Przyszłość jest w Azji [Oskar KOŚCIAŃSKI]

w Singapurze

Studiuję w Singapurze i mam wrażenie, że mieszkam w miejscu, w którym przyszłość jest kształtowana w czasie rzeczywistym, a nie w prezentacjach i strategiach na 2030 rok. Tu wszystko dzieje się szybko i jest blisko: pieniądz, technologia, logistyka, uczelnie, startupy i państwo. Całość dobrze ze sobą współgra, jak dobrze naoliwiona maszyna.

Przyszłość jest dziś, tutaj

.Interesujące są rozmowy z Singapurczykami pochodzącymi z Chin, którzy wychwalając swój kraj stawiają zarzut, który w Europie uznano by za skandaliczny. „Wy w demokracji kłócicie się o regulacje, macie wojny kulturowe, spory proceduralne i długie cykle decyzyjne. My budujemy” – rzucił ostatnio jeden z nich. To brzmi jak propaganda podana w formie żartu. Problem polega jednak na tym, że dobre żarty często trafniej i dosadniej oddają rzeczywistość niż raporty.

Kocham Polskę, Europę. Nasze miasta, kulturę, gastronomię. Także to „ludzkie tempo”, w którym da się oddychać, doświadczać życia społecznego, a nie tylko realizować projekty. Jednak coraz częściej zadaję sobie pytanie: czy Europa w tym tempie jeszcze z kimkolwiek wygra – poza konkursem na najładniejszy skansen?

Świat widziany z Azji – sieć powiązań

I tutaj warto podkreślić jedną rzecz: Azja to nie utopia. Singapur – ten podręcznikowy „model nowoczesnego państwa” – też czasem łapie zadyszkę. Wystarczy, że globalne szlaki dostaw zmienią rytm, a nawet najlepiej zsynchronizowane węzły zaczynają się korkować. Tyle że ta zadyszka nie wywołuje lamentu, szukania winowajców. Zamiast tego podejmuje się szybkie działanie tuż po zdiagnozowaniu problemu. Na jego wyjaśnienie pozwalają pytania: co właściwie się wydarzyło? Co było tego przyczyną? Jak rozwiązać problem? Jak zapobiec tego typu sytuacjom w przyszłości? Azja widzi świat jak sieć powiązań: przepływów, standardów, punktów styku, wąskich gardeł. I jeśli świat jest siecią, to wygrywa nie ten, kto ma najładniejszą narrację, tylko ten, kto buduje stawia węzły – porty, terminale, huby przeładunkowe (i standardy), przez które przechodzą globalne przepływy towarów, a wraz z nimi pieniędzy. Dzięki temu szybciej ustala zasady gry globalnych przepływów. 

I to nie jest abstrakcja, bo w 2024 w Singapurze przeładowano ponad 41 mln TEU, czyli równowartość 41 mln standardowych kontenerów 20-stopowych. Co najważniejsze  ok. 90 procent towarów to nie import czy eksport, tylko przeładunek. Wszelkie dobra są przeładowywane i kierowane do miejsc docelowych. A więc Singapur jest globalnym przełącznikiem w transporcie. To nie port, to router świata.

Edukacja w Azji

A co z edukacją? W Europie podkreśla się wagę przedmiotów ścisłych. Podkreśla się przewagę umiejętności nad wiedzę, ale jak sprawa wygląda w praktyce. Jednym z mierników może być system oparty o akronim STEM, na który składają się: nauki ścisłe, technologia, inżynieria, matematyka. W Azji to nie jeden z priorytetów edukacji, tylko fundament rozwoju. I nie chodzi o magiczną moc dyplomów. Skala robi wrażenie: w 2020 roku chińskie uczelnie opuściło ok. 3,57 mln absolwentów STEM; amerykańskie – 0,82 mln, francuskie – 0,22 mln, niemieckie – 0,216 mln. W Chinach w ramach systemu STEM ponad 40 procent absolwentów ukończyło ten program, w USA około 20 procent. Chodzi o przewagę w zdobyciu kompetencji,  co ma wpływ na tempo rozwoju kraju. Więcej absolwentów programu STEM, to więcej zrealizowanych pożytecznych dla państwa projektów. Tu prestiż bierze się z wprowadzonych przedsięwzięć, a w Europie coraz częściej z tego, że coś dobrze brzmi – jest godne z aktualnymi politycznymi i światopoglądowymi prądami.

Chiński postęp

Najbardziej czytelnym symbolem rozwoju, który możemy zauważyć są chińskie samochody elektryczne. Jeszcze dekadę temu w Europie mówiono, że „my robimy samochody, a oni robią podróbki”. Tylko Korea Południowa i Japonia mogła na tym rynku konkurować z europejskim czy amerykańskim przemysłem samochodowym. Dziś już o nich nikt nie mówi. Chińskie auta są po prostu w lepszej cenie. To są komputery na kołach: software, dane, aktualizacje, usługi, integracja z infrastrukturą. I nagle okazuje się, że wyścig nie jest o to, kto ma lepszy silnik. Wyścig jest o to, kto ma lepszy system.

Wtedy w Europie pojawia się pytanie, wypowiadane z mieszaniną zdziwienia i niedowierzania: jak to się stało, że Chiny w tak krótkim czasie zrobiły taki postęp? Odpowiedź jest bolesna w swojej prostocie: bo kwestię rozwoju potraktowali nie jak „zielony trend”, tylko jak ekonomiczny projekt do zrealizowania. Państwo, przemysł, uczelnie –  jedna drużyna, jedna tablica wyników, jeden KPI: technologia i skala. Można tego modelu nie lubić. Można się tym brzydzić. Ale trudno udawać, że to nie działa: gdy po europejskiej stronie toczą się rozmowy, konsultacje, uzgodnienia, to w Azji przechodzi się już do fazy realizacji projektu.

Europa: cywilizacja, która ma rację… 

W Singapurze słyszę czasem zdania, które w Europie uznano by za arogancję: „u was trwa debata, czy wolno, u nas trwa budowa”. I jasne, jest w tym trochę arogancji. Ale w tej arogancji kryje się prosta prawda: jeśli przegrywasz czas, przegrywasz rynek. A potem zostaje już tylko pisanie raportów i analiz o przyczynach porażki, z wykresami i wnioskami na przyszłość, które przeczytają tylko naukowcy, teoretycy.

…w sprawach, o które nikt już nie pyta

Europa ma filary, o które pół świata wciąż walczy: instytucje, rządy prawa, przewidywalność, wysoką jakość życia. Problem zaczyna się wtedy, gdy te instytucje zamieniają się w system hamulców (mechanizm ochrony przed błędem), zamiast w platformę sprawczości. Ochrona jest ważna. Ale jeśli chronimy się przed wszystkim, to chronimy się też przed rozwojem. I kończymy jako cywilizacja, która ma rację… w sprawach, o które nikt już nie pyta.

Europa jest ciągle w grze. W 2024 nominalne PKB Unii to ok. 19,46 bln dolarów –  praktycznie tyle co chińskie 18,75 bln dolarów. Problem w tym, że ta masa coraz rzadziej zamienia się w przyspieszenie. Widać to nawet na pierwszy rzut oka w prognozach na najbliższe lata. Komisja Europejska zakłada wzrost realny w UE na poziomie 1,4% na 2026 rok. A IMF widzi ok. 4,5% na rok 2026 w Chinach. Różnica prędkości będzie miała wpływ na dominację gospodarczą w świecie. Przyszłość naprawdę jest dziś w Azji, ale to nie znaczy, że Europa musi być biernym obserwatorem. Pozostanie w grze, jeśli przestanie udowadniać, że ma moralne racje i na nowo udowodni, że potrafi budować.

***

Jeśli pobyt w Singapurze i rozmowy z Azjatami mówią mi coś ponad wszelką wątpliwość, to przede wszystkim to: że przyszłość buduje się tam, gdzie liczy się realizacja obietnic. STEM nie jest modnym hasłem, tylko masowym projektem. Trzeba przemodelować myślenie: nie traktować instytucji jako miejsca do kontemplacji, tylko narzędzie do szybkiego działania. Nie postrzegać regulacji nie jako mur, ale jako przewidywalną drogę dla wspólnego rynku.

Nie chcę świata, w którym jedynym ideałem jest azjatycki wyścig bez końca. W wielu miastach Azji podziwiam nowoczesność, ale nie czuję się „u siebie”. Brakuje mi europejskiej miękkości: ulic z kamienicami i historią, przestrzeni do życia, a nie tylko do działania. Właśnie dlatego zależy mi, żeby Europa nie została pięknym, wygodnym skansenem – miejscem, które świetnie reguluje rzeczywistość tworzoną gdzie indziej.

Oskar Kościański

Startuper i student Management and Artificial Intelligence. Studiuje na Singapore Management University w Singapurze oraz Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Pasjonat astronomii. Interesuje się startupami, nowymi technologiami, historią, psychologią i polityką. Gdy jest offline, podróżuje lub czyta książki.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 kwietnia 2026