Małgorzata WANKE-JAKUBOWSKA, Maria WANKE-JERIE: Wyrok na SIERPIEŃ

TSF Jazz Radio

Wyrok na SIERPIEŃ

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, przez 16 lat szef działu promocji na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka pięciu książek o bohaterach „Solidarności”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013) i Medalem „Zasłużony dla Wrocławia – Merito de Wratislavia” (2016).

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Małgorzata WANKE-JAKUBOWSKA

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, przez 18 lat rzecznik prasowy Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka pięciu książek o bohaterach „Solidarności”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013) i Medalem „Zasłużony dla Wrocławia – Merito de Wratislavia” (2016).

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

24 listopada 1982 roku Sąd Wojewódzki we Wrocławiu skazał Władysława Frasyniuka na sześć lat więzienia. Trwający siedem dni proces był jedynym procesem, podczas którego i obrońca mec. Stanisław Afenda, i oskarżony uzasadniali, że stan wojenny wprowadzono bezprawnie

.Dokładnie dzień przed 28. rocznicą urodzin Władysław Frasyniuk otrzymał od sądu szczególny „prezent”. 24 listopada 1982 roku Sąd Wojewódzki we Wrocławiu w III Wydziale Karnym ogłosił wyrok w imieniu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, uznając go winnym zarzucanych mu czynów i skazał na sześć lat pozbawienia wolności i cztery lata pozbawienia praw publicznych.

– Miał rację prokurator Kaucz, gdy mówił, że dostanę od sześciu do ośmiu lat – skomentował dziś bez emocji Władysław Frasyniuk. – Wrocławski sąd zdobył się na odwagę – ocenił – dostał od komunistycznego państwa prawo do podjęcia samodzielnej decyzji w zakresie tych dwóch lat i z tego skorzystał, orzekając w tym przedziale najkorzystniejszy dla mnie wyrok.zrzut-ekranu-2016-11-23-07-42-19

Skład był trzyosobowy i dwóch sędziów opowiedziało się za niższą karą, sędzia Mizio domagał się ośmiu lat. Warto pamiętać – dodał Frasyniuk – że był to pierwszy proces, w którym podważono dekret o stanie wojennym, jako sprzeczny z ówczesną konstytucją. Nie była to sytuacja, która ułatwiała sędziom podjęcie decyzji, jednak ją podjęli. Dziś doceniam te małe, ale pozytywne aspekty sprawy.

Nie był to tylko wyrok na konkretnego działacza „Solidarności”, nawet tak wysokiego szczebla, jak szef jednego z największych regionów związku. Zarówno przebieg samego procesu, jak i postawa oskarżonego dają tej sprawie znacznie szerszy wymiar. To nie był wyrok na Władysława Frasyniuka, to był wyrok na „Solidarność” i porozumienia sierpniowe, jak trafnie to ujął w ostatnim słowie oskarżony. Dlatego prof. Jerzy Przystawa, który zebrał i uporządkował cząstkowe materiały z procesu w formie książki, zatytułował ją „Wyrok na Sierpień”. Ukazała się ona w drugim obiegu nakładem Inicjatywy Wydawniczej Aspekt w 1983 roku, a jej autor ukrył się pod pseudonimem Andrzej Łaszcz.

Proces Władysława Frasyniuka był jednym z najważniejszych wydarzeń sądowych stanu wojennego, dlatego nie tylko budził społeczne emocje, ale także inspirował twórców. W 1984 roku powstał spektakl teatru podziemnego NST w reżyserii Andrzeja Makowskiego „Wyrok na SIERPIEŃ”, którego scenariusz oparty został na zapisie wypowiedzi z procesu Frasyniuka. Jego premiera odbyła się 15 listopada 1984 roku w kościele pw. św. Klemensa Dworzaka przy Alei Pracy, w drugą rocznicę rozpoczęcia pierwszej rozprawy. Uczestniczył w nim Władysław Frasyniuk, który dwa tygodnie wcześniej opuścił więzienie. Obecni też byli obaj obrońcy i ogromny tłum widzów.

30 lat po procesie Władysława Frasyniuka, 8 grudnia 2012 roku, w Teatrze Polskiego Radia odbyła się premiera słuchowiska radiowego „Wyrok na Sierpień”, również w reżyserii Andrzeja Makowskiego i z udziałem większości aktorów, którzy brali udział w spektaklu przed 28 laty. Była to niejako podwójna „rekonstrukcja” – po pierwsze jednego z ważniejszych procesów sądowych stanu wojennego, a po drugie spektaklu „teatru podziemnego” NST, który ten proces odtworzył. Słuchowisko cieszyło się sporym zainteresowaniem i spotkało się z życzliwym przyjęciem.

Odważył się jawnie inaczej myśleć

.Obrona przed oskarżeniem w sprawach o naruszenie dekretu z dnia 12 grudnia 81 o stanie wojennym jest często siłą rzeczy obroną  nie tylko tych osób, ale także obroną myśli i postaw, które mają odwagę reprezentować – tak zaczął swoją mowę obrończą mec. Stanisław Afenda, podkreślając, że tacy ludzie, jak Władysław Frasyniuk, nie są przestępcami w zwykłym tego słowa znaczeniu, że odpowiadają w gruncie rzeczy za ujawnianie i manifestację swoich myśli i przekonań.  Można się zastanowić nad tym – kontynuował swój wywód – czy jest rzeczą słuszną, aby pod koniec XX wieku ponosić trzeba było odpowiedzialność karną za to, że się inaczej myśli. A przecież Polska uchodziła przez wiele wieków za kraj tolerancyjny – dowodził – za kraj, w którym nie prześladowano ludzi z powodu ich myśli, sumienia czy wyznania. Przypomniał, że Rada Państwa PRL ratyfikował 3 marca 1977 roku Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, który m.in. gwarantuje prawo do wolności myśli.

zrzut-ekranu-2016-11-23-07-44-40Mec. Afenda zwrócił uwagę na to, że ratyfikowany przez PRL Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych przewiduje zawieszenie praw obywatelskich i politycznych w wypadku, gdy „wyjątkowe niebezpieczeństwo publiczne zagraża istnieniu narodu”.  Powołując się na ratyfikowany pakt, stwierdził, że wolność uzewnętrznienia przekonań podlegać może jedynie takim ograniczeniom, które są konieczne dla obrony bezpieczeństwa publicznego, porządku, zdrowia lub moralności publicznej, albo podstawowych praw i wolności innych osób.

– Oskarżony Frasyniuk przyznał, że wraz rzeszą członków zawieszonego NSZZ „Solidarność” zszedł do podziemia, jak kiedyś chrześcijanie do katakumb, i że nie zaprzestał uzewnętrzniania myśli przekonań. Zdecydował się na to ze szlachetnych, ideowych pobudek, pędząc przez okres około 10 miesięcy, do chwili zatrzymania go, życie tropionego i ściganego wygnańca – mówił mec. Afenda, podkreślając odwagę cywilną i pełną godności postawę oskarżonego.

Zaznaczył, że Frasyniuk od samego początku kwestionował wprowadzenie norm  stanu wojennego, które w ciągu jednej nocy „przewróciły bez jakiejkolwiek dyskusji ze społeczeństwem, czy choćby jego przedstawicielem – Sejmem, istniejący w państwie polskim porządek prawny”. Afenda powołał się w tym miejscu na wypowiedzi specjalistów prawa konstytucyjnego w tej kwestii, a w szczególności opinię doc. Stanisława Gebethnera z Uniwersytetu Warszawskiego, opublikowaną w nr. 8 „Państwa i Prawa” w artykule pt. „Stany szczególnego zagrożenia jako instytucja prawa konstytucyjnego”. W konkluzji tego artykułu autor stwierdził m.in., że „tylko i jedynie stan wojenny wprowadzony w związku z prowadzeniem wojny może usprawiedliwiać bezterminowe internowanie”, a także, iż „im ostrzejsze  są rygory stanu wojennego, tym bardziej muszą być rozbudowane instytucje kontroli sądowej, (…) zwłaszcza tych środków prewencyjnych, które naruszają osobistą nietykalność obywateli”. Stwierdził też, że doświadczenia historyczne dowodzą, iż istnieje tendencja do przedłużania stanów szczególnych w nieskończoność.

– Nasz stan wojenny – argumentował mec. Afenda – nie mieści się w tych naukowych ramach. Nie ma wojny, a są nadal bezterminowe internowania. Organa MSW działają swobodnie, poza jakąkolwiek kontrolą, nie mając obowiązku tłumaczenia się przed kimkolwiek i z czegokolwiek. I wreszcie, proszę Sądu, stan wojenny obowiązujący na terenie całego państwa nabiera cech permanencji – konkludował.

Dlatego, jak twierdził, nie można dziwić się biernemu oporowi bardzo znacznej części społeczeństwa, gdyż przepisy dekretu o stanie wojennym w znacznym stopniu ograniczyły prawa obywatelskie wynikające wprost z konstytucji PRL, która zapewnia wolność sumienia i wyznania, wolność słowa i druku, zgromadzeń, pochodów, wieców i manifestacji. Wszystkie te gwarancje obywatelskie – dowodził – zostały naruszone bez zmiany konstytucji, a Frasyniuk powoływał się wielokrotnie w trakcie swoich wyjaśnień na konstytucję, wiążąc opór społeczny przeciw stanowi wojennemu ze sposobem, w jaki został wprowadzony.zrzut-ekranu-2016-11-23-07-56-14

Mec. Afenda udowadniał, że dekret o stanie wojennym został wprowadzony z naruszeniem obowiązującej konstytucji, bowiem  zapis art. 31 ust. 1 stanowi, że Rada Państwa wydaje dekrety z mocą ustawy w okresach pomiędzy sesjami Sejmu i przedstawia je do zatwierdzenia Sejmowi na najbliższej sesji. W grudniu 1981 roku trwała sesja sejmowa. Postanowienie o stanie wojny, na mocy art. 33 ust. 1 konstytucji, uchwala Sejm, a dopiero, gdy Sejm nie obraduje – Rada Państwa.

– Tymczasem stało się to, o czym wszyscy wiemy  – mówił dobitnie. – Niewielka grupka osób, tworząca Radę Państwa ponad społeczeństwem i ponad Sejmem w ciągu kilku godzin zmieniła obowiązujący stan i porządek prawny.

W dalszej części wystąpienia mec. Afenda mówił o potrzebie dialogu władzy ze społeczeństwem i  szacunku dla poglądów odmiennych od tych, jakie reprezentuje władza. – Uczestnictwo obywatelskie jest podstawowym warunkiem demokracji – przekonywał. – Nie można, jak czyni to junta Pinocheta, skomplikowaną maszyną przemysłowego społeczeństwa sterować za pomocą bata. W nowoczesnych systemach rządzenia mandat władzy pochodzi od podwładnych, nie można więc go nadużywać.

– Nie można bez żadnej przyczyny rzucać petard gazowych do mieszkań, klatek schodowych, atakować z armatek wodnych, także idących spokojnie przechodniów, bić pałkami przypadkowo zatrzymanych ludzi, niezakłócających spokoju – oskarżał. – Są to fakty powszechnie znane i nie pozostają w zgodzie z dobrymi intencjami władzy. Czy powtarzające się co jakiś czas, ostatnio w pierwszej dekadzie tego miesiąca, branki mężów i ojców rodzin wieczorami z mieszkań, czy pastwienie się nad zatrzymanymi w zajściach ulicznych zanim staną przed prokuratorem, czy to wszystko nie stanowi działań przeciwko pokojowi społecznemu? – pytał retorycznie i przytaczał przykłady Sali sądowej, jak choćby pobicia oskarżonego podczas przesłuchania, a także przetrzymywania ludzi w więzieniach bez wyroków sądowych.

zrzut-ekranu-2016-11-23-08-06-37

.To wszystko, czyli niezgodność słów z faktami – uzasadniał obrońca – sprawiło, że społeczeństwo utraciło zaufanie do oświadczeń przedstawicieli władz. Dobitnym przykładem niezgodności słów z faktami była likwidacja dotychczasowych związków zawodowych. Po wprowadzeniu stanu wojennego ich zawieszenie miało być we właściwym czasie uchylone, a tymczasem decyzja o likwidacji zapadła bez jakiejkolwiek konsultacji ze społeczeństwem w przyspieszonym trybie – posłowie otrzymali projekt ustawy  na trzy dni przed posiedzeniem Sejmu, na którym została ona uchwalona.

Mec. Afenda zwrócił uwagę na fakt, że podsądnymi w procesach politycznych ostatnich miesięcy są z reguły ludzie bardzo młodzi, uczciwie pracujący, którzy nigdy dotychczas nie weszli w kolizję z prawem. Tak jak oskarżony Frasyniuk, który nie skończył jeszcze 28 lat. Trwałe bowiem i głębokie okazało się wzburzenie młodego pokolenia po okresie euforii z lat 80/81. Trzeba natomiast – przekonywał – umieć zjednać sobie tych młodych ludzi, którym dobro Polski leży rzeczywiście na sercu.

W dalszej części wystąpienia obrońca odniósł się do konkretnych zarzutów postawionych w akcie oskarżenia. Przekonywał, że argument podawany przez Frasyniuka, iż Regionalny Komitet Strajkowy powstał automatycznie, zgodnie z instrukcją Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, jest zasadny.  Podobnie w innych procesach o czyny z art. 46 dekretu o stanie wojennym, przedstawiciele oskarżenia uzasadniali, że na podstawie wewnętrznych regulacji komisje zakładowe przekształcały się w komitety strajkowe. Dlatego – przekonywał – prawdą jest, że Frasyniuk stanął na czele RKS, ale nie on go utworzył, a załogi „Pafawagu” i „Dolmenu” spontanicznie podjęły decyzję o strajku. Frasyniuk nigdy nie działał wbrew woli załóg. Zatem niezasadne jest twierdzenie z aktu oskarżenia, że utworzył on RKS i że zorganizował strajki.

Kolejnym argumentem poruszanym w mowie obrończej było zastosowanie przez załogi biernej formy oporu, mimo że – jak wyjaśniał Frasyniuk  – panowała w tych dniach żądza społecznego odwetu, spowodowanego masowymi krzywdami, wyrządzonymi przez tych, którzy działali w imieniu władzy. Były nawet takie zakłady, które podjęły próby wysadzenia się w czasie pacyfikacji.

– Ale rozważna i obywatelska postawa RKS i osobisty autorytet oskarżonego Frasyniuka sprawiły, że nie doszło na szczęście do tych zamierzonych tragicznych odruchów rozpaczy – przekonywał obrońca.  – Stosując taktykę biernego oporu oskarżony Frasyniuk chciał, jak wyjaśnił, „tonować” sytuację nawet wówczas, gdy siły porządkowe użyć miały bezpośredniej przemocy wobec strajkujących. Jego apel odniósł skutek, gdyż przeważająca część załogi zajezdni nr 7 opuściła ją przed wkroczeniem oddziałów ZOMO, a zostali tylko ci, którzy mieli pełnić służbę. O postawie RKS i przewodniczącego świadczy również fakt zwrócenia się do załogi MPK, by podjęła pracę w poniedziałek 14 grudnia, którego to dnia apel ten z pozytywnym skutkiem ponawiano.

Mec. Afenda zwrócił uwagę na sposób działania komitetów strajkowych w „Dolmelu” i „Pafawagu”, które m.in. pilnowały, by nie przemycano alkoholu na teren zakładów oraz zorganizowały zabezpieczenie narzędzi i zakładów pracy. Na terenie „Pafawagu” Frasyniuk otrzymał informację, że wszystkie większe zakłady pracy we Wrocławiu przerwały pracę oraz, że powstały w nich komitety strajkowe. Zadaniem Frasyniuka jako przewodniczącego RKS było przede wszystkim doprowadzenie do rozmów z przedstawicielami władz i pokojowe rozwiązanie konfliktu. Na wiecach natomiast apelował do załóg, aby nikogo nie zmuszać do akcji protestacyjnej oraz wzywał i prosił, aby nie ludzie nie uciekali się do czynnej obrony. Obrońca wspomniał również, że Frasyniuk także i przed stanem wojennym „gasił” akcje strajkowe na terenie Dolnego Śląska.

– W swym postępowaniu Frasyniuk zawsze dążył do rzeczywistej ugody społecznej, wierząc przez długi czas deklaracjom władzy o jej dobrych intencjach – przekonywał mec. Afenda. – Nigdy nie propagował czynnych działań obronnych, co łatwo przecież mógł uzyskać, gdyby takie metody uznał za prawidłowe.

Przytoczył wypowiedzi z przesłuchania świadków: Renaty Niemierowskiej, Barbary Grzybowskiej, Leszka Głowika, Antoniego Gancarza, Ryszarda Turki, Leszka Żołyniaka, Stanisława Demediuka, Tadeusza Duchińskiego i Ferdynanda Piaseckiego. Uwzględniając fakt, że niektórzy z nich odwołali częściowo lub w całości zeznania ze śledztwa, gdyż byli przesłuchiwani w warunkach gróźb i zastraszania, relacje świadków potwierdziły, że  Frasyniuk nie organizował, ani nie nawoływał do strajku, apelował natomiast o stosowanie biernego oporu i pokojowy charakter akcji protestacyjnych.  Dlatego trudno zgodzić się z określeniem go jako „działacza o przekonaniach ekstremistycznych”.

Powołując się na zawodowy obowiązek, mec. Afenda zauważył, że „zgodnie z art. 1 k.k. –  niekaralny jest czyn społecznie niebezpieczny, o ile nie jest zabroniony pod groźbą karną przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia.  Jest to zasada znana jeszcze prawu rzymskiemu – nullum crimen sine lege, czyli, że prawo nie może działać wstecz. A tymczasem w dekrecie o stanie wojennym, ogłoszonym w Dzienniku Ustaw z 14 grudnia 1981 roku, jest stwierdzenie, że obowiązuje on od dnia uchwalenia, czyli od 12 grudnia. Stanowi to kolizję z art. 1 k.k. – Taka wykładnia kolidujących ze sobą przepisów kodeksu karnego i dekretu o stanie wojennym naruszałaby rażąco zasady praworządności – przekonywał, powołując się na licznych przedstawicieli polskiej nauki prawa, a także na zapisy w ratyfikowanym przez Radę Państwa Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych. Dowodził tym samym, że niemożliwe jest karanie za czyny popełnione 13 grudnia, które w tym dniu nie były karalne.

Z innych przyczyn prawnych – uzasadniał – nie powinna być także karalna działalność Władysława Frasyniuka w dniach od 14 do 17 grudnia. Należyte ogłoszenie prawa następuje przez jego publikację w Dzienniku Ustaw, co oznacza, że komunikaty radiowe, telewizyjne czy zamieszczone w „Monitorze Dolnośląskim”, albo –  jak w przypadku Frasyniuka – informacje uzyskiwane od ludzi, nie stanowią prawidłowego ogłoszenia prawa. Przypomniał, że we Wrocławiu Dziennik Ustaw nr 29/81, zawierający dekret o stanie wojennym, nie był dla społeczeństwa dostępny do 29 grudnia 1981 roku.zrzut-ekranu-2016-11-23-08-09-07

– Tak więc –  podsumował swój wywód –  niezależnie od tego, że prawo karne nie może działać wstecz, jeśli dla sprawy surowsze jest lub przewiduje karalność czynów dotychczas niekaralnych – oskarżony Władysław Frasyniuk nie powinien, jeśli chodzi o okres 13-17 grudnia odpowiadać także dlatego, że prawo nie zostało należycie ogłoszone, tj. w taki sposób, aby wszyscy ci, którzy by tego chcieli, mieli realną możność się z nimi zapoznać.

.Odnosząc się do drugiej części aktu oskarżenia, w której  zarzucono Władysławowi Frasyniukowi inspirowanie i organizowanie ulicznych akcji protestacyjnych oraz obarczono odpowiedzialnością za zarzutów i przyznał się jedynie do udziału w przygotowaniach pokojowych manifestacji ulicznych w dniu 31 sierpnia 1982 roku, proklamowanych w całej Polsce przez TKK w porozumieniu z regionalnymi ciałami wykonawczymi, które to konsultowały zakładami pracy i innymi środowiskami.

Uzasadniał, że RKS popierał wszelkie akcje w zakładach pracy zmierzające do integracji załóg i odbudowy struktur organizacyjnych, sprzeciwiał się natomiast wszelkim działaniom nieskoordynowanym, a zwłaszcza ulicznym protestom, które – w przekonaniu Frasyniuka – były w większości prowokowane przez władze. Mec. Afenda przypomniał oświadczenie RKS z 17 lutego 1982 roku, w którym podkreślano, że związek będzie stosować wyłącznie środki statutowe, przytoczył także fakt odcięcia się od treści fałszywych, prowokacyjnych wezwań wydrukowanych pod szyldem „Solidarności”, a wzywających do wyjścia na ulicę 13 marca 1982 roku. Apele o niezorganizowanie demonstracji wystosowywał RKS 1 maja. Do rozruchów we Wrocławiu doszło 13 czerwca, ale RKS nie wzywał do demonstracji, zostały one sprowokowane przez atak służb porządkowych na tłum wiernych wychodzących z kościoła.

Odnosząc się do manifestacji w dniu 31 sierpnia 1982 roku, mec. Afenda przekonywał, że tam, gdzie władza okazała rozsądek, nie doszło do rozruchów. We Wrocławiu użyto broni, zginął młody człowiek, ojciec rodziny, w Lubinie ginęły trzy osoby. – Oskarżony Frasyniuk broniąc się przed tą częścią zarzutu powiedział, że nie czuje się odpowiedzialny za przelanie krwi, że pokojowa manifestacja nie musiała skończyć się tak tragicznym epilogiem, gdyby władze miały poczucie rzeczywistości i wykazały rozsądek, jak władze innych miast Polski – przypomniał obrońca, dodając kolejne argumenty przeciw zarzutom w akcie oskarżenia. Po pierwsze nie można mówić o manifestacjach w liczbie mnogiej, bo Frasyniuk nawoływał tylko do jednej 31 sierpnia, po drugie Frasyniuk nie inspirował, skoro była to akcja ogólnopolska, organizowana przez TKK, po trzecie tylko częściowo może być prawdziwe, że uczestnicy manifestacji doprowadzili do obrażeń ciała, gdyż trzeba wziąć pod uwagę, że zostali zaatakowani, że zaczęli się bronić i to nie z ich rąk zginęło czworo ludzi we Wrocławiu i Lubinie. Po czwarte, redakcja zarzutu zawierała sugestię, jakoby Frasyniuk przewidywał i godził się na tragiczne skutki manifestacji.

Przypomniał dwie pokojowe formy protestu, które – jak wyjaśniał Frasyniuk – popierał RKS, a mianowicie: przez pół roku od wprowadzenia stanu wojennego minuta ciszy w południe każdego 13 miesiąca oraz składanie kwiatów w miejscach pamięci. Miały one na celu integrację załóg i kanalizowały społeczne niezadowolenie.

– Historia powojennego wymiaru sprawiedliwości – mówił w końcowej części wystąpienia – dostarczyła nam smutnych bardzo doświadczeń. Szereg wyroków sądowych z tzw. okresu stalinowskiego nie miało nic wspólnego z wymiarem sprawiedliwości w prawidłowym tego słowa znaczeniu. Procesy radomskie z roku 1976 już po upływie czterech lat zostały wznowione i doprowadziły do rehabilitacji skazanych. Jak więc wszystko jest względne i nietrwałe, inaczej mówiąc, jak niepewna jest nasza praworządność.

W tym kontekście przypomniał poznański Czerwiec 1956 roku, wydarzenia na Wybrzeżu z grudnia 1970 roku. W obu tych miejscach stoją krzyże ku czci zabitych. A wystarczyły zaledwie cztery lata, by dokonano gruntownej zmiany ocen wydarzeń z Radomia 1976.

– Jest rzeczą smutną i przygnębiającą w naszej rzeczywistości, że z powodu tych tragicznych zdarzeń związanych ze śmiercią wielu ludzi, nikt nie poniósł żadnej odpowiedzialności. Oskarżony Władysław Frasyniuk, który nikogo nie zabił i który proklamował zasady biernego oporu tylko – musi dziś odpowiadać przed sądem.

Mocno zabrzmiały ostatnie słowa mowy obrończej: – Władysław Frasyniuk odpowiada przed polskim sądem jako Polak, którego przestępstwo – jeśli patrzeć na to od strony życia, a nie prawa – polega na tym, że odważył jawnie inaczej myśleć.

Wniósł o wydanie wyroku uwzględniającego wszystkie okoliczności przedstawione przez obronę.

Epilog

.Odważna mowa obrończa mec. Stanisława Afendy, w której – broniąc oskarżonego Władysława Frasyniuka – oskarżył władze o złamanie obowiązującego prawa, przeszła do historii polskiej palestry i zapisała jej chlubną kartę. To nie pierwsza i nie jedyna sprawa, w której Afenda bronił oskarżonych działaczy „Solidarności”. Jako cywilista, a nie karnista, zachowywał się – jak sam mówił – tak jak lekarz, który nie odmawia pomocy.

Był obrońcą w 16 procesach politycznych. Jego pierwsza sprawa w trybie doraźnym, to proces Leszka Żołyniaka w styczniu 1982 roku, druga w marcu, w której bronił prof. Andrzeja Wiszniewskiego, kolejne z czerwca – Janusza Ferdynanda Peronia, Bogdana Karaudy, w lipcu był obrońcą Wandy Szuszkiewicz, a we wrześniu – Alicji Jakubiszyn i Lidii Siennickiej. Władysław Frasyniuk był jego siódmym w kolejności klientem. W następnych latach bronił też Barbarę Labudę, Jerzego Skrzypińskiego, Joannę Maszczak, Pawła Zadurę, Lothara Herbsta i Jerzego Filaka.

Ale represje spotkały go dopiero po sprawie Władysława Frasyniuka. Już następnego dnia po wygłoszeniu mowy obrończej, gdy po ogłoszeniu wyroku wrócił do swojego gabinetu, został zatrzymany przez SB i zawieziony do siedziby WUSW. „Rozmowa” trwała dwie godziny. Domagano się od niego złożenia samokrytyki. Po jakimś czasie próbę ponowiono. Bezskutecznie.

Mec. Stanisława Afendę spotkały również sankcje dyscyplinarne. Zdaniem ówczesnego ministra sprawiedliwości Sylwestra Zawadzkiego w mowie obrończej w sprawie Władysława Frasyniuka przekroczył granice wolności słowa. Początkowo, w formie półoficjalnej, przekazano mu z ministerstwa ostrzeżenie, że jeśli sam nie zrezygnuje z funkcji dziekana Rady Adwokackiej, nie będzie mógł być dłużej ani dziekanem, ani adwokatem. Mimo to nie zrezygnował i dlatego 28 sierpnia 1983 roku minister zawiesił  go w prawie wykonywania zawodu i zostało wszczęte przeciw niemu postępowanie dyscyplinarne. Z uwagi na osobę mecenasa, sprawa została przekazana do rozpoznania Sądowi Dyscyplinarnemu Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu.

zrzut-ekranu-2016-11-23-08-12-33Formalnie został obwiniony o to, że „jako obrońca oskarżonego Władysława Frasyniuka na rozprawie w dniu 23 listopada 1982 roku w przemówieniu obrończym nadużył wolności słowa, używając zwrotów obrażających Radę Państwa oraz ujemnych sugestii, co do zasad praworządności w okresie stanu wojennego, czym naruszył zasady etyki i godności zawodu adwokackiego, tj. o przewinienie przewidziane w art. 80 Ustawy Prawo o Adwokaturze”.

Mec. Afenda nie przyznał się do stawianego mu zarzutu. Sąd Dyscyplinarny, który orzekał w składzie: adw. Jan Jujka, adw. Bolesław Urbanowicz oraz adw. Eugeniusz M. Michałek, uchylił decyzję ministra o zakazie wykonywania zawodu i uniewinnił go od stawianego mu zarzutu.

Minister  wniósł jednak rewizję od wyroku. Za drugim razem sąd sprawę umorzył, przyjmując znikomą społeczną szkodliwość czynu. Minister sprawiedliwości ponownie nie zgodził z wyrokiem, uznając, że szkodliwość czynu jest duża, gdyż mec. Afenda jako dziekan „demoralizuje młode pokolenie adwokackie”. Wniósł więc rewizję do Sądu Najwyższego, który uznał, że Afenda nie obraził Rady Państwa, tylko uchybił jej godności i powadze. Dopiero po trzech latach, w związku z amnestią, postępowanie umorzono.

Mec. Stanisław Afenda zmarł 5 maja 1990 roku. Pośmiertnie został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w kształtowaniu państwa prawa, a zwłaszcza za działalność na rzecz niepodległości Państwa Polskiego oraz za obrony osób represjonowanych w stanie wojennym. Odznaczenie zostało wręczone 3 maja 2009 roku.

– To wszystko, co robił, wynikało z głębokiego przekonania, że tak trzeba. Robił to dla Polski, dla „Solidarności” – mówi dziś Elżbieta Afenda-Rossa, córka mecenasa Afendy.dsc_0015

Małgorzata Wanke-Jakubowska
Maria Wanke-Jerie
Fragmenty książki „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”, Wydawnictwo „Profil” 2013. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam