Problemem jest dziś kryzys myśli w teatrze [Norbert RAKOWSKI]

Problemem jest dziś kryzys myśli w teatrze. Robi się przedstawienia trochę oderwane od rzeczywistości – powiedział w Studiu dyrektor Teatru Kochanowskiego w Opolu, reżyser Norbert Rakowski.
Międzynarodowy Dzień Teatru
.Już w piątek 27 marca 2026 roku na scenach Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu rozpocznie się maraton teatralny. Do niedzieli można będzie zobaczyć m.in. premierę „Każda praca hańbi” w reżyserii Miry Mańki, „Pianę dni” według powieści Borisa Viana, autora niezwykle rzadko adaptowanego na potrzeby sceny, a także autorski spektakl Norberta Rakowskiego „Autentik”. Rakowski, szef Teatru Kochanowskiego opowiedział o idei organizowanego w każdym sezonie przeglądu.
– Ideę trochę pożyczyłem, obserwując zagraniczne instytucje. Jeżdżąc po Europie zauważyłem, że wiele z nich organizuje podobne wydarzenia – opowiadał Rakowski. – Możemy w trzy dni pokazać nasze produkcje z ostatnich miesięcy widzom z województwa, z Polski i ze świata. Zapraszamy też ludzi z branży, tym razem ma przyjechać mniej więcej czterdzieści osób ze świata. Dzięki temu maraton staje się showcase’em, bywało, że właśnie od nawiązanych na nim kontaktów zaczyna się dla nas ciekawe współprace, nawet koprodukcje.
Norbert Rakowski z wykształcenia jest aktorem, od wielu lat pracuje jako reżyser, a od dekady kieruje Teatrem im. Jana Kochanowskiego. – Trzeba przede wszystkim otworzyć się najpierw na lokalną społeczność – naprędce sformułował swój patent na bycie dyrektorem. – Zrozumieć miejsce, w jakim się jest i swoją odpowiedzialność za to miejsce. No i trzeba się bardzo starać. Z trzystu procent starania dwadzieścia albo trzydzieści procent wychodzi. Trzeba mieć dużo wiary, ale też wytrwałości i intuicji wobec do swojego miejsca. Kiedy to miejsce zaczyna działać lokalnie i staje się widoczne, wtedy dopiero można zacząć marzyć i myśleć prezentowaniu go gdzieś w Europie albo na innych kontynentach. To bardzo długi proces, nie wystarczy wysłać maila z zaproszeniem – proszę przyjedźcie. Idzie o budowanie relacji międzynarodowych, na poważnie – podsumował.
Pomysł na Teatr Kochanowskiego streszcza się w haśle „Teatr wielu głosów różnych spojrzeń”. – Różnorodność jest ważna, chodzi o to, by jak najszerszym wachlarzem repertuaru przyciągnąć publiczność – mówił Rakowski. – Poza tym to bardzo dobre dla zespołu – aktorskiego, technicznego, producenckiego. Takie wyzwanie buduje zespół jako siłę. Dlatego dziś, po tych wszystkich latach, możemy powiedzieć, że w naszym teatrze lubią się, szanują i cenią. A że w świecie teatru wiedzą, gdzie leży Opole? To sprawa ciężkiej pracy. Po prostu.
Opolski teatr dysponuje czterema scenami, najbardziej okazała należy do największych w kraju, liczy ponad 600 miejsc. W repertuarze znajduje się 30 tytułów, na dużą scenę przeznaczona jest jedna czwarta. – Trzeba postawić na rotację propozycji – wskazuje Rakowski, – Nie schlebiamy widzowi, nie mamy fars ani prostych komedii, takich bez drugiego dna. Ale chcemy dać mu coś atrakcyjnego. Zrobiłem przedstawienie „Cztery dobre powody, by rzucić wszystko w cholerę”… Spektakl utrzymany jest w kontemplacyjnym tonie, a jednak mamy zapełnioną widownię. Ludzie potrzebują mimo wszystko czegoś, co wskaże im jakąś piękną i wzniosłą drogę, a nie tylko zderzy z przyziemnymi sprawami, z którymi na co dzień musimy się z nimi zmagać. Wspaniały reżyser, który kiedyś pracował w Opolu, Janusz Opryński mawiał za księciem Myszkinem z Dostojewskiego, że piękno zbawi świat. Zapytałem go kiedyś, czy wciąż tak uważa. Powiedział, że nie, ale to nie znaczy, że nie możemy próbować. Piękne, prawda?
Inny spektakl Rakowskiego „I’m Nowhere” podejmuje temat eutanazji. – Powstał w koprodukcji polsko-hiszpańskiej, przy udziale krakowskiego festiwalu Boska Komedia – zauważył szef Teatru Kochanowskiego. – W każdym miejscu, gdzie go pokazujemy, wywołuje dyskusje. Ciekawe, że bardziej gorące są w miejscach, gdzie już zaczęły się poważne rozmowy o eutanazji. Tam obserwuję większą śmiałość wobec tego tematu – dodał.
Dyrektor Teatru Kochanowskiego pełni też funkcję wiceprezydenta European Theathre Convention. – To organizacja zrzeszająca ponad 80 teatrów publicznych z 35 krajów Europy. Są wśród prestiżowe sceny m.in. z Liege, Berlina Goeteborga. Służy wymianie doświadczeń, rozmowie o prawach pracowników, ale też stanowi sieć łączącą ludzi, z którymi można prowadzić zwykłe żywe rozmowy – zaznaczył. Najbliższe spotkanie ETC odbędzie się w Goeteborgu i poświęcone będzie m.in. roli kobiet we współczesnym teatrze.
Reżyserskie plany Norberta Rakowskiego są rozległe. – Przez wiele lat skupiałem się dobrze napisanych dramatach, uprawiałem teatr gatunków, z upodobaniem je zmieniając – stwierdził artysta. – Nie straciłem weń wiary, ale dziś szukam czegoś trochę innego. Nie jestem progresywnym eksperymentatorem, ale szukam możliwości poszerzenia teatralnych kontekstów. Teraz rozmawiam z Narodowym Teatrem Eksperymentalnym w Tiranie, gdzie chciałbym zrobić przedstawienie o tym, w jaki sposób używamy… aparatu fotograficznego, a przez to – jaką funkcję nadajemy patrzeniu na świat – zapowiedział.
27 marca przypada Międzynarodowy Dzień Teatru. – Problemem jest dziś kryzys myśli w teatrze. Robi się przedstawienia troszeczkę odklejone od rzeczywistości – stwierdził. – Jeśli tak pozostanie, za jakiś czas wszyscy zostaniemy w domach odcięci od jakiejkolwiek wspólnoty. Tymczasem to w teatrze mamy do czynienia z żywym kontaktem z drugim człowiekiem. Nie powinniśmy tego stracić.
Opera i geopolityka
Na temat geopolitycznego znaczenia opery w historii na łamach „Wszystko Co Najważniejsze” pisze Matthieu WAGNER w tekście „Opera. Narzędzie polityczne Zachodu„.
„Opera a geopolityka? Na pierwszy rzut oka trudno dostrzec związek między operą a badaniem stosunków międzynarodowych. Ale gdy pomyślimy o takich przejawach ludzkiej aktywności, jak sztuka czy sport, ich związek z interesami geopolitycznymi wyda nam się oczywisty. I tak jest w rzeczywistości. Państwa można porównywać nie tylko pod względem gospodarczym czy militarnym, ale również kulturalnym. Weźmy choćby przykład kina amerykańskiego – przyczyny jego supremacji są zarówno kulturowe, jak i polityczne. Podobnie powinniśmy interpretować ceremonię otwarcia igrzysk w Pekinie w 2008 roku, która niezwykle dobitnie pokazała, jak bardzo sztuka sceniczna może być elementem demonstracji siły”.
„Podobnie rzecz się ma z operą. Między XVII a XIX wiekiem – czyli w epoce, w której narody zaczęły zyskiwać swoją niezależność – operze włoskiej przydawano funkcję polityczną. Doskonałość jej artyzmu przyniosła jej popularność w skali całego świata, czego skutki odczuwalne są po dziś dzień. Niektórzy, jak na przykład były dyrektor paryskiej opery Stéphane Lissner, wskazują na wzrost zainteresowania tym gatunkiem sztuki muzycznej. W czasie wykładu w Collège de France Lissner mówił, że cieszy go to zjawisko, choć nie wskazał wszystkich jego przyczyn”.
”Po II wojnie światowej wraz z nastaniem telewizji i umasowieniem środków przekazu (kiedyś rozwój technologii płytowej, dziś portale społecznościowe oraz platformy cyfrowe i VOD) sposób pokazywania i przekazywania sztuki intensywnie ewoluował. Na przestrzeni dziesięcioleci zmieniały się nie tylko nośniki, ale także oczekiwania publiczności. Proces ten sprawił, że dostęp do opery jest dzisiaj o wiele łatwiejszy niż 50 lat temu. Jak pokazują statystyki, co roku na świecie odbywa się kilkadziesiąt tysięcy premier operowych, z czego na Francję przypada około 3500, gromadzących ponad 2,4 mln widzów. W skali świata liczba ta wynosi kilkadziesiąt milionów widzów rocznie. To zjawisko bez precedensu” – pisze Matthieu WAGNER.
PAP/ Jacek Wakar/ LW






