„Polska Britannica”. Czesław Siegieda o Polakach w Wielkiej Brytanii ukrywających polską tożsamość

Czesław Siegieda fotografował w centralnej Anglii Polaków, którzy trafili do Wielkiej Brytanii razem z armią Andersa i po wojnie nie mogli wrócić do Polski. Jak powiedział, zdjęcia pomagały mu zachować tożsamość. Cykl „Polska Britannica” można oglądać w Instytucie Fotografii Fort w Warszawie.

Zdjęcia Czesława Siegiedy

Zdjęcia Czesława Siegiedy przez kilkadziesiąt lat leżały w szufladach artysty. Dopiero nowe pokolenie Polaków na emigracji doceniło wyjątkowe kadry z życia polskiej diaspory. Jak przyznał fotograf, w warszawskiej galerii zobaczył swoje prace na wystawie po raz pierwszy od 50 lat. – Byłem dumny ze swoich zdjęć i dlatego wysłałem kilka z nich do galerii w Londynie. Niedługo później można było je zobaczyć na tamtejszej ekspozycji. Stały się częścią objazdowej wystawy, która przyjechała również do mojego miasta – Loughborough. Można było je zobaczyć w publicznej bibliotece – mówił.

– Byłem tym ogromnie podekscytowany, ale moja społeczność nie miała takich samych odczuć, wręcz przeciwnie – czuła się z tym niekomfortowo. Ci ludzie całe swoje życie od końca II wojny światowej spędzili, ukrywając swoją polską tożsamość.

Czesław Siegieda tłumaczył, że choć otaczającym go Polakom raczej nie groziła wtedy deportacja, to pamięć o przeszłości była źródłem zmartwień. – Naprzeciwko domu mojej mamy mieszkało starsze polskie małżeństwo, bez dzieci. Kiedy oboje zmarli, mama poprosiła mnie, żebym pomógł posprzątać ich dom. Znalazłem wówczas małą paczkę owiniętą brązowym papierem i sznurkiem. Coś, co można zabrać w pośpiechu. W środku było jedzenie – ryż i cukier – które pozwoliłoby im przetrwać, gdziekolwiek by trafili – opowiadał.

– Członkowie mojej społeczności nie chcieli zwracać na siebie uwagi, chcieli po prostu żyć dalej. Nie brałem wcześniej pod uwagę tego psychologicznego aspektu. Dlatego zdecydowałem, że nie pokażę tych zdjęć ponownie, dopóki to pokolenie żyje – przyznał.

Dokumentacja życia

Jak zaznaczył, pierwsze zdjęcia opublikował na portalu społecznościowym dwa lata po śmierci swojej mamy, w 2016 r. – Wtedy pojawiły się pozytywne reakcje, szczególnie moich rówieśników. Dziękowali mi za udokumentowanie naszego życia „w tak piękny sposób”. Była to znaczna ulga względem tego, jak zareagowali wcześniej nasi rodzice – dodał.

Przyznał, że archiwum „Polska Britannica” jest wyjątkowe, szczególnie dla drugiego pokolenia emigrantów, które może na nowo przeżyć swoje dzieciństwo. – Podobne odczucia mogą mieć Polacy, którzy emigrowali do Stanów Zjednoczonych czy Kanady. Często słyszę od nich, że to też ich wspomnienia – dodał.

– Kiedy byłem małym chłopcem i nastolatkiem, nie zapraszałem kolegów do domu. W szkole problemem było poprawne wymówienie mojego imienia, więc zacząłem się posługiwać tym z bierzmowania – Jan. Ale to też przychodziło wszystkim z trudem. Tłumaczenie komukolwiek naszej sytuacji i historii wydawało się zbyt skomplikowane, więc staraliśmy się unikać pytań. Te zdjęcia pomagały mi zachować moją polską tożsamość. Dlatego robiłem jej z sercem – tłumaczył.

Choć zdjęcia prezentowane są w cyklu, to każda z fotografii działa samodzielnie. – Ludzie mogą znaleźć w tych nich coś dla siebie, nawet bez znajomości ich kontekstu kulturowego. Taki był mój cel: te zdjęcia są dla ludzi – zaznaczył.

Promocję wydanej w 2020 r. fotoksiążki „Polska Britannica” wsparł m.in. brytyjski fotograf Martin Parr (zmarł w grudniu 2025), który opatrzył ją przedmową. „Jestem propagatorem wartościowej fotografii dokumentalnej, a to jest przykład tego, co można osiągnąć” – pisał Parr. „Odkrycie i udokumentowanie jednego małego wycinka Wielkiej Brytanii z taką dokładnością i takim rezultatem to dokonanie, które należy celebrować” – dodał.

Czesław Siegieda tłumaczył, że zwrócił się do fundacji Martina Parra w Bristolu i został poproszony o przesłanie tam kilku fotografii. – Kolejnego ranka o godz. 7.30 dostałem maila od Martina Parra z zaproszeniem na spotkanie w fundacji, gdzie miałem pokazać mu więcej swoich prac. Był nimi oczarowany i zdziwiony, że widzi je po raz pierwszy – opowiadał. Zaznaczył, że otrzymał od niego ogromne wsparcie. – Martin był wspaniałomyślną osobą i pomagał fotografom, których prace cenił – mówił.

– Wierzę, że dobra twórczość zawsze będzie miała publiczność i będzie się wyróżniać w morzu obrazów, które nas dzisiaj otacza. Moje zdjęcia były wykonane aparatem analogowym na czarno-białej kliszy, która nadaje fotografiom charakterystyczny wygląd. Nie da się go podrobić cyfrowo. Teraz, kiedy przygotowuję się do kolejnego projektu, również zamierzam skorzystać z 35-milimetrowej, czarno-białej kliszy i aparatu, który nadal mam.

Kim jest Czesław Siegieda?

Fotograf planuje publikację kolejnej, komplementarnej fotoksiążki „Desi Britannica”. Skoncentruje się ona na diasporze południowoazjatyckiej, która również była ważnym bohaterem jego zdjęć.

Czesław Siegieda urodził się w 1954 r. w obozie dla przesiedleńców w Burton-on-the-Wolds w Leicestershire. Jego pierwszym językiem jest polski, angielskiego zaczął się uczyć dopiero w wieku pięciu lat, gdy poszedł do katolickiej szkoły prowadzonej przez siostry zakonne.

Fotografował od najmłodszych lat, zaczynał od intymnych ujęć członków swojej rodziny. W latach 70. studiował fotografię na Nottingham Trent University. Od 1970 roku do lat 80. fotografował członków polskiej społeczności z East Midlands. Tematy jego prac obejmują m.in. codzienne życie, święta religijne, polską szkołę sobotnią, polskie internaty i upamiętnienia.

„Polska Britannica” jest pierwszą w Polsce indywidualną wystawą prac Czesława Siegiedy. Można oglądać ją do 6 września w Instytucie Fotografii Fort w Warszawie.

PAP/NZ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 13 lipca 2026