„Pustka po wielkich synagogach” w Żydowskim Muzeum Galicja w Krakowie

Zachowane ryciny, fotografie i plany monumentalnych synagog z 13 miast w całej Polsce, zniszczonych przez Niemców i nie odbudowanych po II wojnie światowej, ukazano na wystawie „Niewyobrażalne. Pustka po wielkich synagogach” czynnej od niedzieli w Żydowskim Muzeum Galicja w Krakowie.

Wystawa „Niewyobrażalne. Pustka po wielkich synagogach”

.Jak wskazały kuratorki ekspozycji Anna Wencel i Jagoda Wójcicka, otwarcie wystawy następuje w 86. rocznicę spalenia Wielkiej Synagogi w Oświęcimiu – wydarzenia, które miało miejsce w nocy z 29 na 30 listopada 1939 roku. Wystawa „Niewyobrażalne. Pustka po wielkich synagogach” w Żydowskim Muzeum Galicja potrwa do 31 sierpnia 2026 roku. Wstęp jest wolny.

– To celowe przesunięcie akcentu z daty przemocy ku gestowi pamięci – podkreśliły autorki wystawy.

Ekspozycja została przygotowana w oparciu o zachowane ryciny, fotografie, plany budynków i dawne plany miast z czasów, kiedy monumentalne synagogi jeszcze istniały. Współcześnie – zaznaczyły kuratorki – można je poznać tylko ze zdjęć, rycin, opisów, dokumentacji, spisanych relacji świadków. Niektóre stają się przedmiotem studiów badawczych i zyskują cyfrowe rekonstrukcje.

Według autorek wystawy wielkie synagogi, w większości zbudowane w XIX i na początku XX wieku, imponowały nie tylko skalą, ale i stylem. Zostały zbudowane w różnych stylach – od neogotyckiego po mauretański. Stanowiły też ważne punkty orientacyjne i były ważnym punktem odniesienia nie tylko dla lokalnych społeczności żydowskich, ale także dla wszystkich mieszkańców miast.

Synagogi te bezpowrotnie zniknęły w wyniku wydarzeń zapoczątkowanych podczas Nocy Kryształowej w listopadzie 1938, a kontynuowanych podczas II wojny światowej.

Zdaniem kuratorek ekspozycja zwraca uwagę na skalę zniszczenia przedwojennych zabytków architektury sakralnej. – Powodem likwidacji tych niezwykłych budowli były nienawiść i przemoc – podkreśliły.

Wśród przypominanych budowli są m.in. Synagoga Nowa w Tarnowie (data zniszczenia – 9 listopada 1939), Nowa Synagoga w Szczecinie (9 listopada 1938), Nowa Synagoga we Wrocławiu (9 listopada 1938), Wielka Synagoga w Oświęcimiu (29/30 listopada 1939), Nowa Synagoga w Częstochowie (25 grudnia 1939), Wielka Synagoga w Warszawie (16 maja 1943).

„Jestem z drugiego pokolenia po Holokauście. Mieszkam w Polsce”

.Antysemityzm istnieje od tysięcy lat. Kto go szuka, może go znaleźć. Ja go nie szukam. Mogę powiedzieć, że w Rzeszowie i Rymanowie czuję się bardzo dobrze. Nie czuję się niechciana, wręcz przeciwnie – pisze Małka Shacham DORON na łamach „Wszystko co Najważniejsze”

Od kiedy pamiętam, pytano mnie, czy jestem Polką. Jako że jestem urodzona w Izraelu, nie rozumiałam, skąd takie pytanie. Izrael jest krajem stworzonym przez ludzi z różnych części świata.

Kiedy mając cztery lata, po raz pierwszy zobaczyłam się w lustrze, byłam w szoku. Zaczęłam płakać. Mama spytała mnie, dlaczego płaczę. Odpowiedziałam, że nie chcę mieć niebieskich oczu i białej skóry, chcę mieć brązowe oczy i śniadą skórę, jak wszyscy. Kiedy poszłam do przedszkola, zaczęłam poszukiwać swojej tożsamości. Nie tylko ja. Wszystkie dzieci zaczynają zastanawiać się, skąd pochodzą, skąd pochodzi ich rodzina i dlaczego są w Izraelu.

Jestem z drugiego pokolenia po Holokauście. To, o czym napiszę, dotyczy też innych. Tych, których przodkowie urodzili się w Polsce albo w innych krajach Europy. Gdy więc piszę „ja”, myślę „my”. My, którzy urodziliśmy się po drugiej wojnie światowej w Izraelu i w innych miejscach.

Ten tekst powstaje w Polsce, nie w Izraelu, to dla mnie ważne. Nie jestem turystką. Od dziesięciu lat spędzam w Polsce każdy sierpień. Od sierpnia 2016 r. mieszkam w Rymanowie. Uczę się nowego punktu widzenia na historię, którą poznałam w Izraelu. Stąd wszystko wygląda inaczej. Izrael jest daleko, a ja jestem sama. Mam książki i internet; są tu ludzie, którzy chcą ze mną rozmawiać. Jestem izraelską Żydówką, która zwariowała i postanowiła zamieszkać w Polsce.

Urodziłam się w Izraelu. Moja mama pochodziła z Rymanowa, tata z Krakowa. Oboje przeżyli Holokaust.

Mama, Frida Stary, uciekła w 1939 roku z Dynowa do Rosji, gdzie zesłana została na Syberię, bo powiedziała, że jest Polką i mają piekarnię w Iwoniczu i Rymanowie. Tata (muzułmanin) był w krakowskim getcie, następnie w Częstochowie, przeszedł siedem obozów, odzyskał wolność po wyzwoleniu Buchenwaldu przez Amerykanów w 1945 roku. Ważył trzydzieści sześć kilogramów. Po wojnie oboje wrócili do Polski i zaczęli planować wspólne życie. Mama zaczęła studiować na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pobrali się w 1949 roku. Wyjechali do Izraela, widzieli bowiem, jak w kraju rozprzestrzenia się komunizm. Mama pamiętała, co wydarzyło się w Rosji.

Byłam więc córką dwojga emigrantów, którzy nie mówili ani słowa po hebrajsku. Mówili do mnie w jidysz, bym nic nie rozumiała po polsku. Starali się, bym była szczęśliwa, jadła dużo, bawiła się, uczyła się grać na skrzypcach.

W szkole był obchodzony Yom HaShoah – Dzień Holokaustu, zawsze tydzień po Dniu Niepodległości Izraela. W tym dniu od dzieciństwa wszyscy słyszeliśmy syreny – wszyscy o 11.00 stają na baczność, także wszystkie dzieci. Co roku proszono mnie, bym czytała wiersz Abrahama Śląskiego „Haneder”. Opowiada, co wydarzyło się wiele lat temu, czego nie byłam w stanie zrozumieć. Jak możliwe było coś takiego.

Gdy miałam dziesięć lat, dostałam książkę od mamy „Tu nie ma motyli”. Były tam wiersze i rysunki dzieci z getta Theresienstadt. Książka wydana była pierwotnie przez Hannę Wołkow w Czechosłowacji, następnie po hebrajsku przez Abę Kownera. Był to pierwszy dla mnie dowód na to, co stało się w Theresienstadt. Pamiętam jeden wiersz, który zrobił na mnie szczególne wrażenie. Autorem był Paweł Friedman. Pisał, że nie widział tam motyli, bo motyle nie żyją w getcie. Chodziłam z tą książką codziennie do szkoły, pokazałam ją wszystkim kolegom. Opowiadałam, że moja babcia pewnie też tam była i że w getcie też były dzieci. Moja nauczycielka była zachwycona.

Kiedy miałam dwanaście lat, znalazłam w księgarni pamiętnik Anny Frank. Otworzyło mi to serce i duszę. Anna podobnie jak ja była dziewczynką, lubiła się bawić i lubiła kolegów, ale była zamknięta. Ja byłam wolna. Poczułam z nią niezwykle silną więź duchową. Było mi niezwykle smutno. Ja też pisałam pamiętnik, też byłam zakochana w koledze z klasy. Miałam ładną sukienkę, grałam kilka godzin dziennie na skrzypcach, chodziłam na koncerty. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego jej przydarzył się taki los. Zaczęłam wypytywać rodziców o Holokaust – co się tam wydarzyło, jak oni przeżyli. Nie dostałam odpowiedzi. Tata powiedział, że jak mi powie, to i tak nie zrozumiem. Mama obiecała, że kiedyś mi to wszystko opisze, a teraz mam się bawić. Poczułam, że jest jakiś ogromny sekret, że coś jest ukryte.

Do naszego domu przychodziło wiele osób, wujków i cioć. Rodzice przedstawiali mi ich – ciocia Franka, Lola, wujek Izaak. Ale ja wiedziałam, że to nie jest moja prawdziwa rodzina. Zastanawiałam się, gdzie są moi prawdziwi wujkowie, ciocie, dziadkowie. Gdzie oni są? Ilu ich było? Co z nimi się stało? Zaczęłam czytać książki o Zagładzie, zaczęłam szukać sama.

Mając dziesięć lat, uciekłam z domu na proces Eichmanna i pojechałam do Jerozolimy. Zadzwoniłam do mojej matki do pracy, z płatnego telefonu, ponieważ nadal nie mieliśmy telefonu w domu. Zostawiłam jej list w kuchni, żeby się nie martwiła. Chciałam zobaczyć na własne oczy, jak wygląda Niemiec, jak wyglądają ludzie, którzy organizowali Holokaust, jak ich sądzą.

Patrzyłam na Eichmanna, jak siedział na sali, jak robił miny. Pamiętam tę atmosferę, pamiętam tych ludzi. Nie chciano mnie wpuścić, nie wpuszczano dzieci. Prokurator Gideon Hausner mówił, że nie stoi tu sam, stoi za nim sześć milionów pomordowanych podczas Holokaustu. Zrozumiałam w tym momencie, że stoi tam sześć milionów duchów pomordowanych, w tym ponad milion pomordowanych dzieci.

Wysłuchiwałam kolejnych świadków i kolejnych ofiar. Widziałam, jak Yehiel Dinur mdlał podczas zeznań i jak wynoszono go z sali. Codziennie dzwoniłam do mamy do pracy, by mama nie przyjeżdżała do Jerozolimy i nie zabierała mnie. Wiedziałam, że coś się zmieniło.

Kiedy mama przyjechała po mnie do Jerozolimy, opowiadałam jej, że to bardzo ważne, że udało mi się tam być. Widziałam całą moją rodzinę, wiedziałam, gdzie oni są. Oni są duchami. Czytałam wszystkie książki Kacetnika (Yehiel Dinur) i wszystkie Aharona Appelfelda. Szukałam książek o polskich miastach (sztetlach, „sifrei zikaron shel ayarot yehoudiot”), przyszłam do rodziców, by poprosić ich, abym mogła pojechać z nimi na Dni Pamięci do Rymanowa. Rodzice odmówili. Mówili, bym poczekała, bo jestem za młoda.

Zrozumiałam, że ponad milion dzieci zginęło w Holokauście. Zaczęłam poszukiwać. Kiedy poszłam do liceum, zdecydowałam, że nauczę się historii na maksymalną liczbę punktów. Chciałam wiedzieć wszystko. Byłam bardzo naiwna. Nie wystarczyła mi wiedza podręcznikowa. Chciałam dowodów, świadków. Poszukiwałam ludzi. Nie było łatwo ich znaleźć. Wszyscy byli już Izraelczykami, mieli nowe życie. Nie byli już bojącymi się Żydami, obawiającymi się antysemityzmu, pogromów, Holokaustu. Mieli nowe życie i nowe państwo.

Miałam pretensje, że Żydzi nie walczyli, że szli jak do jatki. Kiedy dowiedziałam się, że istnieli żydowscy partyzanci, byłam dumna. My, drugie pokolenie w Izraelu, uważaliśmy, że my nie dalibyśmy się zabić. Zrozumiałam w końcu, jakimi metodami Niemcy doprowadzili do tego, że Żydzi stali się bezbronni. Jak Niemcy utrudniali życie, by nie chciało się nawet żyć.

Na maturze zdałam historię na pięć punktów, rozszerzoną. Po maturze, kiedy trafiłam do wojska, zrozumiałam, jak wszyscy młodzi ludzie w Izraelu, że należy służyć państwu, by mieć silną armię, by Holokaust nigdy się nie powtórzył. Nie chciałam, by historia powtórzyła się w innej formie mnie, moim dzieciom. Przyszłość Izraela to nasza przyszłość. Aby Żydzi nie byli już mniejszością, by mieli swój kraj.

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/milka-shacham-doron-jestem-z-drugiego-pokolenia-po-holokauscie-mieszkam-w-polsce/

PAP/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 30 listopada 2025