Policja w Oslo nie radzi sobie z wzrostem przestępczości

Policja w Oslo

Policja w Oslo na łamach wydania dziennika „VG” z 9 grudnia 2025 r. ostrzegła przed skutkami gwałtownego wzrostu zorganizowanej przestępczości w stolicy. Policjanci nie będą już w stanie dotrzeć na każde wezwanie. Za narastającą falę przemocy odpowiadać mają młodociane gangi i ich profesjonalizacja.

Policja w Oslo alarmuje norweskie władze

.Szefowa policji w Oslo Ida Melbo Oeystese ujawniła, że w mieście działa co najmniej 120 organizacji przestępczych, często powiązanych z międzynarodowymi strukturami. Według Ida Melbo Oeystese stolica staje się coraz bardziej niebezpieczna. Zorganizowana przestępczość zaczęła funkcjonować jak dobrze finansowany i sprawnie komunikujący się rynek. „Idylla w naszym mieście się skończyła” – przyznała w rozmowie z norweskim dziennikiem policjantka.

Z powodu wzrostu przestępstw i ograniczonych zasobów funkcjonariusze nie są w stanie przyjechać do każdej kradzieży czy włamania. Ida Melbo Oeystese najbardziej martwi to, że mieszkańcy miasta zaczną tracić zaufanie wobec państwa i mundurowych. Przyznała jednak, że braki kadrowe nie pozwalają na równe traktowanie każdej zgłaszanej sprawy.

Młodociane gangi imigrantów terroryzują stolicę Norwegii

.Dla policji najgroźniejszym trendem w Oslo miała stać się możliwość „kupienia” pobicia, wymuszenia, rozboju czy innych przestępstw związanych z przemocą. Młodociani sprawcy, często poniżej 15. roku życia, o imigranckim, pozaeuropejskim pochodzeniu mają być wynajmowani przez znajdujących się za granicą i komunikujących się przez internet zleceniodawców. W opinii policji mechanizm przypomina giełdę.

„Zlecający nie musi sam używać przemocy. Może ją po prostu zamówić” – wyjaśniła Ida Melbo Oeystese. Właśnie w taki sposób związani ze szwedzkim gangiem Foxtrot zleceniodawcy wynajęli nastolatków, którzy we wrześniu obrzucili granatami dwa punkty usługowe w Oslo i na przedmieściach norweskiej stolicy, ale na szczęście w zamachach nikt nie został ranny.

Szacunek dla granic i dla prawa

.”W żądaniu, by Polska wpuściła na swój teren dodatkowy tysiąc emigrantów, albo by całkiem usunęła zasieki, nie ma żadnego sensu. Zasieki są tylko pewnym rodzajem państwowej granicy, odpowiednim do zagrożeń na terenie, gdzie przebiega granica. Istnieje takie zjawisko, jak przygniecenie rodzimej ludności przez najeźdźców” – pisze prof. Jacek HOŁÓWKA na łamach Wszystko co Najważniejsze w tekście „Szacunek dla granic i dla prawa

„Łatwo dojść do przekonania, że Europa jest rajem na ziemi. Mamy tu wspaniałą tradycję kulturową, dobrze działającą gospodarkę, łagodny klimat i wysoki poziom społecznego bezpieczeństwa. Przez wiele lat za znośny poziom życia i bezpieczeństwo socjalne płaciliśmy wyrzeczeniami politycznymi. Ograniczanie wolności słowa i ślepe wdrażanie gospodarki nakazowej doprowadziły w 1956 roku do wybuchu protestów w Polsce i na Węgrzech. Protest wybuchł w Poznaniu i w Warszawie, jednak w tych miastach władze szybko opanowały sytuację, wyprowadzając wojsko na ulice i zamykając dysydentów w areszcie.”

„Inaczej było w Budapeszcie. Tam protest był bardziej widoczny. Na ulice Budapesztu wyszło ponad 200 tys. osób, po części z zamiarem wyrażenia solidarności z Polakami. Dla Moskwy to było już zbyt wiele. Przeraziła się reakcji łańcuchowej. Ponadto Węgrów było mniej niż Polaków i może okazaliśmy się bardziej ustępliwi niż oni. Wreszcie pojawił się pewien ważny wzgląd historyczny. W Warszawie na miejsce promoskiewskiej ekipy, która musiała odejść, szykowano Gomułkę, przedwojennego komunistę, później uwięzionego w latach stalinizmu za snucie wizji „polskiej drogi do socjalizmu”. Wypuszczono go ledwie dwa lata wcześniej, w 1954 r., gdy „twardogłowi” i „reformatorzy” mieli nadzieję, że uda im się przeciągnąć go na swoją stronę. W każdym razie Chruszczow zgodził się na jeden eksperyment, ale nie na dwa. Powstanie węgierskie zostało krwawo stłumione. Dwadzieścia tysięcy osób wtrącono do więzienia, dwustu tysiącom pozwolono wyemigrować, głównie do Europy Zachodniej i do Stanów Zjednoczonych.” – zaznacza prof. Jacek HOŁÓWKA.

.”Rok 1956 stał się przełomowym rokiem dla nowego rozumienia prawa do emigracji w Europie Środkowej i co wcześniej było po prostu niemożliwe, teraz stało się trudne, ale wykonalne. Przypomniano sobie dokument, który istniał już od roku 1950. We Włoszech przyjęto wtedy Europejską Konwencję Praw Człowieka, która zatwierdzała <<fundamentalne wolności>>. Szczególne znaczenie nabrały artykuły 4 i 5, postanawiające odpowiednio, że nikt nie może być trzymany w niewoli lub poddaństwie oraz że każdy ma prawo do wolności i do bezpieczeństwa. Można było uznać, że te dwa postanowienia wzięte razem ustanawiają prawo do przemieszczania się i osiedlania zgodnie z własną wolą, jeśli inne prawa państwowe państwa przyjmującego takich działań nie wykluczają. Nadal było oczywiste, że każde państwo ma prawo uznać, iż na jego teren pewne osoby nie mają wstępu. Ale przestało być oczywiste, że w zasadzie za granicę wyjeżdżać nie wolno i że tego ograniczenia uzasadniać nie trzeba. Prawo do zagranicznych podróży i do emigracji istnieje, tylko trzeba się nim właściwie posłużyć. Posłuszeństwem zasłużyć na zaufanie. Teraz prawa do wyjazdu za granicę na stałe można było odmówić ze względu na racje polityczne, propagandowe, religijne lub społeczne, ale nie można go było podważać pryncypialnie.”

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-jacek-holowka-polityka-emigracyjna

PAP/Mieszko Czarnecki/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 grudnia 2025