Popularyzacja nauki wciąż dla wielu naukowców stratą czasu

Patrzenie na społeczeństwo z góry jest jednym z grzechów głównych naukowców – ocenia popularyzator nauki i współautorka książki o komunikacji naukowej dr Joanna Bagniewska z Uniwersytetu Oksfordzkiego. Naukowcy

Patrzenie na społeczeństwo z góry jest jednym z grzechów głównych naukowców – ocenia popularyzator nauki i współautorka książki o komunikacji naukowej dr Joanna Bagniewska z Uniwersytetu Oksfordzkiego. „Często zdarza się, że naukowcy traktują swoich nienaukowych odbiorców jak takich niedouczonych maluczkich”.

Naukowcy o popularyzacji nauki

.Często zdarza się, że naukowcy traktują swoich nienaukowych odbiorców jak niedouczonych maluczkich. Mówią do nich z pozycji eksperta na zasadzie: ja wiem wszystko, wy wiecie mało, dlatego was teraz oświecę. A przecież nikt nie lubi, kiedy się do niego zwraca w taki sposób – opowiadała dr Joanna Bagniewska, zoolog i popularyzator nauki z Uniwersytetu Oksfordzkiego.

Poza tym – dodała – naukowcy na ogół myślą, że podawanie samych faktów wystarczy. – Są przyzwyczajeni do stosowania metody badawczej, czyli do tego, aby zmieniać swoje wnioski na bazie pojawiających się nowych informacji. W życiu takie podejście nie działa. Bardzo często, jeśli ktoś nie jest przekonany co do, np. przyczyn katastrofy klimatycznej albo skuteczności szczepionek, mówienie o samych faktach, podawanie kolejnych i kolejnych, często coraz donośniejszym głosem, nic nie da; może wręcz zirytować odbiorcę. W takich tematach trzeba wytłumaczyć, jak powyższe fakty mają się do naszego życia, a także wysłuchać tej drugiej strony; dowiedzieć się, z czego wynikają jej uprzedzenia, skąd czerpie informacje itd. Tylko w ten sposób można zbudować zaufanie, porozumieć się i być może zmienić opinię odbiorców – opowiadała współautorka wydanej właśnie książki poradnikowej „The Communicating Scientist” (z ang. komunikujący się naukowiec).

Popularyzator zaznaczyła, że grzechem naukowców jest również to, że czasem opowiadają oni o czymś, co dla nich jest ciekawe, nie wyjaśniając jednak, dlaczego tak jest. – Dla niektórych jest to już tak oczywista sprawa, że po iluś latach zapominają nawet wspomnieć, czemu właściwie ten temat ich fascynuje. Jak w takim razie odbiorca ma również poczuć tę fascynację? – mówiła Joanna Bagniewska.

Dlatego w trakcie warsztatów z komunikacji przekazuje swoim studentom, że ich zadaniem jest sprawić, aby publiczność pod koniec wykładu czy po przeczytaniu jakiegoś tekstu poczuła się mądrzej niż przed. – Musimy zdawać sobie sprawę, z czym zostawiamy swoich odbiorców. Powinni mieć poczucie: o, kwadrans temu nie wiedziałam, co to jest fizyka kwantowa, a teraz wiem, na czym polega; ale ja jestem mądra – i to wszystko dzięki temu naukowcowi! Niestety, wciąż wielu naukowców robi to w odwrotny sposób: chcąc być najważniejszymi osobami w sali, używają słów, które tylko oni rozumieją, co sprawia, że publiczność wyłącza się; w końcu czuje się mała, głupiutka i znudzona. Jak chcemy przeciągnąć odbiorców na swoją stronę i budować zaufanie do nauki, jeśli pozostawiamy ich z poczuciem niezrozumienia i chaosu? – zaznaczyła.

Naukowe dokonania i ich wpływ na społeczeństwo

.Ekspert przypomniała, że w komunikacji – tak ogólnie – chodzi o to, by komunikat od nadawcy dotarł do adresata i został przez niego zrozumiany. – Może to oczywiste, ale odpowiedzialność za przejrzystość przekazu leży po stronie nadawcy. Nadawcy! Jedyne, czego możemy oczekiwać od odbiorców to poświęcenie odrobiny czasu i dobrej woli; nie mają obowiązku rozszyfrowywać tego, co nadawca miał na myśli. A naukowcy komunikujący się z szerszą publicznością zbyt często mówią: e tam, społeczeństwo i tak nie zrozumie tej tematyki. Nie ma zmiłuj – trzeba mówić tak, żeby społeczeństwo zrozumiało, i tyle. Tymczasem eksperci wciąż często nie zdają sobie sprawy z tego, jak ważne jest dostosowanie przekazu do odbiorcy i nie są przygotowani do tego, aby ten przekaz modyfikować w zależności od sytuacji. Przykładowo, na konferencji naukowej postawi się akcent na inne kwestie (np. szczegóły metodologii, wyniki) niż podczas prezentacji dla młodzieży, dla której ciekawsze są szersze wnioski, szerszy kontekst – tłumaczyła naukowczyni.

Pytana, jak popularyzacja jest traktowana przez naukowców, odpowiedziała, że choć się to bardzo zmienia, dla części wciąż jest „stratą czasu”. – Część dalej tkwi w przekonaniu, że jeśli będą uprawiać dobrą naukę, to ona sama się obroni, a świat dowie się o niej mimochodem – wskazała.

Jak mówiła, w Wielkiej Brytanii, gdzie pracuje, w procesie oceny pracy naukowców istotny jest wpływ dokonań naukowych na społeczeństwo. Tłumaczyła, że chodzi nie tylko o mierzalny wpływ wyników badań, np. wynalezienie leku na raka, ale też właśnie otwarcie się na ludzi, aby budować tzw. naukowy kapitał (ang. scientific capital) społeczeństwa.

Popularyzacja nauki również w polskim systemie oceny działalności naukowej ma być brana pod uwagę, na co wskazują zapowiedzi resortu nauki w związku z trwającymi pracami nad nowymi zasadami ewaluacji, których szkic ma być gotowy jesienią.

W tym kontekście zapytała więc rozmówczynię, czy nakaz popularyzowania nauki przez wszystkich naukowców byłby według niej dobrym pomysłem. – To byłoby ciekawe, o ile przedstawiłoby się naukowcom możliwości z tym związane. Ludzie najczęściej kojarzą popularyzację z filmikami w mediach społecznościowych czy wykładami na piknikach naukowych. A nie każdy się do tego nadaje. Możliwości jest więcej, nie wszystkie wymagają ekstrawertyzmu czy „parcia na szkło”. Można skupić się na pisaniu artykułów popularnonaukowych do gazet czy budowaniu współpracy z otoczeniem społeczno-gospodarczym – powiedziała Joanna Bagniewska.

Z kolei odnosząc się do social mediów i tego, czy to dobre kanały do popularyzacji nauki wskazała, że „social media dają możliwość dotarcia z informacjami do szerszej publiczności, ale trzeba w tej działalności trochę pokory”.

Jak bowiem mówiła, popularyzator nauki powinien być ekspertem w danej dziedzinie. – Często jest jednak tak, że gdy zasięgi rosną, to naukowcy zaczynają się wypowiadać coraz szerzej i szerzej, nawet w dalekich dziedzinach od swoich. A ponieważ są dobrymi popularyzatorami i potrafią ciekawe podawać informacje, to proszeni są o wypowiedzi na coraz to nowe tematy. Co jednak z merytoryką? Bywa że poświęca się ją dla większej popularności i wpływów. Według mnie jest to największa pułapka dla naukowców-influencerów, ale nie tylko dla nich – takiej pokusie ulegali nawet nobliści – powiedziała.

Książka (w języku angielskim) pt. „The Communicating Scientist. A Practical Handbook” ukazała się nakładem wydawnictwa Springer. Autorami są: Olle Bergman (który zmarł w trakcie powstawania książki, w 2023 r.), Sarang Park oraz Joanna Bagniewska.

Polska współautorka książki pytana nieco prowokacyjnie, czy tytuł nie jest przypadkiem oksymoronem, przyznała, że „naukowcy faktycznie są często postrzegani jako grupa, która nie ma dobrych umiejętności komunikowania się”. – Jednocześnie naukowcy komunikują się przez większość swojego dnia pracy, na różnych poziomach. Bywa, że trzeba im w tym pomóc – dodała.

Jak podkreśliła, książka nie jest podręcznikiem tylko do popularyzacji nauki, ale szerzej – do komunikacji w różnych naukowych kontekstach. Pierwsza część jest teoretycznym wstępem, kolejne zawierają już praktycznie porady dotyczące m.in. prezentacji, pisania czy wizualizacji informacji, a także bardziej szczegółowo np. tego, jak napisać wniosek o grant, rozmawiać z dziennikarzami, nawiązać kontakty ze środowiskiem biznesowym czy stworzyć poster naukowy.

Opowiadanie o nauce to ciężka praca

.”Muszę przyznać, że opowiadanie o nauce to ciężka praca. Spotykamy się z różnymi osobami, trzeba być cierpliwym, spokojnie odpowiadać na pytania, dopasowywać sposób odpowiedzi do odbiorców. Uważam jednak, że jest to praca bardzo potrzebna, zwłaszcza teraz, w dobie fake newsów i natłoku informacji. Trzeba nam osób, które wiedzą, o czym mówią, znają się na tym i potrafią o tym opowiadać przystępnie”.

„Pasjonuję się mikrobiologią. Bardzo interesuje mnie poszukiwanie nowych leków przeciwko drobnoustrojom. To jest moja wymarzona ścieżka, którą chciałabym iść. Każdy z moich kolegów może wskazać coś innego – zajmujemy się nowotworami, diagnostyką molekularną, badamy, jak dochodzi do powstawania danej choroby. Biotechnologia jest bardzo szeroką dziedziną nauki. Ma wiele gałęzi. My zajmujemy się technologią medyczną, ale jest też biotechnologia przemysłu, ochrony środowiska, ochrony wód, bioinformatyka. W każdej z tych dziedzin cały czas jest postęp, cały czas się bardzo dużo dzieje. My skupiamy się na szukaniu nowych terapii, leków, sposobów diagnostyki i rozwijaniu tego, co już mamy.

Dzięki naszej pracy odnotowaliśmy bardzo duży wzrost osób przychodzących na nasz kierunek, który nie jest zbyt często spotykany. Samą biotechnologię można studiować na przykład na Uniwersytecie Jagiellońskim albo Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie, ale my skupiamy się na elemencie medycznym. Jesteśmy kierunkiem niszowym, a jednak bardzo, bardzo potrzebnym. Reprezentujemy przyszłość medycyny, farmacji i przemysłu. Myślę, że z roku na rok będziemy mieć więcej chętnych.

Obecnie młodzi naukowcy mają szereg możliwości samorealizacji, od pracy w kołach naukowych, przez tworzenie i publikację artykułów, po uczestnictwo w konferencjach ogólnopolskich i międzynarodowych. Jako Stowarzyszenie Młodych Biotechnologów współorganizujemy ogólnopolską konferencję naukową „Diagnostyczno-Biotechnologiczne Zagłębie Nauki”, gdzie młodzi naukowcy mogą przedstawiać swoje prace naukowe. Co więcej, wielu członków stowarzyszenia należy do różnorodnych kół naukowych, gdzie mogą realizować swoje pasje i współprowadzić badania”.

Artykuł dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/wiktoria-lukasik-opowiadanie-o-nauce-to-ciezka-praca/

PAP/ Agnieszka Kliks-Pudlik/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 sierpnia 2025