
Bitwa wrocławska. Największa manifestacja stanu wojennego
Miało być wspólne odśpiewanie hymnu, minuta ciszy dla ofiar stanu wojennego i marsz pod dawną siedzibę Solidarności. Zamiast tego 31 sierpnia 1982 roku, w drugą rocznicę podpisania porozumień sierpniowych, centrum Wrocławia pokryła sieć barykad, na ulice skierowano tysiące milicjantów i żołnierzy, a starcia trwały do późnej nocy. Tak rozpoczęła się historia największej manifestacji ulicznej stanu wojennego – pisze Jolanta PAWNIK
.Napięcie rosło od początku sierpnia. Do uczczenia rocznicy przygotowywały się podziemne struktury we wrocławskich zakładach pracy, nasiliła się akcja ulotkowa, a na murach pojawiały się hasła wymierzone w komunistyczne władze. Ważnym sygnałem tego ożywienia była już manifestacja 13 sierpnia, kiedy po mszy w katedrze wrocławskiej zebrało się ok. pięciu tysięcy osób. Demonstranci skandowali „Solidarność zwycięży”, „Wałęsa”, „Frasyniuk” i „Wolność”, odpowiadając gwizdami na wezwania milicji do rozejścia się. Funkcjonariusze użyli pałek i armatek wodnych, zatrzymując 43 osoby.
Tego samego dnia odbyło się rozszerzone posiedzenie Regionalnego Komitetu Strajkowego Dolny Śląsk pod przewodnictwem Władysława Frasyniuka, w którym uczestniczyli również przedstawiciele dziewięciu największych wrocławskich zakładów przemysłowych. Ustalono szczegółowy plan obchodów 31 sierpnia. Manifestanci mieli zebrać się o godz. 15.30 na Placu Czerwonym, dzisiejszym Placu Solidarności, przed pierwszą siedzibą zakładowego komitetu założycielskiego związku, odśpiewać hymn i minutą ciszy uczcić ofiary stanu wojennego, a następnie przejść przez miasto pod dawną siedzibę Solidarności przy ulicy Mazowieckiej. Tam planowano odśpiewać Rotę i Boże, coś Polskę, po czym uczestnicy mieli spokojnie rozejść się do domów. Pod apelem podpisali się Władysław Frasyniuk, Piotr Bednarz i Józef Pinior. Do uczestnictwa w demonstracji wezwała również Solidarność Walcząca Kornela Morawieckiego.
Władze przygotowywały się do tego dnia ze świadomością, że może dojść do największego protestu od początku stanu wojennego. W Komitecie Wojewódzkim PZPR wprowadzono dyżury funkcjonariuszy partyjnych i tzw. Grup Samoobrony. Dyrekcjom przedsiębiorstw polecono tworzyć całodobowe sztaby, kontrolować wejścia i wyjścia pracowników, uniemożliwiać wywieszanie flag i haseł oraz zabezpieczyć zakładowe radiowęzły. Aparat partyjny miał jednocześnie prowadzić rozmowy z działaczami Solidarności, nakłaniając ich do „rozwagi i spokoju”.
Do dyspozycji władz postawiono 4313 funkcjonariuszy ZOMO i innych jednostek milicji, ok. 1200 żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza oraz 800 żołnierzy WSW i Wojska Polskiego. W odwodzie znajdowali się także słuchacze wrocławskich szkół oficerskich. 29 sierpnia rozpoczęły się prewencyjne zatrzymania opozycjonistów, a dzień później Polska Agencja Prasowa ostrzegła, że w przypadku poważnych niepokojów do działania mogą zostać użyte regularne oddziały wojska.
31 sierpnia wydarzenia zaczęły wymykać się spod kontroli na długo przed planowaną godziną rozpoczęcia manifestacji. Wczesnym popołudniem na Plac Czerwony napływały grupy ludzi, często uformowane już w zakładach pracy. Pierwsze starcia rozpoczęły się po godzinie 14.00, gdy milicja próbowała rozproszyć gromadzących się demonstrantów. Użyto wozów opancerzonych, armatek wodnych, petard i gazu łzawiącego. Protestujący odpowiadali kamieniami i butelkami z benzyną.
Część zgromadzonych ruszyła zgodnie z planem w stronę ulicy Mazowieckiej. Po drodze do pochodu dołączali kolejni mieszkańcy i w rejon Placu Dzierżyńskiego, dzisiejszego Placu Dominikańskiego, dotarła już wielotysięczna manifestacja. Przed godziną 17.00 ogromny tłum zgromadził się pod dawną siedzibą Solidarności. W tym czasie w innych rejonach miasta trwały starcia z protestującymi.
Najbardziej gwałtowne walki rozgrywały się między innymi w rejonie Legnickiej, Braniborskiej i Placu Strzegomskiego, przy Dworcu Świebodzkim, na Placu Pereca, ulicy Grabiszyńskiej, przy Pafawagu i Dolmelu, a także w okolicach Mostu Grunwaldzkiego. Demonstranci wznosili barykady z ławek, kubłów na śmieci, elementów ulicznego wyposażenia i dostępnych materiałów. Kamieniami i koktajlami Mołotowa atakowano wozy milicyjne, podpalano samochody i pojazdy opancerzone. Na Moście Grunwaldzkim przewrócony przez demonstrantów wojskowy Gaz-69 stanął w płomieniach, a następnie eksplodował.
Do najcięższych należały walki na ulicy Legnickiej. Kiedy jeden z transporterów opancerzonych został trafiony butelką z benzyną i zaczął płonąć, znajdujący się wewnątrz funkcjonariusz otworzył ogień z karabinka AK. Wieczorem Śródmieście było już poprzecinane barykadami, a do akcji wprowadzano kolejne oddziały milicji i wojska. Po zmroku nad miastem pojawiły się śmigłowce, z których zrzucano granaty z gazem łzawiącym i flary oświetlające rejony starć.
Informacje o tym, co się dzieje, na bieżąco przekazywało radio Solidarności Walczącej, a działacze SW wykorzystali niewielkie zagłuszarki, umieszczane między innymi w plastikowych mydelniczkach i zasilane zwykłymi dziewięciowoltowymi bateriami. Rozstawione na dachach kiosków, drzewach czy parapetach w strategicznych częściach miasta urządzenia miały utrudniać komunikację radiową milicji i Służby Bezpieczeństwa. Ich możliwości były ograniczone, ale niektóre pracowały jeszcze następnego dnia.
Jednym z najbardziej znanych obrazów 31 sierpnia stało się zdarzenie zarejestrowane przez Wojciecha Wójcika z podziemnej Agencji Fotograficznej „Dementi”. Milicyjna ciężarówka najechała na uczestnika demonstracji Jarosława Hyka, działacza Solidarności Walczącej. Na kolejnych kadrach filmu młody mężczyzna znikał pod kołami pojazdu. Nagranie udało się przemycić na Zachód, gdzie pokazały je światowe stacje telewizyjne, a francuski „Paris Match” opublikował fotografie pod dramatycznym tytułem „Śmierć polskiego gawrosza”. Informacja ta nie była prawdziwa. Hyk przeżył, doznał stosunkowo niewielkich obrażeń i po pobycie w szpitalu wrócił do działalności konspiracyjnej.
Tragiczny finał spotkał natomiast Kazimierza Michalczyka, 27-letniego tokarza z zakładów ELWRO i ojca dwojga dzieci. Został postrzelony i dwa dni później zmarł w szpitalu. Jego pogrzeb na Cmentarzu Grabiszyńskim również przerodził się w manifestację patriotyczną. Śledztwo dotyczące jego śmierci, prowadzone jeszcze po 1989 roku, nie doprowadziło do ustalenia osoby odpowiedzialnej za oddanie śmiertelnego strzału.
Skala wydarzeń 31 sierpnia we Wrocławiu zaskoczyła nawet ich uczestników. Według różnych szacunków w demonstracji i walkach na ulicach mogło uczestniczyć od 40 do nawet 70 tysięcy osób, co czyniło wrocławski protest największą manifestacją uliczną całego okresu stanu wojennego. Zatrzymano setki osób, rannych zostało również kilkudziesięciu milicjantów i żołnierzy, a starcia w niektórych częściach miasta trwały do trzeciej nad ranem.
31 sierpnia nie doprowadził oczywiście do przełomu politycznego. Aparat państwa dysponował siłą wystarczającą do odzyskania kontroli nad ulicami, nawet jeśli przez wiele godzin poszczególne oddziały ZOMO były wypierane przez demonstrantów. Wydarzenia pokazały jednak, że po ośmiu miesiącach stanu wojennego władze nie były w stanie zapobiec zgromadzeniu dziesiątek tysięcy ludzi i wybuchowi protestu obejmującego znaczną część miasta.
.Bitwa wrocławska pozostała jednym z najbardziej wyrazistych symboli oporu społecznego lat osiemdziesiątych. Przetrwała nie tylko we wspomnieniach jej uczestników, ale także na fotografiach i filmach wykonanych przez opozycyjnych dokumentalistów, dzięki którym obrazy płonących pojazdów, barykad i uciekających przed ZOMO mieszkańców Wrocławia trafiły poza granice Polski. Wydarzenia te przypomniał w 2016 roku film dokumentalny Beaty Januchty Bitwa wrocławska.

