiem podziału dawnego obozu Zjednoczonej Prawicy.

Teza Ryszarda Terleckiego, że partia Mateusza Morawieckiego może całkowicie zmienić kształt sceny politycznej, jest więc możliwa do obrony. Nawet wynik na poziomie 5–7 proc. wpłynie na podział mandatów i zmusi wszystkie ugrupowania do budowania nowych koalicji, a co idzie za tym przejęcie sterów rzadu z rąk Donalda Tuska.

Sebastian Nizio

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 17 sierpnia 2026