Serbia coraz bardziej niespokojna. Będą przyspieszone wybory?

Ponad 180 tys. osób demonstrowało w Belgradzie, domagając się przedterminowych wyborów – poinformowała na X organizacja Archiwum Zgromadzeń Publicznych (AJS). Dodano, że była to druga co do wielkości demonstracja w Serbii od upadku reżimu Slobodana Miloszevicia.
Po proteście w stolicy wybuchły zamieszki i starcia z policją
.Na proteście »Ty i ja, Slavija, bo studenci zwyciężają« zebrało się od 180 do 190 tys. osób. Szacunki AJS opierają się na zmierzonej powierzchni zgromadzenia wynoszącej 107 tys. metrów kwadratowych i współczynniku średniej gęstości 1,7 osoby na metr kwadratowy. To drugi co do wielkości protest w Serbii od upadku Miloszevicia” – podała organizacja.
Studenci rozpoczęli swój protest w sobotę wieczorem na Placu Slavija w centrum Belgradu. Demonstranci powtórzyli żądanie organizacji wyborów. Podczas zgromadzenia głos zabrali przedstawiciele środowiska akademickiego, wymiaru sprawiedliwości, aktorzy i pedagodzy.
Po proteście w stolicy wybuchły zamieszki i starcia z policją. Doszło do nich w pobliżu Parku Pionirskiego, gdzie przed rozpoczęciem protestu studenckiego zgromadził się obóz zwolenników władz. Park został zabezpieczony przez policję. Po zakończeniu demonstracji część protestujących zaczęła rzucać w służby butelkami czy racami.
Prorządowe media i politycy władzy krytykują ruch protestu, nazywając jego organizatorów terrorystami wspieranymi przez podmioty zagraniczne
.Minister spraw wewnętrznych Serbii Ivica Daczić poinformował w sobotę wieczorem, że policja zatrzymała 23 osoby. Dodał, że w zamieszkach ranni zostali policjanci, ale nie sprecyzował, ilu ich było.
Prezydent Serbii Aleksandar Vuczić ocenił, że uczestnicy protestu studenckiego pokazali jedynie „swoją agresywną naturę”.
Sobotnia demonstracja była pierwszym tak licznym zgromadzeniem zorganizowanym przez serbskich studentów w bieżącym roku. Organizowane od końca 2024 r. protesty są odpowiedzią na tragedię na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie z 1 listopada 2024 roku. W wyniku zawalenia się części dachu budynku zginęło 16 osób.
Studenci i popierający ich obywatele, którzy przez cały ubiegły rok regularnie organizowali masowe protesty, oskarżają władze o korupcję i zaniedbania, które miały doprowadzić do wypadku.
Prorządowe media i politycy władzy krytykują ruch protestu, nazywając jego organizatorów terrorystami wspieranymi przez podmioty zagraniczne. Demonstracje są też regularnie nazywane przez władze „kolorową rewolucją”.
PAP/MB



