Emmanuel Macron z 16 proc. pozytywnych ocen Francuzi odrzucają także jego następców

Emmanuel Macron uzyskał tylko 16 proc. opinii pozytywnych, a działania premiera Sébastiena Lecornu dobrze ocenia 20 proc. Francuzów, wynika z wrześniowego barometru Ipsos bva-CESI dla „La Tribune Dimanche”. To najniższy wynik obecnego prezydenta w historii badania, ale politycznie ważniejszy od samego rekordu jest fakt, że rośnie również niechęć wobec wszystkich testowanych pretendentów do Pałacu Elizejskiego. Francja wchodzi zatem w decydującą fazę przed wyborami prezydenckimi w 2027 r. nie tylko ze słabym obozem władzy, lecz także bez następcy, którego większość społeczeństwa przyjmowałaby z nadzieją.
Emmanuel Macron ma najniższe notowania w historii barometru
Według badania przeprowadzonego 9 i 10 września 2026 r. na reprezentatywnej próbie 1000 dorosłych mieszkańców Francji zaledwie 16 proc. respondentów ma pozytywną opinię o działaniach Emmanuela Macrona, czyli o 5 punktów procentowych mniej niż w lipcu. Negatywne oceny wzrosły zarazem o 7 punktów, do 81 proc., co pokazuje, że końcówka drugiej kadencji nie jest zwykłym okresem stopniowego zużycia władzy, lecz momentem wyjątkowo głębokiego kryzysu zaufania. Nawet w elektoracie centrum, obejmującym sympatyków Renaissance, MoDem i Horizons, prezydenta pozytywnie ocenia 53 proc. badanych, po spadku aż o 19 punktów.
Skala zmiany jest widoczna również w porównaniu z wcześniejszym badaniem opisywanym przez „Wszystko co Najważniejsze”, kiedy w maju pozytywne oceny Macrona wynosiły 22 proc. Nowy pomiar nie powinien być jednak przedstawiany jako sondaż poparcia wyborczego, ponieważ Macron nie może ubiegać się o trzecią kolejną kadencję, a ankietowani oceniali sposób sprawowania przez niego urzędu.
Sébastien Lecornu nie odzyskuje zaufania do rządu
Premier Sébastien Lecornu uzyskał 20 proc. opinii pozytywnych, o 7 punktów mniej niż w lipcu, co oznacza, że osłabienie dotyczy obu najważniejszych osób francuskiej władzy wykonawczej. Wśród ministrów najwyższą ocenę zachowuje Gérald Darmanin z wynikiem 38 proc., choć również on traci 2 punkty, podczas gdy Laurent Nunez pozostaje na poziomie 25 proc., a Jean-Noël Barrot na poziomie 12 proc. Dane pokazują, że pojedynczy członkowie gabinetu mogą zachowywać większy kapitał osobisty niż premier i prezydent, lecz nie przekłada się to obecnie na odbudowę zaufania do całego ośrodka władzy.
Najczęściej wskazywaną troską Francuzów pozostaje siła nabywcza, którą wymienia 54 proc. badanych, o 7 punktów więcej niż w poprzednim pomiarze. Przyszłość systemu socjalnego niepokoi 40 proc. respondentów, środowisko 31 proc., a imigracja również 31 proc., przy czym w ostatniej kategorii odnotowano wzrost o 4 punkty. Taki układ priorytetów sprawia, że końcowa ocena macronizmu będzie zależała nie tylko od sporów ideowych i polityki międzynarodowej, lecz także od codziennego poczucia bezpieczeństwa ekonomicznego i jakości usług publicznych.
Niepopularność władzy nie tworzy automatycznie zwycięzcy
Najważniejsza część sondażu dotyczy ocen możliwego następcy Macrona, przy czym nie są to deklaracje oddania głosu, ale odpowiedzi na pytanie o zadowolenie albo niezadowolenie z hipotetycznego objęcia prezydentury przez daną osobę. Jean-Luc Mélenchon wywoływałby niezadowolenie 70 proc. badanych, Marine Tondelier 61 proc., Gabriel Attal 60 proc., Édouard Philippe 57 proc., Bruno Retailleau 53 proc., a Raphaël Glucksmann i Marine Le Pen po 52 proc. We wszystkich przypadkach wskaźnik niezadowolenia wzrósł, co pozwala mówić o kryzysie podaży politycznej, a nie wyłącznie o odrzuceniu urzędującej ekipy.
Największe pogorszenie dotknęło dwóch byłych premierów wywodzących się z szeroko rozumianego centrum. W przypadku Gabriela Attala odsetek niezadowolonych wzrósł o 12 punktów, do 60 proc., natomiast przy Édouardzie Philippe’ie podniósł się również o 12 punktów, do 57 proc., a udział osób zadowolonych zmalał o 4 punkty, do 19 proc. To szczególnie niekorzystna wiadomość dla Philippe’a, ponieważ pozostaje on jednym z najpoważniejszych kandydatów walczących o drugą turę, a jego strategia wymaga połączenia wyborców centrum i umiarkowanej prawicy.
Inny przypadek stanowi Jordan Bardella, którego hipotetyczna prezydentura zadowalałaby 36 proc. badanych, o 3 punkty więcej niż wcześniej, czyli dokładnie tyle samo, ile prezydentura Marine Le Pen. Nie zmienia to obecnego podziału ról w Zjednoczeniu Narodowym, gdyż po wyroku sądu apelacyjnego z 7 lipca Marine Le Pen potwierdziła zamiar kandydowania, a Bardella przygotowuje się do roli przyszłego premiera. Aktualną sytuację kandydatów i scenariusze drugiej tury porządkuje analiza „Kto wygra wybory we Francji w 2027 roku. Co pokazują sondaże i scenariusze”.
Co te liczby mówią o wyborach we Francji w 2027 roku?
Wrześniowy barometr nie przeczy sondażom intencji wyborczych, w których Marine Le Pen prowadzi z wynikiem od 34 do 36 proc., Édouard Philippe otrzymuje od 14,5 do 22,5 proc. zależnie od układu kandydatur centrum, Jean-Luc Mélenchon od 15 do 17 proc., a Gabriel Attal od 7,5 do 15,5 proc. Oba rodzaje badań mierzą odmienne zjawiska: zamiar głosowania pokazuje aktualny wybór spośród dostępnych nazwisk, natomiast pytanie o zadowolenie z prezydentury ujawnia skalę społecznego oporu, z którym zwycięzca może zetknąć się po objęciu urzędu. Pełne wyniki sondaży, daty realizacji oraz warianty pierwszej i drugiej tury przedstawiamy w serwisie „Sondaże wyborów prezydenckich we Francji 2027. Najnowsze wyniki”.
Najbardziej prawdopodobnym skutkiem rekordowej niepopularności Macrona nie jest więc prosty transfer poparcia do jednego rywala, lecz dalsze rozproszenie centrum oraz wzrost znaczenia głosowania przeciwko określonym kandydatom. Marine Le Pen korzysta z najwierniejszego elektoratu i słabości konkurentów, lecz 52 proc. ankietowanych nadal deklaruje niezadowolenie z perspektywy jej prezydentury. Mélenchon może ponownie zbliżyć się do finału dzięki mobilizacji lewicy, jednak 70-procentowy poziom odrzucenia ogranicza jego zdolność zbudowania większości w drugiej turze, a Philippe musi przekonać Francuzów, że jego projekt nie jest jedynie kontynuacją coraz gorzej ocenianej dekady Macrona.
Badanie opisane przez „Le Figaro” jest zatem ważne nie dlatego, że wskazuje przyszłego zwycięzcę, ale dlatego, że odsłania wspólną słabość niemal całej francuskiej klasy politycznej. Urzędujący prezydent i premier osiągają rekordowo niskie notowania, kandydaci centrum tracą zdolność budzenia nadziei, a najbardziej konkurencyjne postacie prawicy i lewicy zachowują wysokie elektoraty negatywne. Kampania 2027 r. będzie w tych warunkach walką nie tylko o pozyskanie zwolenników, lecz przede wszystkim o obniżenie poziomu sprzeciwu wystarczająco, aby wygrać drugą turę i później skutecznie rządzić.
Arkadiusz Jordan
Paryż



