Praca w open space zwiększa narażenie na mobbing [Badania]

W biurach typu open space ryzyko mobbingu jest większe niż kiedy pracownicy przebywają w oddzielonych od siebie pomieszczeniach – informuje pismo „Occupational Health Science”.
Biura typu open space nie sprzyjają zdrowiu, satysfakcji z pracy ani produktywności
.Biura typu open space, w których wielu pracowników dzieli tę samą przestrzeń, stają się coraz bardziej powszechne. W założeniu mają promować efektywną komunikację oraz lepszą integrację zespołu. Pracodawcy często wskazują przejście na open space jako sposób na efektywniejsze wykorzystanie pomieszczeń i zachęcanie do kreatywnych interakcji między pracownikami.
Nie bez znaczenia są niższe koszty wynajmu, elastyczność aranżacji wnętrza oraz ułatwiony dostęp do przełożonych. Jako wady zwykle wymienia się hałas i brak prywatności. Wcześniejsze badania wykazały też, że biura typu open space nie sprzyjają zdrowiu, satysfakcji z pracy ani produktywności. Do tej pory nie było jasne, czy wpływają również na ryzyko mobbingu i motywację pracowników do poszukiwania innej pracy.
Wyniki nowych badań przeprowadzonych przez zespół z Uniwersytetu w Linköping (Szwecja) sugerują, że biura typu open space wiążą się z wyraźnie większym ryzykiem mobbingu w porównaniu z sytuacją, gdy pracownicy posiadają własne biuro lub dzielą je z kilkoma współpracownikami.
„Zwiększone ryzyko mobbingu jest namacalną negatywną konsekwencją sposobu organizacji miejsca pracy. Trzeba to podkreślić, ponieważ problem nie był wcześniej badany” – wskazał Michael Rosander, profesor Wydziału Psychologii Uniwersytetu w Linköping.
Prof. Rosander przeprowadził ankiety wśród ponad 3300 losowo wybranych osób zatrudnionych w Szwecji. 21 proc. osób wykonujących jakąś formę pracy biurowej stwierdziło, że pracuje w tradycyjnym biurze typu open space bez dostępu do przestrzeni prywatnej. 9 proc. pracowało w tzw. biurach typu activity-based, gdzie pracownicy spędzali część czasu w przestrzeni open space, ale mieli również dostęp do wyznaczonych pomieszczeń do zadań wymagających ciszy i spokoju. Pozostali mieli własne biuro lub dzielili je tylko z kilkoma współpracownikami.
W biurach typu open space łatwiej zauważyć niedociągnięcia kolegów i się nimi irytować
.W przypadku tradycyjnych biur typu open space odpowiedzi w ankiecie wykazały wyraźnie zwiększone ryzyko mobbingu w porównaniu z osobami, które miały własne biuro lub dzieliły je tylko z kilkoma współpracownikami. Różnica utrzymywała się niezależnie od takich czynników, jak cechy osobowości i zakres pracy zdalnej. Sugeruje to, że problemy są rzeczywiście spowodowane środowiskiem pracy w biurze.
Jak wskazują badacze, w biurach typu open space łatwiej zauważyć niedociągnięcia kolegów i się nimi irytować. Jeśli ktoś frustruje się i postanawia „zrobić coś” z zachowaniem kolegi, a nie ma jasnych wytycznych dotyczących postępowania w takich sytuacjach, istnieje ryzyko, że sytuacja przerodzi się w mobbing. Osoby doświadczające mobbingu nie mają dostępu do prywatnej przestrzeni, w której mogłyby się zrelaksować.
Z kolei biura typu activity-based nie wykazały zwiększonego ryzyka mobbingu, prawdopodobnie ze względu na dostępność prywatnych przestrzeni.
Jednak w obu typach biur obejmujących przestrzeń open space pracownicy częściej rozważali zmianę pracy. Według prof. Rosandera jednym z możliwych wyjaśnień jest to, że biura activity-based wiążą się również z większą liczbą czynników rozpraszających.
Pracodawcy, którzy wprowadzili lub planują wprowadzenie biur typu open space, mogą wyciągnąć z tego pewne wnioski. Po pierwsze, powinni być przygotowani na radzenie sobie z irytacją i konfliktami, zanim się one nasilą. Po drugie, ważne jest zapewnienie pracownikom pomieszczeń, w których mogą pracować w spokoju. Także umieszczenie osób o podobnych potrzebach i zadaniach blisko siebie może zmniejszyć ryzyko zakłóceń.
„Tradycyjne biura typu open space same w sobie są niekorzystne dla jednostki, produktywności i zwiększają prawdopodobieństwo rezygnacji z pracy. Cierpią na tym również interakcje społeczne. Warto więc zastanowić się, jak sobie z tym poradzić” – podkreślił Michael Rosander.
Badania przeprowadzono we współpracy z Mortenem Birkelandem Nielsenem z Uniwersytetu w Bergen i były finansowane przez Forte (Szwedzką Radę Badań nad Zdrowiem, Życiem Zawodowym i Dobrostanem).
Wymarzona praca dostępna jest dla nielicznych
.Każdy z nas myślał o wybraniu swojej wymarzonej pracy, jednak rzeczywistość i wynagrodzenie w poszczególnych branżach znacząco się różnią.
Chcieliśmy zostać artystami, nauczycielami, bibliotekarzami, opiekunami, pracownikami kultury. Dziś jednak coraz więcej młodych ludzi porzuca swoje marzenia nie z powodu braku talentu, lecz z braku pieniędzy. W Polsce często nie da się żyć z pracy, którą się kocha.
Już jako dzieci słyszymy: „Rób w życiu to, co kochasz”. Tylko że w dorosłości ten slogan brutalnie zderza się z rzeczywistością. Praca, którą naprawdę chcielibyśmy wykonywać, często wiąże się z minimalnym wynagrodzeniem, brakiem stabilizacji i brakiem szacunku społecznego. Koszty życia rosną: czynsz, jedzenie, transport, leki, rachunki. Kiedy nie mamy pieniędzy na utrzymanie, marzenia muszą zejść na dalszy plan.
Wielu z nas wybiera studia z powołania. Chcemy pomagać innym, zmieniać świat, tworzyć coś wartościowego. Gdy kończymy edukację i wchodzimy na rynek pracy, okazuje się, że to powołanie ledwo pozwala się utrzymać. Pracownicy instytucji kultury, opieki społecznej, NGO, nauczyciele czy młodzi lekarze rezydenci to często osoby, które zarabiają zdecydowanie mniej niż ich rówieśnicy w korporacjach, mimo że praca tych pierwszych ma ogromne znaczenie społeczne.
Wskutek tego pojawia się myślenie, że zamiast rozwijać się tam, gdzie czujemy sens, wybieramy to, co „bezpieczne”. Przenosimy się do biur, IT, logistyki, sprzedaży. Nie dlatego, że to nasza pasja, lecz dlatego, że to pozwala nam zapłacić rachunki. Praca staje się obowiązkiem, nie źródłem spełnienia.
Niektórzy próbują łączyć te światy – za dnia pracują w zawodach dobrze płatnych, a po godzinach tworzą, uczą, działają społecznie. Nie wszyscy mają na to siły i wystarczającą ilość wolnego czasu. Praca na pełen etat wyczerpuje. A jak dobrze wiemy, odpoczynek też jest potrzebny. Dlatego wiele talentów marnuje się w imię przetrwania.
System nie wspiera tych, którzy chcą wybrać ścieżki inne niż „opłacalne”. Nie ma realnego wsparcia dla młodych twórców. Stypendia, granty czy programy pomocowe są często niedostępne lub za bardzo skomplikowane. Społeczne podejście też nie pomaga, bo przecież „nikt nie każe ci być artystą” albo „trzeba było iść na informatykę”.
Ostatnia grupa osób, które walczą o pracę na pełny etat zgodną ze swoim hobby lub zainteresowaniem, to osoby, które prowadzą własną działalność gospodarczą. To ludzie bardzo przedsiębiorczy i myślący niekonwencjonalnie. Często poświęcają dużo więcej swojego wolnego czasu, aby mieć zarobki podobne jak osoby na wysokich stanowiskach w korporacjach. Trzeba pamiętać, że jest też duża konkurencja. Przykładem może być manicurzystka, która zakłada własny salon, ponieważ od najmłodszych lat kochała malować paznokcie. W obecnym czasie jednak co chwilę otwiera się nowy salon, który musi walczyć z dużą konkurencją, głównie w dużych aglomeracjach. Z drugiej strony w mniejszych miejscowościach kobiety nie mają często pieniędzy, aby móc regularnie chodzić na tego rodzaju zabiegi.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/piotr-jalocha-wymarzona-praca-dostepna-jest-dla-nielicznych/
PAP/MB



